Po raz pierwszy od wielu dni spało mi się tak dobrze. Nie przebudziłam się ani razu, nie śniło mi się ani nic złego, ani dobrego. Nie pamiętam kiedy ostatnio obudziłam się taka wypoczęta. Mogę nadać Maćkowi drugie miano; pierwsze to tabletka przeciwbólowa, a drugie: nasenna. Przeciągam się leniwie patrząc na przeciwną stronę kanapy… i nikogo tam nie widzę. Przecieram twarz rękami i wstaję.

- Maciek? – wołam półgłosem, w razie gdyby chłopak w nocy poszedł spać do mojej sypialni.

- W kuchni! – dostaję po chwili odpowiedź i zmierzam do źródła głosu przyjaciela. Wchodzę do kuchni i widzę Maćka robiącego tosty. – Mam nadzieję, że się nie gniewasz, że szperam ci po lodówce i szafkach. Byłem trochę głodny i chciałem zrobić nam śniadanie. W ramach podziękowań za zaproszenie mnie tutaj. – wytłumaczył od razu trochę zakłopotany.

- Masz się tutaj czuć swobodnie i możesz korzystać z wszystkiego. To samoobsługa. Chociaż teoretycznie to ja, jako gospodyni powinnam ci zrobić śniadanie. – oznajmiłam szczerze.

- Teoretycznie masz rację…

- A praktycznie poproszę z tosta szynką, podwójnym serem i pomidorem, a do tego sok pomarańczowy. Dziękuję. – uśmiechnęłam się szeroko, po tym jak przerwałam wypowiedź Maćka w połowie słowa. Chłopak posłał mi przyjazny uśmiech.

- Do usług – ukłonił się pięknie. Zawiesił sobie kuchenny ręczniczek na przedramieniu, jak kelner w ekskluzywnej restauracji. Podszedł do mnie, złapał mnie pod rękę i zaprowadził do stołu. Odsunął krzesło, a gdy na nim usiadłam dosunął je do stołu. Zaśmiałam się, czując się beztrosko jak małe dziecko. Maciek nalał mi soku, a po chwili dosiadł się do mnie kładąc na stół śniadanie. – Te po prawej są według twojego zamówienia. Smacznego – powiedział miło.

- Smacznego – odpowiedziałam. – Jaki plan na dzisiaj? – zapytałam.

- Możemy zostać w domu. – oznajmił chłopak biorąc z talerza kolejną kanapkę.

- Nie możemy.

- Ale…

- Nie możemy. – powtórzyłam. – Jakieś propozycje?

- To twoje miasto. Ty coś zaproponuj. – chłopak dał za wygraną, ale nie ułatwił mi ustalenia planu dnia.

- London Eye and a Westfield Centre is alright for you? (Londyńskie oko i Centrum Handlowe Westfield może być?) – zapytałam specjalnie wzmacniając brytyjski akcent. Chłopak parsknął śmiechem.

- And maybe a cup of tea for this? (A może filiżanka herbaty do tego?) - zapytał starając się naśladować mój akcent.

- Oh, wonderful, wonderful. Just fantastic! (Oh, cudownie, cudownie. Po prostu fantastycznie!) - powiedziałam z przesadnym entuzjazmem i klasnęłam w dłnie.

- Chyba nigdy nie przyzwyczaję się do ciebie mówiącej w innym języku niż polskim. – oznajmił Maciek biorąc do ust kolejny kęs tostu.

- Też wolę siebie w wersji polskiej – przyznałam mu rację.

Po śniadaniu wzięłam szybki prysznic i szykując się na wyjście na miasto kupiłam online i wydrukowałam bilety na przejażdżkę Londyńskim Okiem. Maciek wykąpał się bardzo szybko i to on czekał na mnie. Był podekscytowany, co sprawiało mi ogromną przyjemność. Cieszę się, że przyczyniam się do czegoś, na czym naprawdę mu zależy. Ubraliśmy się ciepło, na zewnątrz było chłodno, ale na szczęście świeciło słońce.

- Wolisz przygodę z komunikacją miejską czy bierzemy auto? – zapytałam przed wyjściem.

- Skorzystamy z dobrej pogody i przespacerujemy się na przystanek czy do metra, co?

- Masz rację, korzystajmy z pogody póki ją mamy. – odpowiedziałam. Zamknęłam za sobą drzwi mieszkania i ruszyliśmy na przystanek.

