Stałam na środku cichego salonu jak wryta i wpatrywałam się w drzwi za którymi przed chwilą zniknął Lou. Bałam się, że nadchodzi fala rozpaczy. Zacisnęłam powieki i odchyliłam do tyłu głowę. Skupiłam się na moim nierównomiernym płytkim oddechu i zaczęłam się uspakajać. Przynajmniej teoretycznie. Pod zamkniętymi oczami cały czas widziałam zagubione oczy Louisa, a jego słowa odbijałby się boleśnie po mojej głowie. Pięści napięłam do granic możliwości, poczułam we wnętrzu dłoni wilgoć i ciepło. Krew. Jednak nawet to nie pozwoliło mi choć odrobinę rozluźnić uścisku. Poczułam, że ktoś złapał mnie za nadgarstek. – Oliwia, przestań, słyszysz? Robisz sobie krzywdę. – Powiedział spokojny głos. Otworzyłam oczy. Przypomniałam sobie, że nie jestem sama. Przede mną stał Harry z przejętą miną i to on trzymał moją rękę. Moi przyjaciele patrzyli na mnie z skupionymi minami. Chyba nie wiedzieli co powiedzieć, ale bardzo mnie to cieszyło. Nie miałam ochoty na to, aby ktokolwiek mnie pocieszał. Spojrzałam w dół. Krew z prawej dłoni kapała na biały dywan. Wyparłam z świadomości to, jaką przykrość sprawił mi Lou i całą uwagę skupiłam na kałuży przy moich stopach – Przepraszam. Mam nadzieję, że da się jakoś usunąć tą plamę – powiedziałam szczerze zaabsorbowana czerwonymi kropelkami na śnieżnej bieli dywanu. Uklękłam, również dlatego, że ledwie stałam na nogach. Z rozpaczą zaczęłam ścierać czerwone plamy dłońmi. Krwawiącymi dłońmi. Co spowodowało, że plamy powiększyły się. Sekundę później okrążyli mnie wszyscy przyjaciele. Harry pomógł mi się podnieść. Tak bardzo chciałam płakać, wiedziałam, że płacz złagodzi mój ból, jednak jak na złość moje oczy wyschły na wiór. – Wygląda jeszcze gorzej niż przedtem. Wszystko psuję. Jestem beznadziejna. Przepraszam – powiedziałam głosem wypranym z emocji z wzrokiem wbitym w krwawą plamę na podłodze. Podniosłam wzrok, wszyscy patrzyli na mnie przerażeni nie mogąc wykrztusić ani jednego słowa. Pierwszy odezwał się Liam – Krwawisz, chodź do kuchni tam jest apteczka. Musimy cię opatrzyć – Spojrzałam na swoje dłonie i posłusznie skinęłam głową. Poszłam z Liamem do kuchni, a za nami reszta. Usiadłam na wysokim barowym krześle, a obie otwarte dłonie położyłam na stole. Krew kapała na jego blat. Zwróciłam się do moich skołowanych przyjaciół. Cierpieli widząc w jakim stanie się znajduję. Nie mogłam na to pozwolić. Ta chwila słabości nie powinna się powtórzyć przy nich nigdy więcej – Co tak patrzycie? Przecież nie umrę, to tylko trochę krwi – uśmiechnęłam się, a przynajmniej próbowałam. Viki podeszła do mnie – Wszystko w porządku? – zapytała nie bardzo wierząc w moją nagłą zmianę nastroju – Tak, musiałam po prostu odreagować, ale teraz kiedy nadmiar krwi odpłynął z mojego gotującego się ciała wszystko jest okej. – odpowiedziałam, po czym zwróciłam się do reszty znajomych, na ich twarzach malowała się ulga zmieszana z niedowierzaniem – Możecie iść spać, jestem w dobrych rękach, a impreza skończona, prawda? – zwróciłam się do Liama, który szukał w meblach apteczki, posyłając mu porozumiewawcze spojrzenie. Ku mojemu szczęściu zrozumiał aluzję bez zbędnych słów – Oliwia ma rację. Idźcie spać, jesteśmy zmęczeni po dzisiejszym występie i próbach, a jutro też jest dzień – powiedział – Ale ja zostanę… – Viki, idź. Zaraz do ciebie dołączę. – rozkazał głosem