- Kobieto oszaleje z tobą! Możesz mi wreszcie powiedzieć o co chodzi? Co się stało? – dopytywał nerwowo Louis przerywając kilkunastu sekundową ciszę – Jak to co się stało? Wyjeżdżacie do USA! Za półtorej tygodnia! I ty się mnie jeszcze pytasz co się stało? Kiedy miałeś mi zamiar o tym powiedzieć?! – Skarbie spokojnie – uspokajał mnie Lou – Sam dowiedziałem się o tym dopiero, gdy chłopcy przylecieli na twoje urodziny na Tahiti. Nie chciałem psuć nam wakacji, a też nie chciałem rozmawiać z tobą o tym w biegu, na lotnisku. Nie gniewaj się, przepraszam – powiedział spokojnie, choć w jego głosie dało się wyczuć napięcie spowodowane tym, że nie wiedział jak zareaguję na jego tłumaczenia. Sama nie wiedziałam jak zareagować… Z jednej strony rozumiałam tok jego postępowania, z drugiej jednak strony byłam wściekła, że to przede mną zataił – Skarbie…? Jesteś tam? – zapytał po chwili – Tak jestem. Wiesz, porozmawiamy o tym jutro – odpowiedziałam – Ale nie gniewasz się na mnie? – Porozmawiamy jutro Lou – Powiedz, że się nie gniewasz inaczej nie usnę – chłopak wyczuł moje niezdecydowanie i starał się rozluźnić sytuację – Olii… tu chodzi o mój sen. Wiesz, że kiedy się śpi to się rośnie? Jestem najstarszy w zespole, a najniższy. To takie stresujące. Więc powiedz, że się nie gniewasz? Będę spał spokojnie i wtedy na pewno podrosnę – mówił udając błagalny ton, a na dźwięk tych słów uśmiech sam pojawił mi się na twarzy – Ale z ciebie głuptas. Nie, nie gniewam się. Zadowolony? – Plus jeden centymetr! Czuję jak moje kości się wydłużają! A tak poważnie to jeszcze raz przepraszam. Przyjadę do ciebie jutro, wyskoczymy razem na jakiś obiad. Pozdrów Viki – Dziękuję, pozdrowię. Dobranoc – powiedziałam miło – Dobranoc skarbie – odpowiedział chłopak. Rozłączyłam się i opowiedziałam Viktorii co i jak. Zasnęłyśmy prawie od razu po ułożeniu się do łóżka.

Pomimo tego, że nie otwierałam oczu wiedziałam, że jest już jasno. A nawet bardzo jasno. Moje zaciśnięte powieki miały kolor krwistej czerwieni, co mogło oznaczać tylko jedno: wysoko na niebie mocno świeciło już słońce. Niby powinno mnie to cieszyć, bo uwielbiam ciepełko i słońce, a w Londynie to rzadkość, ale byłam tak zmęczona, że marzyłam jeszcze o kilku godzinach ciemnej nocy. Gdy znowu zaczęłam zasypiać przebudził mnie delikatny dotyk. Viki przytuliła się do moich pleców i objęła mnie w pasie. Przyciągnęła mnie do siebie i pocałowała w policzek. Okej, to było dziwne. Wyglądało na to, że pomyliła mnie z swoim Liamem. Pewnie jeszcze śpi i robi to przez sen. Trzeba zainterweniować zanim zacznie klepać mnie po tyłku, albo jeszcze gorzej… – Wiem, że bardzo brakuje ci Liama, ale nie musisz mnie podrywać. Mam chłopaka! – zaśmiałam się – Brakuje mi ciebie, a nie Liama. I szkoda, że masz kogoś. Myślałem, że jesteś wolna… – zamruczał mi do ucha znajomy głos – Louis! – zawołałam otworzyłam i aż usiadłam z wrażenia. Obok mnie leżał uśmiechnięty, pięknie ubrany i uczesany Lou. – Co ty tu robisz? Gdzie Viki? – byłam nieźle skołowana – Czekaj… – powiedziałam, jeszcze zanim chłopak otworzył usta – Już rozumiem! Ja przecież dalej śpię! Ale głuptas ze mnie! – zaśmiałam się sama z siebie i opadłam bezwładnie na poduszkę. Poleżałam tak z trzy minutki w zupełnej ciszy, jednak jak na sen mój mózg był bardzo ożywiony. Pomału otworzyłam oczy. Louis uśmiechał się do mnie, a jego twarz od mojej dzieliło jakieś dziesięć centymetrów – Nie śnisz głuptasku. Naprawdę tu jestem – zaśmiał się i pocałował mnie w usta – Teraz już wierzysz? – Tak – odpowiedziałam oszołomiona – Ale co ty tu robisz? – zapytałam – Przyjechałem