Po wzięciu pierwszej garści leków czułam się jak pijana. Dosłownie. Strasznie osłabiona od razu położyłam się na kanapie w salonie, przykryłam kocem i drzemałam. Nie wyobrażam sobie w takim stanie dopingować chłopaków podczas ich występu. Przecież wezmą mnie za ćpunkę i wyrzucą ze studia. Ale to i tak mój nie największy problem, w mojej głowie, jak kamień, ciągle ciąży wspomnienie zagubionej bransoletki. „Jesteś beznadziejna” wmawia mi ciągle moja podświadomość i przyznam się, że zaczynam w to wierzyć. To w końcu podświadomość, ona nigdy się nie myli. Och, telefon. Czy zawsze gdy zasypiam albo smacznie sobie śpię ktoś musi dzwonić? – Halo? – powiedziałam do słuchawki nie zwracając nawet uwagi do kogo mówię – Cześć Oli! Co tam? Co dziś robimy? Powtórka ze wczoraj? – dopytywał Maciek z entuzjazmem – Nie. Wybacz, ale dzisiaj nic z tego. Muszę zostać w domu. – zanim zdążyłam rozwinąć wątek przyjaciel od razu zalał mnie morzem pytań – A to dlaczego? Pewnie wszystko przeze mnie, co? Nie potrzebnie usnąłem u ciebie. Pewnie dostałaś szlaban za to? A powiem ci twój tata nie wyglądał na wkurzonego, normalnie ze mną gadał. Może tylko udawał… a może to szlaban od mamy? Jest bardzo zła na mnie? Szkoda, bo wiem, że mnie lubiła, a teraz pewnie… – Maciek, Maciek! Hamuj chłopie! Może dasz mi dojść do słowa? Chcesz wiedzieć dlaczego nie mogę wychodzić z domu? – przerwałam mu – E, no tak, chcę wiedzieć dlaczego. Przepraszam. Zamieniam się w słuch – Wyobraź sobie, że rzeczywiście w pewnej mierze to przez ciebie muszę zostać w domu. Mam grypę po wczorajszej ulewie i czuję się jak wypluty cukierek – westchnęłam do telefonu – Tak bardzo się cieszę! To znaczy, nie… nie zrozum mnie źle. Nie cieszę się, że jesteś chora… choć w sumie tak. Cieszę się, że zachorowałaś – powiedział dziwnie zachwycony – Co takiego?! Dzięki, nie ma to jak wsparcie i współczucie przyjaciół – powiedziałam z sarkazmem i udawaną obrazą – Oj, nie obrażaj się. Po prostu cieszę się, że masz grypę, bo to znaczy, że zostajesz dłużej w Polsce, zgadza się? – zapytał – Nie, to znaczy, że lecę z grypą do Stanów – odpowiedziałam – Ale jak to? Oszalałaś? Jeszcze nie chodzę na studia, ale nawet ja wiem jak ciężkie… – …są powikłania nieleczonej grypy. Tak tato, wiem o tym. – mój sarkazm aż obciążał sieć telefoniczną – Dlatego udałam się do doktora po leki i poradę. Powiedział, że śmiało mogę lecieć i nie umrę. Zresztą wpadnij do mnie to pogadamy, okej? – Okej. Ale i tak uważam, że to nie najlepszy pomysł z tym lotem – odpowiedział markotnie – Tak, tak Maćku. Czekam na ciebie. Kup mi proszę po drodze chusteczki higieniczne, bo już dostałam dwa razy opieprz, że zaraz zabraknie papieru toaletowego – Dobrze kupię. Będę do dwóch godzin – Ej więcej entuzjazmu, to nasz ostatni dzień! – powiedziałam wesoło – Dzięki, do tej chwili o tym nie myślałem. Dobra. Idę wziąć prysznic, zjeść obiad i wpadam. Cześć – Ma mały – odpowiedziałam. Kręcąc głową uśmiechnęłam się do wyświetlacza, po czym kładę się wygodnie, a w mojej głowie pojawiają się miliony myśli. Ten chłopak zmienia szybciej nastrój, niż my kobiety przed okresem. Boże, ja chyba przyciągam takich facetów! Facetów z syndromem napięcia przedmiesiączkowego. Harold, wzorcowy przykład. Powinni go pokazywać małym dziewczynką w szkole, aby przybliżyć im czym dokładnie objawia się ten syndrom. Maciek też popada ze skrajności w skrajność. Najpierw lata szczęśliwy pięć metrów nad ziemią, następnie dopada go rozpacz i brak chęci do życia. Może i Maciek nie ma chęci do życia, ale ja na pewno mam chęci na drzemkę. Zaciskam powieki i oddaję się lżejszym, przyjemniejszym myślom; jutrzejszym spotkaniem z chłopakami.

