- Ale się cieszę! Muzeum figur woskowych to jedna z najlepszych atrakcji Londynu! Szkoda, że pada, ale sama wspominałaś, że taki urok tego miasta… – Maciek nawijał jak nakręcony wiążąc swoje musztardowe buty do kostek. – Może dzisiaj pojedziemy twoim samochodem, co? Nie będziemy moknąć na przystankach. Poza tym jestem ciekawy jak jeździ się lewą stroną – kontynuował, na co ja tylko przytakiwałam głową. Byłam zmęczona, ale przede wszystkim zła na siebie o to, że nie mogę podzielać entuzjazmu przyjaciela. Źle spałam, a raczej nie spałam i teraz marzyłam o mojej poduszce, kołdrze, średnio miękkiej sofie i Discovery Channel. A to wszystko przez Hazzę. To nie tak, że nie ucieszyłam się na jego widok, bo jestem przeszczęśliwa, że mogłam go zobaczyć, ale jego osoba przywołała lawinę wspomnień, której nijak nie potrafiłam wyrzucić z głowy. Harry jest nieoderwalną częścią zespołu, patrząc na niego widzę cały pakiet; całe One Direction. Rozmowa z nim, jego zielone oczy i cudowny uśmiech przywołały wspomnienia minionych chwil. Przez całą noc miałam przed oczami twarze chłopców, gdy niechcianie wspomniałam nasze imprezy, zabawy i rozmowy. Twarze wszystkich chłopaków, bez wyjątku. Około czwartej nad ranem stwierdziłam, że oszaleję od widoku zamglonych oczu L., które co chwila stawały się bystre i figlarne jak na samym początku naszej znajomości. – Mogę poprowadzić? – wyrwał mnie z przemyśleń Maciek. Na szczęście nie zauważył mojego paskudnego humoru i dobrze, bo nie chcę mu psuć tego dnia.

- Oczywiście, że możesz. Łap klucze – powiedziałam najweselej jak potrafiłam i rzuciłam mu klucze od mojego BMW, które zgrabnie złapał. Zamknęłam mieszkanie i windą zjechaliśmy na poziom minus jeden: parking. Dopiero gdy otworzyły się drzwi windy przypomniało mi się w jakim stanie jest mój samochód. Było jednak za późno aby się wycofać, bo Maciek po omacku kierował pilot kluczyka do przypadkowych samochodów czekając na to który się otworzy. „Pip Pip” odezwał się mój samochód i zamrugał jasno, a na twarzy Maćka pojawiło się zdziwienie, gdy zobaczył odarty bok i brak lusterka.

- Co się stało? – zapytał wiodąc palcem po okropnych zarysowaniach.

- Ach, źle wymierzyłam miejsce na parkingu. Nic wielkiego, zdarza się, szczególnie kobietom – machnęłam lekceważąco ręką i z bólem serca zażartowałam z swojej płci. Zawsze wykłócam się z wszystkimi, że nienależny ulegać stereotypom, a my kobiety jeździmy samochodami równie dobrze co mężczyźni, a może nawet lepiej. Ale opłacało się, Maciek uśmiechnął się szeroko i wsiedliśmy do auta.

- Masz rację. Niektóre zawody takie jak kierowca, adwokat czy prezydent nie mają nawet żeńskiego odpowiednika, bo nie są stworzone dla was. To my mężczyźni jesteśmy lepszymi…

- Nie przesadzaj, kolego – zagroziłam mu palcem – Chyba nie muszę ci przypominać kto rządzi Anglią którą tak bardzo kochasz, czy złotymi Niemcami – instynkt obronny wziął górę.

- I oto efekty. Będę prowadził samochód z fotelu pasażera – kpił dalej.

- Powodzenia – odparłam obrażona. Maciek odpalił silnik i niepewnie wyjechał z parkingu.

 

 

- Muzeum Madame Tussauds! – zawołał przyjaciel i z ekscytacji klasnął w dłonie. Ustawiliśmy się w ogromnej kolejce do wejścia do muzeum.

