Rozdział 183.
15 maja 2013
Maciek siedział na sofie i udawał, że ogląda telewizję. Gdy tylko weszliśmy do salonu spojrzał na mnie.
- Wszystko okej – odpowiedziałam na jego nieme pytanie. Zajęliśmy swoje wcześniejsze miejsca. Hazza na fotelu, na przeciwko niego Maciek, a między nimi ja. W powietrzu niemal było czuć iskry. Chłopaki skakali wzrokiem z swoich twarzy na moją, nastała niezręczna cisza.
- Jak w szkole? – odezwał się Harry do Maćka – On mnie rozumie, co…? – zwrócił się kpiąco do mnie.
- Rozumiem, nie jestem idiotą, jak… – zmroziłam go wzrokiem zanim dokończył. – W szkole spoko. – odparł grzecznie uśmiechając się sztucznie do loczka – Jak fanki?
- Fanki spoko, a twoje? – zapytał Hazza nie odrywając wzroku od oczu Maćka.
- Moje też spoko. Lubią mnie, chociaż nie mają piórników, zeszytów, plecaków i czapek ze mną. Przynajmniej nie wyciągam od nich kasy. Nie płacą mi za spotkania ze mną, tak jak niektórym… – prowokował loczka – Sprzedawanie kubków i talerzy ze swoimi zdjęciami, aby wyciągnąć jak najwięcej kasy od rodziców swoich nieletnich fanek, jest na poziomie kariery Hanny Montana. W sumie, wasz poziom, co Haroldzie? – zakończył zadziornie.
- Maciek! – upomniałam go.
- Mnie przynajmniej stać na bilet do Londynu. Nikt nie musi mi go sponsorować. Nie wykorzystuję finansowo moich przyjaciół, tym bardziej jeśli są kobietami – Hazza od razu odbił piłeczkę na co Maciek strasznie się zmieszał i jako pierwszy spuścił wzrok z twarzy rywala. Jego uwaga nie spodobała mi się jeszcze bardziej, niż szydzenie z gadżetów z One Direction. Zrobiło mi się przykro, Harry przecież sam kupił mi bilet na samolot, gdy byłam w Nowym Yorku.
- Przynajmniej teraz wiem jak mnie postrzegasz – wtrąciłam, a Hazza spojrzał na mnie pytająco – Bilet z Nowego Yorku do Londynu jest nieporównywalnie droższy niż z Polski – powiedziałam a wzrok przyjaciela zmienił się w niemal w przerażony.
- To nie tak Olii, ja… nie o to mi chodziło. Nie chciałem tego powiedzieć. Ja i ty to zupełnie coś innego…
- Prosiłam cię o numer konta, chciałam ci oddać te pieniądze. Takie uwagi naprawdę nie są potrzebne – przerwałam jego nieskładną wypowiedź.
- Wiesz co, pójdę już – powiedział chłopak wstając z kanapy. Maciek uważnie przyglądał się nam. – Nasze dzisiejsze spotkanie doprowadzi tylko do kłótni. Chodź ze mną, odprowadź mnie proszę do drzwi – podszedł do mnie i podał mi dłoń, którą zignorowałam. Wstałam z sofy i przodem przeszłam do przedpokoju, spełniając tym prośbę Hazzy. Chłopak założył buty, wziął swoją kurtkę z wieszaka i trzymając ją w ręce stanął naprzeciw mnie. – Słuchaj mnie uważnie Olii, przepraszam cię za tą głupią uwagę. Wiem, że mogłaś się poczuć urażona, ale ona nie była skierowana do ciebie. Wymyśliłem coś na szybko, aby jak najbardziej dowalić Marleyowi…
- Maćkowi – poprawiłam.
- Whatever – odparł tradycyjnie – Tak naprawdę wcale tak nie myślę. Przyjaciele powinni sobie pomagać w każdy możliwy sposób i nie ma absolutnie nic złego w tym, że kupiłaś Marleyowi ten bilet. Ani, że ja kupiłem go tobie. Ta uwaga to był po prostu najszybszy sposób na zamknięcie gęby szczeniakowi, nie chciałem, żebyś wzięła to do siebie. Przepraszam, to było głupie zagranie z mojej strony. W stosunku do ciebie, oczywiście. Bo było też w stu procentach udane w stosunku do Marleya, jego mina była bezcenna – uśmiechnął się pod nosem, po czym natychmiast spoważniał – Przepraszam jeszcze raz. Nie gniewaj się. – zakończył wreszcie swój monolog.
