Otwieram oczy, w pokoju jest ciemno. Jedynym źródłem światła jest telewizor, nadal nastawiony na Discovery Channel. Leci jakiś program o pingwinach. Jestem bardzo zaspana i boli mnie głowa. Łapię się za czoło, kurcze miałam dziwny sen. Śniło mi się, że przyleciał do mnie Maciek. Szkoda, że to był tylko sen. Obracam się się tyłem do telewizora, chcę dalej spać. Moim oczom ukazuje się szara bluza na zamek i dopiero wtedy orientuję się, że głową nie opieram się o poduszkę tylko czyjeś kolano. Siadam szybko i zaczynam trzeźwo myśleć. To nie był sen, Maciek rzeczywiście przyleciał do Londynu. Przypominam sobie też o tym jak zareagowałam na wieść o tym, że Viki powiedziała mu o zerwaniu z L. i jest mi trochę głupio. Trochę bardzo głupio.

- Wyspana? – zapytał miło.

- Tak. – odpowiadam cicho. Zebrałam wszystkie siły i westchnęłam głośno – Przepraszam za moje zachowanie. Pewnie chciałeś zobaczyć miasto, a nie robić za pocieszyciela i nudzić się oglądając Discovery – dodałam.

- Przestań głuptasie. Miasto zobaczymy kiedy indziej, tak szybko się mnie nie pozbędziesz. A byłem raczej poduszką niż pocieszycielem, to bardzo przyjemna funkcja – uśmiechnął się miło.

- Przepraszam, zauważyłam, że szybko zasypiam, gdy płaczę. Jakieś skrzywienie umysłowe.

- Zasypianie podczas płaczu to chyba najmniejsze z twoich skrzywień umysłowych – zażartował, a ja zaśmiałam się kręcąc głową.

- Chyba będziesz dzisiaj spać na balkonie – zagroziłam mu starając się nie uśmiechać.

- To groźba czy zachęta? – przekomarzał się dalej ze mną.

- To fakt stwierdzony – wstałam z kanapy – Chodź, zrobię ci coś do jedzenia. Musisz być strasznie głodny i zmęczony podróżą – powiedziałam. Maciek nic nie odpowiedział, tylko wstał i poszedł za mną do kuchni. Spojrzałam na zegar i z ulgą stwierdziłam, że nie spałam dłużej niż półtorej godziny. Nalałam Maćkowi soku, następnie otworzyłam lodówkę z nadzieją, że znajdę w niej coś jadalnego. Moim oczom ukazało się wnętrze wyposażone w świeże owoce, warzywa, wędliny, sery, soki, napoje gazowane, alkohol i całą masę innych rzeczy. W chlebaku znalazłam świeże pieczywo. Chwała Viki! Postanowiłam zrobić zapiekankę z makaronem. Najpierw robię wygłodniałemu Maćkowi kanapki, następnie biorę się za zapiekankę. Szybko kroję i podsmażam wszystkie składniki i mięso, gotuję makaron i brokuły, wrzucam wszystko do naczynia żaroodpornego zasypuję grubą warstwą sera i wrzucam do piekarnika. Gdy siadam do stołu Maciek kończy jeść ostatnią: szóstą kanapkę, a mi robi mi się jeszcze bardziej wstyd za swój egoizm. Zamiast zająć się gościem zajęłam się sobą i swoimi problemami sercowymi!

- Jeszcze raz przepraszam cię za moje zachowanie. Zrobić ci coś jeszcze do jedzenia? – zapytałam

- Jeśli przeprosisz mnie jeszcze raz, to ty będziesz spała na balkonie. Nic się nie stało, mój rękaw jest do twojej dyspozycji – uśmiechnął się – A z jedzeniem poczekam na zapiekankę, w życiu nie najem się tym chlebem! To jakaś biała, dmuchana pianka, a nie pieczywo!

- Witamy w Wielkiej Brytanii. Chodź, pościelę ci na balkonie i pokażę ci mieszkanie. Przygotuj się na godziny spacerowania po moim rozległym apartamencie – powiedziałam, starając się jakoś zrekompensować początek jego pobytu u mnie.