- Jeeej! – odpowiedziałam udając entuzjazm. O ile Maćka cieszyło dwugodzinne oddychanie Londyńskim powietrzem w deszczu to mnie ani trochę. Nie dość, że jestem zmęczona, jest mi zimno, czeka mnie rozmowa z Maćkiem o moim jutrzejszym wypadzie z chłopakami na kolację to na domiar złego zaczął mi dzwonić telefon.

- Potrzymasz mi parasol? Ktoś ma świetne wyczucie czasu – powiedziałam markotnie, a on bez słowa spełnił moją prośbę. W trakcie gdy ja szukałam w torebce telefonu Maciek wrócił do swojego wcześniejszego zajęcia, czyli rozglądania się na boki i zachwycaniem kompletnie wszystkim: od pięknych, czerwonych autobusów, przez bladych anglików, do niezwykłych jego zdaniem kałuż na ulicy.

- Słucham!? – powiedziałam groźnie do telefonu nie patrząc nawet kto dzwoni.

- Slacham? What does it mean? – usłyszałam zdziwiony głos Hazzy.

- Tak mówimy w Polsce, gdy odbieramy telefon. To samo co ‚halo’. – wyjaśniłam oględnie.

- Spędzasz za dużo czasu z Marleyem. Musisz to przerwać, bo mieszają ci się języki. – skomentował loczek

- Z Maćkiem – poprawiłam go bezradnie po raz setny chociaż wiedziałam, jaką odpowiedź dostanę.

- Whatever. A jak już rozmawiamy o Marleyu…

- Robisz to specjalnie! – straciłam cierpliwość i krzyknęłam głośniej niż chciałam. Maciek i kilka osób z tłumu spojrzało na mnie pytająco. – Styles mnie irytuje – wyjaśniłam zasłaniając dłonią głośnik, aby mój rozmówca mnie nie słyszał.

- Ale o co ci chodzi? – loczek udawał niewiniątko.

- Rozłączam się. – ucięłam markotnie.

- Co? Nie, ej czekaj! Nie zdąż… – spełniłam groźbę po czym uśmiechnęłam się do Maćka.

- Jeszcze jakieś półtorej godziny i wejdziemy do środka – uświadomiłam go mając nadzieję, że powie coś w stylu: ‚olejmy to i jedźmy do domu.’ Oczywiście się myliłam.

- Świetnie, to już niedługo! – chyba niczym nie uda mi się go zmartwić. Na wyświetlaczu telefonu znowu pojawiło się zdjęcie Hazzy, gdy zaczął do mnie dzwonić.

- Tak, niedługo – odpowiedziałam Maćkowi i przyłożyłam telefon do ucha. – Halo? – powiedziałam.

- Halo, slacham Oli. Nie rozłączaj się. – odpowiedział od razu, a ja ledwie powstrzymałam uśmiech, gdy usłyszałam jak używa naszego polskiego ‘słucham.’ Zachowałam jednak zimną krew.

- Więc mnie nie denerwuj, mam zły dzień. – odpowiedziałam półszeptem, aby nie słyszał mnie Maciek.

- Tak? A co robisz?

- Zwiedzam miasto z Maćkiem. Masz do mnie jakąś sprawę, czy tak dzwonisz pogadać? – zapytałam

- Mam sprawę. Gadałaś z Mar… emm…, gadałaś z nim o naszej jutrzejszej kolacji?

- Jeszcze nie. – odpowiedziałam zmieszana

- Olii… Obiecałaś. Przecież to nic takiego… – zaczął marudzić.

- Dobra, załatwię to. Oddzwonię jeszcze dzisiaj. Pasuje?

- Czekam na telefon. Bye!

- No, pa. – rozłączyłam się. Nie zdążyłam nawet schować telefonu do torebki, gdy odezwał się Maciek. Jednak nie oglądał okolicy, a podsłuchiwał! Mogłam się domyśleć.