- To teraz ty słuchaj mnie. Po pierwsze to nie jest szczeniak, ani Marley tylko Maciek – Hazza otwarł usta, a ja od razu przyłożyłam mu do nich otwartą dłoń – Jeśli jeszcze raz powiesz swoje „whatever” to wyszarpię cię za twoje mięciutkie loczki za drzwi, zrozumiane? – zapytałam, a przyjaciel skinął głową. Poczułam pod dłonią jego ciepły oddech, chłopak się uśmiechał, co było zupełnie odwrotne z tym co chciałam osiągnąć. Nie odrywając dłoni od jego twarzy i skupiając się na tym, abym i ja się nie uśmiechnęła mówiłam dalej. Starałam się mówić w miarę poważnie – Po drugie to było rzeczywiście głupie z twojej strony i w stosunku do mnie i do mojego przyjaciela Maćka. Jeśli jeszcze raz usłyszę, że on naśmiewa się z ciebie, albo ty z niego to wyszarpię was za włosy za drzwi. Czy to też jest zrozumiane? – zapytałam, a Harry tak jak uprzednio skinął głową, a jego uśmiech stawał się coraz szerszy. Zignorowałam to, aby powiedzieć wszystko co miałam do przekazania. – I ostatni, trzeci punkt naszej rozmowy. Masz mi od razu podać swój numer konta, rozumiesz? – Harry chciał zacząć coś mówić, a ja jeszcze mocniej przycisnęłam mu dłoń do ust – Nie chcę mieć u ciebie żadnych długów, a nie mam takiej gotówki w domu. – Chłopak znowu chciał zaprotestować, ale moja dłoń ani drgnęła – Radzę ci się nie sprzeciwiać, bo wiesz co się stanie jeśli mnie nie posłuchasz… Wyszarpię cię za loczki za drzwi - uśmiechnęłam się złowrogo – Gdybyś mi powiedział wcześniej, że przyjeżdżasz to… Harry!! – zawołałam, bo poczułam coś ciepłego i mokrego. Chłopak polizał mnie po wewnętrznej części dłoni, aby odzyskać głos. Udało się, bo od razu oderwałam rękę od jego twarzy. Błyszczała od śliny mojego przyjaciela – Fuuuuj – powiedziałam przyglądając się mokrej plamie. Chłopak złapał mnie za rękę i wytarł ją skrawkiem swojego rękawa.
- To teraz, gdy wreszcie odzyskałem głos ty posłuchaj mnie, bo powtarzam to po raz ostatni. Nie chcę, rozumiesz, nie chcę od ciebie żadnych pieniędzy. Radzę ci, pogódź się z tym, bo jeśli jeszcze raz poruszysz ten temat to… przypomnij, czym mnie straszysz?
- Że wyszarpię cię za włosy za drzwi – wymamrotałam przewracając oczami.
- Grzeczna dziewczynka. Więc ten temat mamy za sobą. Kiedy idziemy na kolację? – chłopak zaintrygował mnie sprytnie zmieniając temat.
- Jaką kolację? – zapytałam zaskoczona.
- Na tą, na którą zaprosiłem cię na korytarzu jakąś godzinę temu, a ty się zgodziłaś – przypomniał mi.
- Och, tak. Nie wiem. Jak długo będziesz w Londynie?
- Jeszcze pięć dni… To znaczy piątego dnia popołudniu wylatujemy. Chłopaki też chcieliby cię zobaczyć. Pójdziemy gdzieś wszyscy razem. Viki też będzie. Zbiorę ekipę. Pojutrze może być? – kolejne zaskoczenie
- Sama nie wiem. Może odłożymy to na wasz kolejny przyjazd do Anglii? Mam nadzieję, że chłopcy się nie obrażą, też za nimi tęsknię, ale… nie mogę zostawić Maćka samego w domu, a na kolacji z nami będzie się czuć nieswojo.
- Znowu on! – jęknął Hazza, jednak uspokoił się gdy zobaczył moje spojrzenie – Ale jak to następnym razem? Kiedy? Za dwa miesiące?? Może jeszcze powiesz, że wpadniesz na dwa dni z Berlina?? Proszę cię, przemyśl to. Przecież on nie jest dzieckiem. Nic się mu nie stanie, gdy będzie jeden wieczór sam w domu. Jeden wieczór, Olii. On będzie ich miał kilka, albo nawet kilkanaście z tobą. Ja proszę o tylko jeden – przekonywał mnie i robił to dość skutecznie.
