Usiedliśmy wszyscy razem przy ogromnym stole i mieliśmy zaczynać jeść kolację, gdy Niall wzniósł kolejny toast, tym razem kieliszkiem wódki, a nie szampana. Posłusznie unieśliśmy kieliszki w górę – Za przyjaźń! – powtórzyliśmy za blondasem i jednym łykiem opróżniliśmy szkło. Zauważyłam, że Harry zamiast wódki trzyma w ręce szklankę z wodą mineralną – A ty? Dlaczego nie pijesz? – zwróciłam się do loczka – Niestety nie mogę. Biorę antybiotyki, przemokłem i trochę przemarzłem kilka dni temu, ale spokojnie, przeżyję – uśmiechnął się, a ja zrobiłam wielkie oczy z przerażenia na samo wspomnienie naszej ostatniej przygody – Sorry – powiedziałam bezgłośnie upewniając się uprzednio czy nikt na mnie nie patrzy. Hazza z uśmiechem pokręcił głową i przewrócił oczami. Zjedliśmy kolację i gdy kelnerki zabierały nasze brudne talerze do domku wszedł przystojny brunet. Był wysoki, opalony, wysportowany i co najważniejsze nie miał na sobie koszulki! Jego klatę przesłaniał tylko hawajski łańcuch z kwiatów. Podszedł do mnie uśmiechając się szeroko – Striptizer! – wypaliłam – Proszę, powiedzcie mi, że się rozbierze! – zawołałam, a wszyscy zaczęli się głośno śmiać – Olii, od rozbierania masz przecież mnie, to jest nasz barman. Będzie nam robić drinki przez całą imprezę – wytłumaczył Loui. Mężczyzna podał mi rękę – Antony, miło mi. Wszystkiego najlepszego dla pięknej jubilatki – pocałował delikatnie moją dłoń – Dziękuję. Jesteś pewny, że nie chcesz się rozebrać? – zapytałam w żartach, a Lou zrobił minę obrażonego dziecka – Przecież i tak jestem prawie nagi. Może w zamian namieszam ci pysznego drinka? – Ah, możesz mi mieszać co tylko chcesz! – zawołałam zachwycona i zaczęłam się śmiać. Antony odwzajemnił uśmiech, poszedł za mały barek i od razu zabrał się za robienie drinków. Louis spoglądał na mnie z byka – Skarbie, przecież wiesz, że to tylko żarty. Jeśli ktoś miałby się dla mnie rozbierać to byłbyś to tylko ty – pocałowałam go w policzek – Tak, tak, ale warto poudawać obrażonego tylko po to żeby dostać przeprosinowego całusa – uśmiechnął się szeroko – Więc teraz ja jestem obrażona, że udawałeś! Gdzie mój przeprosinowy całus? – zapytałam. Lou rozejrzał się dokoła i wzruszył ramionami udając, że nie wie o co chodzi po czym pocałował mnie czule – Halo? Halo?! Gołąbeczki! – zawołał Niall, a my oderwaliśmy się od siebie – Na czułości będzie czas później. Teraz musimy się napić! Zdrowie solenizantki! – zawołał blondas – Zdrowie! – powtórzyli przyjaciele. Następnie wypiliśmy zdrowie Zayna, który, jak stwierdził Niall o mało nie zepsuł imprezy. Popatrzyłam pytająco na Zayna – Oj nic się takiego nie stało – pokazał język blondasowi – O co chodzi? – zapytałam zaciekawiona – Chodzi o to – zaczął Lou – że plan był inny. To ja cię tutaj miałem przyprowadzić, pod pretekstem romantycznej kolacji. Ale ten głupek musiał iść akurat do tego baru w którym siedziałaś… Swoją drogą to dziwne, w tym hotelu jest osiem barów i on akurat musiał wejść do twojego – Lou przewrócił oczami. – Ej po prostu chciało mi się sikać i palić, a ten bar był najbliżej – Zayn zrobił obrażoną minę i założył ręce na piersiach – Wszystko wyszło świetnie, a ta akcja z tym whiskey zawodowa! Dałam się nabrać i nastraszyć. Dzięki Zayn – przybiłam mu piątkę – I to się nazywa wdzięczność! No problemo Oli! – odpowiedział. Wypiliśmy jeszcze trzy kolejki i zaczynało mi już nieźle szumieć w głowie. Byłam wesoła, rozgadana, a świat śmiesznie wirował.

