Od tygodnia jestem już w domu. Po 3 dniach bacznej obserwacji w szpitalu zostałam z niego wypuszczona. Już wszystko jest w porządku, mogę oglądać telewizję i cieszyć się życiem. Czasem wieczorami pobolewa mnie głowa i muszę trochę bardziej na siebie uważać, nie przemęczać się i takie tam. Viktoria dzwoni do mnie codziennie. Chłopaki również. Za półtorej tygodnia wracają do Londynu. Louis niby się z tego cieszy, ale ma ostatnio sporo zmartwień. Najpierw ta historia ze mną, a teraz jego rodzice, którzy przeżywają kryzys małżeński i ciągle się kłócą. Mam nadzieję, że pogodzą się ze sobą, bo wiem ile dla Lou znaczy pełna rodzina. Maciek odwiedza mnie co drugi dzień. Przynosi mi owoce, soczki i bardzo o mnie dba. Ma wyrzuty sumienia, że ten wypadek to jego wina i stara się jak najbardziej umilić mi okres rekonwalescencji. Jeszcze nie przebukowałam daty na bilecie do Anglii. Wylot za niecałe dwa tygodnie, ale nie wiem kiedy wrócę do Londynu. Tęsknię za chłopakami i Viki, bardzo chciałabym ich zobaczyć, ale szkoda mi opuszczać rodzinę i Maćka.

Początek weekendu, blisko 2 tygodnie od mojego wypadku. Mam już dość siedzenia w domu i nic nierobienia. Rodzice zabraniają mi wszystkiego. Najchętniej zawinęliby mnie w folię bąbelkową i robili za mnie wszystko, abym tylko była bezpieczna. Dziś postanowiłam ruszyć pupę z leżaka i umyć tacie samochody. Trochę ruchu mi nie zaszkodzi i wreszcie zrobię coś pożytecznego. Właśnie kończyłam szlifować pierwszy samochód, gdy pod mój dom przyjechał bus z przesyłką. – Dzień dobry! Szukam… pani… Oliwii Saltin – powiedział miły pan czytając moje nazwisko z listy – Salkin, to ja. – poprawiłam go – Ah tak przepraszam, Oliwia Salkin, przesyłka dla pani, proszę – powiedział podając mi ładnie zapakowane pudełko, podpisałam się na liście potwierdzającej odbiór przesyłki obok swojego nazwiska. – Dziękuję panu bardzo, do widzenia! – Ja również dziękuję, do widzenia!  – Bus odjechał, a ja od razu usiadłam na schodach przed domem i zaczęłam rozpakowywać przesyłkę. Delikatnie rozerwałam czerwony papier i otworzyłam pudełko. Zaczęłam wyciągać to co było w środku: M&Msy, jakąś różową kopertę i… bilet na koncert One Direction! Nawet nie oglądałam co było dalej, tylko od razu złapałam za kopertę, szybko ją otworzyłam i wyjęłam z niej list. Tak dawno nie dostałam żadnego. Od razu poznałam te pismo, należało do Louisa. „Cześć Marcheweczko! Mam nadzieję, że czujesz się lepiej. W sumie to wiem, że czujesz się lepiej, bo właśnie skończyłem z Tobą rozmawiać przez telefon. Za kilka dni lecimy do Berlina i tam zostaniemy na jakiś czas. Geografia to nie jest moja mocna strona, ale wiem, że Niemcy graniczą z Polską i leci się tam niecałą godzinkę. Ostatnio wspominałaś, że jeszcze nie słyszałaś nas na żywo… to takie smutne :-(  dlatego wysyłam Ci bilet na lot do Berlina, adres hotelu w którym się zatrzymujemy, oraz UWAGA bilet na koncert najlepszego zespołu świata: 1D! :)) Do biletu rozłączona jest smycz z identyfikatorem, przez co możesz wejść za kulisy sceny. To mega okazja, dlatego liczę na ciebie! Wszystko jest zarezerwowane