Piosenkę „I wish” w dużej części śpiewał sam Harry. Robił to z takimi emocjami, z jego twarzy można było odczytać takie uczucia jak smutek, żal, rozpacz, bezradność… Śpiewał to tak jakby słowa tej piosenki oddawały jego stan emocjonalny i sytuację w jakiej się znajduje. Kto wie, może śpiewał tą piosenkę z myślą o Louisie? Nieważne, bo dzięki tym emocjom była ona prawdziwa  i słuchało się jej z ciarkami na plecach i łzami w oczach. Chłopaki zaśpiewali jeszcze kilka piosenek i zeszli ze sceny, jednak nie zamienili z nami nawet jednego słowa, bo biegli się szybko przebrać. Na scenę zaczęto wnosić stół, krzesła, piękny biały obrus, zastawę… hmm ciekawe co oni znowu wymyślili. – Co tam? – zapytał znienacka Louis. Był elegancko ubrany, miał białą koszulkę, a na niej swoje ulubione szelki. Zaraz za nim przyszedł Liam. Podszedł do Viki i czule pocałował. Wyglądali słodko – To ja się pytam co tam? Co znowu wymyślicie? – Zobaczysz – uśmiechnął się tajemniczo. Znowu ten uśmieszek, chyba powinnam uciekać. – Dobra Lou, chłopaki już idą, są gotowi. Wchodzimy – powiedział Liam. Lou puścił mi tylko oczko i razem z Li wyszedł na scenę. W tym czasie podeszła do nas pozostała trójka. – Haroldzie, jaki z ciebie elegancik. Świetnie wyglądasz – powiedziałam i poprawiłam mu muszkę, a on teatralnie uniósł głowę ku górze okazując swoją wyższość. Po czym uśmiechnął się pięknie – Dziękuję i cieszę się, że się podoba. Zapraszam – powiedział i podniósł łokieć tak, abym mogła go złapać pod rękę. Złapałam go w żartach i uśmiechnęłam się unosząc wysoko głowę, jak prawdziwa dama. Harry złapał mnie mocno i zaczął iść w stronę sceny – Co ty robisz? Nie, stój, nie chcę! – wołałam, ale on dalej ciągnął mnie na scenę. Przede mną szła spokojnie Viki prowadzona przez Zayna. – Zabiję cię – popatrzyłam z byka na Hazzę i szłam potulnie jak baranek, a on popatrzył na mnie z miną zwycięzcy. Gdy wyszliśmy na scenę wszyscy zaczęli bić brawo, Harry odsunął mi krzesło, usiadłam na nim, a on delikatnie dosunął je do stołu. Obok mnie siedziała Viki. Czyli tak się bawimy panie Styles? Okej. Harry zaczął śpiewać pierwsze wersy piosenki „I want”. Stał kilka kroków obok węższej części stołu. Bez namysłu wstałam z miejsca. Viki popatrzyła na mnie pytająco. Teraz, albo nigdy! Zrobię coś szalonego. Stanęłam przed Harrym, on ciągle śpiewał swoją zwrotkę, był zmieszany, ale udawał, że to zaplanowana część koncertu. Złapałam go delikatnie za kołnierz marynarki, spojrzałam głęboko w oczy i podchodziłam coraz bliżej niego, aż wreszcie zaczął się cofać patrząc na mnie bezradnie w wielkim szoku. O to mi chodziło. Szliśmy tak kroczek po kroczku, gdy Harry uderzył w blat stołu i zatrzymał się. Teraz nie miał już gdzie uciec. Uśmiechnęłam się szatańsko i dalej podchodziłam do niego i w tym momencie on zrobił coś czego nie przewidziałam. Podniósł mnie, szybko obrócił i posadził na stole. Stał bardzo blisko mnie, objął mnie w talii i tym razem to on przybliżał swoją twarz do mojej i śpiewał „I want, I want, I want to be loved by you…” To było dziwne. A jeszcze dziwniejsze było to, że nawet mi się to podobało. Już dawno nie byliśmy w tak bliskim kontakcie. Ostatnio to chyba wtedy, gdy kręciliśmy teledysk i nagrywaliśmy jego solówkę. Ale tym razem patrzył na mnie inaczej niż na plaży. Ten błysk w jego oku, te zielone przenikające mnie z namiętnością oczy, tak jakby chciały powiedzieć: zróbmy to tu i teraz. Niee… trochę mnie ponosiosło, pewnie tylko mi się wydawało. Przecież to gej. To wszystko przez te opowieści Viki, głupieję. Harry uniósł triumfalnie brwi w górę. Louis podszedł do niego i pociągnął go za ramię, aby się ode mnie odsunął. Niby zrobił to w żartach, ale szarpnął go agresywnie. Popatrzył na Harrego z wyrzutem. Podszedł do mnie z pięknym uśmiechem jak gdyby nigdy nic i podał mi rękę. Zeskoczyłam ze stołu, Lou do końca występu trzymał mnie za dłoń, Hazza stał na drugim końcu sceny. Ja i Viki zeszliśmy ze sceny, chłopcy pożegnali się z fanami i dołączyli do nas – Stary co to było? – usłyszałam z daleka głos Louisa. Mówił do Harrego. Był zły – Nic, wygłupiałem się. Przecież wiesz, że bym ci tego nigdy nie zrobił. – Odpowiedział Harry półszeptem – Dobra cicho… Cześć dziewczynki i jak występ? – Zapytał z wielkim uśmiechem Lou – Jesteście najlepsi! – odpowiedziałam – My to wiemy – powiedział Zayn. – To teraz party! Juhu! – dodał wesołym głosem – Jakie party? Gdzie? – zapytałam zdziwiona – Jak to jakie? After party po koncercie. Możemy się schlać, jutro mamy wywiad dopiero popołudniu – oznajmił Niall.

