Przypominam sobie o tym jak się oddycha i głośno wciągam powietrze do płuc mrugając kilkukrotnie, aby upewnić się, że osoba stojąca przede mną nie jest jedynie tworem mojej zaspanej wyobraźni.

- Hello – odzywa się mój gość z nieśmiałym uśmiechem, a jego głos rozlewa się ciepłem i słodyczą po moim ciele. Nie wytrzymuję dłużej i rzucam się w ramiona przyjaciela ciesząc się jak mała dziewczynka. Na mojej twarzy pierwszy raz od kilkunastu dni pojawił się szczery uśmiech.

- O my God, what are you doing here?! So good to see ya! I missed you so, so much!! – wyznałam głosem pełnym emocji kurczowo czepiając się jego szyi. Nie mogłam uwierzyć, że do mnie przyleciał i stał tuż obok. Przez ten cały czas nie zdawałam sobie sprawy jak cholernie za nim tęskniłam. Byłam taka szczęśliwa!

- I missed you too Oli, ale czy możemy mówić po polsku? Trochę mnie krępuje mój poziom angielskiego – zaśmiał się Maciek

- Och, yes, of course… – emocje biorą górę nad rzeczowym myśleniem. Odsuwam się odrobinę od przyjaciela i otrzeźwiająco potrząsam głową, aby włączyć swój mózg, co wywołuje cudowny uśmiech na twarzy chłopaka. – Emm przepraszam. Jasne. Co ty tu robisz? Miałeś mi dać znać kiedy przylecisz! Skąd miałeś klucze? – zalałam go pytaniami, przyglądając się uważnie jego twarzy i jasnym włosom. Ten chłopak w ogóle się nie zmienia i nie starzeje! Wyglądał jak zwykle dobrze, jego śnieżnobiały uśmiech docierał także do jego ciemnych oczu które wpatrywały się we mnie uważnie.

- Może wpuścisz mnie do środka i wszystko ci opowiem? Czy to jakaś wasza brytyjska tradycja rozmawiać z gośćmi w przedpokoju? – zapytał ironicznie.

- Taka tradycja – przewróciłam oczami – Poza tym wchodzisz tutaj jak do siebie nie pytając mnie o zdanie, a teraz oczekujesz wyniosłych zaproszeń na salony? – powiedziałam z poważną miną i pokręciłam karcąco głową. Maciek trochę się zmieszał, zapewne myśląc, że jestem na niego zła. Uśmiechnęłam się szeroko, złapałam go za dłoń i pociągnęłam za sobą do salonu. Usiadłam na sofie odsuwając na bok swój ulubiony koc, aby zrobić miejsce przyjacielowi, który usiadł obok mnie.

- Jesteś nieprzewidywalna – zaśmiał się chłopak.

- I vice versa! Ale nie zmieniaj tematu. Opowiadaj jak się tu dostałeś? Skąd wiedziałeś gdzie mieszkam i skąd miałeś klucze? – pytałam autentycznie zaintrygowana.

- Powiem ci, jak mi obiecasz, że ona nie będzie mieć żadnych problemów. – wskazał na mnie palcem. „Ona” powiedziało mi wszystko.

- Zabije Viki gołymi rękami! – powiedziałam mrużąc groźnie oczy.

- Więc niczego ci nie powiem – Maciek zasłonił usta dłonią i wzruszył ramionami. Oparł się plecami o sofę i spoglądał w sufit. Cisza trwała tyle na ile starczyło mi cierpliwości: dziesięć sekund

- Dobra już dobra. Nic jej nie zrobię. Tylko powiedz mi jak się tu znalazłeś? Jak się skontaktowaliście? Masz zablokowane odbieranie wiadomości od nieznanych osób na facebooku, a z twittera nie korzystasz…

- Już mówię. Tylko pamiętaj co mi obiecałaś! – ostrzegł, a ja skinęłam głową – Więc Viki podkradła mój numer z twojego telefonu…

- Och, a mnie zapytała, czy może skorzystać z mojej komórki, bo chce sobie sprawdzić jeden numer i pooglądać aplikacje w Iphonie… kłamczucha! – przerwałam Maćkowi mówiąc bardziej do siebie niż do niego.

- Nie kłamała. Sprawdziła numer: mój. – uśmiechnął się szeroko – Zadzwoniła do mnie wczoraj, przedstawiła się i powiedziała, że byłoby ci miło jeśli bym cię odwiedził i że przydałoby ci się moje towarzystwo. Mówiła coś jeszcze, ale nie wszystko zrozumiałem. Ja opowiedziałem jej o bilecie który dla mnie kupiłaś. Było dość późno, ale na szczęście udało mi się zarezerwować lot na dzisiaj. Viki obiecała, że zorganizuje mi przejazd z lotniska do ciebie do mieszkania. Powiedziała, że nie mam ci mówić, że to ona za tym wszystkim stoi i że zwędziła ci klucze na wypadek gdyby nie było cię w domu. To ona mnie tutaj podwiozła, ale pojechała do domu, bo jej chłopak jutro wraca skądś tam… nie wiem, ona ma tak śmieszny akcent i mówi z taką prędkością, że ciężko mi było cokolwiek zrozumieć – wyjaśnił.

