- Home sweet home! – zawołał Zayn, gdy zrobiliśmy pierwsze kroki na płycie lotniska w Londynie. Ja nie podzielałam tego entuzjazmu. Lało. Znowu… I chyba było zimniej niż kiedykolwiek. Ledwie co powstrzymywałam się od rozpaczliwego biegu w stronę samolotu na Tahiti. Tak bardzo zazdrościłam Wojtkowi i Megan, że wybrali się na dwutygodniowe wakacje i przed nimi jeszcze kilka dni w raju, a ja musiałam marznąć w piekle…

Pożegnaliśmy Nialla, który od razu przesiadł się do samolotu do Dublina, bo wracał do Irlandii. W budynku lotniska przywitały nas rodziny chłopaków i Viktori. Po Liama przyjechała Ruth, jego starsza siostra, po Louisa mama i bliźniaczki, po Viki jej mama, po Zayna zaś jego przystojny tata. Najbardziej przeraził mnie widok osoby która czekała na Harrego. Dziewczyna przechadzała się zniecierpliwiona w tę i z powrotem z dala od wszystkich wymienionych wyżej osób. Było mi tak cholernie przykro, gdy wszyscy byli ściskani przez swoich bliskich, a ja stałam z boku sama. Nie, w sumie to nie stałam sama. Obok stał Harry, bo jego siostra nie podeszła, aby go przywitać. Gdy ruszyliśmy w jej stronę spojrzała prosto na mnie i uśmiechnęła się szyderczo, a moje serce zaczęło bić jak szalone. Po chwili jednak przybrała normalny dla siebie, znudzony wyraz twarzy i odezwała się z łaską – Harry. Wszyscy. Cześć – zmierzyła nas wzrokiem z wyższością – Cześć – odpowiedzieliśmy. Dziewczyna uśmiechnęła się fałszywie i sztucznie, a potem zwróciła do mnie – Miło cie widzieć Oktawia, Otylia, Oliwia, czy jak ci tam… – Oliwia – powiedziałam cicho – Nie ważne – odpowiedziała, po czym dodała – Wiesz, następnym razem daj znać wcześniej kiedy odwiedzisz nas w naszym domu. Znowu. – tu spojrzała na zbitego z topu Louisa i mówiła dalej – Postaram się wam wtedy z Harrym nie przeszk… – Gemma, daj jej spokój – przerwał wreszcie jej wypowiedz Hazza zanim zaczęła omawiać szczegóły. Moje serce stanęło w gardle wraz z wielką gulą – Jesteśmy zmęczeni po podróży, zaprosisz ją do nas kiedy indziej – dodał niezwykle opanowanym głosem. Miałam nadzieję, że moje zdenerwowanie ukrywałam tak dobrze jak on – Pfff – powiedziała tylko przewracając oczami, obróciła się na pięcie i ruszyła w stronę wyjścia na parking. – Oli, skarbie, kiedy ty byłaś u Harrego? – zapytał Loui podejrzliwie. – Zawoziłam przecież jego i Zayna do domu po grillu u ciebie, pamiętasz? – Tak, ale ona mówiła, że byłaś u nich w domu… I że masz ją uprzedzić, bo w czymś wam z Hazzą przeszkodziła…? – a niech to! Znowu muszę go okłamać… do dzieła Pinokio  – Wiesz, jaką ona ma wyobraźnie. Zaparkowałam samochód pod ich domem i przytuliłam Harrego na pożegnanie, wtedy ona nas zobaczyła i opacznie to zrozumiała. I tak jak widzisz nie bardzo za mą przepada najdelikatniej mówiąc – pokręciłam głową z uśmiechem. Muszę przyznać, że brzmiałam dość przekonywająco. Lou przyglądał mi się przez kilka sekund, które wydawały się być godzinami, z nieodgadnionym wyrazem twarzy. Ja cały czas się do niego uśmiechałam, chociaż zaczynałam wpadać w panikę. Na szczęście udało się. Twarz Louisa rozjaśnił wielki uśmiech – Zawsze wiedziałem, że ona ma nierówno pod sufitem – wyszeptał mi z radością do ucha. Co za ulga! Zaaferowana tym całym przesłuchaniem nie zauważyłam, że doszliśmy już do samochodów. Ja wracałam do domu z Viki. Kiedy my żegnaliśmy się z chłopakami tata Zayna pomagał Ruth, Jay, Gemmie i mamie Viki spakować nasze walizki do bagażników. Lou przytulił mnie mocno z smutną minką. Było mi przykro, że wraca do siebie, ale rozumiałam, że tęskni za rodziną i chce z nimi spędzić trochę czasu – Zobaczymy się niedługo – powiedział całując mnie delikatnie. Naszą sielankę i pożegnania przerwał pisk opon. Aż