- Jasne, chodźmy. – odpowiedział entuzjastycznie. Pokazałam mu gdzie znajduje się łazienka. Salon i kuchnię już widział. Na końcu otworzyłam drzwi do swojej sypialni. Chłopak wszedł do środka i zaczął się rozglądać. – Ładnie tu – stwierdził – Masz sporo książek i… ubrań – zaśmiał się ze mnie, a ja w pośpiechu zamknęłam szafę – Och jakie zdjęcie! – zachwycony Maciek wziął do ręki ramkę z naszym wspólnym zdjęciem z kręcenia reklamy.

- Jak Bella i Edward – stwierdziłam stając koło Maćka i patrząc na zdjęcie.

- Chyba żartujesz, Bella to najbrzydsza kobieta na ziemi! I ta wiecznie otwarta buzia, bleeh. W ogóle „Zmierzch” to okropny film i chyba przyjmę jako obrazę porównanie mnie do Edzia. – udał obrażonego.

- Edward to seks bomba, masz rację, nie macie z sobą za wiele wspólnego – zaśmiałam się, a chłopak uderzył mnie w żartach w ramię i odłożył zdjęcie na półkę. Przebiegł wzrokiem po reszcie zdjęć. Zauważyłam, że jego oczy zatrzymały się na jednym z nich. Podążyłam za jego wzrokiem i poczułam jak ściska mi się żołądek. ‘Na zawsze w moim serduszku marcheweczko’ biło po moich oczach jak jakby wypalane laserem. Mrugnęłam kilkukrotnie, bo poczułam na sobie spojrzenie Maćka. Uśmiechnęłam się do niego

- Nie widziałeś jeszcze najlepszego. Widoku z balkonu, czy twojej nowej sypialni jak wolisz. – powiedziałam starając się przybrać naturalny ton głosu. Przechodząc w stronę okna strąciłam specjalnie ramkę kierując TO zdjęcie do dołu. Nie chciałam na nie patrzeć, przez ostatnie kilkanaście dni nie wchodziłam do sypialni i kompletnie o nim zapomniałam. Maciek zauważył moje zachowanie, ale na szczęście go nie skomentował. Wyrzucam z głowy zbędne myśli i ponownie skupiam się na przyjacielu.

- Ta daaam! – mówię otwierając drzwi balkonowe. Przepuszczam Maćka przodem, następnie sama wychodzę na zewnątrz. Jest chłodno, wieje lekki wiatr. Przyjaciel podchodzi do barierki i rozgląda się zauroczony. Ciesząc się, że wreszcie udało mi się sprawić mu przyjemność podchodzę obok niego i trącam go łokciem w bok. – Robi wrażenie co? – zapytałam, a chłopak tylko skinął głową nie odrywając wzroku od widoku. Nie dziwię się mu, bo to właśnie widok z balkonu skłonił mnie do wybrania tego mieszkania, a Londyn nocą prezentował się jeszcze piękniej niż za dnia. – Mieszkanie przy Tamizie ma swoje minusy, praktycznie cały czas tutaj wieje i jest chłodniej, ale London Bridge wygląda cudownie o każdej porze roku, za dnia czy nocą. – powiedziałam również zapatrując się na cudownie oświetlony most.

- Do końca życia zapamiętam tą chwilę. Dokładnie tak wyobrażałem sobie Londyn nocą. Chociaż… jest nawet lepiej niż w mojej wyobraźni. Cieszę się, że mnie zaprosiłaś – wyznał chłopak otaczając mnie ramieniem. Nie poczułam się skrępowana, to był bardzo przyjemny gest z jego strony.

- A ja cieszę się, że przyleciałeś. Jutro wyruszymy na miasto. O! Kupimy dziś przez internet bilety na London Eye, a pojutrze pójdziemy do muzeum Madame Tussauds. Pokażę ci najlepsze sklepy w mieście, zjemy dobrego. Będzie super – zaproponowałam. Chciałam, aby Maciek zobaczył wszystkie atrakcje Londynu. W końcu przyjazd tutaj był jednym z jego największych marzeń.

- Nie musimy nigdzie chodzić, jeśli nie masz ochoty. Zrozumiem. Zresztą siedzenie z tobą w domu jest tak samo ekscytujące jak przejażdżka London Eye – przerwał na chwilę, jakby zastanawiał się jak ująć swoje myśli w słowa.

- Wal, nie obrażę się – zachęciłam go.

