- Mogę cię o coś zapytać? – zapytałam leżącego obok chłopaka, który opierał głowę na moim ramieniu – Słucham skarbie – odpowiedział – Dlaczego jesteś taki zazdrosny o Harrego? No wiesz, wygłupiam się z wszystkimi chłopakami, ale nigdy nie zwracałeś na to uwagi. – Lou podniósł głowę, popatrzył na mnie smutnie i głośno wypuścił powietrze z płuc – Olii… Wydaje mi się, że ty coś do niego czujesz. Nie patrzysz na niego tak jak na pozostałych. Patrzysz na niego z taką czułością i troską… – chłopak wzruszył ramionami i spuścił wzrok w dół. Słysząc jego słowa usiadłam z wrażenia. Zaskoczył mnie i było mi głupio, że tak pomyślał – Lou skarbie, to nie tak – położyłam dłoń na jego policzku – Może masz rację, lubię Harrego odrobinę bardziej niż resztę chłopaków. Lepiej się z nim dogaduję, czuję się przy nim swobodnie i łączy nas jeszcze jedno – chłopak popatrzył na mnie pytająco – Obojgu z nas zależy na tobie najbardziej na świecie. Jesteś dla mnie najważniejszy, liczysz się tylko ty słońce. Przepraszam cię – Louis uśmiechnął się do mnie – Nie to ja przepraszam, nie wiem dlaczego tak pomyślałem. Ty też jesteś dla mnie wszystkim, cieszę się, że jesteś ze mną – pocałował mnie w usta i mocno przytulił. Położyłam policzek na jego ramieniu i gładziłam dłonią po plecach. Siedzieliśmy tak w ciszy, ciesząc się swoją bliskością, a przez moją głowę przelatywało milion myśli. Może Louis jest przewrażliwiony na punkcie Harrego? Przez cały czas loczek był zapatrzony tylko w niego, więc być może gdzieś w głębi duszy Lou jest zazdrosny o to, że on lubi także mnie. A może rzeczywiście czuję coś do Hazzy… nie, zauważyłabym to już dawno. Jasne, on i Lou spodobali mi się od razu, gdy tylko poznałam One Direction. Z początku nawet bardziej kręcił mnie Harry, pamiętam tą chwilę, gdy pozowaliśmy razem do zdjęcia i usiadłam mu na kolanach. Ah ten zapach, te ciało… ale to z Lou łączy mnie coś wyjątkowego, a z loczkiem łączą mnie relacje siostra : brat… Nie, to jednak inny rodzaj relacji. Gdy patrzę na Harrego widzę mega przystojnego kolesia z czarującymi oczami, idealnym ciałem, pięknym głosem i wspaniałym charakterem, to by było trochę chore, gdybym patrzyła tak na brata. W każdym razie jak każda dziewczyna widzę w nim seksownego faceta, ale przede wszystkim najlepszego przyjaciela i podporę mojego Louisa. Między innymi z tego powodu nigdy, ale to przenigdy nie spojrzę na niego jako obiekt westchnień. Zresztą jest gejem więc nie mam się czym martwić. Z przemyśleń wyrwał mnie dźwięk dzwonka do drzwi – Nie otwierajmy – szepnął mi do ucha Lou, który dalej wtulał twarz w moje ramię – Masz rację, udawajmy, że nas niema – skończyłam tylko wypowiadać to zdanie, a dzwonek znów się odezwał. Gość za drzwiami był nachalny, zaczął głośno stukać w drzwi – A jeśli coś się stało? Idę sprawdzić – Idę z tobą – odpowiedział chłopak i wyszedł ze mną do przedpokoju, spojrzałam przez oczko w drzwiach. – To twoja mama – zwróciłam się do Louisa. Chłopak mocno się zdziwił, jego twarz posmutniała. Przekręciłam zamek w drzwiach i otworzyłam je – Dzień dobry – powiedziałam miło – Dzień dobry. Wiem, że mój Lou jest u ciebie. Mogłabym z nim porozmawiać? – spojrzałam w bok na Louisa, który krył się za