Lou otworzył drzwi i zawołał – Jesteśmy! – Weszliśmy do środka. Był to niewielki domek. W środku wszystkie ściany były białe. Na przeciwko drzwi wejściowych były schody na piętro. Nieźle się zdziwiłam, gdy zobaczyłam, że schodzi z nich Hazza. – O, cześć Olii – uśmiechnął się loczek. – Co ty tu robisz? – zapytałam zaskoczona. – To co ty, czekam na obiad. Mama Louisa świetnie gotuje. – Oj już tak nie czaruj mały – odezwał się jakiś kobiecy głos i zza drzwi wyszła ładna, szczupła, zadbana kobieta o brązowych włosach. – Cześć ty pewnie jesteś Oliwia. Jay, mama Louisa, miło cię poznać. – uśmiechnęła się serdecznie i podała mi rękę na powitanie. – Dzień dobry, mi też miło panią poznać – odpowiedziałam nieśmiało. – W rzeczywistości jesteś jeszcze ładniejsza niż na zdjęciach które pokazywał mi mój synuś. – Mamo, proszę… przestań… – powiedział Louis drapiąc się w czoło. – Ale to prawda serduszko. Dobra wystarczy tego gadania. Dlaczego stoicie tu w progu? Zapraszam do stołu.

Weszliśmy do jadalni. Była wielka, a na środku stał ładnie nakryty, duży stół i 12 krzeseł. Za stołem siedziały już cztery ładnie ubrane, urocze dziewczynki. – Cześć dziewczynki, jestem Oliwia – powiedziałam i usiadłam na jednym z krzeseł. Obok mnie usiadł Lou, a dalej Harry. – Cześć. Jesteśmy Lottie, Fizzy, a to Daisy i Fibi. – powiedziała najstarsza. – Mam lalkę, która nazywa się Oliwia – powiedziała jedna z dwóch najmłodszych dziewczynek. – O to świetnie, pokażesz mi ją potem? – zapytałam z uśmiechem. – Pewnie, że pokażę. – odpowiedziała. – A ja pokaże ci mój pokój! – Ale ja najpierw – Nie bo ja! – zaczęły się kłócić między sobą. – Spokojnie dziewczynki – powiedziałam – zobacze wszystkie pokoje i pobawimy się w coś razem. – Ale super – powiedziały obie. – Dziewczynki wystarczy, zamęczycie nam gościa – powiedział męski głos. – Dzień dobry jestem Mark i jestem tatą Louisa. – Wstałam z krzesła i podałam mu rękę. – Dzień dobry – odpowiedziałam. Mama Louisa przyniosła jedzenie do stołu i usiadła z nami. Byłam mega głodna, ale tak zestresowana, że nie mogłam niczego przełknąć. Trwało to jednak tylko moment, bo już po chwili czułam się jak u dobrych znajomych. Loui ma cudowną rodzinę. Wszyscy byli ze sobą zżyci i było widać, że bardzo się kochają. Aż zrobiło mi się smutno. Nie widziałam mojej mamy, taty i siostry już od 3 miesięcy. Dzwonię do nich co dwa dni, ale to nie to samo. – Może opowiesz nam coś więcej o sobie, wiem, że nie jesteś z Wielkiej Brytanii. Jak ci się tu żyje samej? Przyzwyczaiłaś się już do tutejszego klimatu? – zapytała mama Louisa. – Tak, nie urodziłam się tutaj, pochodzę z Polski. Mieszkam tu dopiero od 2 lat. Z początku było naprawdę ciężko. Nikogo tutaj nie znałam, byłam zupełnie sama. Inny język, inne życie. Brakowało mi rodziców i siostry. Dalej mi ich brakuje. Mieszkam sama. To akurat plus, bo czasem lubię być sama, ale czasem brakuje mi osoby do której mogłabym otworzyć buzię. A klimat, to wybaczcie mi, ale jest okropny! Ciągle tu leje i jest tak ponuro. Ale kocham to miasto. Przepraszam, rozgadałam się. – Nic się nie stało, przecież sama cie wypytywałam – powiedziała mama Lou. – To co możemy iść się pobawić? – zapytała jedna z bliźniaczek. – Jasne, ale zejdźcie za chwilę na deser – odpowiedział tata Mark. – Chodź Oliwia. – jedna z dziewczynek podeszła do mnie, złapała mnie za rękę i  prowadziła za sobą. To było naprawdę słodkie. Weszłyśmy po schodach do góry i dziewczynki otworzyły białe drzwi z napisem: POKÓJ KSIĘŻNICZEK. Weszłam do środka. Stały tam dwa białe łóżka w różowe kwiaty i taka sama szafa oraz komoda. Wszędzie było