- Home, sweet home! – westchnęłam targając przez próg swoją walizkę – Kochanie, jesteśmy w Polsce, chyba nie zapomniałaś ojczystego języka? – zaśmiała się ze mnie mama. Ona niosła moją torbę podróżną, a za nią szła Marcela zajadając się słodyczami które jej przywiozłam i niosąc torbę pełną kredek, mazaków, długopisów i kolorowanek. To one dwie przyjechały po mnie na lotnisko, tato niestety nie mógł, bo jest na jakiejś konferencji i wróci dopiero jutro rano. Zostawiłam bagaże przed schodami i razem z mamą poszłyśmy do kuchni. Zjadłam obiad, przygotowany specjalnie na mój przyjazd. Wypiłam trochę martini i pogadałyśmy. Mama piła tylko wodę, bo rano musiała gdzieś jechać. Marcelina opowiadała mi jak podoba jej się w przedszkolu. Chwaliła się, że nikt nie będzie mieć angielskich kredek, takich jak ona i że musi się nauczyć malować lewą ręką, bo ktoś jej powiedział, że w Anglii jeździ się drugą stroną drogi niż w Polsce, a skoro jeździ się inną stroną, to wszystko robi się odwrotnie. Bardzo mnie tą teorią rozbawiła.

Było przed dwudziestą, Marcela już w trakcie dobranocki zasnęła zmęczona dzisiejszym szaleństwem i opowiadaniem mi o wszystkim. – Mamo…? – zapytałam nieśmiało, gdy zostałyśmy już same. – Tak? – Słuchaj, mam do ciebie pytanie. Nie pogniewałabyś się, gdybym, no wiesz… gdybym pojechała teraz odwiedzić Maćka? – Jasne, że nie głuptasie! Jedź! Chłopak już na pewno nie może się ciebie doczekać! – odpowiedziała z entuzjazmem – Wiesz, mogę pojechać jutro, jeśli nie chcesz zostać sama. On w sumie nie wie, że jestem w Polsce, bo chciałam mu zrobić niespodziankę, więc nie będzie mu przykro… – Przestań, oczywiście, że możesz jechać. Chciałam cię zapytać, czy umówiliście się na dzisiaj, ale nie chciałam się wtrącać. Myślałam, że skoro jesteś z Louisem, to on nie pozwala ci się widywać z Maćkiem. A szkoda, bo to taki fajny chłopak.. – Nie pozwala? Jak to nie pozwala? Mogę wszystko, mamo! To przecież moje życie i robię z nim co chcę. – odpowiedziałam z uśmiechem, który mama odwzajemniła – Moja krew – odparła z dumą i zaczęłyśmy się śmiać. – Chodź, zawiozę cię do niego – Dziękuję, właśnie miałam cię o to poprosić. Wypiłyśmy z dziewczynami po rozpoczęciu roku akademickiego kilka drinków… Jesteś kochana – Przytuliłam ją mocno – Wiem – odpowiedziała całując mnie w czoło.

Pobiegłam tylko do łazienki, poprawiłam makijaż, przeczesałam włosy i pięć minut byłam już gotowa. Znowu nie mam czasu się przebrać i dalej muszę paradować w miniówce, ale to nie ma dla mnie już żadnego znaczenia. Najważniejsze, że niedługo znowu zobaczę mojego przyjaciela. Łapię za torebkę, portfel, klucze z domu, marynarkę i wchodzę do garażu. Mama już siedzi w samochodzie i czeka na mnie. Widząc w jakim samochodzie siedzi zaczynam się śmiać – Mamo, serio? Znowu?! – zapytałam siadając do… nowego Porsche Panamery! Identycznego jak poprzednie! Było również białe, a fotele zdobiła skóra w kolorze strażackiej czerwieni. – Wiesz, że jak tato coś sobie ubzdura, to nie sposób mu wybić tego z głowy. Poza tym, nie chcieliśmy cię już martwić, ale tata trochę przeżywał stratę starego Porsche, gdy gdzieś widział na ulicy podobny model to oczy mu rozbłyskały. Wiesz, on i ta jego mania na samochody… – mama przewróciła oczami, a ja zaśmiałam się – Nie śmiej się, to jeszcze nie koniec. Tato sprzedał też BMW