drzwiami, skinął twierdząco głową – Proszę bardzo – Dziękuję – odpowiedziała i weszła do środa – Lou, synku – od razu podeszła do chłopaka i mocno go przytuliła – Przepraszam cię, naprawdę bardzo cię przepraszam – mówiła, a łzy spływały po jej policzku. Louis z trudnością powstrzymywał się od płaczu. – Porozmawiamy? – zapytała, na co Lou bez słowa skinął głową. Wszedł do salonu, za nim jego mama. – Zrobić wam coś do picia? – Nie dziękujemy, damy sobie radę – odpowiedział chłopak – W razie czego będę w sypialni, porozmawiajcie spokojnie – Dziękuję – w odpowiedzi uśmiechnęłam się tylko do Louisa i poszłam do swojej sypialni. Położyłam się na łóżku. Cieszę się, że Jane przyszła porozmawiać z synem. Lou jest bardzo rodzinny i źle znosi rozłąkę z bliskimi, myślę, że wreszcie wytłumaczą sobie wszystko i nie będzie między nimi więcej nieporozumień. Kątem oka spojrzałam w prawo, na stojący obok łóżka stoliczek nocy. Leżał na nim mój Iphone i mrugał wesoło zwiastując tym, że ktoś próbował się ze mną skontaktować. Próbował, świetnie powiedziane. Od kiedy jestem w Londynie i mieszka u mnie Lou nie spoglądałam na telefon. Ups, mama dzwoniła siedem razy, miałam dać jej znać jak wyląduje w Anglii. Nawet nie sprawdzam dalej tylko od razu naciskam zieloną słuchawkę – Halo Oliwia? Dlaczego się nie odzywasz dziecko! – zawołała mama – Cześć, sory mamo, nie miałam do tego głowy, byłam mega zajęta, za mną trzy zakręcone dni – A jak tam Louis? Wszystko w porządku? – Tak wszystko okej, na razie mieszka u mnie, teraz właśnie rozmawia ze swoją mamą. Zobaczymy co z tego wyniknie – Mówisz mieszka u ciebie…. – przerwała nagle – No, tak… – Czyli? – zapytała ciekawskim tonem – Czyli co? – Dobrze wiesz o co mi chodzi. Jesteście znowu parą? – Mamo… – Czyli jesteście? – dopytywała dalej – Tak mamo, jesteśmy – O to świetnie! – ucieszyła się – To naprawdę fajny chłopak, uwielbiam brytyjski akcent, to takie seksi! – Mamo przestań! – zaśmiałam się – Oliwia, mam nadzieję, że się zabezpieczacie, jestem jeszcze za młoda na bycie babcią – Mamo! – przerwałam jej – Zabezpieczacie się? – Muszę kończyć – ucięłam – Oliwia, ale… – Pa mamo, pozdrów tatę, kocham was! – My ciebie też! – Rozłączyłam się. Uff, co za kobieta! Co to w ogóle za pytania? Dlaczego nie mogę mieć normalnej matki dla której seks jest tematem tabu? Jeszcze chwila, a zaczęłaby mnie wypytywać czy jest dobry w te klocki. Dobra, oglądamy dalej historię nieodebranych połączeń na moim telefonie: Viki, mama, Viki, Viki, Viki, mama, Maciek… O mój boże, zapomniałam o nim! Dzwonił do mnie ponad dwadzieścia razy. Przykładam telefon do ucha. Pierwszy sygnał, drugi. Stop. Czerwona słuchawka. Naciskam ją kilka razy, aby upewnić się, że połączenie zakończono. Dzwonię do niego, ale nie mam pojęcia co mam mu powiedzieć. Może „Cześć Maciek, olałam cie, bo znowu chodzę z Louisem, a ogólnie to ładna pogoda w Londynie” Brutalne, ale jakby na to nie patrzyć tak właśnie się zachowałam. Olałam go i źle się z tym czuję. Idę na żywioł. Muszę go usłyszeć, powiedzieć cokolwiek. Cokolwiek? Co ja bredzę! Muszę powiedzieć mu prawdę, przynajmniej to mu się należy. Zielona słuchawka i nerwowo przykładam telefon do ucha. Pierwszy sygnał, drugi, trzeci…