- Dobra, nie będziemy ciągle siedzieć i pić. Chodźmy się zabawić! – zawołał Zayn, po dwóch następnych kolejkach. Dopiero teraz zauważyłam, że jest z nami również DJ, z profesjonalnym sprzętem, głośnikami i oświetleniem. Chłopcy przygasili świtała, a nad sufitem zaczęła się kręcić kula dyskotekowa oświetlana różnokolorowymi promieniami światła. Tworzyła piękną mozaikę na podłodze. Pierwsza piosenka była zadedykowana mi od Louisa. Tańczyliśmy i wygłupialiśmy się w rytmie piosenki „Summer Paradise” Simple Planu. Głośno śpiewaliśmy i przekrzykiwaliśmy się wzajemnie, a tekst świetnie pasował do miejsca w którym się znajdowaliśmy. Chłopcom najwyraźniej spodobał się pomysł dedykacji, bo gdy tylko skończyłam tańczyć z Louisem, DJ podał informację, że następna piosenka będzie od Zayna dla mnie. Zadedykował mi, a raczej sobie piosenkę LMFAO – Sexy & I know it. Chłopaka tak poniosło, że biegał ze mną na plecach po całej sali. Dobrze, że przezornie założyłam krótkie szorty pod sukienkę inaczej wszyscy mogli by podziwiać mój tyłek. Następnie otrzymałam dedykację od Liama. Wszyscy zaczęliśmy się śmiać, krzyczeć i klaskać, gdy usłyszeliśmy jaką piosenkę wybrał. Było to What Makes You Beautiful. Od tego kawałka wszystko się zaczęło, zaczęła się nasza przyjaźń. Dlatego wszyscy razem ściskaliśmy się w wielkim kole śpiewając i ciesząc się do naszych wspomnień i ulubionej piosenki. Chłopcy nie dzielili się solówkami jak na koncercie tylko wszyscy razem wykrzykiwaliśmy słowa piosenki. Nawet Hazza, pomimo, że co chwila kaszlał krzyczał z nami. Zdyszani usiedliśmy do stołu.

Następnym punktem imprezy było zaśpiewanie mi Happy Birthsday i podrzucanie mnie na krześle, tyle razy ile mam lat. Mam szczęście, że to ‚tylko’ dwadzieścia, bo wystarczyły by jeszcze trzy latka, a na pewno zwymiotowałabym im na głowy. Chwiejnym krokiem zeszłam z krzesła i chciałam wrócić na swoje miejsce – Ej panienko! Nie tak szybko! – zawołała Viki, posłałam jej pełne przerażenia spojrzenie. – Nie bój się, nie będziemy cię już podrzucać, ale teraz pora na otwarcie prezentów! – dodała. Usiadłam na krześle, a Viki podawała mi podarki mówiąc od kogo są – Pierwszy prezent jest od Nialla – poinformowała mnie. Otworzyłam kopertę – Ooo, karnet na jedzenie do wykorzystania w restauracji Nando’s. – zaśmiałam się – Mam nadzieję, że zaprosisz mnie na jakiś obiad – uśmiechnął się blondas – Załatwione! – puściłam mu oczko. Kolejnym prezent był od Zayna. Aż bałam się go otworzyć. Moje zdziwienie było ogromne, gdy wyciągnęłam z pudełka piękną bluzę bejsbolówkę z napisem „Olii” z przodu – Zayn, ty sam to wybrałeś? – zapytałam zdziwiona – Wiesz, musimy trochę popracować nad twoim stylem, jeśli dalej chcesz się z nami pokazywać – zażartował, a ja spiorunowałam go wzrokiem – Dziękuję, jest świetna – powiedziałam – Zerknij jeszcze raz do pudła to nie wszystko – odpowiedział czarnuszek uśmiechając się szeroko. Rzeczywiście na dnie pudła było coś jeszcze. To coś okazało się być koszulką. Koszulką z twarzą Zayna! Nie mogłam się powstrzymać, od razu musiałam ją założyć – Wyglądasz bosko! – krzyczał Zayn, a wszyscy śmialiśmy się z jego pomysłu. Następnie otrzymałam jeszcze zestaw kosmetyków od Liama i Viki. Już dawno wspominałam jej o kilku nowinkach kosmetycznych które muszę kupić, więc trafiła ze wszystkim. Od Wojtka i Megg płytę Adama Lamberta co było świetnym posunięciem. Następny prezent był od Harrego. Zdziwiłam się, gdy zobaczyłam co to takiego. Była to książka, dokładniej „I wciąż ją kocham” Nicholasa Sparksa. Hmm, słyszałam, że książka jest świetna, ale to dość gejowski prezent. W sumie właśnie takiego się