i kupił sobie czarnego Mercedesa CL Cabrio… Wyobrażasz sobie? Auto bez dachu! To chyba jakiś kryzys wieku średniego. Wiesz, szybkie samochody, siłownia, a już niedługo młodsza kochanka! – zaczęła panikować, jak zwykle. Jest jak dziecko, tak łatwo się nakręca… – Mamo! Uspokój się. Tato i młodsza kochanka? Nie rozśmieszaj mnie, lepiej skup się na jeździe, bo jak rozbijemy mu drugie Porsche to może rzeczywiście znajdzie sobie nową kobietę. Taką która umie jeździć autem – zaczęłam się śmiać, a mama razem ze mną.  Pośmiałyśmy się i pożartowałyśmy jeszcze trochę, a potem skupiłam się na tym, aby poprawnie wskazać mamie drogę do domu Maćka. Zaparkowaliśmy wzdłuż chodnika, obok bloku Maćka. Już miałam wysiadać z samochodu, gdy mama złapała mnie za rękę – Oliwia, a on jest chociaż w domu? Jest sobota, młodzież raczej dziś baluje. Zadzwoń do niego. – zaproponowała skrupulatnie mama. Zaskoczyła mnie swoją zapobiegliwością. Ja byłam tak zachwycona wizją spotkania z przyjacielem, że nawet nie przyszło mi do głowy, że mogłabym go nie zastać. – Masz rację mamo. Ale byłby cyrk jakbyś odjechała, a jego nie było by w domu. – wyciągnęłam z kopertówki telefon i wybrałam numer Maćka. Nie odebrał. Zaczęłam się bać, że sprawdzi się czarny scenariusz mamy. Spróbowałam jeszcze raz. Uff, udało się! Chłopak odebrał po czterech sygnałach – Cześć Oli! Co słychać? – zawołał wesoło – Cześć Maciek, a dziękuję. Wszystko dobrze. A u ciebie? Co porabiasz? Dlaczego nie odbierasz? – zasypałam go pytaniami, co wywołało u niego śmiech – Czekaj, czekaj, pomału – zaśmiał się – Ojj, skup się. Więc co u ciebie? – dopytywałam, aby jak najszybciej dowiedzieć się czy jest w domu – Wszystko dobrze. Właśnie wracam do domu z treningu. Będę grał w meczu charytatywnym gwiazdy przeciwko politykom. Super co? – No super, gratuluję ci! – powiedziałam szczerze, choć myślami byłam już gdzie indziej. Rozglądałam się dokoła, z której strony pojawi się mój przyjaciel. Skinęłam głową przyglądającej mi się mamie. Zasłoniłam dłonią mikrofon w telefonie – Idzie z treningu – wyszeptałam jej. – Jesteś tam?! Halo? Oli! – usłyszałam krzyki w słuchawce – Tak, tak jestem. Przepraszam, chyba gubię sieć. Pytałeś o coś? – Tak, pytałem co jeszcze u ciebie. – A wszystko dobrze. Wiesz studia, deszcz i kalosze – zaśmiałam się i wtedy dostrzegłam go. Szedł po chodniku przy którym stał nasz samochód. Był ubrany w jasne spodnie, trampki i niebieską wiatrówkę. Na ramieniu miał przewieszoną dużą, treningową torbę. Rozłączyłam się szybko i czekałam aż będzie bliżej nas. Chłopak zaczął dzwonić do mnie, ale wyciszyłam dzwonek. Moja ekscytacja wzrastała z sekundy na sekundę. Gdy był mniej więcej pięć metrów obok samochodu spontanicznie otworzyłam szybę ze strony pasażera – Przepraszam pana, jak trafić do pałacu kultury i nauki? – zapytałam, a mama parsknęła śmiechem pod nosem. Było już całkowicie ciemno. Taki urok polskiej jesieni. Chodnik oświetlały delikatnie tylko lampy uliczne. Zdezorientowany chłopak odsunął od ucha telefon, którym do mnie dzwonił. Nie patrząc z kim rozmawia odwrócił się w stronę wskazywanej przez siebie drogi – Musi pani jechać prosto, a na skrzyżowaniu ze światłami w lewo. Potem cały czas prosto, aż do… – wreszcie przeniósł wzrok na mnie, aby sprawdzić czy go słucham i wtedy jego twarz rozjaśnił wielki uśmiech