- Oliwia, jesteś zmęczona. Wyśpij się. Bredzisz. – powiedziała kpiąco Viki. – Ale dlaczego nie?! Sama pomyśl, zakupy, USA i nasi chłopcy pod ręką. Będzie super! – Liam? – usłyszałam w słuchawce, jak przyjaciółka zwraca się do swojego chłopaka – Ona mówi, że mamy lecieć z wami w tą trasę. Wariatka… Co…? Mówisz poważnie? To możliwe?! Czyli lecimy razem do Stanów?! Liam! Tak bardzo się cieszę! Juhuuu! – Viktoria w tym natłoku radości chyba zapomniała, że rozmawia także ze mną – Viktoria, Viki! Słyszysz mnie! VIKIIII! – wydzierałam się do słuchawki, a Louis śmiał się ze mnie – Viktoria!! – Już, już jestem i słyszę. Nie krzycz – skarciła mnie – Jak mam nie krzyczeć? Przecież rozmawiamy na mój koszt! – Nie ważne lecimy do USA! I to już… eee którego? – Nie wiem, czekaj… – zwróciłam się do mojego kierowcy – Louis, którego wylatujemy? – Za dziesięć dni, czyli trzydziestego września. – odpowiedział – Trzydziestego września Viki – O nie! – zawołała znienacka przyjaciółka – Co się stało? – O nie! Nie! Nie! Nie! Nie możemy lecieć. Trzydziestego września to przecież piątek – czekałam na dalszy ciąg wyjaśnień, ale dziewczyna milczała – Jeszcze raz powtarzam, że to ja płacę za tą rozmowę. Możesz mi łaskawie wytłumaczyć dlaczego „O nie, o nie, nie możemy lecieć, bo trzydziestego września to piątek”? To jakiś nowy zabobon? Nie latasz samolotami w piątek, czy o co chodzi? – Chodzi o to, że skoro trzydziestego września wypada w piątek, to w sobotę będzie pierwszy października. – oznajmiła, a ja dalej nie nadążałam za jej tokiem rozumowania – No wow. Co za odkrycie! Zdradzę ci jeszcze jeden sekret zanim sama na niego wpadniesz. W niedzielę będzie drugiego października, a w poniedziałek trzeciego. Sensacja co? – zapytałam z sarkazmem. – Oliwia, nie bądź blondynką! Błagam pomyśl. Sobota, pierwszy października. Nic ci to nie mówi? – A powinno? – zapytałam niepewnie – Oliwia, skup się! – rozkazała Viki i wtedy bam! – Och – wykrztusiłam tylko. Wreszcie doszło do mnie co oznaczała magiczna data pierwszego października – Początek roku akademickiego! O nie, nie, nie! – zawołałam zrozpaczona – No dzień dobry. Sama widzisz, że nic z tego. Gdybyśmy tak opuściły akademię na rozpoczęcie roku to pani O’Connor by nas chyba… – Nawet, nie kończ. Nie chcę o tym myśleć. Powtarzałybyśmy ostatni rok do trzydziestki – Dokładnie. Olii, tak bardzo się cieszyłam. I co? Znowu lipa! – Ech, nic już nie mów. Fuck! Dobra będę kończyć. Pocierpię sobie w samotności. Trzymaj się! – Ty też! Pa – Cześć. – Rozłączyłam się. Nawet nie zauważyłam kiedy zaparkowaliśmy przed moim mieszkaniem. Louis spojrzał na mnie smutnymi oczami. Przytuliłam się do niego bez słowa – Nie martw się skarbie, dolecicie do nas później. Andy przewidział dla nas tydzień wolnego od występów, wtedy albo ja wrócę do Anglii, albo ty przylecisz do mnie. Damy rady. – Pocieszał mnie – Chyba nie mamy wyboru – odpowiedziałam. Odsunęłam się od niego uśmiechając smutno. Lou pocałował mnie czule – Już mi lepiej. – musnęłam jeszcze raz jego usta. – Będzie mi ciebie bardzo brakować. – powiedziałam śledząc każdy centymetr jego pięknej twarzy – Przecież na razie nigdzie się stąd nie ruszam. Będę tu z tobą aż do wyjazdu. Tak łatwo się mnie nie pozbędziesz. Zobaczysz, jeszcze będziesz mnie miała dość! – zażartował. – Szczerze w to wątpię. Zawsze mi ciebie mało – I vice versa śliczna. Zaprosisz mnie na górę, czy posiedzimy jeszcze w aucie? Wiem, że lubisz moje Porsche, ale to trochę niegrzeczne z twojej strony – pokazał mi język – Chodźmy głuptasie. – odpowiedziałam.

Gdy weszliśmy do mieszkania Louis od razu położył się na kanapie i włączył telewizor. Ja postanowiłam zrobić szybkie pranie. Wieczorem wybieramy się na kolację i muszę jakoś zabić czas, a ciuchy po wczasach same się nie wyczyszczą. Wrzuciłam do pralki pierwszą partię ubrań: białych. Było ich całkiem sporo, bo biel to mój ulubiony kolor na lato. Segregacja brudnych ubrań zawsze zmusza mnie do przemyśleń. Tak było i tym razem. W trakcie odrzucania czarnych szortów na stos innych ubrań w tym kolorze naszła mnie, genialna moim zdaniem myśl. Od razu pognałam do salonu pochwalić się swoim pomysłem – Louis! Mam genialny pomysł! – Już się boję – odpowiedział w żartach, a ja spiorunowałam go wzrokiem i założyłam ręce na piersiach robiąc minę obrażanego dziecka. – Przecież żartuję skarbie. Co to za pomysł? – Chciałam się z nim jeszcze trochę podroczyć, ale już nie mogłam wytrzymać. Uśmiechnęłam się szeroko i usiadłam obok niego – Słuchaj, ty lecisz do USA, na trzy miesiące. A ja zostaję tutaj sama. Szkołę mogę zaliczać online więc pomyślałam, że zaraz po rozpoczęciu roku szkolnego polecę do domu! Ekstra co? Ostatnio wyjechałam tak nagle, brakuje mi Polski. Zobaczę znowu rodziców, Marcele, dziadków, starych przyjaciół… – i Maćka – wtrącił mi z wyrzutem – Tak, jego pewnie też – przyznałam szczerze – Oliwia, nie zrozum mnie źle, ale nie chcę, żebyś leciała do Polski sama. – Nie takiej odpowiedzi z jego strony się spodziewałam. – Ale Lou… – Olii polecimy razem do Polski jak skończy się trasa – wszedł mi w słowo – Czyli za trzy miesiące? Chyba żartujesz! Mam tyle czasu czekać na spotkanie z rodziną. Nie, nie ma mowy. Lecę zaraz po akademii. – odpowiedziałam twardo – Nie, nigdzie nie lecisz. Przecież ci mówię, że polecimy tam razem – Lou był jeszcze bardziej stanowczy niż ja. – O nie, nie mój drogi. Nienawidzę, gdy ktoś mówi mi co mam robić. Jestem już dorosła i mogę decydować za siebie. Dlatego lecę do Polski czy ci się to podoba czy nie. Nie możesz mi zabraniać spotykać się z rodziną – oburzyłam się, Lou zareagował od razu na moje oskarżenia – Dobrze wiesz, że nie chodzi mi o nich tylko o tego szczeniaka! Chcę żebyś się trzymała jak najdalej od niego, rozumiesz?! Nie chcę, żebyś się z nim spotykała, rozmawiała. Nie chcę nawet żebyś oddychała tym samym powietrzem co on! – podniósł na mnie głos. Tego już było za wiele…