- Coś nie tak? Jestem tym samym chłopakiem co pięć minut temu, Oli. Mam nadzieję, że nie zwariujesz teraz na moim punkcie. – powiedział, zapewne zaalarmowany moją miną. Uśmiechnęłam się słysząc te słowa – Niestety… Nie obraź się, ale… nie robi to na mnie żadnego wrażenia. Cholera, czy ja mam napisane na czole „Idealna znajoma gwiazd showbiznessu”? – chłopak patrzył na mnie zdziwiony, nie rozumiał o co mi chodzi – Chodzi mi o to, że wszyscy moi przyjaciele, z wyjątkiem Viki to jakieś znane gwiazdy – dalej marszczył brwi, a ja wypuściłam głośno powietrze z płuc – Znasz One Direction? – Ten boysband? Pewnie, moja dziewczyna ich uwielbia. Ma nawet bilet na ich koncert, bo w przyszłym tygodniu grają w Nowym Yorku – oznajmił – Dokładnie. Więc już wiesz, dlaczego mój chłopak pracuje właśnie w Nowym Yorku. Chodzę z jednym z członków 1D. Z tym w czerwonych spodniach z szelkami i bluzkami w paski. Z resztą zespołu bardzo się przyjaźnię – wyznałam, a chłopak patrzył na mnie ciężko zdziwiony. Chyba nie bardzo mi wierzył – Oli… wiesz, nie musisz niczego przede mną udawać, ani mi imponować wymyślając znanych chłopaków, czy coś… bez urazy oczywiście – Doug zaczął mieszać – Eh, popatrz – wyciągnęłam z torebki egzemplarz New York Timesa, o który prosiła mnie Viki, ale zapomniałam jej go dać. Otworzyłam gazetę na odpowiedniej stronie – Widzisz, to Viki, a to jej chłopak Liam, a to ja. Tam jest mój Lou, dalej Harry, Niall i Zayn. – pokazywałam palcami – Coś takiego… Czyli to prawda – powiedział nie odrywając oczu od gazety – Grałam też w ich klipie do What Makes You Beautiful – dodałam – Znam to! „Ooo oow, thats what makes you beautiful! – zaśpiewał śmiejąc się – Widziałem ten klip z milion razy, oczywiście razem z moją dziewczyną. Teraz już nawet kojarzę w którym momencie tam się pojawiasz. Wyglądasz trochę inaczej ze spiętymi włosami i w krótkich spodenkach, niż teraz w tych zimowych ciuchach, ale masz tą samą uśmiechniętą buźkę. Ten lokaty cię tam bajeruje, śpiewa i uśmiecha się słodziutko – Rzeczywiście to ja – przyznałam – Masz jeszcze jakiś sławnych znajomych? – zapytał – Na castingach do reklamy telefonii komórkowej zaprzyjaźniłam się z chłopakiem, który okazał się być młodą gwiazdą komediowych seriali. To jeden z moich najlepszych przyjaciół – dodałam – Ach, a na tegorocznych wakacjach zakolegowałam się z Wojtkiem Szczęsnym – Tym bramkarzem Arsenalu? – zapytał wreszcie patrząc na mnie, a nie na gazetę – Mhym – przytaknęłam pijąc kawę – Dlatego tak zareagowałam na wiadomość o twojej sławie. To chyba jakieś fatum – skomentowałam – Raczej wielkie szczęście, znalazłaś prawdziwych przyjaciół – uśmiechnął się – Fajnie tu wyglądasz – wskazał na gazetę – Dzięki – odpowiedziałam nieco się rumieniąc – Moja dziewczyna mi nie uwierzy, że znam przyjaciółkę chłopaków z 1D… A czy ten Louis przypadkiem nie chodzi z Ritą Orą? Chyba ich widziałem rano w telewizji – oznajmił zdezorientowany – Też to dzisiaj widziałam. To aż dziwne, ile osób ogląda telewizję śniadaniową – zaśmiałam się smutno – To był fake, wiesz, zwykła ustawka dla paparazzi, ale i tak się wkurzyłam, bo pajac o niczym mi nie