połączony z niedowierzaniem – Cały czas prosto, aż dokąd proszę pana? – Zapytałam cwaniacko po czym od razu wyskoczyłam z samochodu i wpadliśmy sobie w ramiona. – Ty wariatko! Ja ci dam Pałac Kultury! – chłopak śmiał się nie wypuszczając mnie z uścisku – Dlaczego mi nie powiedziałaś, że przylatujesz? Tęskniłem za tobą – Ja za tobą też. Chciałam ci zrobić niespodziankę, dlatego nic nie powiedziałam – I udało ci się – chłopak odsunął ode mnie odrobinę, aby spojrzeć mi w oczy i uśmiechnął się delikatnie. Patrząc w jego niebieskie oczy zapomniałam o całym bożym świecie. Również o mamie. Ta jednak sama przypomniała nam o sobie. Z impetem nacisnęła klakson, a my aż podskoczyliśmy wystraszeni i od razu przerwaliśmy czułe powitanie – Yyy, dobry wieczór pani Salkin, miło panią widzieć. Świetnie pani wygląda. Ładny samochód – zdenerwowany chłopak mówił jak nakręcony – Dobry wieczór Maćku, dobrze, że w końcu przypomnieliście sobie o mnie, bo nie mam ochoty na wieczór w samochodzie. – zrobiła obrażoną minę po czym parsknęła śmiechem – Szkoda, że nie widziałeś wyrazu swojej twarzy! Przecież żartuję. Też miło mi ciebie widzieć Maćku. – uśmiechnęła się serdecznie, po czym zwróciła do mnie – Oliwia ja będę jechać. Masz, twoja torebka. – podała mi ją przez okno – Jak będziesz chciała wrócić do domu to dzwoń śmiało, przyjadę po ciebie. Dziecko, nie jedź w takim stroju autobusem, okej? – spojrzała na mnie z góry na dół uśmiechając się cwaniacko ciągnąc teatralnie spódniczkę w dół – Dobrze, nie będę. Zamówię sobie taksówkę, nie martw się i śpij spokojnie – Żadnej taksówki! – przerwał mi Maciek – Przecież mam samochód, odwiozę cię – powiedział po czym zwrócił się do mojej mamy – Pani Salkin, proszę się nie martwić odwiozę ją do domu całą i zdrową. Obiecuję – Wrócę taksówką mamo. Możesz jechać! Pa! – zawołałam do niej, a Maciek przewrócił oczami. Mama zaśmiała się pod nosem i ruszyła do domu. – Zapraszam na górę – powiedział Maciek, gdy już przestał machać mojej mamie na pożegnanie. Swoją drogą co za lizus! – Jest już późno. Odnieś na górę torbę, ja poczekam tutaj i wyskoczymy gdzieś razem – zaproponowałam. Maciek z zakłopotaną miną podrapał się po głowie – Sorki Oliwia, ale nic z tego. Nie możemy nigdzie wyjść. Na dzisiejszy wieczór mam już inne plany. – Och – wyrwało mi się tylko, a na sercu zrobiło się jakoś ciężej. Było mi po prostu przykro. Dlaczego nie powiedział mi o tym, gdy była tu jeszcze mama?!! – Zamówię taksówkę, nie chcę ci przeszkadzać – powiedziałam jak najbardziej naturalnie, ale w moim głosie dało się wyczuć nutkę rozpaczy. Chłopak uśmiechnął się szeroko, objął mnie za ramię, przyciągnął do siebie i szedł powoli w kierunku wejścia do bloku. Nic z tego nie rozumiałam – Ale z ciebie głuptas Oliwia. Za nic nie odpuściłbym spędzenia wieczoru z tobą – Ale przed chwilą mówiłeś… – że nie możemy nigdzie wyjść. Rodzice wyjechali na weekend do Zakopanego, więc mam wolną chatę. Robię imprezę na którą oczywiście cię zapraszam. To moje plany na dzisiaj. – uśmiechnęłam się pod nosem. – Nie musisz… wiesz, nie chcę się wpraszać. To żaden problem jeśli pojadę do domu. – To będzie problem. Bo chcę, żebyś tu była ze mną – uśmiechnął się słodko po czym wcisnął w windzie guzik z numerkiem piątego piętra.

___________________________________
jest i 111! :) miłego wieczoru! :*