- Wszystko okej? Czego chciał lokaty? – dopytywał.

- Tak, okej. A Harry dzwonił, eh… – chwila zastanowienia, zbieram się w sobie. – Słuchaj Maciek. Czy nie będziesz mieć nic przeciwko temu, żebym wyszła jutro z chłopakami z zespołu i Viki na kolację. Oni wrócili ze Stanów, dawno ich nie widziałam i chciałabym się z nimi zobaczyć, po za kilka dni znów lecą za ocean. – powiedziałam na jednym tchu.

- Och – wypalił Maciek, chyba go zaskoczyłam.

- Wiesz, jeśli nie chcesz zostać sam to możesz iść z nami, albo ja mogę zostać w domu, to żaden problem – wyjaśniłam od razu.

- Nie, spoko. Naprawdę. Możesz iść – uśmiechnął się chłopak – Jestem zaskoczony tym, że pytasz mnie o zdanie.

- Jesteś moim gościem, twoje zdanie jest dla mnie kluczowe – powiedziałam i widziałam jak Maciek aż rośnie z dumy i zadowolenia.

- Dzwoń do niego i powiedz, że Marley nie ma nic przeciwko – zażartował.

- Dzięki, jesteś najlepszy – objęłam go w pasie.

- Wiem – odpowiedział, a następnie objął mnie i przyjacielsko pocałował w czoło.

 

 

Nie sądziłam, że kilkanaście woskowych podobizn wielkich gwiazd może przysporzyć tyle radości. Muszę przyznać, że i mnie udzielił się radosny nastrój przyjaciela. Zaraz po przekroczeniu progu muzeum zaczęliśmy się wygłupiać, całować, przytulać i rozmawiać z figurami naszych idoli. Zrobiliśmy sobie masę fotek w najróżniejszych pozycjach. Zapomniałam o wszystkich zmartwieniach i bawiłam się jak dziecko. W czasie gdy ja obmacywałam każdą część ciała Roberta Pattinsona Maciek próbował odczytać jakiś plakat który wisiał przed zasłoniętą sceną. Niemal stanęło mi serce, gdy podeszłam do niego i zobaczyłam czym się tak zainteresował. Stanęłam jak wryta i nie mogłam wykrztusić nawet jednego słowa.

- Wow, chyba powinienem ich poprosić o autografy, a potem sprzedać je na allegro. Taakie gwiazdy – powiedział nieodrywając wzroku od plakatu z którego uśmiechali się do nas chłopcy z One Direction. Plakat mówił o tym, że jutro zostaną odsłonięte ich figury woskowe.

- Więc to taką promocję mają zaplanowaną na jutro – powiedziałam bardziej do siebie niż do przyjaciela. Muszę przyznać, że poczułam się przytłoczona ogromem popularności moich przyjaciół. Niby wiedziałam, że są sławni i rozpoznawalni, ale dopiero teraz doszło do mnie na jak wielką skalę. Własna figura w Muzeum Madame Tussauds to ogromne wyróżnienie i zaszczyt. Byłam w szoku. Przeniosłam wzrok z tekstu reklamującego jutrzejsze wydarzenie na twarz L. czego od razu pożałowałam. Zacisnęłam powieki i odwróciłam głowę w stronę Maćka.

- I pomyśleć, że ja też ich znam. I nie jestem im obojętny. Nienawidzą mnie… to zaszczyt! – zażartował. Odsunęliśmy się od plakatu, bo podbiegło do niego kilka piszczących dziewczyn. – Szkoda, że nie przyszliśmy po odsłonięciu figur. Jestem ciekawy czy Styles jest równie obrzydliwy z wosku jak na żywo.

- Maciek – zmroziłam go wzrokiem i pokręciłam głową z dezaprobatą. Chłopak wzruszył ramionami i uśmiechnął się pięknie, na co nie mogłam pozostać obojętna – Jesteś okropny. Zadzwonię do Hazzy i dogadam z nim szczegóły jutrzejszej kolacji, okej?

