Pogrążona w myślach poczułam, że ktoś dotknął delikatnie mojego ramienia. Takie są uroki wspólnego tarasu dla całego apartamentu. Dziękuję samej sobie w myślach, że nie rozkleiłam się i nie zaczęłam płakać. Podnoszę w głowę, aby sprawdzić, kto to taki. No jasne, a jakże by inaczej. To Harry. Stoi nade mną z przejętą miną – Wszystko dobrze? – zapytał kucając obok mnie – Tak wszystko jest okej. Przyszłam się przewietrzyć. Jest chłodno, przeziębisz się. Idź spać. – starałam się mówić naturalnie, ale głos łamał mi się i mówiłam prawie szeptem. Starałam się nawet nie patrzeć na Harrego, bo byłam pewna, że moja mina zdradzała jeszcze więcej niż głos – Jestem ciepło ubrany. Co to? – zapytał wskazując na kawałek mojej ranki. Akurat musiał podwinąć mi się rękaw, a spostrzegawczy Hazza nie przegapi niczego. Pociągnęłam w dół kawałek materiału, tak, że zakrył moje ręce razem z dłońmi. – Że też zawsze, gdy krwawię, albo jestem przygnębiona trafiam na ciebie – zauważyłam uśmiechając się smutno – Co się dzieje, Oli? Kto cię skrzywdził? Spójrz na mnie – podniosłam głowę, aby spełnić prośbę Harrego. Zmartwiony wyraz jego twarzy sprawił, że do moich oczu napłynęły łzy, a głos uwiązł mi głęboko w gardle, nie mogłam wykrztusić nawet słowa. Wyciągnęłam do niego ręce jak mała dziewczyna i objęłam go mocno wtulając twarz w jego szyję. Na szczęście udało mi się opanować płacz, ale oddychałam nierówno. Chłopak odsunął się ode mnie trochę odgarniając mi włosy z twarzy. Zrobiło mi się wstyd, znowu rozkleiłam się i zachowuję przy nim jak wariatka. Traktuję go jak chusteczkę higieniczną, którą wyciągam gdy chce mi się płakać. Przytulam się do niego i szukam w nim pocieszenia nie pytając go nawet o zdanie. A może on wcale niema na to ochoty…? – Przepraszam cię Harry, nie chciałam cię znowu wykorzystywać – powiedziałam wstając w pośpiechu i ruszyłam do przodu, gdy chłopak złapał mnie za dłoń i szarpnął mną delikatnie – Czekaj, za co ty mnie przepraszasz? Nie wykorzystujesz mnie, chcę ci pomóc. Jesteśmy przyjaciółmi, martwię się o ciebie. Co się dzieje, Oliwia? – zapytał zaniepokojony, a ja poczułam, że po mojej twarzy spływają pojedyncze łzy. – Olii – powiedział czule Harry i jeszcze raz mnie przytulił – Odsunąłeś się ode mnie, gdy się przytulaliśmy. Nie musisz tego robić, nie musisz mnie pocieszać… Ja nie chcę cię do niczego zmuszać. – wyszeptałam, bo nie dałam rady mówić głośniej – Odsunąłem się od ciebie bo chciałem z tobą porozmawiać. Bałem się, że stało się coś złego. Dalej się boję, a ty nic nie mówisz. Chciałem wiedzieć kto cie skrzywdził. Nie dałem rady bezczynnie patrzyć jak cierpisz i chciałem się dowiedzieć dlaczego. Przepraszam, jeśli zrozumiałaś to inaczej. – zalał mnie słowotokiem, sprawiając, że zrobiło mi się jeszcze bardziej głupio niż przedtem – Więc jak? Opowiesz mi co się stało? – nie dawał za wygraną. – Żebyś zrozumiał wszystko dokładnie musiałabym ci opowiedzieć bardzo długą historię, a wiem, że jesteś zmęczony. – odpowiedziałam wymijająco. – Świetnie więc chętnie posłucham. Czekaj chwilę – odpowiedział