porozmawiać z tobą, przecież się dziś w nocy umawialiśmy. Chyba, że mówiłaś do mnie przez sen i niczego nie pamiętasz…? – spytał podejrzliwie – Nie, nie spałam. Pamiętam wszystko. Jestem zdziwiona, myślałam, że przyjedziesz raczej po obiedzie, a nie tak wcześnie – Wcześnie? – teraz to Lou był zdziwiony – Skarbie dochodzi szesnasta – Co takiego?! – Dochodzi szesnasta – powtórzył rozbawiony, a ja wyskoczyłam z łóżka jak z procy – Długo tu jesteście? – dopytywałam dalej – Od jakichś dwudziestu minut. Drzwi otworzyła nam zaspana Viki. Gdyby nie my, pewnie spałybyście do jutra. – Wow – odpowiedziałam tylko, założyłam swoje ciuchy i razem z Lou poszliśmy do salonu. Viktoria siedziała w piżamie obok Liama i rozmawiali. Sądząc po jej minie gadali o wyjeździe do USA. Dołączyliśmy do nich, porozmawialiśmy, a potem wsiadłam do samochodu Louisa i razem ruszyliśmy w stronę mojego mieszkania. Podczas podróży myślałam o naszej rozmowie. Liam opowiedział nam ze szczegółami o całej historii. Andy załatwił im trasę po Stanach w tym samym dniu w którym Harry postanowił odejść z zespołu i w którym lecieliśmy na wakacje. Manager chłopaków zadzwonił do Zayna, aby poinformować go o trasie i wtedy dowiedział się o decyzji Hazzy. My w tym czasie siedzieliśmy już w samolocie. Chłopcy i loczek spotkali się kilkakrotnie i wtedy Harry postanowił zostać, czyli trasa po USA była dalej aktualna. Chłopaki powiedzieli o tym Louisowi w trakcie przygotowań do mojej imprezy urodzinowej, a ten nie chciał mnie niepokoić, ani martwić kolejną rozłąką i postanowił pogadać ze mną, gdy już będziemy w Londynie. Viki też miała się dowiedzieć jak najpóźniej, aby się nie zamartwiała i przypadkiem nie wypaplała mi wszystkiego. Pech chciał, że akurat trafiłyśmy na ten artykuł wcześniej niż powiedzieli nam o tym chłopaki. – A gdybyśmy tak pojechały z wami?! – zawołałam nagle zachwycona pomysłem jaki właśnie wpadł mi do głowy. Krzykiem przerwałam panującą w samochodzie ciszę, a skupiony na prowadzeniu pojazdu Lou podskoczył ze strachu – Pojechały gdzie? – zapytał zbity z tropu – No do USA! – Olii, to świetny pomysł! Będziemy spędzać z sobą każdą wolną chwilę pomiędzy wywiadami i koncertami, zwiedzimy Nowy York, pójdziemy na zakupy… będzie świetnie! – twarz chłopaka rozjaśnił ogromny uśmiech. – Zadzwonię do Viki – wyciągnęłam z torebki telefon. Przyjaciółka odebrała po dwóch sygnałach – Coś się stało Oli? Czegoś zapomniałaś? – zapytała – Nie, dlaczego? Chciałam po prostu z tobą porozmawiać – Oliwia, przecież gadałyśmy ze sobą od trzech dni po prawie dwanaście godzin dziennie. Jeszcze ci mało? – wyśmiewała się ze mnie – Dobra już dobra uspokój się. Wpadłam na genialny pomysł! Lecimy z chłopakami do USA!
____________________________________________________
Dobry wieczór! Ech, jakoś wena mnie ostatnio
opuściła… Chcę pisać tego bloga, ale gdy
zasiadam przed laptopem, to robię trzy
miliony innych rzeczy zamiast pisać rozdział.
Ciężko mi się skupić, a w głowie mam całkowitą
pustkę. Chciałabym dokończyć moją historię tak
jak to mam zaplanowane, ale do tego jeszcze
daaaaaaaleka droga. Mam nadzieję, że wytrwam,
a Wy razem ze mną :) Myślę, że moje problemy z
pisaniem są spowodowane nową pracą i innymi
stresami. Na przykład tymi związanymi z moimi
wczasami. Miałam lecieć na wakacje, ale nasze
biuro podróży upada i musieliśmy zrezygnować…
Ale są też dobre nowiny. W nowej pracy mam
służbowego laptopa i trochę wolnego czasu!
Będę się starać pisać coś, gdy tylko się tam
zaaklimatyzuję i oswoją z nową sytuacją. Może
wtedy łatwiej mi pójdzie :)
massive kiss, love you all! :***