- Oliwia? – usłyszałam zasapany głos – Cześć Maciek – Cześć! Przepraszam, że nie odbierałem, ale jestem na planie. A tak w ogóle to martwiłem się o ciebie! Nie odzywasz się, nie piszesz, nie dzwonisz. Odchodziłem od zmysłów – mówił zdenerwowany – Przepraszam, ale tyle się działo, że w ogóle zapomniałam o istnieniu telefonów – I o moim też… – powiedział smutno – To nie tak Maciek, przepraszam – Nic sie nie stało, masz swoje problemy i swoje życie – Którego ty jesteś częścią – Chyba byłem – Nie mów tak, proszę, przepraszam cię… – było mi strasznie przykro, że zachowałam się tak względem Maćka – Nic się nie stało Olii, rozumiem, byłaś zajęta. Właśnie, jak sprawa z gwiazdorkiem? – Z Louisem wszystko okej, jeśli o niego pytasz. – Tak o niego, opowiadaj dokładnie moja superhero jak uratowałaś mu życie – zażartował, a ja uśmiechnęłam się sama do siebie. Wreszcie usłyszałam wesoły ton jego głosu: taki do jakiego byłam przyzwyczajona. – Hmm… od czego zacząć opowiadać ten mój bohaterski wyczyn… – Najlepiej od początku – Okej, więc przyleciałam do Londynu, dzwoniłam do niego, ale padł mu telefon. Wiedziałam tylko, że jest w jakimś parku. Louis kocha London Eye, więc z znalezieniem go nie było problemów. Spał na ławce w cieniutkiej bluzeczce, a było może z dziesięć stopni powyżej zera. Obudziłam go i poszliśmy do mnie. Ot i cała historia – zakończyłam – Spał u ciebie? – zapytał Maciek, a po jego radosnym tonie głosu nie było już śladu – Tak – odpowiedziałam tylko – Mieszka u ciebie? – Ehh, nie będę cię okłamywać… tak mieszka u mnie. Ale właśnie rozmawia z swoją mamą więc może wróci do rodzinnego domu. – Czekałam na jakąkolwiek odpowiedź, ale głos po drugiej stronie milczał – Halo Maciek, jesteś tam? – zapytałam niepewnie – Tak jestem, myślę… Oliwia, czy mogę cię o coś zapytać? – Proszę pytaj – Tylko obiecaj, że powiesz prawdę. Czy wy, to znaczy ty i Louis jesteście znów parą? – I stało się, wiedziałam, że padnie to pytanie, wiedziałam też, że muszę powiedzieć mu prawdę, tylko jak to zrobić? W moim gardle rośnie kluska, serce wali jak młotem, a głos ugrzązł gdzieś w płucach i nawet myśli się wydostać – Oliwia? – usłyszałam smutny głos – Nie chciałam ci tego mówić przez telefon, wolałabym porozmawiać z tobą w cztery oczy, ale tak, jesteśmy znowu razem – wypuściłam głośno powietrze z płuc. W tym momencie do pokoju wszedł Louis. Przyłożyłam sobie wskazujący palec do ust, rozkazując mu tym zachować ciszę. Chłopak skinął głową i usiadł obok mnie na łóżku – Szczerze powiedziawszy tego właśnie się spodziewałem, ale w głębi serca miałem jednak nadzieję, że wrócisz do polski, do mnie – Przepraszam Maciek – rozmawialiśmy po polsku, ale na dźwięk wypowiedzianego przeze mnie imienia Louis popatrzył na mnie, przymrużył oczy i skupił się, aby zrozumieć o czym mówię – Nic się nie stało. Zdecydowałaś już kto jest dla ciebie ważniejszy. Jest mi przykro, ale nic na to nie poradzę, klamka zapadła. – Ale chyba będziemy utrzymywać ze sobą kontakt? Zależy mi na tym – Nie wiem, to dla mnie naprawdę trudne. Przepraszam Oli, nie chcę… to znaczy nie mogę dłużej rozmawiać – mówił łamiącym się głoswm – Czekaj nie rozłączaj się! – Cześć Oli – powiedział tylko i natychmiast się rozłączył nie czekając nawet na moją odpowiedź. Patrzyłam tępo przed siebie i odłożyłam telefon od ucha – Cześć – odpowiedziałam półszeptem dalej martwo spoglądając na stojącą przede mną meblościankę. – Oli, what’s going on? You’re sad, I see it. What does it mean ‚cześć?’ – popatrzyłam w bok, na siedzącego obok mnie Louisa. Spoglądał na mnie zmartwiony – To znaczy żegnaj, ale w jego ustach to znaczyło żegnaj na zawsze – ścisnęłam mocno czoło ręką, zacisnęłam powieki i bezwładnie opadłam na łóżko – Powiedziałam Maćkowi, że jesteśmy parą – słysząc to Lou uśmiechnął się pod nosem, po czym od razu zrobił poważną minę. Złapał mnie za dłoń – Kochanie, wszystko będzie okej. To był dla niego szok, ale oswoi się z tym i wszystko wróci do normy. Chyba nie wierzysz w to, że ktokolwiek mógłby chcieć zerwać z tobą kontakt, tym bardziej on. Jesteś dla niego zbyt ważna, żeby zakończyć tą znajomość tak z dnia na dzień, więc głowa do góry – Dziękuję skarbie, od razu mi lepiej – usiadłam na łóżku i pocałowałam go w usta – Jak rozmowa z mama? Wszystko okej? – Nie mogę powiedzieć, że cokolwiek jest okej, bo rozstali się definitywnie. Tato wyprowadził się, ale to dobrze. Dziewczynki znowu odzyskały spokojny dom. – To dobrze, że nie muszą dłużej słuchać tych kłótni. Przywykną do tego, że nie ma taty w domu, są jeszcze małe – Tak masz rację. Wiesz, bardzo się za nimi stęskniłem. Wracam dzisiaj do domu, muszę się z nimi zobaczyć – Dobrze – odpowiedziałam wymuszając uśmiech i przytuliłam go mocno. Więc świetnie, Maciek się do mnie nie odzywa, Viktoria jest z Liamem, Lou wyjeżdża. Rozumiem, że chce się spotkać z rodziną i nie mam nic przeciwko, ale jest mi przykro, że zostanę sama. Cały wieczór spędzę na beczeniu w poduszkę, mam wyrzuty sumienia, że zraniłam Maćka. Na samą myśl, chce mi się płakać, automatycznie ściskam Louisa mocniej za szyję – Skarbie, co jest? – chłopak wypuścił mnie z uścisku i popatrzył na mnie zmartwiony – Nie nic, po prostu chciałam cię mocno przytulić. Idź się szykować do wyjazdu – starałam się uśmiechnąć się jak najbardziej szczerze i chyba się udało, bo Lou odwzajemnił go pokazując rządek białych zębów – Skarbie – powiedział prawie się śmiejąc – Głuptasku mój, chyba nie myślisz, że zostawiłbym cię tutaj samą. Jedziemy razem – Co? – zapytałam zdziwiona – No jedziesz ze mną. – Nie Lou, jedź sam. Na pewno chcesz spędzić trochę czasu sam na sam z rodziną, nie chcę przeszkadzać. – Olii, dziewczynki bardziej ucieszą się na twój widok niż na mój. Zresztą było by mi smutno bez ciebie, dla mnie ty również jesteś jak rodzina. What’s mine is yours to make your own – zacytował słowa swojej piosenki, na dźwięk których na mojej twarzy pojawił się wielki uśmiech – Więc zbierajmy się – powiedziałam i wstałam z łóżka – I to mi się podoba, grzeczna dziewczynka – Lou uśmiechnął się cwaniacko, stanął naprzeciwko mnie i objął mnie w tali – Niegrzeczny chłopczyk – pocałowałam go w usta i zaczęliśmy zbierać najpotrzebniejsze rzeczy. Wrzuciliśmy je wszystkie razem do czerwonej, podróżnej torby, zmieniliśmy ciuchy i wyszliśmy do salonu, gdzie czekała na nas Jane – Gotowi? – zapytała uśmiechając się miło – Gotowi – odpowiedział Lou. Zamknęłam mieszkaniem wrzuciliśmy torbę do bagażnika, wsiedliśmy do mojego samochodu. Louis prowadził, ja siedziałam obok, a z tyłu jego mama. Droga minęła nam bardzo szybko. – Home, sweet home – powiedział Louis, gdy po około godzinie jazdy parkowaliśmy na podjeździe, przed jego domem.