Otworzyłam delikatnie oczy. Panował półmrok, jedynym źródłem światła był grający cichutko telewizor i przytłumione światło lampy, która stała obok fotela. Na podłodze dostrzegłam dwie postacie, siedzące naprzeciw siebie. Byłam jednak zbyt zaspana by dojrzeć kim były. Przeciągnęłam się i przetarłam rękami powieki. Okazało się, że owymi postaciami byli Maciek i Marcela, którzy grali w chińczyka. – Cześć – odezwałam się ochryple – Cześć śpiochu – przywitał mnie uśmiechnięty Maciek – Cześć Oliwia, patrz, gram w chińczyka z Tomkiem Boskim i wygrywam! – zawołała zachwycona siostrzyczka – Już tyle razy ci mówiłam, że on naprawdę nazywa się Maciek. Tylko w telewizji gra Tomka. Będzie mu przykro, że nie znasz jego imienia – wytłumaczyłam. Mała po chwili namysłu odezwała się – Masz rację Oliwia, może mu być przykro. Dlatego ja będę mówić do ciebie Tomek, a ty zamiast Marcelina możesz mówić tak jak ci się podoba. – zwróciła się do Maćka – Ale mi najbardziej podoba się Marcelina. To najładniejsze imię jakie znam – chłopak wzruszył ramionami, a mała uśmiechnęła się szeroko – Też je lubię. – przyznała, a my zaczęliśmy się śmiać – Nie śmiej się To.. Maciek. Zostało nam po jednym pionku i wtedy będziesz mógł pogadać z Oliwią, dobra? – Okej – odpowiedział Maciek. W sumie nie miał innego wyboru, jeśli chciał, żebyśmy mieli potem czas dla siebie. W innym wypadku mała nie dała by nam żyć. Ja, korzystając z wolnej chwili udałam się do kuchni gdzie mama właśnie nalewała mi do miseczki pysznej zupy jarzynowej. Marcela i Maciek już ją jedli. Zjadłam połowę porcji i byłam już przejedzona. W sumie i tak większość tego co zjadłam było mi wpychane „na chama” przez mamę, która mówiła mi, że jeśli chcę wyzdrowieć i lecieć do Stanów to muszę mieć energię, czyli po prostu jeść. Tylko to zmotywowało mnie do zjedzenia kolacji. Później mama podała kolejną serię tabletek i antybiotyków, które połknęłam wszystkie na raz popijając wodą. W tym czasie Maciek i Marcela skończyli swój pojedynek, który wygrała oczywiście moja siostra. Przez resztę wieczoru oglądaliśmy filmy. Najpierw dokończyliśmy uwielbiane przez Maćka Abduction, następnie włączyliśmy jakąś komedię. Tak jak i poprzedniej nocy, tak i dzisiaj Maciek spał u mnie. Z tylko jedną różnicą, sama go poprosiłam o to żeby został. Korzystając z tego, że jutro jest sobota, dzień wolny od szkoły i pracy mogłam egoistycznie nacieszyć się moim przyjacielem. Maciek uparł się, że odwiezie mnie rano na samolot, a to, że śpi u mnie ułatwi tylko sprawę. Położyliśmy się razem do łóżka, było to tak zupełnie naturalne jakbym miała spać z Viki. Przynajmniej z mojej strony. Maciek przytulił mnie, tłumacząc, że to tylko dlatego, aby było mi cieplej. Jak zwykle nie miałam nic przeciwko temu, choć w duchu już układałam scenariusz do sceny w której wpada tu Lou robiąc mi  niespodziankę i spotyka nas z Maćkiem w łóżku. Aż wzdrygnęłam się na samą myśl o tym. Maciek źle interpretując moją reakcję pomyślał, że trzęsę się z zimna i przytulił mnie mocniej. Postanowiłam nie myśleć o tym jak nie fair zachowuję się w stosunku do Louisa i skupić się na śnie, bo już jutro przede mną ciężki dzień.
