Biegam po domu co chwila zmieniając jakąś część mojego ubioru. Mam na sobie skórzaną rozkloszowaną spódniczkę, cieliste szpilki i jeansowy bezrękawnik: to trzecia bluzka w ciągu ostatnich piętnastu minut. Jestem podekscytowana, ale i zdenerwowana. Trochę niezręcznie mi zostawiać mojego gościa Maćka samego w domu, ale z drugiej strony tak bardzo cieszę się, że zobaczę Zayna, Nialla, Liama i porozmawiam na spokojnie z Hazzą.

- Macieeek! – zawołałam z kuchni do której po chwili wszedł przyjaciel – Podejdź do mnie raz jeszcze – Maciek włócząc nogami po podłodze powlókł się niechętnie w moją stronę. Dobrze wiedział po co go wołam.

- Słucham – odpowiedział stając przed korkową tablicą wiszącą obok lodówki.

- Powtarzam ci jeszcze raz, na tej tablicy masz… – moją wypowiedź przerwał dźwięk dzwonka. – Czekaj tu na mnie – wskazałam palcem na przyjaciela i pobiegłam otworzyć drzwi. Zastałam za nimi Hazzę na którego widok zaparło mi dech w piersi. Nie mogłam oderwać od niego wzroku, wyglądał nieziemsko! Jego włosy układały się idealnymi falami na głowie tworząc idealną plątaninę nieskazitelnych loków. Miał na sobie rurki w odcieniu jasnej szarości, zapewne uszyte na miarę, tak samo jak idealnie skrojona granatowa marynarka, która uwydatniała szerokie ramiona. I ta biała dopasowana koszulka odkrywająca kości obojczykowe na których luźno wisiał długi srebrny łańcuszek z krzyżem. Całości dopełniała czerwona chusteczka w butonierce marynarki i klasyczne czarne buty.

- Cześć, gotowa? – zapytał wyrywając mnie z moich przemyśleń. Przyłapał mnie na gapieniu się na niego i tym wprawił mnie w niemałe zakłopotanie. Uśmiechnął się do mnie z wyższością.

- Prawie. Muszę tylko przekazać kilka informacji Maćkowi – starałam się mówić w miarę naturalnie i jakoś ukryć rumieńce na policzkach. Odsunęłam się w bok otwierając drzwi na oścież. Hazza od razu wszedł do środka, a ja korzystając z chwili jego nieuwagi sprawdziłam, jak prezentuje się z tyłu. Te spodnie rzeczywiście musiały być szyte na miarę, bo tak świetnie opinają jego… zamrugałam szybko i odwróciłam wzrok od tylnich kieszeni Hazzy, gdy się odwrócił. Uff, na szczęście tym razem niczego nie zauważył – Wyglądasz, woow, naprawdę świetnie – wypaliłam trochę bardziej zauroczona nim niż zamierzałam. – Jak udała się odsłona figur w Tussauds? – weszłam na bezpieczny grunt, aby już bardziej się nie kompromitować.

- A dziękuję dobrze, chociaż to cholernie dziwne widzieć swojego sobowtóra. Woskowy Harry trochę mnie przeraża – zaśmiał się.

- Mnie bardziej przeraża ten prawdziwy – zażartowałam, a przyjaciel zmroził mnie wzrokiem co zignorowałam – Wejdź dalej, nie będziesz stać w przedpokoju – powiedziałam i ruszyłam do kuchni.

- Przeraża mnie prawdziwy Harry, pffii dobre sobie. Odezwała się wzorowa obywatelka Wielkiej Brytanii – burczał pod nosem chłopak idąc za mną i starając się, abym dokładnie usłyszała jego narzekania. Weszłam do kuchni w której nie było już Maćka. Specjalnie uciekł, aby uchronić się przed tym co miałam mu do powiedzenia.

- Maacieeeek! Macieek! Chodź tutaj! Miałeś na mnie czekać! – zawołałam. Kilka sekund później wszedł do kuchni i posłał loczkowi prowokujące spojrzenie.

- Siema Potter – powiedział.

- What’s up Marley – Hazza nie pozostał mu dłużny.

- Cholerne dzieciaki – skomentowałam rozdrażniona ich powitaniem. – Chodź no tu Maciek i słuchaj mnie uważnie. – Przyjaciel spełnił moją prośbę, a Hazza cały czas nam się przyglądał próbując zrozumieć cokolwiek.

- Słucham, chociaż znam wszystko na pamięć.