i zapłacone, tylko wsiadaj do samolotu. Czekamy! Tęsknię za tobą! —> Twój <— taaaak tylko Twój Louis :)) PS. WIADOMOŚĆ OD CHŁOPAKÓW: Oli czekamy na Ciebie i nie możemy się doczekać kiedy się zobaczymy. Natürlich in Deutschland! Taaak, umiemy już kilka słów po niemiecku ;) więc: Wir lieben Dich Baby! Auf Wiedersehen Schatz! buziaki :* Harry, Zayn, Nialler i Liam” Druga część była pisana pismem Hazzy. Uśmiechałam się do kartki, oglądając narysowane przez chłopaków rysunki i czytając jeszcze raz ten cudny list. Spojrzałam też na identyfikator, było na nim moje uśmiechnięte zdjęcie, imię nazwisko i rodzaj wykonywanej pracy: Osobista masażystka Louisa Tomlinsona. Parsknęłam śmiechem pod nosem. Złapałam za telefon i zadzwoniłam do Viki – Cześć kochana, co tam! – Cześć Oliwa! Waśnie miałam do ciebie zadzwonić, dostałam wczoraj paczkę od chłopaków z zaproszeniem na koncert. Do ciebie też już doszła? – pytała podekscytowana – Tak, tak doszła… – ale się cieszę! Lecimy do Berlina! Jutro! – Jutro? Jak to jutro? – zapytałam zdziwiona i dopiero wtedy zobaczyłam, że bilet jest na jutro. -  Super, że tak szybko co? Już jutro się spotkamy i naszych chłopaków również!  – Przepraszam Viki, ale na mnie nie licz. Nigdzie nie lecę, nie czuję się jeszcze na siłach. – No coś ty? – zapytała Viki smutnym głosem – Ale to tylko krótki lot Olii, nie daj się prosić… zaopiekuję się tobą – Przepraszam Viki, ale nic z tego nie będzie. – Szkoda, ale nie naciskam – Musze kończyć i zadzwonić do Louisa. Trzymaj się mała. – Ty też, uważaj na siebie pa! – Następnie wybrałam numer Louisa – Cześć marcheweczko! Czyżbyś dostała przesyłkę od nas? – powiedział wesoło – Tak, dziękuję bardzo, zaraz biorę się za cukierki! – Za jakie cukierki? Bierz się za walizkę, masz mało czasu, wylot już jutro. – Właśnie Lou, ja.. dziękuję za zaproszenie, ale niestety nie mogę przylecieć do Niemiec. Nie czuję się jeszcze na siłach, poza tym obiecałam rodzicom, że pomogę im w czymś. – Nie, Oli… Proszę, tylko nie to… – powiedział smutnym głosem – Przepraszam Lou, nie dam rady przylecieć. Może innym razem. – Ale mi smutno. Ale skoro nie możesz to trudno… Muszę kończyć, właśnie podpisujemy płyty i musiałem udawać, że strasznie chce mi się siku, żeby uciec do ubikacji i móc z tobą porozmawiać. Trzymaj się, tęsknię – Buziaki Lou – Buziaki, lubie to! Pa!  – zaśmiał się. – Pa! – odpowiedziałam uśmiechnięta. Nie zdążyłam odłożyć telefonu od ucha, gdy podszedł do mnie Maciek. Byłam tak pochłonięta rozmową, że nawet nie zauważyłam kiedy przyjechał – Cześć piękna, z czego się tak cieszysz? – powiedział i przytulił mnie na przywitanie – Cześć, a cieszę się, bo lecę jutro do Berlina. – Do Berlina? – zdziwił się i usiadł obok mnie na schodach – No wiesz takie miasto w Niemczech. Ściślej mówiąc stolica i największe miasto Niemiec, 3,5 mln populacji… – dobra, dobra przecież wiem co to Berlin, nie rób ze mnie idioty – zaśmiał się – Po co tam lecisz? I czy to ma związek z tą przesyłką? – wskazał na leżące obok mnie pudełko, z którego wyjadałam M&Msy. – Tak, chłopaki wysłali mi bilet na koncert i na lot do