Śmiejąc się w najlepsze weszliśmy z Hazzą do apartamentu. W salonie siedzieli już wszyscy nasi przyjaciele – O Harry! Jakiś ty szczęśliwy – zawołał Zayn leżąc na kanapie – Nie widziałem cię w takim świetnym humorze od kiedy… nie. W sumie to nigdy cie takiego nie widziałem – śmiał się dalej czarnuszek – Bardzo śmieszne – Hazza przewrócił oczami – Świetna robota skarbie – powiedział Lou podchodząc do mnie. Objął mnie w tali i pocałował czule, po czym zwrócił się do Hazzy, który patrzył na coś na stole. Albo odwrócił wzrok, aby nas nie widzieć… nie, raczej to pierwsze – Co, oberwało ci się od niej? Potrafi zjechać człowieka – zwołał Niall – I to porządnie – odpowiedział Hazza pokazując mi język – Mam nadzieję, że to był ostatni raz. Dlaczego muszę wam wszystkim co chwila przypominać, że jesteście dobrzy? Może macie jakieś zaniki pamięci albo coś? – zażartowałam – My dobrze wiemy, że jesteśmy najlepszym boysbandem świata, po prostu lubimy jak się nami zachwycasz – zaśmiał się Hazza – Jesteście beznadziejni. – powiedziałam i w żartach przewróciłam oczami. Loui podszedł do Harrego i po bratersku przytulił go – To byś świetny występ, Hazz. Pamiętaj o tym, że jesteś zawodowym piosenkarzem – powiedział do niego – Dzięki Lou – uśmiechnął się szczerze – Zayn wstawaj! Idziemy. Idziesz z nami Harry? – zawołał nagle Louis – Gdzie? – No właśnie gdzie? – zawtórowałam pytaniu Hazzy – No, na dół… – Lou uśmiechnął się tajemniczo – Nie.. no co ty, Lou. Przestań – Hazza pokiwał głową z markotną miną – Po co na dół? Na jaki dół? I co masz przestać? – zapytałam zaintrygowana i nieco zmartwiona reakcją Harrego. Louis nie zdążył powiedzieć nawet słowa gdy przy moim boku pojawił się Zayn – Idziemy na dół, w sensie na świeże powietrze. Idę zapalić i takie tam, a nie chce iść sam – Zayn wzruszył ramionami, a Hazza ponownie pokręcił głową z dezaprobatą. – Wrócę nim się zorientujesz skarbie – nim zdążyłam się odezwać chłopak ponownie czule pocałował mnie w usta, zapewne aby nie dopuścić mnie do głosu – Chcesz coś z baru, albo restauracji? – zapytał – Sok i wodę – odpowiedziałam tylko – A wy? Chcecie coś? Z restauracji, baru, albo… z dołu? – Lou uniósł zadziornie brwi – Niall..? – Nie, nic nie chcę – odpowiedział blondas – Okej, więc za chwilę wrócimy – Chłopak jeszcze raz przelotnie musnął mnie w policzek i razem z Zaynem ruszył do wyjścia. Kątem oka spojrzałam na Hazzę i wzruszyłam ramionami wydymając dolną wargę i zaczęliśmy się śmiać. Usiadłam na sofie, na której wcześniej siedział Lou i Zayn, a Hazza usiadł obok na fotelu. Siedzieliśmy i rozmawialiśmy miedzy innymi o dzisiejszym występie. Harry otwarcie opowiadał o tym jak się po nim czuł i było mi go szkoda do tego stopnia, że miałam ochotę rzucić się mu na szyję i rozkazać, aby przenigdy nie myślał o sobie w taki sposób. Resztki zdrowego rozsądku pozwoliły mi jednak usiedzieć w miejscu, jednak, aby choć trochę okazać mu moje wsparcie wyciągnęłam ku niemu rękę, którą z lekkim wahaniem chwycił. Pogładziłam wierzch jego dłoni kciukiem i posłałam mu delikatny uśmiech który odwzajemnił. Po kilku sekundach przypomniałam sobie, że nie jesteśmy sami i czym prędzej puściłam jego dłoń, a swoje skrzyżowałam na brzuchu, aby mieć nad nimi większą kontrolę. Nikomu jednak ta sytuacja nie wydała się krępująca czy dziwna, bo płynnie kontynuowaliśmy temat. Korzystając z tego, że Louisa dalej nie było poszłam do pokoju zmyć makijaż, wziąć prysznic i przebrać się w wygodne ubrania. Napisałam też do Maćka, że za nim tęsknię i że pogadamy jak już będę w Londynie. Gdy już wszystko załatwiłam, postanowiłam, że tego wieczoru nie opuszczę mojego chłopaka nawet na krok. Ku mojemu zadowoleniu, gdy weszłam do salonu Lou siedział na sofie, obok niego Zayn. – Długo cie nie było – powiedziałam z udawanym wyrzutem, po czym usiadłam mu na kolanach – Louis… Ty paliłeś?! – zawołałam zdziwiona, gdy poczułam od chłopaka ostry zapach dymu tytoniowego – Nie, to Zayn palił i dmuchał na mnie – odpowiedział – Nie kłam! Chuchnij… śmierdzisz jak popielniczka, Lou! Zayn! Dlaczego sprowadzasz mojego chłopaka na złą drogę?! – spiorunowałam wzrokiem Zayna. Coś było z nimi nie tak. Chyba musieli wypić coś w barze, bo mieli dziwne oczy i zachowywali się podejrzanie. Wyglądali jak… naćpani? – Na jaką złą drogę? – przerwał moje obserwacje głos Malika – Ja jestem dobrze wychowany dlatego poczęstowałem przyjaciela. A że on też jest dobrze wychowany nie mógł mi od mówić. Ot i cała afera – Zayn wzruszył ramionami – Pff, afera to się dopiero zacznie. Nie mam sił do was, chłopaki… Żeby mi to było ostatni raz Lou! – zagroziłam mu, a on bez przekonania skinął głową. Jego wzrok był zagubiony, wbity jakby w daleki punkt którego nie potrafiłam odnaleźć – Piliście coś na dole? Jakoś dziwnie wyglądacie – przekrzywiłam głowę przyglądając się Louisowi badawczo – Oli, proszę, możesz się przestać czepiać? Nie piliśmy niczego, okej? – zwrócił się do mnie markotnym głosem – Okej – odpowiedziałam skołowana. Siedziałam na jego kolanach może z pięć minut, ale on cały czas się kręcił, schylał do stołu i niezbyt delikatnie dawał mi do zrozumienia, że mu nie wygodnie. Poddałam się w końcu i jak obrażone usiadłam na podłodze obok jego sofy. Oczywiście nie obyło się bez miliona komentarzy przyjaciół, szczególnie Viki i Hazzy na temat tego, gdzie mam usiąść, ale powiedziałam, że tak mi dobrze i nie mam zamiaru się stąd ruszać. Choć szczerze powiedziawszy wcale nie było mi dobrze, ani wygodnie, ani przyjemnie. Byłam wściekła, myślałam, że to będzie miły wieczór, ale Lou zepsuł wszystko i pewnie coś brał!
________________________________
zapraszam też do przeczytania serduszkowego
rozdziału ze zdjęciami chłopaków, który przed
chwilą wstawiłam:)

buziakiii!!