- Świetnie. Utrwalimy twoje informacje. Lodówka stoi otworem, jedz co chcesz. A teraz: tablica korkowa – wskazałam na wymieniony obiekt i kilkanaście karteczek i ulotek na niej – Na tych pięknych kolorowych karteczkach masz tak: mój numer, na wypadek gdybyś zgubił komórkę i chciał zadzwonić z domowego czy coś – powiedziałam wskazując na pierwszą kartkę palcem. Wskazałam na następną – Numer do pizzerii, dalej, na tej zielonej do Nando’s. Tu masz ulotkę od Chińczyka i do kebabu. Na dole w rogu…

- …są numery na policję konną, samochodową i rowerową. Numer do straży pożarnej, pogotowia ratunkowego, wodnego i elektrycznego. A także do służb NATO i Baracka Obamy. Wiem Oli, pokazywałaś mi tą tablicę już milion razy! – przerwał mi Maciek i przewrócił oczami.

- Wiem, ale…

- Oliwia nie przesadzaj on nie jest dzieckiem – wtrącił Harry, a ja spiorunowałam go wzrokiem.

- I ty Brutusie przeciwko mnie? – zapytałam, a loczek wzruszył ramionami.

- Wiesz, że go nienawidzę i ciężko mi to powiedzieć, ale… umm.. alee. Pierwszy raz mogę się zgodzić z tym angielskim pryszczem. Nie jestem dzieckiem. Ała, poparcie jego zdania naprawdę bolało. – Maciek chwycił się za klatkę piersiową i udawał, że cierpi.

- Dobra już dobra. Po prostu się o ciebie martwię. Gdybyś poczuł się źle, strasznie się nudził, albo chociaż przez sekundę czuł się samotny to śmiało dzwoń, a ja wrócę biegiem do domu. Zrozumiano?

- Tak. Zrozumiano. A teraz idź i baw się dobrze – uśmiechnął się do mnie miło i rozłożył ramiona, a ja przytuliłam go na pożegnanie.

- Mówiłam serio. W razie czego dzwoń – przypomniałam.

- Yhym. – zamruczał mi do ucha przytulając mnie nieco dłużej niż wymagała sytuacja.

- Ekhm, ekhm. – Harry udał kaszel – Oli, nie chcę wam przerywać… Nie no właściwie to chcę. Spóźnimy się. Wszyscy na nas czekają – dodał rozdrażniony. Odsunęłam się nieco od Maćka.

- Idę, bo się spóźnimy. Trzymaj się.

- Pa, udanego wieczoru – odpowiedział i nim zdążyłam się zorientować nachylił się i pocałował mnie czule w szyję. To nie miało zbyt wiele wspólnego z przyjacielskim buziakiem. Wiedziałam jednak, że ten pocałunek nie był dla mnie tylko dla Hazzy, a raczej dla jego złego humoru. Utwierdziłam się w tym przekonaniu, gdy zobaczyłam wytrzeszczone oczy loczka.

- Pożałujesz tego mój drogi, całujesz mnie by zrobić na złość temu obok – powiedziałam milutkim głosem wychodząc z kuchni. Nie chciałam by Harry zorientował się, że nie spodobał mi się wybryk Maćka. Nie mogłam mu dawać tej satysfakcji i wrzeszczeć na Maćka w jego towarzystwie. A może po części też chciałam, aby Harry był o mnie zazdrosny… nie! Tfu, głupi mózg. Czym prędzej odsunęłam od siebie tą myśl. Założyłam płaszcz, wzięłam torebkę i wyszłam z Hazzą na korytarz.

- Dlaczego ten szczeniak całuje cię w szyję? – zapytał przyjaciel.

- Nie mam psa – odpowiedziałam, chociaż dobrze wiedziałam jakiego ‚szczeniaka’ miał na myśli.

- Wiesz chodzi mi o Marl… Maćka. Więc dlaczego? – dopytywał dalej. Nacisnęłam przycisk przywoływania windy.

- Bo lubi – droczyłam się z Harrym.

- Świetnie! A ja lubię seks… wiesz co mam na myśli. Możemy…

- Harry! – zawołałam śmiejąc się.

- No co? Jemu pozwalasz robić z sobą to co lubi. To nie moja wina, że wolę seks od buziaków. Zastanów się. Ja, ty winda…

- Nie chcę tego słuchać! – teatralnie zakryłam sobie uszy.

- Tego się nie słucha. To się robi – drażnił się ze mną.

- Jesteś nienormalny. Zamieńcie go proszę na tą niegadającą figurę woskową! – zawołałam dalej się śmiejąc.

- Winda się otwiera. Teraz albo nigdy – chłopak zadziornie uniósł brwi.

- Idziemy schodami. – postanowiłam i śmiejąc się jak wariaci ruszyliśmy w stronę klatki schodowej.

 

 

- Audi R8? Nie zrozum mnie źle, ale nie wiedziałam, że jesteś fanem drogich nowoczesnych zabawek. Myślałam, że wolisz samochody… z duszą? – zdziwiłam się, gdy Harry otworzył mi drzwi niziutkiego, sportowego samochodu. Obszedł go dokoła, zajął miejsce przed kierownicą, odpalił silnik i ruszył.