- Dobra, nie obiecuję, ale podgadam z nim i dam ci znać wieczorem. Śpisz w Londynie, czy wracasz do domu?
- Wracam do domu. Przyjechałem do ciebie od razu z lotniska, teraz muszę odwiedzić rodzinę – zaśmiał się.
- Od razu z lotniska?! Dlaczego nic nie powiedziałeś? Nawet nie zaproponowałam ci niczego do jedzenia, a musisz być taki głodny! – było mi głupio za siebie. Kolejny raz nie popisałam się rolą wzorowej gospodyni.
- Przestań, nie jestem głodny. Jadłem w samolocie. Chociaż niee… umieram z głodu. W ramach rekompensaty zobaczymy się pojutrze na kolacji, wybierzesz coś dla mnie z karty i będziemy kwita, okej? – zapytał miło.
- Zrobię co w mojej mocy – obiecałam.
- Lecę. Przede mną kawał drogi. Trzymaj się i do zobaczenia – przytulił mnie na pożegnanie.
- Do zobaczenia. Dziękuję za kwiaty i za to, że przyjechałeś. I to od razu z lotniska! Prawdziwy z ciebie przyjaciel. Dziękuję – powiedziałam.
- Cała przyjemność po mojej stronie. Trzymaj się. – dodał wychodząc z mieszkania.
- Ty też i uważaj na drodze! – zawołałam za nim.
- Będę! Pa! – odpowiedział
- Pa, Harry! – zamknęłam za sobą drzwi i wróciłam do Maćka.
_______________________________________
nowy rozdział już jest, teraz pora na
corozdziałowe ogłoszenia parafialne:
Ogłoszenie numer 1. Proszę dziewczyny
które brały udział w „konkursie motywującym”
z Natury o sprawdzenie kilka rozdziałów temu
czy przypadkiem nie wygrały, bo brakuje mi
jednego adresu i wstrzymuje mnie on z wysłaniem
nagród do pozostałych :/
Ogłoszenie numer 2. Miałam wspomnieć o tym
już dawno, ale cały czas zapominam. Jeśli któraś
z Was prowadzi swojego bloga i chciałaby, aby
znalazł się u mnie w bocznej kolumnie
POLECANE BLOGI, to proszę o komentarz z
adresem bloga i podpisem: dodaj go do polecanych
blogów, a na pewno to zrobię :)
UWAGA: nie potrafię wstawiać tam blogów
prowadzonych na blogspocie… chamski blog.pl
blokuje konkurencję! Przepraszam :(
EDIT: MOGĘ DODWAĆ WSZYSTKIE BLOGI,
TE Z BLOGSPOTA TAKŻE! PRZECHYTRZYŁAM
PORTAL BLOG.PL - le ja: mistrz! :D
Ogłoszenie numer 3. Mój nowiusieńki router
szlag trafił! I miła pani poinformowała mnie, że
zostanie on naprawiony za 2/3 tygodnie, więc
zostałam bez internetu w domu :( Mogę korzystać
z tego w pracy, ale wiecie jak to wygląda… nie
mogę siedzieć cały dzień… ehh, do kitu!
Ogłoszenie numer 4. Kocham Was! :* Dziękuję za
wszystkie komentarze i odwiedziny Wam wszystkim
oraz mojej nowej czytelniczce ~Sumire ^.^ która
zasypuje mnie komentarzami pod każdym rozdziałem
który przeczyta, a czyta od 1 :D dzięki kochana ;*
Miałam jeszcze jedno ogłoszenie, ale zapomniałam,
jak sobie przypomnę to dopiszę :D hłe hłe hłe :D
buuuzzziaaaaaaczkii :*
Rozdział 182.
7 maja 2013
- Do Niemiec? – wykrztusił wreszcie Harry, a ja mu przytaknęłam. – Ale… ale to przecież na drugim końcu Europy! Tam nawet nie mówią po angielsku, Oli! Błagam cię, przestań się wygłupiać.