- Liam wraca do Anglii? A może wszyscy chłopcy mają przerwę w trasie? Nic mi nie mówili… – albo mówili, a ja nie słuchałam, pomyślałam. Marszczę czoło, L. będzie w tym samym mieście co ja, albo jeśli wróci do rodzinnego domu będzie nas dzielić od siebie tylko kilkadziesiąt kilometrów. Zaciskam dłoń w pięść i skupiłam ponownie uwagę na Maćku, który wpatrywał się we mnie uważnie – Jaka teoria spiskowa! Nie łatwiej było zdzwonić i powiedzieć, że chcesz wpaść? Przecież wiedziałeś, że bilet jest otwarty i możesz do mnie przylecieć w każdej wolnej chwili – przypomniałam mu i przy okazji umiejętnie zmieniając temat

- Ostatnio o tym napomknąłem, gdy rozmawialiśmy przez telefon, ale powiedziałaś, że jesteś bardzo zajęta i nie masz na nic czasu – musiałam się chwilę zastanowić nad tym co powiedział, przeważnie mówiłam mu tylko to co chłopakom, czyli, że wszystko u mnie okej. Nie przypominam sobie, żebym tak zbywała Maćka. Marszczę czoło próbując przypomnieć sobie tą rozmowę.

- Zapytałem cie kiedy przylecisz do polski, a ty powiedziałaś, że jesteś teraz bardzo zajęta i nie szybko znajdziesz czas na przyjazd – wyjaśnił mi chłopak widząc moją zaciętą minę.

- Och, tak. Rzeczywiście coś takiego było. Ale mogłeś powiedzieć, że chcesz przylecieć.

- Wtedy nie odpowiedziałabyś mi szczerze. W sumie nie wiem czy ten brak czasu był szczerą odpowiedzią… – chłopak spojrzał na pytająco, a ja nie wiedziałam co odpowiedzieć – Nie wyglądasz na bardzo zajętą skoro masz czas na sen o godzinie szesnastej w środku tygodnia – wskazał głową na poduszkę i koc. Zrobiło mi się trochę głupio, że go okłamałam i sama nie wiem dlaczego dalej ciągnęłam swoją bajeczkę

- Wiesz, trochę źle się czułam więc położyłam się na chwilę. Byłam jakaś zmęczona i chyba łapie mnie jakieś przezię…

- Oli, wiem o wszystkim. Viki mi opowiedziała. – przerwał mi w połowie zdania, a ja wbiłam wzrok w swoje dłonie. Cholera, nie dość, że okłamałam go przez telefon, to jeszcze teraz nagadałam mu bzdur w żywe oczy. Było mi tak wstyd, że nie mogłam podnieść wzroku.

- Przepraszam – wyszeptałam tylko. Zacisnęłam powieki, zbierając się na odwagę i myśląc co mogłabym jeszcze powiedzieć w tej sytuacji, gdy poczułam ciepłą dłoń Maćka na swojej.

- Hej Oli, jest okej. Nie mam ci za złe tego, że mi nie powiedziałaś. Tak bardzo mi przykro mała, nie chcę, żebyś cierpiała – w tym momencie poczułam jak moja wewnętrzna tama emocji zaczyna pękać. Najpierw pojawiły się drobne przecieki, by po chwili cała zapora pękła, wylewając na zewnątrz wszystkie emocje, które gromadziły się we mnie od rozstania z L. Poczułam ciepłe łzy kapiące z moich policzków prosto na nasze splecione dłonie.

- Olii – wyszeptał Maciek i przyciągnął mnie do siebie w mocnym uścisku – Już okej, nie martw się. Zostanę z tobą tak długo jak długo będziesz mnie potrzebować. Wszystko się ułoży – pocieszał mnie czule gładząc po plecach. Wtuliłam twarz w jego ramię, objęłam go mocno i rozpłakałam się na dobre. Czułam niewyobrażalny ból, pustkę, ale i ulgę, że wreszcie mogę przestać udawać szczęśliwą i dać upust swoim emocjom…

_________________________________

wreszcie!!!! :D yeah, rozdział
skończony, mam nadzieję, że
następny pójdzie mi łatwiej :)

zmykam na siłownie, miłego
weekendu i dzięki, że cierpliwie
(lub niecierpliwie) czekałyście!

:*