podskoczyłam ze strachu. Przed naszą grupką zahamował czarny Lange Rover z rozbitym zderzakiem, reflektorem, porysowanym i zagiętym bokiem ze strony kierowcy. Nie trudno było się do myśleć kto prowadził. Gemma. Otworzyła szybę – Harold, na co się gapisz? Wsiadaj do samochodu, albo zamawiaj taksi. Zmarnowałam już wystarczająco dużo czasu, żeby po ciebie przyjechać. Czekam jeszcze dziesięć sekund. Dziewięć, osiem… – Wstrząśnięty stanem swojego samochodu Harry nie mógł oderwać od niego wzroku – Coś ty zrobiła z moim autem?! – podszedł bliżej i zaczął oglądać szkody – Jechałam w sobotę z imprezki i jakoś kretyn we mnie wjechał starą Toyotą… Co prawda nie zatrzymałam się na STOPie, ale mam tak wielkie auto, że powinien je zauważyć. – przewróciła oczami jakby musiała tłumaczyć najbardziej oczywistą rzecz na świecie. – Ale nie martw się. Znalazłam w schowku twoją książeczkę czekową, wypisałam mu czek na piętnaście tysięcy funtów i facet nie dość, że nie wezwał policji, to jeszcze mi podziękował. – powiedziała dumna z siebie – Tego było już za wiele! Wybuchnęliśmy stłumionym śmiechem w czasie, gdy Hazza zacisnął powieki, złapał się za czoło i głęboko oddychał. Wiem, nie powinniśmy się śmiać, ale ta dziewczyna nas rozbrajała. Harry bez słowa podszedł do drzwi ze strony pasażera i wsiadł do środka. Sądząc po jego reakcji wnętrze auta musiało wyglądać jeszcze gorzej niż karoseria, bo chłopak nie wytrzymał. Zaczął coś krzyczeć i gestykulować nerwowo rękami, a Gemma chyba coś śpiewała. Gdy otrząsnęliśmy się z całej tej scenki, pożegnaliśmy się szybko jeszcze raz i każdy odjechał w swoją stronę. – Szkoda, że Liam i chłopaki wrócili do siebie – żaliła się Viki – Co ja mam powiedzieć? Ty wracasz do domu w którym masz rodzinę, a ja jestem sama… – skrzywiłam się – To może zostaniesz u nas na noc? – zaproponowała przyjaciółka – To świetny pomysł! Zjesz z nami kolację, pogadamy, pożartujemy. Zapraszam – dodała mama Viki – Nie, nie chcę przeszkadzać. Viktoria pewnie chce odpocząć po podróży… – Skąd ty możesz wiedzieć czego ja chcę?! Śpisz u nas! Pogadamy i takie tam – przyjaciółka uśmiechnęła się do mnie szeroko – Dzięki, z chęcią u was przenocuję – odwzajemniłam uśmiech.

Zjedliśmy kolację, podczas której czułam się jak w domu. Uwielbiam rodzinkę Viki, ale tak bardzo brakuje mi rodziców i Marceli… Po posiłku pomogłam sprzątać, wzięłam prysznic i razem z Viki jak za starych, dobrych czasów położyłyśmy się w jej łóżku. – Och Olii, nawet nie wiesz jak bardzo mi tego brakowało. Kiedyś prawie każdy dzień spędzałyśmy razem, a teraz tyle się zmieniło… – Viki zrobiła smutną minkę – Może i dużo się zmieniło, ale jedno zawsze pozostanie takie same. Zawsze będziemy przyjaciółkami siostrzyczko – uśmiechnęłam się szeroko, a obu nam zakręciła się łezka w oku – Dobra, już sobie tak nie słodźmy, bo zaraz się rozkleję – powiedziała przełykając ślinę – Mam lepszy pomysł. Pooglądajmy zdjęcia z wakacji! – dodała z entuzjazmem. Podała mi moją torebkę z której wyciągnęłam iPada i zaczęłyśmy oglądać fotki komentując żywo każdą z nich. Najfajniejsze były oczywiście te, które zostały wykonane na moich urodzinach. Po pół godzinie śmiechów, gdy wreszcie skończyły nam się zdjęcia i zaczęłyśmy z nudów surfować po internecie. Oglądałyśmy nowinki na facebooku i twitterze, a potem wpisywałyśmy do googli różne hasła. Viki wpisała „One Direction” Najpierw w zakładce ‚grafika’ oglądałyśmy zdjęcia chłopaków. Najbardziej podobały nam się te zrobione za czasów Xfactora. Z oglądania zdjęć płynnie przeszłyśmy do filmików na YouTubie. Nie mogłyśmy się od nich oderwać, uśmiechnięte buźki naszych chłopaków i nas wprawiały w świetny humor. Zobaczyłyśmy wszystkie części Video