________________________________
HeLo!:) wreszcie mam chwilę dla siebie i mogę coś napisać :)
chciałam się z Wami podzielić moim snem (znowu:P) w którym
rolę główną zagrał (tu zaskoczenie) Zayn Sex Malik :P
A więc, to było mniej więcej coś takiego. Ja i chłopaki z 1D byliśmy za kulisami jakiejś sceny i ja potrafiłam śpiewać i to całkiem całkiem:D Czekaliśmy, aż każdy z nas dostanie godzinę swojego występu. Malik miał swój o siedemnastej i zapisał go na swoim smartfonie. Siedzieliśmy na kanapach, była luźna atmosfera i takie tam. Powiedziałam mu, że ma mi pokazać ten telefon bo coś mu chcę napisać. Napisałam, że trzymam kciuki i oddałam mu telefon. Chłopak uśmiechnął się pięknie i podziękował. Do jego występu zostało jeszcze sporo czasu więc go pytam co będziemy robić zostało tyle czasu, a on, że nie wie, nie ma żadnych pomysłów. I wtedy przybliżył swoją twarz do mojej i pyta swoim świetnym głosem: How about kiss? Zamurowało mnie i chłopak przejął inicjatywę. Przybliżył się do mnie, dzieliły nas milimetry, już prawie czułam ciepło jego ust i jego słodki oddech i… pi pi pi pi! budzik! wyobrażacie sobie?! Byłam wściekła. Od razu zacisnęłam powieki i próbowałam przywrócić ten sen, ale niestety nie udało się :(

I teraz druga sprawa. Jak wiecie, lub nie mam 21 lat i znajomych w tym samym wieku. 1D Infection mam od początku roku i niestety nikt nie podzielał mojej fascynacji chłopakami. No tylko jedna czytała kiedyś mojego bloga i nawet ich lubiła. Do czasu… moja siostra (młodsza o rok) co wieczór prosi mnie, abym przysłała jej jakieś ciekawe filmiki o chłopakach, słucha ich piosenek i nawet ma jedną ustawioną na dzwonek w telefonie! :D Powiedziała, że ma ochotę wytargać Nialla za policzki (o maj faking gad:P) Z  kolegą rówieśnikiem, (chłopem prawie dwa metry wzrostu) byłam wczoraj w pubie i puścili teledysk LWWY. On mi wyjeżdża z tekstem „ci co to śpiewają” mają fajne piosenki i niedawno ściągnął sobie ich album i słucha go ciągle :O Moja następna koleżanka rówieśniczka przejawia niezdrową fascynację gołym Niallem wyskakującym z basenu do „Let’s go!” w piosence LWWY i gdy wczoraj leciała ta piosenka w tym pubie z trzy razy w ogóle nie interesowała się nami i rozmową tylko czekała na „swój moment” :P
ONE DIRECTION INFECTION ATACK! wreszcie! :D
jeszcze trzeba by było ich przekonać do Justina Biebera i było by już całkiem super… a tak w ogóle Justin będzie miał koncert w marcu w Berlinie i aż mnie skręca, żeby jechać, niestety wszyscy się śmieją, gdy wyskakuję z takim pomysłem.. :(
buziaki:* miłego weekendu! ♥♥♥