- Znam trochę język niemiecki, pójdę też na jakiś kurs. Wszystko sobie przemyślałam. Przenoszę się zaraz po zimowej sesji, mają tam nawet mój kierunek, niczego nie będę musiała powtarzać. To rzut beretem od Warszawy, będę się częściej spotykać z znajomymi, z rodziną. Mogę do nich jeździć w każdy weekend pośpiesznym pociągiem, albo autostradą, która prowadzi do samej Warszawy. Marcela tak szybko rośnie, jeśli nadal będziemy spotykać się dwa razy w roku to ona zacznie do mnie mówić „pani”.
- A co z nami? Co z Viki, z chłopakami? – dopytywał niedowierzając.
- Wasza kariera rozwija się tak szybko, że już powoli jesteście tylko gośćmi w Anglii. Trasa koncertowa czy promocje płyt nigdy nie omijają Niemiec więc będziemy się spotykać. Będę też jeździć co jakiś czas do Viki, więc przy odrobinie szczęścia uda nam się zobaczyć kilka razy w roku.
- Kilka razy w roku! – powtórzył Hazza wyrzucając w górę ręce. – Ty chyba nie słyszysz o czym mówisz! Nie możesz nam tego zrobić Oli, nie możesz znowu uciec! – wykrzyczał Harry, a ja skrzywiłam się słysząc ostatnie zdanie, które niestety było prawdą. Uciekam. Znowu zostawiam wszystko, aby ułożyć sobie na nowo życie. Bez problemów, bez przeszkód, bez starań. – To tak cholernie egoistyczne z twojej strony. Nie możesz nas tak po prostu zostawić – dodał nieco spokojniej.
- Więc jak sobie wyobrażasz moje życie w Anglii? Tutaj, gdzie traktują One Direction jako dobro narodowe? Myślisz, że łatwo mi będzie chodzić po ulicach Londynu i oglądać Louisa uśmiechającego się do mnie z każdej sklepowej wystawy? Dziesięć razy dziennie słuchać jego głosu w radio? Oglądać go w każdych informacjach, na każdym kanale wykluczając Discovery Channel? Sama ci odpowiem na swoje pytanie; nie, nie będzie mi łatwo, będzie mi cholernie ciężko! Będę się bała wychodzić z domu, żeby przypadkiem nie zobaczyć go jadącego po którejś z Londyńskich ulic, albo co gorsza nie spotkać go oko w oko, bo chyba umarłabym ze smutku! Uważasz, że jestem egoistyczna, okej, myśl sobie co chcesz, ale ja tu po prostu nie dam rady żyć, czy ci się to podoba, czy nie! – wybuchłam pretensjami. Myślę, że krzyczałam, bo chciałam przekonać samą siebie, że to dobry pomysł. Mi również nie podobała się rozłąka z Viki i chłopakami, ale nie mogłam tego przyznać, bo jakakolwiek chwila zawahania sprawiłaby, że wycofałabym się z swojego pomysłu. Harry wbił wzrok w swoje dłonie zapewne zastanawiając się nad tym co powiedziałam, gdy do pokoju wszedł Maciek.
- Wszystko dobrze Oli? – zapytał zapewne zaalarmowany moim krzykiem.
- Tak, czasem mam tak, że głośno mówię. To taka wiejska intonacja głosu. – odpowiedziałam starając się uśmiechać w miarę naturalnie.
- W razie czego, mogę go wyrzucić, albo zrobić z nim porządek. Wystarczy jedno słowo. Zrobię to z przyjemnością.
- Nie wątpię, ale nie. Dam sobie rady. Dziękuję.
- Jakby co to wołaj – skinęłam głową, a Maciek wyszedł.
- Martwił się dlaczego krzyczysz? – zabrzmiało to bardziej jak stwierdzenie niż pytanie.
- Tak – odpowiedziałam cichutko Hazzie. Następna chwila ciszy.
- Więc mówisz Berlin. Może rzeczywiście nie będzie tak źle. Jeśli się postaramy to uda nam się spotykać regularnie – powiedział kierowany wyrzutami sumienia, za nazwanie mnie egoistką, co zresztą mi się należało.
- Przepraszam, że na ciebie nakrzyczałam – przeprosiłam szczerze, gdy emocje odrobinę opadły.
- To ja przepraszam. Nie popatrzyłem na tą całą sytuację z twojej strony. Nie wiedziałem, że aż tak to przeżywasz. – uśmiechnęłam się do niego chcąc mu tym dać znać, że jest okej.