Niemiec – Chłopaki czyli ci Brytyjczycy…? – Tak, dokładnie oni. – odpowiedziałam – Ale wracasz potem do Polski? – zapytał patrząc na mnie smutnym wzrokiem – Tak, lecę tam tylko na weekend, no stress Maciek – uśmiechnęłam się do niego i poczęstowałam cukierkami, chłopak odwzajemnił uśmiech. Pomógł myć mi drugi samochód taty, a później umyliśmy także jego auto. – Hmm… nie wiedziałam, że ten samochód jest czarny… zawsze był taki skurzony, myślałam, że jest szary. Swoją drogą, to nie wiem, jak mogłeś mnie wozić po mieście takim brudnym wozem. Jak ci nie wstyd chłopczyku? – zrobiłam zniesmaczoną minę, a później zaczęłam się śmiać – Moje auto zawsze brudne!?? Ooo nie. Możesz mówić źle o mnie, ale nie o moim wozie. Przeproś! – zażartował – Chyba śnisz! To ty przeproś, za to, że musiałam nim jeździć – Dobrze ci radzę, przeproś, bo inaczej… – co mi zrobisz? Już się boję! – Sama tego chciałaś – Maciek chwycił wąż ogrodowy i oblał mnie całą zimną wodą. Jakoś udało mi się wyszarpać mu szlauch z rąk i teraz to ja nie zostawiłam na nim suchej nitki. Bawiliśmy się jak dzieci, byliśmy cali mokrzy. Później siedzieliśmy cały dzień na słońcu, aby trochę wyschnąć. Gdy Maciek odjechał, od razu poszłam pogadać z rodzicami o moim wypadzie do Berlina i zaczęłam pakować walizkę. Nie mam serca, wiem o tym. Okłamałam Lou i chłopaków oraz Viki, ale tylko dlatego, że chcę im zrobić niespodziankę i zobaczyć jutro ich głupie miny. Tak bardzo się cieszę, że się spotkamy. Muszę tylko dokładnie obmyślić plan działania na jutro: co i jak mam zrobić, żeby nie spotkać się z nimi na lotnisku, ani nigdzie wcześniej tylko na samym koncercie, gdzie zostawić bagaże i jak dostać się niezauważona do sali koncertowej. Mam na to całą noc, coś się wymyśli. Już nie mogę się doczekać, jutro czeka mnie ekscytujący dzień!
___________________________________________________
Hejj gwiazdy! Chciałam Wam tylko napisać, że moja impreza
wyszła super, ale niestety nie byłam tak pijana jak Hazza,
bo wszyscy pili drinki, tylko ja i kolega piliśmy z kielona,
ale on też był słabym zawodnikiem, więc niestety mega
bani nie było :( hehe :P chyba się starzejemy… na moich
19 urodzinach była taka impreza, że ja poszłam spać o 1:30,
bo byłam już „słaba”, a goście dalej się bawili… a w tym roku
kulturka, drineczki, nikt nie wymiotował, ani nie rozbijał
szklanek tak jak na wspomnianej 19 (buziaki Moniu;*)
Ale pomimo tego impreza była ekstra i dostałam TYYYLLLEE
kwiatów :D ahh, są piękne! może następnym razem wstawię
Wam ich fotkę, jeśli będziecie chciały :)

jeszcze jedno ogłoszenie: ehh… nie wiem jak teraz będzie
wyglądała częstotliwość dodawania postów na blogu…
pracuję od 9:00 do 17:00, więc budzę się o 8:00, a wracam
o 17:30. Moja mamuśka wyjechała na kilka tygodni do pracy
więc muszę też coś od czasu do czasu ugotować jakiś obiad,
ogarnąć dom, a wieczorami zająć się moim chłopakiem ;)

będę się starała dodawać rozdziały jak najczęściej, ale nie
obiecuję, że będą się pojawiać każdego dnia. Mówię Wam
o tym z góry, bo nie chcę, żebyście były rozczarowane.
Ale walnęłam litanię :P
Buziaki! :**  ♥