- Jednak znasz mnie bardzo dobrze. Ten samochód nie jest w moim typie. Dostałem go od salonu Audi, aby paparazzi mogli mi cyknąć w nim kilka fotek. To przykre, ale jestem żywą reklamą tej marki. Hmm, ładnie to ujęłaś. Wolę samochody z duszą, chociaż ten prowadzi się świetnie i rozpędza się do setki w niecałe cztery sekundy.

- Proszę, nie pokazuj mi tego – poprosiłam. Hazza docisnął pedał gazu do dechy, a mnie przygwoździło do kubełkowego fotela.

 

 

Trasą, którą powinniśmy pokonać w dwadzieścia minut jechaliśmy już około czterdzieści. Zatrzymywaliśmy się na każdych światłach, które jakby widząc nadjeżdżające Audi specjalnie zmieniało się na czerwone. Dlatego tym razem Harry widząc z daleka migające pomarańczowe światło docisnął gaz, aby zdążyć przejechać. Kilka metrów przed skrzyżowaniem światło zmieniło się na czerwone, a chłopak zahamował z piskiem opon przed samymi pasami. Ja zapiszczałam chyba jeszcze głośniej niż opony.

- Fuck!!! – zawołał zezłoszczony i uderzył pięścią w kierownicę. Patrzyłam na niego wielkimi oczami ciężko oddychając z nerwów. Chłopak spojrzał na mnie i uśmiechnął się szeroko – Żyjesz? – zapytał zawadiacko.

- Spadaj. Naucz się jeździć małolacie, bo więcej nie wsiądę z tobą do auta – wypuściłam głośno powietrze z płuc.

- Ale hamulce ma dobre, co? – uśmiechnął się, a ja nie mogłam już utrzymać obrażonego wyrazu twarzy.

- Jesteś niemożliwy. – pokręciłam głową uśmiechając się pod nosem. – Naprawdę się przestraszyłam – dodałam i spojrzałam w oczy przyjaciela, który patrzył na mnie z nieodgadnionym wyrazem twarzy.

- Przepraszam – odpowiedział. Nieodrywając ode mnie wzroku ujął delikatnie moją dłoń, przyłożył ją sobie do ust i delikatnie ucałował. A ja nie potrafiłam zareagować. Poczułam się jak zahipnotyzowana głęboką zielenią jego oczu. Ta sama głębia nakazała mi zbliżyć się do Harrego. Coś w jego twarzy, sposobie w jaki na mnie patrzył, tym jak układał usta, sama nie potrafię ocenić co, przyciągało mnie do siebie jak magnez. Nijak nie potrafiłam się temu oprzeć, chłopak również zbliżał swoją twarz do mojej, a jego poważne oczy płonęły żywym ogniem. Dzieliły nas centymetry, czułam na swoim karku jego ciepły, słodki oddech. Jedynym ruchem który potrafiłam wykonać chroniąc się przed tym do czego zmierzała ta sytuacja było uniesienie głowy. To jednak nie zniechęciło chłopaka, który dotknął mojego karku swoimi gorącymi ustami, a mój oddech przyspieszył jeszcze bardziej niż podczas awaryjnego hamowania. Harry nieodrywając ust od mojej skóry przesunął się wyżej i pocałował mnie delikatnie w zgłębienie pod uchem. To totalnie wyłączyło mi zdolność jakiegokolwiek myślenia. Wiedziałam, że to co robimy nie jest dobre, ale każda komórka ciała prosiła o więcej. Hazza złożył ostatni pocałunek na moim policzku, niedaleko ust. Odsunął się nieco i spojrzał mi głęboko w oczy jak gdyby chciał ode mnie otrzymać pozwolenie na to co miało się teraz wydarzyć. Chciałam odwrócić głowę, powiedzieć mu że to niewłaściwe, zrobić cokolwiek, aby powstrzymać to zanim się wydarzy jednak nie mogłam zrobić niczego. Wpatrywałam się w jego oczy, a nasze przyspieszone oddechy mieszały się ze sobą. Hazza powolutku przysunął swoją twarz do mojej, a ja zamknęłam oczy oczekując jego pocałunku, czując ciepło jego ust kilka milimetrów od swoich…

 

__________________________________________
I jest obiecany rozdział :D Udało mi się
go napisać, dopiero skończyłam i lecę
na grilla.

Wszystkim którzy wierzyli, że się pojawi
wielkie dzięki! :*

A tym którzy nie wierzyli wielkie buziaki :)
Spoko, ja zawsze mówię, że na słowo to
wierzę tylko w Jezusa i w UFO, ale
pokazałam, że jak naprawdę obiecam i
nie wypadnie mi nic pilnego to dam radę! :)

 

buziaki :*