mnóstwo zabawek. Usiadłyśmy na podłodze, dostałam kartkę i kredki, dziewczynki mówiły mi co mam rysować, a ja spełniałam ich prośby. Bardzo podobały im się moje rysunki. Umiałam rysować. W końcu chodziłam do szkoły o tym kierunku. Świetnie się bawiłyśmy. Dziewczynki opowiadały mi co robiły w przedszkolu i też coś dla mnie malowały. Podniosłam głowę, a w drzwiach stał uśmiechnięty Lou, a obok niego Hazza. Nawet nie zauważyłam kiedy przyszli. Chłopcy weszli do pokoju i usiedli obok siebie na łóżku. Harry podniósł z podłogi jeden z moich rysunków. – Wow, świetnie malujesz. Nie wiedziałem, że masz taki talent. – Akademia sztuk pięknych zobowiązuje – uśmiechnęłam się cwaniacko. – Dobra dziewczyny moje idziemy na dół, mama już przygotowała deser, a potem muszę odwieźć Oliwię do domu. – powiedział Louis, a dziewczynki posmutniały. – Nie Louisiu, niech jeszcze zostanie, będziemy się bawić, a potem może spać u nas. U mnie w łóżku – powiedziała jedna, a ja zaczęłam się śmiać. To naprawdę urocze dziewczynki – Chętnie bym została, ale muszę iść jutro do szkoły – powiedziałam i pogłaskałam je po głowie. – Do szkoły? W niedziele? – zdziwiła się jedna. – Tak to taka szkoła, że trzeba chodzić w niedziele. – odpowiedziałam. – Ale głupia, już lepiej chodzić do naszego przedszkola. Szkoda, że jesteś taka duża, poszłabyś z nami. – Dobra dziewczynki chodźmy już – przerwał nam Lou. Wstałyśmy z podłogi i wróciłyśmy do jadalni, gdzie na każdego czekał już pucharek z lodami. Usiedliśmy do stołu. Dziewczynki cały czas opowiadały swojej mamie, że chodzę do szkoły w niedzielę i że narysowałam im piękne obrazki. – Skończyłam swój deser. Harry i Lou zdążyli w tym czasie zjeść po dwie porcje. – Dziękuję bardzo, za obiad i deser. Harry miał rację, świetnie pani gotuje. – uśmiechnęłam się miło. – To ja się cieszę, że smakowało. – Dobra to pojadę już odwieźć Oliwię, bo zaraz zaśnie przy stole. Dziś w ogóle nie spałaś. Harry jedziesz z nami? – zapytał Louis. – Czy ja wiem, nie chcę przeszkadzać. – odpowiedział – Nie będziesz przeszkadzać, prawda Oli? A jeśli zaczniesz to gdzieś po drodze cię wyrzucimy w krzaki – zaczął się śmiać. – Nie mam nic przeciwko – w sumie trochę mnie zdziwiło, że Lou chce zabrać Hazzę, ale naprawdę nie przeszkadzało mi to. Pomimo tego co jakiś czas temu mi nagadał, dalej bardzo go lubiłam. Poszłam jeszcze z Louisem na górę, do jego pokoju, bo zapomniał portfela i dokumentów. Harry czekał na nas na dole. Jego pokój był dość wielki. Pod oknem stało ładnie zasłane łóżko, a pod ścianą komoda i malutka meblościanka w kolorze ciemnego brązu. Na środku stał niewielki szklany stoliczek i dwa czarne fotele. Na wspomnianej wcześniej meblościance Lou miał poustawianych masę ramek ze zdjęciami. Nawet były dwa na których byliśmy razem. – Ok, mam wszystko, idziemy? – przerwał moje zwiedzanie Louis. – Idziemy – odpowiedziałam i zeszliśmy na dół. Przy drzwiach stał już gotowy do wyjścia loczek i cała rodzina miśka, która z nim o czymś dyskutowała. Rodzice Louisa podali mi dłoń na pożegnanie, a ja schyliłam się, aby pożegnać się z dziewczynkami. Przytuliły mnie obie i pocałowały w policzek. Starsze tak jak rodzice podały mi rękę – Do widzenia, dziękuję za wszystko! – powiedziałam jeszcze w progu – Cześć Oliwia! – zawołały bliźniaczki. – Pa, pa słoneczka! – pomachałam im. Wsiedliśmy do auta i odjechaliśmy.
________________________________________________
dziewczyny moje cudowne, proszę, nie piszcie, że Was olewam.
To nieprawda. Po prostu nie zawsze mam czas, aby szybko
napisać coś nowego, ale bardzo się staram. Dla Was moje drogie!
Love You  ♥ ♥ ♥