nieznającym sprzeciwu i wrócił do grzebania w szafkach kuchennych. Kilka chwil później, po tym jak wszyscy niepewnie życzyli mi dobrej nocy zostałam w kuchni sama z Liamem. Tak mi się wydawało, ale gdy odwróciłam się nieco zobaczyłam Harrego, opierającego się o ścianę po drugiej stronie kuchni. Chłopak przyglądał mi się z skupioną miną. – Harry, słyszałeś? Nic jej nie jest. Idź do siebie – powtórzył Liam, rozkładając na stole przedmioty z apteczki, którą wreszcie udało się mu znaleźć. Harry jednak nic sobie z niego nie robił. Podszedł do nas i usiadł obok mnie na stołku. – Ty idź, ja się nią zajmę. Wiem, że nie lubisz widoku ani nawet zapachu krwi. – Liam spojrzał na mnie pytająco swoją bladą twarzą – Możesz iść Liam, nie musisz się męczyć. Obydwaj możecie. Dam sobie sama radę, to tylko zadrapanie – mówiłam przekonywająco – Słyszysz Li, możesz iść. Dam sobie radę – powiedział Harry – W razie czego wiecie gdzie mnie szukać. Dobranoc – Dobranoc Liam, dzięki – powiedziałam. Harry zeskoczył z stołka i zaczął nalewać ciepłej wody do miseczki. Zamoczył w niej czystą, bawełnianą chusteczkę i wrócił do stołu. Wykręcił ją nieco i zaczął delikatnie oczyszczać moje ranki z krwi – Naprawdę, nie musisz tego robić – przypomniałam – Ale chcę. Daj drugą dłoń – posłusznie podałam mu lewą dłoń – Znam ten ból. Kiedyś w tłumie jakaś fanka wbiła mi paznokcie w skórę pleców. I chociaż miałem na sobie grubą, bawełnianą koszulkę krwawiłem, a przez dwa tygodnie moje plecy ozdabiało pięć długich piekących szram… Uwaga, teraz może trochę zaboleć – powiedział i wylał odrobinę wody utlenionej na moją dłoń. Skrzywiłam się, a potem obserwowałam pieniącą się substancję. Podałam mu drugą dłoń, którą opatrzył tak samo. – Ranki nie są duże. Dziś przykleję do nich gazę, a jutro zmienimy je na plasterki – tłumaczył mi wszystko miło, jak lekarz małej, przestraszonej dziewczynce. – Jak się czujesz? – zapytał. – Dobrze, wszystko jest okej, prawie nie boli – odpowiedziałam nie odrywając wzroku od swoich dłoni, na które Hazza zakładał opatrunek. Starałam się, aby mój głos był jak najbardziej przekonywujący. Nie chciałam obarczać swoimi problemami swoich przyjaciół. Nie chciałam też okazać tego jak beznadziejnie się czuję. Chłopak skończył przyklejać opatrunek, ale byłam zbyt pogrążona w szoku i bólu, więc nie zwróciłam na to uwagi tylko dalej tępo spoglądałam na nasze dłonie. Dopiero jego głos przywrócił mnie na ziemię – Odezwiesz się do mnie? Albo chociaż popatrzysz na mnie? – Podniosłam w górę smutny wzrok. Harry był zmartwiony. – To znowu się zaczyna – powiedziałam bez namysłu – Co się zaczyna? – zapytał zaintrygowany Harry, usiał na przeciwko mnie nie puszczając mojej dłoni – Już raz przez to przechodziłam i nie chcę nigdy więcej. Zawsze kiedy wyjeżdżacie na trasę koncertową coś złego dzieje się z Louim. Nie jest sobą. – zakończyłam, ale widząc, że Harry nie wie co odpowiedzieć kontynuowałam temat – Pewnie ciśnie ci się do ust „a nie mówiłem”? – zauważyłam, uśmiechając się smutno, chłopak najwyraźniej nie skojarzył o co mi chodzi, bo spojrzał na mnie pytająco – Pamiętasz, wtedy w LA. Jechaliśmy po ostatnim dniu zdjęć do hotelu po jedzenie i koce na imprezę na plaży. Powiedziałeś mi, że Lou to nie jest dobry facet dla mnie i że mnie skrzywdzi. Wszystko się sprawdza – Ach, to. Nie, nie powiem ci „a nie mówiłem” bo nie o to mi chodziło. Nie chciałem, żebyś cierpiała. – odpowiedział – Ale jednak idealnie przepowiedziałeś moją przyszłość – zauważyłam – Czuję się teraz jakby to była moja wina. Nie powinienem się wtrącać – przyznał, a ja uśmiechnęłam się smutno. ‚Czuję się jakby to była moja wina’ odbija się echem po mojej głowie jak piłeczka ping pongowa. Może to rzeczywiście jego wina? Może od początku starał się rozdzielić mnie i Louisa, a teraz mu się udało? Hazza widząc zapewne, że znowu zamykam się w sobie, zeskoczył z barowego stołka, podszedł do mnie i mocno przytulił. Z początku bardzo mnie tym zaskoczył, siedziałam jak wryta. Po chwili jednak objęłam go mocno za szyję i wtuliłam twarz w jego bark. Cholera, jestem idiotką. Jak dalej mogę myśleć, że Harry chce rozdzielić mnie i Louisa po tym wszystkim co dla mnie zrobił. Jest mi wstyd, że pomyślałam o nim w ten sposób i obiecuję sobie, że to był ostatni raz. Wdycham głęboko słodki zapach jego ciała, który działa na mnie lepiej niż ziółka na uspokojenie. Nie powinnam jednak okazywać słabości, ale czuję się taka zagubiona i bezbronna. Ramiona Hazzy sprawiają, że jest trochę lepiej, ale zdaję sobie sprawę, że chociaż bardzo chcę, to nie mogę tak siedzieć do rana. Najlepszym sposobem będzie przełamanie napiętej atmosfery. Zebrałam w sobie resztkę energii i starałam się mówić naturalnie i w miarę nie ponuro – Nie zrozum mnie źle, ale chyba wolę pocieszać innych niż być pocieszana – powiedziałam. Chłopak odsunął się ode mnie, aby móc mi popatrzeć w oczy, dalej obejmując mnie w talii. – Ja tam wolę być pocieszany. Szczególnie przez ciebie – uśmiechnął się miło. Całkiem niespodziewanie i ku mojemu ogromnemu zdziwieniu odwzajemniłam jego uśmiech i zrobiłam to szczerze. – Pogodzicie się z Lou. Chłopak jest zestresowany, wyładował wszystkie złe emocje i stresy które kotłowały się w nim przed naszym pierwszym występem na żywo w USA. Nie chcę cię martwić, ale to dopiero początek. W przyszłym tygodniu zaczynamy trasę koncertową przy której jedna piosenka w wieczornym programie to pikuś. – zażartował – A tak na poważnie, to wszystko będzie okej, zobaczysz. Chłopak ochłonie, a jutro przybiegnie cię przeprosić – dodał Harry – Sama nie wiem. W trakcie mojego pobytu tutaj więcej czasu spędzam sam na sam z tobą i Niallem niż z Louisem. Coś tu chyba nie gra. – powiedziałam – Daj wam trochę czasu, a na pewno wszystko się ułoży. Wyśpisz się i jutro wstaniesz z całkiem innym nastawieniem. – Już widzę jak dzisiaj się wyśpię. Skulona na kanapie w salonie – odpowiedziałam kwaśno – Będziesz spać u mnie, a ja prześpię się w salonie. Albo załatwię ci jakiś pokój, mogę zadzwonić do recepcji – zaproponował – Nie, dziękuję. Nie rób sobie problemów. I tak pewnie nie usnę, więc przynajmniej pooglądam sobie telewizję na kanapie – wymyśliłam na szybko przekonywującą wymówkę – Wykluczone Oli. Nie pozwolę, żebyś spała w salonie – upierał się chłopak – Harry proszę. Nie chcę się kłócić jeszcze z tobą. Nic mi nie będzie. Chcę spać w salonie. Okej? – mój głos zabrzmiał dokładnie tak jak chciałam; słodko i smutno zarazem – Okej, dobrze. – odpowiedział chłopak, odwrócił się na pięcie i wyszedł do swojego pokoju zostawiając mnie samą w salonie. Niby o to mi chodziło, ale, och, nie chcę zostawać sama! Czy tak trudno zrozumieć kobietę…!?