- Wszystko u ciebie okej Olii? Trochę mnie zmartwiłaś tym naszym… hm, powitaniem. Nie potrzebujesz… pomocy? Pomocy jakiegoś specjalisty? Trochę schudłaś i chyba nie trzymasz się najlepiej… – zauważył, a mnie ścisnął się żołądek.

- Przeprosiłabym jeszcze raz za nasze powitanie, ale zagroziłeś mi balkonem, a niewygodnie nam będzie się tutaj spało w dwójkę – zażartowałam, próbując nieco rozluźnić atmosferę.

- To nie jest odpowiedź na żadne z moich pytań – skarcił mnie chłopak. Wzięłam głęboki oddech.

- Czuję się źle. Po prostu. Jest mi przykro, smutno, źle. Jestem rozdarta. Sama nie wiem, chyba nie ma słowa które dobrze określiłoby stan w jakim się znajduję. Starałam się nie użalać nad sobą przed Viki, ani przed chłopakami, ale gdy zobaczyłam ciebie po prostu nie mogłam pohamować emocji. Tutaj powinno paść zakazane słowo na „P”, którego nie mogę wymawiać. Od kiedy przyleciałeś czuję się lżej i lepiej. Dziękuję – wyznałam, sama zdziwiłam się sobie jak łatwo przyszło mi powiedzenie prawdy Maćkowi.

- To ja dziękuję, czuję się zaszczycony. – odpowiedział wesołym głosem. – A co z jakąś pomocą?

- Ty jesteś najlepszą pomocą jaką mogłabym sobie wymarzyć. Ty i Harry działacie na mnie jak lek przeciwbólowy. Jesteście moimi tabletkami na złe dni, jakkolwiek to brzmi – wzruszyłam ramionami uśmiechając się lekko.

- Uwielbiam być twoją tabletką. Nie mogę się doczekać kiedy mnie ugryziesz i popijesz wodą – zaśmiał się Maciek.

- Chodź, lepiej ugryziemy zapiekankę i popijemy colą. – uśmiechnęłam się do Maćka. Weszliśmy do mojej sypialni i zamknęłam za nami drzwi balkonowe. – Będziesz spać tutaj, salon jest mój. – powiedziałam.

- Chyba sobie żartujesz. Nie będziesz spać na kanapie, kiedy ja będę się przewracał z boku na bok na tym ogromnym łóżku – natychmiast zaprotestował

- Od kilkunastu dni śpię na kanapie – zauważyłam

- Od razu to widać, dlatego od dzisiaj śpisz tutaj. – chłopak był głuchy na moje argumenty

- Uparty jak osioł, nic się nie zmieniasz. Jeszcze mi będzie rozkazywać gdzie mam spać! Pfii, co za tupet! – marudziłam pod nosem idąc do kuchni, chłopak szedł za mną i chichotał. Zjedliśmy kolację, następnie otworzyliśmy chipsy i rozłożyliśmy się na kanapach w salonie.

- Nie masz żadnych polskich programów? Średnio rozumiem o czym mówią – zapytał Maciek

- Mam jakieś filmy na iPodzie. Oglądamy coś? – zaproponowałam

- Cokolwiek z polskim lektorem – odpowiedział chłopak. Wstałam z łóżka i podłączyłam tablet to telewizora. Szukałam dobrego filmu na wieczór omijając wszystkie ckliwe komedie romantyczne.

- „Oszukać Przeznaczenie”! Wszystkie pięć części! – zawołałam z entuzjazmem.

- Dla mnie bomba, idę po jeszcze jeden karton soku, chipsy i poduszkę! – skinęłam tylko głową. Maciek wyszedł, a ja włączyłam film, aby napisy minęły zanim chłopak wróci do salonu. Ułożyłam się wygodnie na kanapie. Chłopak wrócił akurat na początek filmu. Zgasił światło i położył się po przeciwnej stronie kanapy. Przykryliśmy się kołdrą i przez chwilę walczyliśmy o to czyje nogi będą na górze. Oczywiście wygrałam ja. Piszcząc krzycząc i co chwila zakrywając twarz kołdrą przebrnęłam przez dwie i pół części horroru, następnie zmógł mnie sen…
__________________________
yeah, wreszcie udało mi
się coś dodać :D
Wszystko dzięki pięknej
pogodzie na dworze…
Aż chce się żyć!

buziaki wiosenne :**