i zniknął za drzwiami swojego pokoju. Pojawił się na chwilę z kilkoma kocami i kołdrą – Co robisz? – zapytałam – Przygotowuję się na długą historię. – odpowiedział miło. Rozłożył dwa koce na ławce, która stała na tarasie. Moja pozycja była z góry przegrana, musiałam opowiedzieć upartemu Hazzie o kilku nieprzyjemnych rzeczach… Usiadł, a ja obok niego i wtedy okrył nas obydwu ogromną kołdrą – Najpierw powiedz mi co stało ci się w rękę – wyciągnął ją spod kołdry i podwinął w górę rękawek mojej bluzy odsłaniając kilka czerwonych szram – Podrapałam się bransoletką – odpowiedziałam nie odrywając wzroku od swojej dłoni – Gdy spałaś? – dopytywał, a ja wzięłam głęboki oddech. – Nie, Lou… Louis chciał mnie unieruchomić, abym się nie szarpała. Przycisnął moje dłonie do ściany, a wtedy zawieszki z bransoletki wbiły mi się w skórę, ale to nic takiego, prawie nie boli… – czułam, że każdy mięsień ciała Harrego napina się, chłopak spiął się jak struna, do granic możliwości – Chciał cię unieruchomić, bo się szarpałaś? Oli, co on ci zrobił? – zapytał głosem wypranym z emocji, no może słychać było w nim nutkę wściekłości, którą starał się ukryć. Schowałam rękę pod kołdrę – Wygłupialiśmy się. Wiesz, łaskotaliśmy i szturchaliśmy się na żarty. Louis położył się na mnie przyciskając moje dłonie do ściany, zaczęłam się wyrywać, a wtedy on wzmocnił uścisk, a ta nieszczęsna bransoletka wbijała mi się do skóry… – Hazza zaczął się trząść, nie z zimna, ale ze złości – Nie byłoby w tym może i nic złego, gdyby nie to, że Louis znał moją historię i wiedział, że nie lubię takich… wygłupów – z opuszczoną w dół głową wpatrywałam się w kafelki na tarasie – Powiedział, że jestem rozdrażniona, bo się nie wyspałam. Dlatego tak reaguję na jego.. hm.. zabawy – dodałam uśmiechając się smutno – Zabiję go, cholerny egoista – wycedził Harry przez zaciśnięte zęby – Być może coś w tym jest, bo może reaguję zbyt… panicznie na takie rzeczy… – przerwałam w połowie zdania, niezdecydowana czy chcę wracać do tych wspomnień. Harry dostrzegł moje niezdecydowanie. Objął mnie ramieniem – Też zareagowałbym panicznie, gdyby ktoś próbował się ze mną kochać na siłę – powiedział starannie dobierając słowa, a ja znowu uśmiechnęłam lekko – Ładnie to ująłeś, kochać się na siłę – powtórzyłam słowa Hazzy – Uważasz, że reagujesz zbyt panicznie na takie rzeczy. Dlaczego? Co takiego się stało? – zapytał po chwili ciszy, teraz to ja przytuliłam się mocniej do niego. Chociaż może przytuliłam to za małe słowo. Przykleiłam się do niego. Obróciłam się bokiem i położyłam głowę na jego barku mocno obejmując go w za brzuch. – Hej, co jest? – zapytał zaniepokojony moją reakcją i zaczął czule gładzić mnie po plecach – Wiesz dlaczego zamieszkałam w Londynie? – zapytałam Harrego – Żeby pójść tutaj na studia. Na londyńską akademię sztuk pięknych – odpowiedział bez namysłu – Prawie. Gdyby naprawdę zależało mi na jak najlepszej uczelni wybrałabym się do Krakowa, do Polski. Tamtejsza uczelnia ma lepszą renomę niż ta do której chodzę. Chciałam po prostu uciec, więc