Napisałam już test, był bardzo łatwy, ale ciągle siedzę w ławce i udaję, że coś sprawdzam. Robię tak bo widzę, że Viki jeszcze coś szkryfie, a nie chcę czekać na nią na korytarzu. Wreszcie skończyła. Grzecznie podniosłyśmy ręce, a wykładowca podszedł do nas i zabrał nasze prace. – Do widzenia – powiedziałyśmy cichutko, aby nie przeszkadzać reszcie i wyszłyśmy. Nawet nie zdążyłam porządnie zamknąć drzwi gdy Viki zaczęła krzyczeć – Boże co to wczoraj było?! Naprawdę imprezowałyśmy z One Direction! Nie moge w to uwierzyć! Cały test mnie nosiło, nie mogłam się skupić, dlatego tak długo mi zeszło. Liam to taki miły chłopak i do tego jaki śliczny. A Ty i Lou? Wyglądacie razem idealnie. Prawie tak jak ja z Liamem! Ach ja chce jeszcze raz! – Viki, Viki już dobra, uspokój się – zaczęłam się z niej śmiać. – Nie wszyscy muszą wiedzieć co robiliśmy wczoraj, więc się opanuj – powiedziałam i pokręciłam głową. – Sorki Oliwia, ale jestem taka szczęśliwa, nawet już zapomniałam, że od tego niewyspania ledwo stoję. – Usiadłyśmy na ławce na korytarzu. – Wiesz, jaki Liam jest cudowny? – Yy… no tak wiem, mówiłaś mi o tym milion razy – zaczęłam się śmiać. – No tak, ale to było przed tym jak go poznałam. Przedtem byłam tylko oczarowana jego śliczną buźką, oczarowana Liamem Paynem z One Direction, wielką gwiazdą i bożyszczem wszystkich nastolatek. A teraz jestem oczarowana po prostu Liamem, jako osobą. Jest zupełnie taki jak sobie go wyobrażałam. Nie żadna zakochana w sobie gwiazdka tylko normalny, uroczy chłopak. Zabawny i czarujący. Wiem to, bo sporo wczoraj gadaliśmy. Praktycznie rozmawiał tylko ze mną. Świetnie się rozumiemy. On też tak uważa, przynajmniej tak mi wczoraj mówił. Mówił też, że fajna ze mnie dziewczyna, że dawno nie spotkał nikogo, kto traktował by go tak normalnie jak ja. I teraz słuchaj Olii najlepsze: dał mi swój numer telefonu! Aaa wyobrażasz to sobie?! Mam jego numer! – Viki, proszę ciszej – powiedziałam, bo gdy zaczęła krzyczeć, wszyscy ludzie na korytarzu zaczęli na nas patrzeć. – Przepraszam, ale jestem taka szczęśliwa. Całą drogę powrotną do domu patrzyłam na wyświetlacz telefonu i jego numer. Nie mogłam uwierzyć. Jeszcze 2 tygodnie temu znałam go tylko z plakatów i gazet, a teraz mam numer TEGO Liama Payne  i  TEN Liam Payne okazał się takim cudownym człowiekiem. Łaa chyba zaraz zemdleję! – przytuliłam ją – Tak bardzo się cieszę, że mnie z nimi poznałaś. Dzięki Oliwia, bardzo się cieszę, że jesteś moją przyjaciółką. – Ja też się bardzo cieszę, że cie spotkałam na swojej drodze mała. I to dzięki tobie poznałam mojego Lou i chłopaków. To ty wyciągnęłaś mnie na ten cudowny koncert, dziękuję ci. Liam to naprawdę fajny, odpowiedzialny chłopak, może wam się uda. A nawet jeśli nie to zyskasz dobrego przyjaciela. – powiedziałam i odkleiłam się od niej – Okej, wystarczy tych czułości, lecimy dalej. Jestem wykończona – dodała Viki. – No ja też. Idziemy  jeszcze na jakąś kawę czy od razu spadamy do domu? – zapytałam. – Przecież wiesz, że nie piję kawy: zęby od niej ciemnieją. Ty lepiej też się połóż, a nie truj kofeiną. – ech, Viki, a te jej zdrowe odżywianie.