- Chłopcy są w Londynie? – zapytałam chcąc zmienić temat.
- Li pojechał do Viki, a chłopaki do rodzinnych domów. – odpowiedział.
- A Lou? – zrobiłam przerwę, aby przełknąć gwoździe leżące w moim gardle po wypowiedzeniu jego imienia – Jest w Anglii? – dobrze wiem, że nie powinno mnie to już interesować, ale nie mogłam się powstrzymać przed zapytaniem o niego.
- Został w Nowym Yorku na odwyku. Jest ciężko, zdrowienie idzie mu bardzo opornie, bo on nie chce tego rzucić. – Jego słowa raniły moje serce jak ostrza. Biedny L., nikt nie może mu pomóc. – Przyleci do nas na kilka godzin na promocję, a potem wszyscy wracamy do Stanów – skrzywił się.
- Co jest? – zapytałam odganiając jakoś kłębiące się w mojej głowie myśli o cierpiącym L. i o tym, że niedługo będzie w Londynie.
- Kocham scenę i swoją pracę, ale zaczyna mnie to męczyć. Tęsknię za normalnym życiem, za domem, za przyjaciółmi. Jak sobie pomyślę, że będzie nas dzielić ponad pięć i pół tysiąca kilometrów to nie mam ochoty na nic – wyznał.
- Masz tak szalone życie! Ten czas rozłąki zleci ci tak szybko, że już wkrótce znowu się zobaczymy – pocieszałam go.
- Ciężkie życie gwiazdy rocka – zażartował i westchnął teatralnie, chcąc rozluźnić trochę atmosferę. Nie potrafiłam pozostać obojętna, na jego komentarz, od razu uśmiechnęłam się szeroko.
- Już ci kiedyś mówiłam, ale przypomnę raz jeszcze. Twoje rockowe życie jest na poziomie Hannah Montany. Nie masz go – powiedziałam z uśmiechem.
- To sprawa dyskusyjna. Może przesadziłem z tym rockiem, ale jestem szaloną gwiazdą! – bronił się.
- Harry, twoje szaleństwo zaczyna się od pomagania mamie w kuchni, a kończy na imprezach z nami, które są przeważnie w miarę grzeczne. No chyba, że czegoś nie wiem. Prowadzisz drugie sekretne życie? – zapytałam półżartem.
- Jesteś jedyną osobą, która wie o mnie wszystko. Jeśli zacząłbym prowadzić drugie życie byłabyś pierwszą osobą, która by się o tym dowiedziała, co więcej wciągnął bym cię do niego – odpowiedział.
- Myślisz, że masz na mnie aż taki wpływ? Że zmieniłabym się z grzecznej dziewczynki w demona imprez?
- Albo tak jak ja zostałabyś demonem seksu. Do wyboru – wzruszył ramionami, a ja uderzyłam go ramię,
- Kto dużo mówi, mało czyni – zażartowałam z męskości Hazzy.
- Mogę przestać mówić… jeśli wiesz co mam na myśli. – powiedział i uniósł zadziornie brwi wskazując na łóżko.
- Jeszcze nie przeszłam na złą stronę mocy – powiedziałam próbując wybrnąć z tej coraz bardziej kłopotliwej dla mnie, a zabawnej dla Hazzy sytuacji.
- Ale przejdziesz, to kwestia czasu. One way or another.
- Co takiego? – zapytałam
- Nic, nic. Nieważne.
- I zrozumieć tu facetów… Wracamy do salonu? – zapytałam.
- Musimy? Podoba mi się temat naszej rozmowy. Może jeszcze trochę po negocjujemy… No wiesz - odparł, na co ja przewróciłam oczami.
- Chodź – powiedziałam wstając z łóżka.
___________________________
znowu nie było mnie kawał czasu.
WENO, wróć! :( eh, moje apele
do niej nie pomagają … ale jakoś
udało mi się napisać nowy rozdział,
pomimo tego, że mój nowiusieńki
router zaczyna się psuć! ehhh :(
buziaki, miłego dnia marchewy! :*
Rozdział 181.
29 kwietnia 2013
Stanęłam na przeciwko Hazzy z poważną miną.
- Jeszcze raz usłyszę o rozwydrzonych gwiazdorkach, albo głupich gówniarzach, a wywalę was obydwu. Przez okno. Kijem baseballowym. – zagroziłam mu wskazując na niego palcem.