stwierdziłam, że Londyn będzie idealnym miejscem do tego. – Uciec? – zdziwił się chłopak. Nabrałam powietrza w płuca i głośno je wypuściłam – Miałam w Polsce chłopaka. Adama. Był pięć lat ode mnie starszy. Niezwykle przystojny, wysoki brunet o błękitnych oczach. Wyobrażasz sobie co to było za osiągnięcie? Mieć w klasie maturalnej tak dojrzałego faceta? – zaśmiałam się sama z siebie – Chociaż teraz już wiem, że dojrzały to ostatnia rzecz jaką bym o nim powiedziała. On był takim cholernym dzieciakiem. Lansował się tym swoim szybkim wozem, łamał wszystkie przepisy. Pił, ćpał… a potem mnie bił. – Poczułam jak mięśnie Hazzy ponownie się napinają, a chłopak otula mnie jeszcze mocniej jakby chciał mnie ochronić – I co? Odeszłaś od niego i przyleciałaś tutaj tak? – zapytał – Gdyby to było takie łatwe… Byłam w nim ślepo zakochana. Dostawałam od niego po twarzy i wmawiałam sobie, że to moja wina, bo przecież sama go sprowokowałam. Na przykład tym, że spóźniłam się gdzieś o pięć minut, albo ubrałam się nie tak jak on sobie życzył… – chłopak nerwowo wstrzymał oddech – Jeśli nie chcesz tego słuchać to powiedz. Wiem, że to nic przyjemnego – przypomniałam mu – Nie, chcę wiedzieć o tobie wszystko. Proszę, opowiedz mi co było dalej – odpowiedział spokojniej – Okej… wiec dalej było tylko gorzej. Dostawałam coraz częściej i mocniej. Rodzicom tłumaczyłam, że obijam się tak na lekcjach wychowania fizycznego, na których nie ćwiczyłam, aby nie pokazywać siniaków. Dwa razy miałam szyty brew, który oficjalnie rozwaliłam sobie na łyżwach. Po jakimś pół roku rodzice coraz mniej wierzyli w moją niezdarność na WFie, ale gdy tylko powiedzieli coś złego o Adamie wydzierałam się na nich. Byłam taka głupia – zaśmiałam się nerwowo sama z siebie – Nie mów tak o sobie. Byłaś zakochana – Hazza pogładził mnie po włosach, a ja mówiłam dalej – Zaczęłam odsuwać się od rodziców, od przyjaciół… Zaczęłam olewać szkołę, nie wracałam do domu na noc. I właśnie podczas jednej z takich nocy poza domem przejrzałam na oczy. Byliśmy na imprezie w jakimś brudnym klubie. Adam zdenerwował się na mnie, bo nie miałam ochoty na seks… – przełknęłam głośno ślinę – chłopak wyszarpał mnie za włosy na ulicę… delikatnie mówiąc. Nie chcę tego opowiadać z szczegółami, ale twoje stwierdzenie, że musiałam kochać się z kimś na siłę to za mało powiedziane. Kochanie się, nawet wbrew mojej woli, nie miało nic wspólnego z tym co mnie spotkało… Po wszystkim zostawił mnie samą na ulicy. Samo myślenie o tym sprawia, że jest mi wstyd i czuję się taka upokorzona. – ukryłam twarz w dłoniach i wtulając się mocniej w tors Harrego. W tej chwili chciałam zniknąć.
____________________________
taki trochę nieprzyjemny rozdział
- retrospekcja życia Olii ;)

 

Wróciłam dziś zmarznięta z pracy,
siadam sobie w kuchni w której gra
radio, a tu po kilku sekundach zaczynają
śpiewać nasi chłopcy „Little Thing”:)
Jakby tego było mało zaraz po
nich puścili „If I Knew” z najnowszej
płyty mojego kochanego Bruno
Marsa :) Idealny początek miłego
wieczoru… Mykam na zimowy
spacer :) Brrr, buziaki :*