 

Przemieszczanie się po Londynie autobusem nie sprawia absolutnie żadnych problemów. Autokary podjeżdżają na przystanek średnio co dwie minuty, więc nigdzie nie musieliśmy się spieszyć. Udało nam się nawet złapać jeden z najbardziej specyficznych autobusów w Wielkiej Brytanii; czerwony, wycieczkowy autobus bez dachu. Zajęliśmy miejsca na górze. Przez głośnik słyszeliśmy głos przewodniczki, która opowiadała o mijanych przez nas zabytkach Londynu, ale my w ogóle jej nie słuchaliśmy. Ja sama pokazywałam Maćkowi najlepsze puby, sklepy i atrakcje Londynu. Gdy dojechaliśmy do London Eye opuściliśmy autobus i ustawiliśmy się do kolejki. Dobrze, że kupiliśmy bilety wcześniej, bo dla ich posiadaczy była osobna kolejka, znacznie krótsza niż ta dla kupujących. Po około godzinie udało nam się wreszcie dostać do kapsuły. Maciek był tak oczarowany, że nie wiedział w którą stronę ma patrzeć. Kręcił się ciągle, pokazując mi coraz to nowsze i zadając mi miliony pytań. Myślę, że tylko obecność innych ludzi w naszym wagoniku powstrzymywała go przed dzikim wrzaskiem radości i skakaniem do koła. Porobiliśmy sobie kilka, a nawet kilkadziesiąt zdjęć. Po około czterdziestu minutach nasza przejażdżka zakończyła się. Postanowiliśmy pozwiedzać kilka miejsc. Pieszo udaliśmy się obejrzeć kolejny symbol Londynu: wierzę zegarową Big Ben. Przy okazji po drodze zrobiliśmy sobie z Maćkiem sesję zdjęciową w czerwonej budce telefonicznej.

 

Wykończeni całodzienną gonitwą po Londynie i przejedzeni po wizycie w ulubionej restauracji Nialla siedzieliśmy w salonie, graliśmy w Need For Speed na Playstation i rozmawialiśmy o tym co widzieliśmy dzisiaj i co odwiedzimy jutro. Maciek stwierdził, że Nando’s to najlepsza restauracja w jakiej w życiu był. Powiedział też, że gdy już niedługo zostanie Hollywoodzką gwiazdą kina akcji wykupi trzydzieści procent tej firmy i otworzy sieć „Nando’s Macieyo’s” w każdym większym mieście w Polsce. Ustaliliśmy, że ja będę twarzą jego restauracji, tylko najpierw będę musiała trochę przytyć. Po kilkominutowych negocjacjach zgodziłam się na pensję czterdziestu tysięcy funtów miesięcznie plus darmowe jedzenie.

- Kurde! Jeszcze raz ze mną wygrasz, a będę musiał obciąć ci pensję! Co to za zachowanie… i jeszcze względem przyszłego szefa! – zawołał Maciek, gdy trzeci raz z rzędu wyprzedziłam jego samochód na ostatnim zakręcie.

- Zawsze mówiłam, że Audi nie ma szans z BMW. Nawet w grze na konsolę – wzruszyłam ramionami.

- Dawaj restart. Muszę cię w końcu pokonać! – chłopak zmrużył oczy. Na ekranie pojawił się wielki napis: READY? 3, 2, 1. GO!! i ruszyliśmy oboje z piskiem opon przed siebie.

 

Dzwonek do drzwi. Dwa zakręty do mety. Dzwonek do drzwi. Jestem rozdarta. Otworzyć, czy dokończyć grę. Kolejny dzwonek do drzwi. Jestem zdezorientowana, Maciek dogania mnie przed samą metą.

- Jeeest! – woła zadowolony z siebie.

- Miałeś szczęście, to wszystko przez ten dzwonek! – natrętny gość znowu nacisnął na przycisk. - I’m coming!! – zawołałam w stronę drzwi – Cholera, pali się czy co? – powiedziałam tym razem do siebie. Rzuciłam pada na sofę – Zaraz cię rozniosę. – wskazałam palcem na Maćka, który cieszył się z swojej wygranej. Pobiegłam do drzwi i otworzyłam je nie spoglądając wcześniej kto za nimi stoi.

- Hello – powiedział mój gość zza ogromnego bukietu białych róż.

- Hello – odpowiedziałam półszeptem zaskoczona widokiem chłopaka.

 

____________________
dziękuję, za wszystkie głosy
w konkursie Natury. Niestety
nie udało mi się wygrać, ale
Wasze wsparcie jest nie ocenione!
Na dniach podam nazwiska
zwycięzców :)

uciekam do fryzjera:)
buziaki:*