spodziewałam od loczka, dobrze, że nie zdecydował się na różowy szal boa czy coś w tym stylu. Otworzyłam książkę i przeczytałam starannie napisaną dedykację: Dear Sexy Olii, Happy BDay! I hope you always smile and always find happiness every single day of your life! Harry, your friend 4ever xX. Uśmiechnęłam się, przeniosłam wzrok wyżej i wtedy wreszcie zobaczyłam największą zaletę mojego prezentu – Harry, nie gadaj?! Skąd ty ją wytrzasnąłeś?! – zawołałam ucieszona. Książka była napisana po polsku! – Na Ebayu mają wszystko – zaśmiał się Harry – Dziękuję, to jest cudowne! – pocałowałam mocno książkę po czym odłożyłam ją na stolik – To już przed ostatni, ten jest od twojego Lou – Skarbie, nie trzeba było mi nic kupować. Wystarczy, że jesteśmy tutaj i że zorganizowałeś to wszystko dla mnie – uśmiechnęłam się – To nic wielkiego. Sama zobacz. – Otworzyłam paczkę, spojrzałam najpierw na mój podarunek, potem na Lou i znów do pudełka – Loui… nic takiego? To zegarek od Armaniego! – zawołałam ucieszona, po czym od razu przybrałam inny ton głosu, aby nie wyjść na materialistkę – Oj, nie potrzebnie wydałeś tyle kasy. – To znaczy, że ci się nie podoba? – zapytał chłopak – Podoba i to bardzo, ale musiał być cholernie drogi – O to się nie martw skarbie – uśmiechnął się – Dziękuję – podeszłam do niego i ucałowałam go – I dziękuję wam wszystkim, każdy z prezentów jest trafiony i wyjątkowy – przytuliłam wszystkich przyjaciół – A ta koszulka z twoją twarzą miażdży! – powiedziałam do Zayna przytulając go mocno. – Wstrzymaj się z tymi podziękowaniami. Został ci jeszcze jeden prezent – powiedziała Viki obracając w palcach małe, turkusowe pudełko. – Jak to jeszcze jeden? Czekaj, czekaj – zastanowiłam się chwilę, po czym wskazując na każdego palcem wymieniałam prezent jaki dostałam – Hmm… Viki i Li: kosmetyki, Lou: zegarek, Hazza: książka, Megg i Wojtek: płyta, Niall: zaproszenie do Nando’s i Zayn… no i Zayn – pokazałam mu język – Mam wszystkich. Więc od kogo ten? – Viki wzruszyła ramionami, po czym rzuciła w moją stronę prezencik. Najpierw obejrzałam go z każdej strony, czy niema gdzieś przyczepionego liściku od nadawcy. Gdy niczego nie znalazłam czym prędzej zabrałam się za jego odpakowywanie. Od kogo mógł być?
_______________________________________________________________________
I’m back! Ochh, to chyba moja najdłuższa przerwa od bloga,
brakowało mi go. PRZEPRASZAM za mój poślizg, ale dopiero
dziś znalazłam czas, żeby coś napisać. Dobra, to może się
wytłumaczę, bo jestem wam to winna. Więc w zeszły PONIEDZIAŁEK
pojawił się ostatni rozdział. We WTOREK był u mnie chłopak, więc
postanowiłam napisać coś w ŚRODĘ, ale, że nie miałam weny
i oglądałam mecz. W CZWARTEK przyjechał znowu chłopak i wtedy
byłam już pewna, że muszę napisać coś w następnego dnia. W
PIĄTEK, gdy zbierałam się do pracy zastałam przed drzwiami moją
siostrę, która wróciła zza granicy dzień wcześniej niż powinna.
Wieczorem byłyśmy na pizzy i gadałyśmy cały dzień. W SOBOTĘ
byłam na koncercie Bednarka! <3 a później na wieczorze panieńskim
kumpeli. Ahh, był striptizer, tańce na stołach i alkohol. Za dużo
alkoholu. Tym sposobem całą NIEDZIELĘ spędziłam śpiąc i wymiotując
z kacem gigantem! W PONIEDZIAŁEK spał u mnie chłopak, bo rano
jechaliśmy załatwiać paszporty, bo wakacje zapłacone, a dokumentów
brak. We WTOREK byłam już przy fragmencie o prezencie od Hazzy,
gdy znowu przyjechał my love i musiałam zaprzestać pisać. I oto dziś
czyli w ŚRODĘ, po 9 dniach przerwy wreszcie nowy rozdział! Ale nie
obiecuję, że w tym tygodniu jeszcze się coś pojawi, bo w sobotę jadę
na wesele kuzyna i wracam w niedzielę w nocy. Buziaki ♥