powiedział – skrzywiłam się obracając kubek w rękach – Rzeczywiście zachował się jak pajac – przyznał, a mnie rozbawiła ta uwaga. – Dobra, nie gadajmy już o tym. Masz jeszcze jakiś zestaw pytań, drogi Kyle’u z „LOL”? – zapytałam, bo przypomniało mi się dokładnie, gdzie go widziałam – Błagam, tylko nie mów do mnie Kyle, wszystkie nastolatki to robią. – poprosił – Nie ma sprawy – odpowiedziałam – Olii, ty chyba też nie pochodzisz z Anglii? Ten twój akcent… Jest bardzo podobny do brytyjskiego, ale niekiedy dziwnie akcentujesz drugą sylabę – popatrzył na mnie badawczo, zmieniając temat – Poza tym mówiłaś w dziwnym języku z panem Levym – dodał – Punkt dla ciebie, rzeczywiście nie jestem tutejsza. Teraz szansa na kolejny punkt… skąd pochodzę? – zapytałam ciesząc się z zmiany tematu – Zaciśnijmy poszukiwania do konkretnego kontynentu. Jesteś z Europy, tak? – Zgadza się – odpowiedziałam, a chłopak lustrował mnie i marszcząc brwi zastanawiał się – Na pewno nie jesteś Niemką, twoja mowa jest płynna, nie akcentujesz twardo żadnych liter… – mówił bardziej do siebie niż do mnie – Musisz wiedzieć, że chodziłam na kurs języka angielskiego-brytyjskiego i wkuwałam całymi nocami ten głupi akcent – Nie ułatwiasz mi – zaśmiał się – Ale i tak skreślam Niemcy, znam kilka dziewcząt stamtąd i uwierz mi, że nie jesteś do nich ani trochę podobna. Poza tym ten język w którym rozmawiałaś z Levym… to nie był niemiecki. Masz słowiańską urodę, więc będę strzelać w te rejony – zmrużył oczy dalej się zastanawiając. Słowiańska uroda? Płynna mowa? Zaciśnijmy poszukiwania? Jaki młody człowiek posługuje się takim językiem? pomyślałam – Obstawiam Czechy i Rosję. Dobra, strzelam. Czechy. – Prawie, mój kraj sąsiaduje z Czechami. Jestem Polką – odpowiedziałam – Polką? – zdziwił się – Tak, a co? – zapytałam zaskoczona jego reakcją – Nie wyglądasz na Polkę. Tam panuje skrajna bieda i głód – oznajmił mi, a ja omal zakrztusiłam się kawą – Co takiego?! – zapytałam kaszląc, chłopak strasznie się zmieszał – Przepraszam, nie chciałem cię urazić. To była głupia uwaga z mojej strony, nie powinienem wierzyć stereotypom. Nie gniewaj się – na jego twarzy było widać skruchę – Więc to tak amerykanie widzą Polaków… Ale nie martw się, my uważamy was za nieumytych, spoconych grubasów z hamburgerem w jednej i colą w drugiej ręce – Naprawdę? – zdziwił się – Czy ja wyglądam na nieumytego grubasa? – A ja na biedną dziewuchę ze wsi? – odpowiedziałam pytaniem na pytanie – Dobra, to było niemądre z mojej strony. Jeszcze raz przepraszam – powiedział – Spoko – odpowiedziałam. Posiedzieliśmy w Starbucksie dłużej niż przypuszczałam, potem wróciliśmy na szkolny parking. Ku mojej uciesze śnieg dalej mocno sypał – Podwieźć cię do domu? – zaproponowałam, gdy Douglas odprowadził mnie do samochodu – Nie, też jestem autem. Swoją drogą jak wy tu możecie jeździć? Lewą stroną? Co za kretyn to wymyślił? – zaśmiał się – Witamy w Anglii – uśmiechnęłam się – Przyzwyczaisz się, mi też było ciężko, ale Londyn, o ile nie liczyć deszczu, nie jest taki zły – dodałam – Mam nadzieję. Do zobaczenia za tydzień – chłopak wyciągnął do mnie dłoń – Do zobaczenia – odpowiedziałam i uścisnęłam ją w przyjaznym geście.