Wyszłyśmy z budynku uczelni. – Oliwia! – zawołał znajomy głos. Odwróciłam się w prawą stronę, a tam na parkingu stał Louis opierając się o swoje sportowe, czarne autko. Podszedł do nas – Cześć słoneczko – powiedział i pocałował mnie na przywitanie, a potem uściskał Viktorię. W ręce trzymał dwa kubki z napisem ‚Wild Bean Cafe’ – Och kawa! Wiesz czego mi potrzeba – ucieszyłam się, a Lou podał mi kubek – O i następny taki. Co wy widzicie w tej całej kawie? Syf i kofeina – powiedziała Viki – Czyli rozumiem, że mogę wypić tą która została? – zapytał Lou. – Na zdrowie – powiedziała tylko Viki. – Jak test? Zdążyłyście? Jesteście szalone! Wrócić z imprezy godzinę przed zajęciami – Louis zaczął się śmiać. – Ten test to był pikuś, już w gorszym stanie siedziało się na zajęciach co nie Viki? – Pytasz! – uśmiechnęła się do mnie. – Musisz mi o tym kiedyś koniecznie opowiedzieć – powiedział Lou i pocałował mnie w policzek. – Dobra Olii lecimy. Odwieźć cię do domu Viki? – Nie, jestem samochodem – odpowiedziała przyjaciółka, pożegnała się z nami i poszła. – Dokąd lecimy? – zapytałam. – To niespodzianka – uśmiechnął się tajemniczo. – Okeey… -  powiedziałam niepewnie i wsiadłam od samochodu. Louis zamknął za mną drzwi, wsiadł do środka i ruszyliśmy. – Boże jestem taka głodna. Nie jadłam nic od wczoraj, od 16:00. – powiedziałam i wyciągnęłam z torebki 3 mandarynki. – O pożywne śniadanie – uśmiechnął się Lou. – Nie śmiej się, dobrze, że choć to udało mi się dzisiaj rano upolować – pokazałam mu język. Zjadłam swoje śniadanie, w sumie połowę, bo Louis zjadł resztę. – Jak się trzymasz po wczoraj? – zapytał. – Nawet dobrze, adrenalina z testu i kawa od ciebie postawiły mnie na nogi na parę godzin. To wczoraj to było szaleństwo! – odpowiedziałam szczęśliwa. – A  Ty jak się czujesz? – zapytałam. – Całkiem dobrze, położyłem się do łóżka o 7:30, a obudziłem o 10:30. Kawa i jestem jak nowo narodzony. Ostatnie czasy właśnie tak wygląda moje życie, max 5 godzin snu i pobudka. Nawet sie przyzwyczaiłem. – Biedactwo moje, zamiast teraz odsypiać i odpoczywać, to imprezujesz. – powiedziałam i pogłaskałam go po głowie. – Nie żałuję ani jednej minuty wczorajszej nocy. Mógłbym to dziś powtórzyć, byleby tylko być z tobą. – Uśmiechnęłam się – jesteś słodki – powiedziałam i złapałam go za rękę, która luźno spoczywała na gałce skrzyni biegów, a on na moment spuszczając wzrok z drogi dał mi szybkiego buziaka w usta. – Reszta potem – uśmiechnął się łobuzersko. Jechaliśmy już dość długo, gdy Lou zaparkował na podjeździe przed jakimś domem. – Gdzie jesteśmy? – zapytałam i zaczęłam się rozglądać. – Przed moim domem. Razem z mamą zapraszam na obiad do siebie – powiedział uśmiechając się. Byłam przerażona. Wyglądałam jak zombie i nawet nie przygotowałam się psychicznie, ani fizycznie ani w żaden inny sposób na tą chwilę. Mogłam się lepiej ubrać i uczesać. – Chyba sobie żartujesz? Nigdzie nie idę. Zobacz jak ja wyglądam?! – ogarniała mnie coraz większa panika. – Olii uspokój się, wyglądasz cudownie. Moja rodzinka jest fajna, nie musisz się stresować. – Ale czemu mi nie powiedziałeś? Louis zabiję cię! – Dobra, ale dopiero po obiedzie, ok? – uśmiechnął się i wyszedł z samochodu, otworzył mi drzwi i podał rękę wyciągając mnie z auta. Ruszyliśmy w stronę domu, a ja coraz bardziej się stresowałam.
________________________________________
dziękuję za sugestię i pomysł na nowy wątek
pannie directioner z  
http://ordinary-story-1d.blog.onet.pl/

Serdecznie polecam przeczytanie jej bloga! ♥

buziaki dla Was wszystkich misiaki! :*