Chłopaki są trochę zmęczeni, dlatego postanowiliśmy, że zabawimy się w hotelowej dyskotece. W sumie z tego co mówili chłopcy to bardziej taki club, albo pub, ale jest przyjemnie i można potańczyć. Pojechaliśmy do hotelu, i poszliśmy do swoich pokoi wziąć prysznic i przygotować się na imprezę. Viktoria zamieszkała z Liamem, chłopaki dwójkami, oczywiście w układzie Lou : Hazza i Niall : Zayn. Ja miałam cały pokój tylko dla siebie. Mieszkaliśmy drzwi w drzwi obok siebie. Wzięłam szybki prysznic, założyłam białą marynarkę, białą bokserkę, czarne skórzane spodnie i botki na szpilce również w kolorze czerni. Wyszłam na korytarz. Nikogo tam nie było. Zapukałam do drzwi pokoju Louisa i Harrego. Otworzył mi loczek, który zapinał guziki swojej białej koszuli. – Wejdź – powiedział. – Lou jest jeszcze w łazience, układa włosy – dodał i zamknął za mną drzwi. Weszłam do pokoju i zapukałam do drzwi łazienki – Lou mogę wejść? – zapytałam – Jasne, ale jestem nagi – Dobra, zachęciłeś mnie, wchodzę! – powiedziałam w żartach i weszłam środka. Louis właśnie kończył układać swoją fryzurę. Wyglądała jak schludny nieład. Bardzo schludny. Każdy kosmyk włosów był w miejscu starannie przemyślanym przez Lou. Pierwszy raz widziałam Louisa, który z taką dokładnością układał włosy. Zawsze nałożył na nie trochę gumy kosmetycznej, potrzepał je rękami, przerzucił na jedną stronę i gotowe. Dziś użył nawet lakieru do włosów. – Wow, Lou, jeśli o mnie chodzi, to naprawdę nie musisz aż tak bardzo się starać – zażartowałam – Oczywiście, że staram się dla ciebie. A tak poważnie to jakoś ostatnio przywiązuję większą wagę do wyglądu. Lepiej się czuję, gdy wiem, że dobrze wyglądam. Od kiedy jesteśmy bardziej sławni paparazzi nie dają nam spokoju. Gdy raz zobaczyłem swoje foto z rozczochranymi włosami z podpisem, że chyba zaspałem, albo zgubiłem prostownicę, zrobiło mi się trochę wstyd i od tego czasu dbam o włosy, albo noszę czapkę – powiedział uśmiechając się słodko i wzruszając ramionami. Okej, to było dziwne. Bardzo dziwne. To w ogóle jakiś pokręcony dzień. Moja zwykle święta Viki opowiada mi o scenach łóżkowych z Li, Harry patrzy na mnie nie jak gej, tylko jak hetero, a Louis zaczął przejmować się głupotami pisanymi przez portale plotkarskie. Chyba mam za spokojne życie w Polsce i za normalnych znajomych, bo zaczynam nie ogarniać tego co się tu dzieje. – Idziemy piękna? – zapytał Loui – Oczywiście – odpowiedziałam. – Harry jesteś gotowy? – zawołał Lou gdy wyszliśmy z łazienki. – Już idę – odpowiedział i dołączył do nas. Wyszliśmy na korytarz, zapukaliśmy do pokoju Zayna i Nialla, chłopcy byli gotowi, zaczęli już nawet coś pić w pokoju. Zapukałam do pokoju Viki i Liama. To nie był dobry pomysł, nikt nie otworzył – Oliwia, ja jestem… Zajęta jestem! Dojdziemy… yy to znaczy przyjdziemy do was później – zawołała przyjaciółka. – Okej – odpowiedziałam i zaczęliśmy się śmiać z chłopakami. Zeszliśmy na sam dół, praktycznie do piwnicy hotelu, bo tam znajdował się pub. Usiedliśmy do boksu, zamówiliśmy drinki. Po około pół godzinie dołączyli do nas Li i Viki. Ja siedziałam obok Louisa, coś było nie tak. Coś go gryzło, widziałam to. – Co jest misiek? – zapytałam z troską, a chłopak uśmiechnął się na dźwięk ostatniego słowa – Misiek, dawno tak do mnie nie mówiłaś – Ale to nie zmienia faktu, że coś jest nie tak. Coś się stało? Mi możesz powiedzieć wszystko – Chłopak zmarszczył czoło i wlepił wzrok w podłogę – Moi rodzice… – powiedział tylko – Nic się nie poprawiło? – Nie, jest coraz gorzej. Tata śpi na kanapie, mijają się. Nawet ze sobą nie rozmawiają. Wiesz, kiedy się jeszcze ze sobą kłócili, były w tym jakieś emocje, chcieli to ratować. Teraz mama mówi o nim jak o obcym człowieku. – Popatrzył na mnie smutnymi, szklącymi oczyma. Przełknął ślinę, spuścił na dół głowę i zamknął oczy. Naprawdę cierpiał. Wstałam z boksu i podałam mu dłoń – Chodźmy stąd – powiedziałam, chłopak uśmiechnął się lekko, posłusznie podał mi dłoń i razem wyszliśmy z pubu.