We czwartkowe popołudnie relaksowałam się w łóżku oglądając „Twilight”, jedząc popcorn i śliniąc się do przystojnego Edwarda Cullena. To nie mieści mi się w głowie, widziałam go przecież kilka dni temu. To niezwykłe, czuję się jak w bajce. Mogę śmiało porównać się do Belli, obie robimy niezwykłe rzeczy, spotykamy niezwykłych ludzi i to wszystko za sprawą naszych niezwykłych facetów. Gdyby tylko Lou był we mnie tak mocno zakochany jak Edzio w Belli… ech – Jezu! – krzyczę i podskakuję nagle wystraszona, bo z moich przemyśleń wyrywa mnie dźwięk dzwonka telefonu. To Maciek. Uśmiecham się do wyświetlacza, domyślam się dlaczego dzwoni – Halo? – odzywam się do słuchawki – Cześć Oli, ty wariatko, właśnie dostałem przesyłkę z Anglii! – krzyczał podekscytowany – Nie musiałaś tego robić, nie musiałaś płacić za mój bilet, Oliwia jak ja ci się odwdzięczę? Jest mi strasznie głupio, nie wiem co mam teraz zrobić, ani co powiedzieć – zalał mnie słowotokiem – Wystarczyłoby dziękuję i cieszę się, że się zobaczymy… – Dziękuję i cieszę się, że się zobaczymy – powtórzył od razu za mną, nie ukrywając entuzjazmu, a ja uśmiechnęłam się szeroko. Wiedziałam, że się ucieszy, ale nie sądziłam, że aż tak – Też się cieszę i nie mogę doczekać – odpowiedziałam – Ja bardziej! Och, spełni się moje marzenie, wreszcie zobaczę Londyn! I to u twego boku! Będziemy cały dzień biegać po mieście, musisz mi pokazać każdy, nawet najmniejszy zakamarek tego cudownego miasta – mówił radosnym głosem – Zmienisz zdanie o tym mieście, gdy wrócimy do domu po kilku godzinach zwiedzania go w deszczu – powiedziałam – Przecież spacery w deszczu są super – zaśmialiśmy się z uwagi Maćka – Bardzo super. To kiedy wpadasz? – zapytałam – Mam nadzieję, że jak najprędzej. Kończymy drugi sezon rodzinki, więc potem już będzie luz. W październiku pewnie nie dam rady, ale przylecę w listopadzie. Ile dni mogę zostać? – zapytał – To przecież bilet otwarty. Sam ustalasz datę przylotu i odlotu – odpowiedziałam, chociaż wiedziałam, że nie o to pyta – Tak, ale chodzi mi o to ile czasu będę mógł mieszkać u ciebie -  Możesz przylecieć kiedy chcesz i wrócić do domu kiedy chcesz. Jak dla mnie, to możesz nawet u mnie zamieszkać – powiedziałam – Taa, Louis byłby wniebowzięty – zażartował – Chyba średnio by się tym zainteresował… – szepnęłam pod nosem, bardziej do siebie niż do Maćka – Nie zrozumiałem, możesz powtórzyć? – Nie, nie nic. Dobra, to czekam na ciebie, tylko daj znać wcześniej kiedy przyjedziesz, żebym zdążyła posprzątać. Inaczej nie wpuszczę cię do środka – zagroziłam – I tak wiem, że nie zrobiłabyś tego – odpowiedział – Oj, to chyba się zdziwisz – powiedziałam, chociaż to oczywiście Maciek miał rację – Oczywiście, że dam znać wcześniej, zrobię wszystko czego chcesz. – chłopak dał za wygraną – Przynajmniej tak będę ci mógł się odwdzięczyć. Dzięki za bilet i zaproszenie – dodał – Cała przyjemność po mojej stronie. Do zobaczenia przyjacielu – Do zobaczenia przyjaciółko – odpowiedział i rozłączył się, a na mojej twarzy malował się ogromny uśmiech. Uwielbiam moich gwiazdorskich przyjaciół!