Diary, MEGAMINDu i teleturnieju Spin The Harry. Wreszcie przeszłyśmy do informacji o chłopcach. Poczytałyśmy artykuł o Hazzie i Caroline. Jeśli ta dziewczyna miała być przykrywką dla jego orientacji seksualnej to muszę przyznać, że wybrał źle. Naprawdę źle. Jak na mój gust ta dziewczyna, albo raczej kobieta nijak nie pasowała w swoich eleganckich ubraniach i tonie makijażu do naszego uśmiechniętego, młodzieńczego loczka. Zobaczyłyśmy też artykuł o związkach Zayna z uczestniczkami Xfactora i całą masę innych plotek. Jedne nas bawiły, na przykład te o tym, że chłopaki po odbytym stosunku noszą czapki. Świetne były też artykuły o związkach chłopaków między sobą. Larry, Ziall, Lilo i cała masa innych zmyślnych imion pod fotkami przytulających się chłopaków na dobre wykuły się w naszej pamięci. Wyobraźnia fanek nie zna granic! Były też mniej fajne artykuły. O tym, że chłopcy się zmienili, że olewają fanów, że nadużywają narkotyków, o rozpadzie zespołu z powodu solowej kariery Harrego i wiele, wiele innych. W sumie mało brakowało, a ostatnia plotka okazałaby się prawdą. Jednak nie zamierzałam zawracać swojej głowy na rozmyślania o tym, bo przecież wszystko dobrze się skończyło. Ku naszemu zdziwieniu było też kilka wzmianek o nas; bezimiennych dziewczynach Louisa i Liama, ale na szczęście nikt nie zwracał na nas zbytniej uwagi. Na samym końcu trzeciej strony w wyszukiwarce ukazał nam się tytuł: „1D USA 2012 TOUR”, a pod spodem dopisek ‚starts on October!’ – Co takiego?! Włącz to! – zawołałam i wskazałam palcem na interesujący mnie artykuł. – Cii, cicho Oliwia. Jest trzecia w nocy, uspokój się – skarciła mnie przyjaciółka – Co mam włączyć? – zapytała – Ja to co? Ten artykuł na samym dole – odpowiedziałam niespokojnie – Viki kliknęła w tytuł nawet nie czytając co włącza. Doszło to do niej dopiero, gdy na załadowanej stronce zaczął migać wielki napis „ONE DIRECTION USA TOUR” a pod spodem data 1.10.2012. – Co takiego?! – zawołała Viki zupełnie nie przejmując się późną porą. – Niezły numer, co? – powiedziałam zszokowana nie odrywając oczu od ekranu. – Ale dlaczego nic nam nie powiedzieli? To przecież już za półtorej tygodnia… – w głosie Viktorii słychać było smutek – A może to tylko plotki? Wiesz, tyle dziś tego czytałyśmy, a w internecie nie ma nic pewnego – dodała. Ja niestety nie mogłam potwierdzić tej teorii – Viki, przecież to ich oficjalna strona internetowa, tu są tylko pewnie informacje… – ściągnęłam ją na ziemię – No fuck! Zabije Payna, jak tylko go spotkam! – wycedziła przez zęby zaciskając dłonie w pięści – Spokojnie Viki, zadzwonię do Louisa i zaraz wszystkiego się dowiemy – odpowiedziałam spokojnie, ale też byłam wściekła! Jak oni to mogli przed nami ukrywać?! – Może wyjaśnimy to rano, jest po trzeciej w nocy – Viki przygryzła dolną wargę. Była rozdarta, niby chciała wiedzieć wszystko już teraz, ale gdzieś w zakamarkach jej mógzu odzywał się zdrowy rozsądek – Żadne rano Viki, chcę wiedzieć wszystko teraz. Ciekawe kiedy nas chcieli poinformować? Dwie godziny przed wylotem…? Ładne rzeczy… – czym prędzej wybrałam numer Louisa. Pierwszy sygnał, drugi, trzeci, a z każdym jedynym moja cierpliwość zanikała. W końcu usłyszałam w słuchawce zaspany i odrobinę przestraszony głos – Oliwia? Skarbie? Coś się stało? Nic ci nie jest? – zalał mnie pytaniami – Nie, fizycznie wszystko u mnie okej, ale musimy poważnie porozmawiać – oznajmiłam głosem wypranym z emocji.
____________________________________________________
Hello dziewczynki! Przepraszam, że tak dłuugo
nie pisałam, ale nie miałam czasu:( Teraz jeszcze
zmieniam pracę i ten tydzień będzie zakręcony
jak włosy Harolda, ale postaram się coś dodać.

buziaki, udanej niedzieli! :***