- Dobra, to ja jeszcze raz przebiegnę całe muzeum. Czekaj tu na mnie.

- Yhyym – odpowiedziałam. Wyciągnęłam telefon i wybrałam numer Harrego.

- Slacham. – odebrał po pierwszym sygnale.

- Dlaczego mi nie powiedziałeś, że będziecie mieli swoje figury w muzeum Madame Tussauds? – dopytywałam od razu.

- A tam, nie ma się czym chwalić. Poza tym nie było nawet kiedy. Ale zaraz… Skąd o tym wiesz? – zdziwił się.

- Z plakatów którymi jest obklejone całe muzeum. Przyszliśmy z Maćkiem pooglądać figury, a tu taka niespodzianka. Ciekawe jak wyglądacie.

- Co? Jesteś w muzeum? A chciałem zadzwonić do ciebie jutro z zaproszeniem na odsłonięcie naszych podobizn. To miała być niespodzianka przed kolacją – odparł markotnie.

- Nie mogę zostawić Maćka na tak długo samego, a przecież nie odeślę go po waszej promocji w Madame Tussauds do domu. Ale na kolacji się zjawię, jeśli dalej jest aktualna.

- Oczywiście, że jest! To super! A może jednak skusisz się na jutrzejszy wypadł do muzeum? Będzie super.

- Nie, naprawdę nie mogę. Po pierwsze nie uśmiecha mi się oglądanie mojego byłego chłopaka w 3D – O proszę, sama zaskoczyłam siebie obojętnością głosu, gdy wspomniałam o L. – I co ważniejsze zaplanowaliśmy już z Maćkiem cały jutrzejszy dzień.

- Co będziecie robić? – zapytał szczerze zainteresowany.

- Jedziemy zwiedzić Pałac Buckingham, do Zoo i  SEA LIFE London Aquarium. Mam wyrzuty sumienia, że zostawiam go samego, dlatego chcę go trochę wymęczyć jutro.

- Myślę, że przesadzasz. Przecież on nie jest dzieckiem, nic mu nie będzie jeśli jeden dzień zostanie sam w domu.

- A gdybym to ja przyjechała na kilka dni do ciebie? Zostawiłbyś mnie samą w obcym domu i wyszedł na imprezę na cały dzień – odwróciłam kota ogonem, bo wiedziałam jaka będzie jego odpowiedź.

- Oczywiście, że nie. Za nic nie zostawiłbym cię samej, nawet na pięć minut! – zadeklarował od razu – To znaczy… emm… wiesz. To nie znaczy, że ty nie możesz zostawić Marleya na kilka godzin.

- Maćka.

- No, jego też. Dobra, nie męczę cię już, sam zaczynam się mieszać. Wpadniemy po ciebie około dwudziestej. Pasuje? – zapytał.

- Nie mogę się doczekać. Do jutra Hazz.

- Pa, mała. – odpowiedział. Wrzuciłam telefon do torebki, gdy podszedł do mnie Maciek. – Lecimy do domu? – zapytałam.

- A mogę prowadzić? – zapytał, a ja z uśmiechem oddałam mu kluczyki.

______________________________

Nie zdążyłam wczoraj, za to dziś wstawiam dłuższy rozdział :)

Przepraszam Was bardzo, wiem, że ostatnio zaniedbuję bloga,
ale gdy siadam do pisania mam w  głowie kompletną pustkę i
trudno mi napisać cokolwiek… :(

Mam nadzieję, że to tylko chwilowy spadek formy i wkrótce
wszystko wróci do normy. Niestety na razie rozdziały nie będą
się pojawiać tak często jak kiedyś, ale mam  nadzieję, że
przetrwacie  razem ze mną te cięższe chwile i będziecie dalej
czytać.

Dziękuję Wam bardzo za cierpliwość, przepraszam za zaniedbania…

 

 

 

love You all! :**