- Dochodzi dwudziesta pierwsza, a ja ledwie widzę na oczy – Zayn przetarł twarz dłońmi. Podskoczyłam lekko wystraszona jego głosem. Chyba zasypiałam, a jego głos przywrócił mnie do życia. Siedzieliśmy przed telewizorem, przy zgaszonym świetle. Niall spał skulony z głową na kolanach Zayna. Viki walczyła z sobą, ale jej powieki nie dawały za wygraną. Otwierała je co dziesięć sekund i znów zasypiała. Obok niej siedział Liam z odchyloną do tyłu głową, którą opierał o oparcie sofy. Już mu współczuję bólu karku. Lou z głową opartą o moje ramie od jakiejś godziny się nie odzywał, tylko oddychał głęboko, co znaczyło, że też śpi. Hazza leżał skulony i nieruchomy w swoim ulubionym fotelu i tylko to, że co pięć minut zmieniał program wyciągając do przodu rękę z pilotem pozwalało mi stwierdzić, że nie śpi. Jego oczy przypominały cienkie szparki i zastanawiałam się czy w ogóle coś jeszcze widzi. – Samolot mamy dopiero po trzeciej nad ranem. Może się trochę prześpimy? – zaproponowałam, a Lou poruszał się niespokojnie zaalarmowany moim głosem – W sumie i tak już prawie wszyscy śpią. Jestem wykończony po wczorajszej imprezie. Mam dość alkoholu na najbliższe trzy tygodnie – powiedział Hazza cichym, zachrypniętym głosem. – To co, spadamy? – dopytywał Zayn ziewając – Mhym – odpowiedziałam. Obudziliśmy wszystkich i ku ich wielkiemu nieszczęściu zmusiliśmy do wstania z kanap i pójścia do pokoju. Ubrałam piżamę i od razu wpakowałam się do łóżka. Lou ściągnął tylko spodnie, bo nie chciało się mu przebierać i dołączył do mnie. Przytuliliśmy się, a Lou pocałował mnie delikatnie w usta. Pomimo tego, że byliśmy zmęczeni zaczęliśmy się wygłupiać i łaskotać. Nasze wygłupy szybko zmieniły się w pocałunki. Chciałam to przerwać, bo wiedziałam, że Lou chciał czegoś więcej niż pocałunków – Lou, przestań, chodźmy spać, jestem zmęczona – powiedziałam miło starając się wyrwać z uścisku Lou – Wyśpimy się po śmierci – odpowiedział chłopak, który dalej traktował to co mówię jako żarty i przekomarzania – Lou, proszę cię. Przestań – odpowiedziałam już bardziej serio. Louis robił się coraz bardziej brutalny. Jednym zwinnym ruchem sprawił, że leżałam pod nim. Złapał mnie za nadgarstki i przycisnął je go ściany, tak abym nie mogła się wyrywać. Dalej traktował to jako wygłupy, ale dociskał moje dłonie do ściany zbyt mocno, co było bardzo bolesne, a nadmiar złego zawieszki na bransoletce zaczęły mi się wbijać do skóry – Wiem, że tego chcesz Oli – wyszeptał i zaczął mnie całować. Pomimo tego, że dobrze wiedział co spotkało mnie w przeszłości Polsce, znał moje wszystkie fobie i lęki oraz moją całą mroczną historię to nie zmienił swojego zachowania. Zaczęłam się wyrywać i szarpać, wcale nie było mi do śmiechu. Miałam ochotę krzyczeć, a Lou wcale nie zwracał uwagi na moje protesty, tylko dalej mnie całował, skutecznie zamykając mi tym usta – Lou, to nie jest zabawne, puść mnie, zostaw – udało mi się wydusić, a od ucisku Lou na moje nadgarstki już prawie nie czułam dłoni. Byłam bezsilna i miałam ochotę płakać. Nie chcę okazywać słabości, to najgorsze co mogłabym zrobić. Wyszarpałam prawą dłoń z uścisku Louisa, czułam, że zawieszki z bransoletki przecinają mi skórę. Syknęłam z bólu, ale przynajmniej miałam teraz jedną rękę, aby go odepchnąć. Nie kontrolowałam się, poczułam się jak zaatakowana w jakimś ciemnym zaułku i chyba to sprawiło, że dość agresywnie uderzyłam Louisa – Ej, skarbie, no co ty? – powiedział trzymając się za policzek. Więc to tam trafiłam – Prosiłam cię, żebyś przestał! – powiedziałam roztrzęsiona i natychmiast usiadłam na łóżku – Przecież