Mam na imię Oliwia i pochodzę z Polski. Moi rodzice mają mały biznes w Polsce co finansowo pozwoliło mi spełnić moje marzenia o studiach za granicą. Od jakiegoś czasu mieszkam w Wielkiej Brytanii, na obrzeżach Londynu, ponieważ uczę sie tutaj. Uczęszczam do jednego z tutejszych collegów, studiuję na akademii sztuk pięknych – zaocznie, tylko co weekend, lub w ogóle nie wychodząc z domu przez internet co daje mi bardzo dużo czasu na cieszenie się z życia w wielkim mieście. Do centrum Londynu, gdy oczywiście nie ma korków mam jakieś 20 min autobusem, a 10 min metrem. Londyn to cudowne miasto… chyba nie muszę tego nikomu mówić. Mieszkam sama, mam małe mieszkanko, które udało mi się kupić z pomocą rządu Wielkiej Brytanii, który bardzo pomaga przyjezdnym studentom. Ehh co za cudowny kraj! Moje mieszkanko znajduje się w jednym z nowo wybudowanych budynków i mam w nim kuchnię, łazienkę z prysznicem i dwa małe pokoiki, ale za to jakie przytulne. A i do tego balkonik z widokiem na piękną rzekę Tamizę i miasto. Jestem szczęściarą! W wolnych chwilach zajmuję się modelingiem. No może nie do końca jest to moja praca i jedyne źródło dochodu, ale z pewnością jest to moje hobby. Nie jestem co prawda typem dziewczyn o wymiarach 90-60-90 na długich patykowatych nogach, które przy wzroście 185 cm ważą 40 kg… oj nie to na pewno nie ja! Jestem przeciętną dziewczyną z kompleksami i wałeczkami na brzuchu. Więc jak mogę pracować w modelingu? Mam to szczęscie że jestem w miarę fotogeniczna dlatego czasem gdzieś w jakimś małym butiku wisi plakat moich nóg reklamujących buty czy kawałek ciałka z sweterkiem który jest zresztą droższy od mojego wynagrodzenia… Od czasu do czasu, gdy się uda gram jakieś drugoplanowe rólki w teledyskach, filmach, serialach, takie tam sztuczny tłum, nikt nawet nie kojaży, że gdziekolwiek się pojawiłam, ale ważne, że jakieś pieniążki i satysfakcja z tego są. Oczywiście sama nie biegam po castingach, bo takie rzeczy tylko w świecie wielkiej mody, razem z koleżankami i tysiącami innych kobiet i mężczyzn należymy do agencji Similar Models, gdzie wyższe szychy oglądają nasze zdjęcia, potem managerowie umawiają nas na casting i albo się spodobamy, albo dziękujemy, może następnym razem…

Jest sobota, więc lecę na uczelnię, nie było mnie tam już od jakichś 3 tygodni, troszkę z powodu przeziębienia, troszkę z lenistwa. Przystanek znajduje się niecałe 10 minut drogi od mojego domu, co prawda mam samochód, ale jazda po tym totalnie zakorkowanym mieście jest praktycznie niemożliwa. Poza tym szybciej zajadę autobusem, bo tutaj autobusy są traktowane jako pojazdy uprzywilejowane i mają swój własny pas ruchu. Na dworze jest ciepło, zarzucę tylko jakiś sweterek, torba i szybkim krokiem zmierzam do autobusu.

Jakimś cudem zdążyłam na wykłady, cichutko usiadłam obok mojej przyjaciółki Viki – to stu procentowe dziecko Londynu! Mieszka z rodzicami w centrum miasta, uwielbiam ją. – Witam panią w końcu w szkole, przyznaj, gdyby nie sms ode mnie znów byś nie przyszła? – zapytała Viki. – Oj wiesz, że byłam chora, poza tym nadrobiłam cały materiał online – odpowiedziałam. – Ok, masz szczęście, że nadrobiłaś bo mam dla Ciebie super nowinę, mam 2 bilety na X Factor On Tour a konkretnie na koncert „One Direction” grają po jutrze w Londynie. I jakby tego było mało, są to bilety Vip z spotkaniem z gwiazdą! – cieszyła się Viki. Trzeba przyznać była wielką fanką tego zespołu. Ja kojarzyłam chłopaków z X Factora: 5 chłopaczków, miłe buźki, ładne ubranka, ładne głosy i muszę  przyznać, że rzeczywiście mają talent. I tutaj wiedza na ten temat się kończy. – Hej, to jak, pójdziesz ze mną? – dopytywała Viki. – A co mi tam i tak nie mam żadnych planów – zgodziłam się. Pomyślałam, że może na koncercie poznamy jakichś miłych facetów… no tak, kogo ja chcę oszukać, faceci na koncercie One Direction… ale może po koncercie uda mi się wyciągnąć Viki do jakiegoś pubu.

Zajęcia ciągnęły się i ciągnęły w nieskończoność. I jest w końcu, wyczekiwany dzwonek, koniec zajęć, wolność! Żegnam się z Viki i lecę na autobus.