- Nie mówiłem nic o rozwydrzonych gwiazdorkach. Ten gnojek mnie tak nazwał? – zapytał z groźną miną.
- Harry, do cholery! Czy ty mnie w ogóle słuchasz?! - wrzasnęłam tracąc cierpliwość.
- Tak, słucham. Przepraszam. Już nic nie mówię – odparł ze skruchą, a ja pokręciłam nerwowo głową przewracając oczami. Ominęłam go, podeszłam do okna i uderzyłam czołem w szybę. Uderzałam w nią raz po razie w akcie desperacji.
- Dlaczego nie mogę przyjaźnić się z ludźmi starszymi ode mnie? Albo chociażby w moim wieku? Dlaczego moi przyjaciele są w wieku w którym buzują hormony, uniemożliwiając zdolność normalnego myślenia… czy chociaż myślenia ogólnie? Dlaczego?? – moje czoło rytmicznie uderzało o szybę, tak jakby miało mi to pomóc w znalezieniu odpowiedzi na nurtujące mnie pytania. Nagle zamiast zimnej szyby poczułam, że uderzam w miękką dłoń.
- Przestań, zrobisz sobie krzywdę – powiedział Hazza nie odsuwając ręki, pomimo, że przestałam polerować okno czołem. Spojrzałam na niego, przestraszył mnie jego niezbyt ciekawy wyraz twarzy.
- Czy twoja mina ma coś wspólnego z tym, o czym chciałeś porozmawiać ze mną na osobności? – zapytałam ostrożnie. Chłopak westchnął głośno.
- Zapytam prosto z mostu. Czy ty i wampirek… Wy… no wiesz. – Zmarszczyłam brwi nie mając pojęcia o co mu chodzi – Jesteście razem? – wydusił wreszcie, a ja zrobiłam wielkie oczy.
- Co?! Nie! O boże, nie! Jak mogłeś tak pomyśleć, Harry?! – myślałam, że się zakrztuszę, co to w ogóle za pomysł!
- No wiesz, przyjeżdżam tu i zastaję Marleya na twojej sofie.
- Maćka. – poprawiłam go automatycznie, chociaż w tej chwili nie miało to najmniejszego znaczenia.
- Whatever – odparł. Wzrok miał wbity w okno, ja obserwowałam jego twarz i targające nią emocje. – Co miałem sobie pomyśleć, przecież on mieszka u ciebie, śpi u ciebie i tak dalej. I do tego ten twój tekst, że jego przyjazd do ciebie to najlepszy prezent jaki mogłaś sobie wymarzyć. To brzmi dość… dwuznacznie. Proszę cię Oli, nie okłamuj mnie. Wiem z twoich opowiadań, że łączy was silna więź. – odwrócił wzrok i spojrzał mi w oczy – Zapytam jeszcze raz; jesteście razem? – zamrugałam szybko, trawiąc jego słowa.
- Nie jesteśmy razem, Harry. Ja i Maciek jesteśmy tylko przyjaciółmi. Masz rację, łączy nas silna więź, dokładnie taka sama jak mnie i ciebie. Obaj jesteście moimi najlepszymi przyjaciółmi. – wyjaśniłam
- Tak samo jak Liam, czy Zayn? – zapytał Hazza zaintrygowany. Westchnęłam głośno, zastanawiając się jak obrać swoje uczucia w słowa. Usiadłam na skraju łóżka, Harry stał przy oknie bacznie mnie obserwując.
- Nie wiem jak to wyjaśnić, bo nie czuję tego ani do Zayna, ani do Nialla ani do żadnej innej osoby. Nie są to więzi, które łączą rodzeństwo, bo taki rodzaj uczuć dotyczy mnie i Viki, więc je znam. To zupełnie coś innego. To co łączy mnie z tobą czy z Maćkiem jest tak samo silne, a może silniejsze. To strasznie pogmatwane, wiem. Ale gdy czuję się źle, albo potrzebuję pomocy to od razu biegnę do ciebie z moim problemem. Jesteś pierwszą osobą z którą chcę porozmawiać – wzruszyłam ramionami.
- To rzeczywiście pogmatwane. – odparł chłopak siadając obok mnie. – Szkoda, że musisz dzielić to uczucie między mną i wampirkiem. – nagle mnie oświeciło.
- Więc to o to wam chodzi! – zawołałam zadowolona z siebie.