to były tylko żarty Oli, nie zrobiłbym niczego, wbrew twojej woli, skarbie. – Masz słabe żarty – odpowiedziałam rozmasowując lewy nadgarstek. Chociaż było dość ciemno widziałam kilkucentymetrowe rany po wewnętrznej stronie nadgarstka, tuż nad bransoletką. Świetnie.. – Przepraszam, jeśli cię zdenerwowałem. To były wygłupy – powiedział. Usiadł obok mnie, przytulił mnie i pocałował w policzek – Dobranoc, chodźmy już spać. Jestem zmęczony, a ty jakaś rozdrażniona. Może jak się wyśpisz, to ci przejdzie – dodał chłopak. Położył się i odwrócił plecami do mnie. Siedziałam w szoku z otwartą buzią… Czy ja dobrze usłyszałam? Jestem rozdrażniona?! Co za tupet! Jestem przestraszona, przerażona i smutna, ale nie rozdrażniona! Przecież przez chwilę myślałam, że mój chłopak chce mnie zgwałcić. To co dla niego było zabawą dla mnie było przerażającym powrotem do przeszłości, a on śmie mi powiedzieć, że jestem rozdrażniona, bo się nie wyspałam. Czuję się upokorzona, a powietrze w tym pokoju przygniata mnie swoją ciężkością. Marzę o tym aby stąd wybiec i zacząć krzyczeć z rozpaczy… Muszę się uspokoić. Policzyć do dziesięciu, lub w tym przypadku do dziesięciu milionów. Muszę też zacząć normalnie oddychać inaczej uduszę się w ciągu najbliższych trzech minut. Siedzę bez ruchu z zamkniętymi oczami i skupiam się na swoim nierównych oddechu odliczając w myślach. Po około dwudziestu minutach, przy liczbie tysiąc dwieście dwadzieścia trzy stwierdzam, że to nie pomaga, a ja nie wytrzymam tutaj ani sekundy dłużej – Louis, śpisz? – odzywam się niepewnym półgłosem, a gdy nie otrzymuję odpowiedzi od razu zeskakuję z łóżka. Ubieram trampki i grubą bluzę. Na głowę zakładam kaptur. Podchodzę do drzwi tarasowych i otwieram je cichutko wychodząc na zewnątrz. Upewniam się przez szybę, że Lou śpi, bo ostatnie czego potrzebuję teraz to jego towarzystwo. Od razu zaciągam się chodnym, nocnym powietrzem. Podchodzę do barierki i spoglądam w dół. Nowy York nocą jest przepiękny, ale w tej sytuacji nie potrafię się cieszyć tym widokiem. W świetle miasta lepiej widać w jakim stanie są moje ręce. Na jednej widnieje wielki, czerwony odcisk, który już jutro będzie pięknym fioletowym siniakiem. Druga ręka wygląda tak jakby podrapał mnie jakiś wielki kocur. Dobrze, że z ran nie kapie mi krew. No może z oprócz jednej dość głębokiej, którą spowodowała mi, o zgrozo, zawieszka marchewka. Adrenalina po walce z Lou zaczyna opadać. Czuję jak odpływają resztki mojej energii, nawet zimny wiatr nie działa na mnie orzeźwiająco. Kucam przed barierkami i przyciskam głowę do kolan. Cholera, co siedzi w głowie tego chłopaka? Opowiada mi że jestem nikim, bawi się mną w jakieś swoje głupawe gierki, nie robi sobie niczego z tego co przeżyłam i co mnie przeraża. Chciałabym nakrzyczeć mu prosto w twarz, że go nienawidzę i że nie chcę go więcej widzieć, ale im więcej o tym myślę, tym bardziej mnie to przerasta. Wizja mojego życia bez Louisa jest straszna. Nie, przerasta to mało powiedziane. Nie miałabym żadnego życia bez Louisa, to brzmi jak paranoja, ale gdy myślę o tym, że mogłoby zabraknąć mojej marchewki widzę tylko głęboką czerń. Zaciskam mocno powieki i pozwalam sobie na chwilę słabości w samotności.

__________________________________________________
Cześć Marchewki :D Jak mija wam weekend?
Nie zgadnę… za szybko? :P To tak jak u mnie :(
Ale jest i dobra wiadomość tego weekendu!
Mój blog przekroczył 400tyś wyświetleń i 4tyś
komentarzy! Łuhuuu! Czwórka będzie moją
szczęśliwą liczbą tego miesiąca! :D:D
MASSIVE THANK YOU za każde wejście i za
każdy komentarz! :D Love Ya! :**