- Co? – zapytał zdezorientowany chłopak
- Nie lubicie się z Maćkiem, bo jesteście zazdrośni o moją przyjaźń? – gdy to wypowiedziałam na głos, zabrzmiało to tak, jakby było pozbawione wszelkiego sensu.
- Piątka, Sherlocku. Nienawidzę się dzielić niczym. Tym bardziej twoim czasem, jestem cholernie zazdrosny i chciałbym być jedynym super przyjacielem w twoim życiu. Założę się, że Marley ma tak samo.
- Maciek – poprawiłam go, chociaż wiedziałam, że i tak się tym nie przejmie. – Wolałabym żebyście się nie kłócili. Nie mówię, żebyście od razu zostali najlepszymi przyjaciółmi, ale chcę, żebyście się chociaż tolerowali.
- Nie ma mowy. – odparł oschle Hazza.
- Jesteś taki uparty. Tak samo jak Maciek. Zwariuję z wami! – opadłam bezwładnie na plecy odbijając się od miękkiego materaca na łóżku. Przetarłam oczy dłońmi, a gdy je otworzyłam zobaczyłam, że Harry mi się przygląda. – No, co? – zapytałam.
- Jak się trzymasz? – zapytał, a ja poczułam ucisk w gardle. Wiedziałam, że nie ominiemy tematu L., ale nie wiedziałam, że zareaguję tak emocjonalnie na głupie pytanie o to jak się czuję. Usiadłam po turecku na środku materaca dając sobie tym więcej czasu na przemyślenie odpowiedzi. Postanowiłam nie okłamywać Hazzy.
- Szczerze? Do bani. Teraz jest mi trochę lepiej, gdy ty i Maciek jesteście ze mną. Nie myślę tyle o… nim. Ale ogólnie jest mi ciężko. – wyznałam.
- Cieszę się, że mi to mówisz. Mam nadzieję, że wszystko się ułoży i niedługo wrócisz do świata żywych. – chłopak ścisnął moją dłoń.
- Zamierzam zmienić otoczenie, może szybciej się pozbieram – wyznałam niepewnie to, nad czym zastanawiałam się przez ostatnie dni.
- Chcesz się wyprowadzić z Londynu? – zapytał bardziej zdziwiony niż zasmucony. Nawet ucieszyła mnie jego reakcja, przynajmniej nie namawia mnie do zmiany decyzji. Skinęłam potwierdzająco głową. – Więc gdzie robimy parapetówę? Liverpool? Manchester? Leeds? Mam nadzieję, że zamieszkasz w jednym z tych miast. To niedaleko Holmes Chapel, będziemy się spotykać codziennie! – zawołał entuzjastycznie. Och, to dlatego ucieszył się z mojej przeprowadzki. Zastanawiam się jak niezbyt brutalnie zgasić jego entuzjazm.
- Mówiąc, że chcę zmienić otoczenie miałam na myśli wyprowadzkę z Anglii. – wyjaśniłam, a uśmiech na twarzy przyjaciela od razu zgasł.
- Więc dokąd? Do Irlandii? Dublin też w sumie też może być, będziemy mieli blisko do Nialla, a Irlandia to naprawdę piękny kraj, trochę przypomina mi…
- Berlin, Harry. Chcę się przenieść na studia do Berlina. – wyrzuciłam z siebie szybko. Oboje uparcie patrzyliśmy się na siebie w ciszy, żadne z nas nie wiedziało co powiedzieć.
_______________________________________________________________
Heeejo :D Przepraszam, że mnie tak długo nie było, ale szkoda
mi było tej pięknej, słonecznej pogody na siedzenie przed
komputerem, a później internet przepadł :( Mogłam z niego
korzystać tylko w pracy, ale dziś zakupiłam nowiusieńki router
i wszystko jest okej. Mam też dla Was obiecane rozstrzygnięcie
konkursu z Natury. Żeby było sprawiedliwie zamknęłam oczy i
wskazywałam palcem nagrodzone osoby. Oto one:

Proszę o kontakt ze mną na fb:
http://www.facebook.com/harry.styles.35513800
w wiadomości prywatnej proszę o
rodzaj bransoletki czyli 1D czy Justin Bieber
oraz imie, nazwisko i dokładny adres :)
Gratulacje i buziaki dla wszystkich!:*

Ostatnie komentarze :)