- Mama! Louis! – zawołały bliźniaczki i zaczęły biec w naszą stronę, gdy tylko otwarliśmy drzwi samochodu – Byłyście grzeczne? – zapytała Jane przytulając jedną z dziewczynek – Oczywiście mamo, ja umyłam dziś nawet kubek z którego piła Daisy – Świetnie kochanie – odpowiedziała i pocałowała córeczkę w czoło – Louis, tęskniłam za tobą bardzo – powiedziała druga dziewczynka, wskoczyła na ręce swojego brata i pocałowała go w policzek ściskając za szyję. Phoebe oczywiście nie mogła zostać z tyłu i od razu powtórzyła zachowanie siostry – Ja też tęskniłam! – powiedziała. Louis trzymał na rękach obie dziewczynki i czule je przytulał – Ja też za wami tęskniłem i przywiozłem wam dużo prezentów – Naprawdę? – zapytała Daisy, oczy oby dziewczynek rozbłysły, a na twarzach pojawiły się ogromne uśmiechy – Naprawdę – odpowiedział Lou – Przywitajcie się z Oliwią i biegnijcie na górę do mojego pokoju. Tam pod ścianą stoi moja walizka, otwórzcie ją w niej są prezenty dla was – dodał i dostawił dziewczynki na ziemi – Cześć Oliwia! – powiedziały obejmując mnie w pasie – Cześć słoneczka – odpowiedziałam, a one od razu spojrzały zniecierpliwione na Louisa – Biegnijcie na górę – powiedział z uśmiechem, a te z piskiem wbiegły do domu. Z Louisem przywitały się również Fizzi i Lottie. Obie starały się udawać niewzruszone i twarde nastolatki, jednak na ich twarzach było widać jak bardzo cieszą się na widok Louisa. Lottie przytuliła brata, Fizzy również uściskała go na powitanie – Już miałyśmy nadzieję, że się nie znajdziesz i będę mogła przejąć twój pokój – zażartowała starsza – Też miałam taką nadzieję – dodała młodsza – Cześć Oli – zwróciły się do mnie – Cześć dziewczyny – odpowiedziałam. – Dobra już dobra, nie podlizujcie się mojej dziewczynie to i tak wam w niczym nie pomoże – obie popatrzyły na niego pytająco – Kupiłem jednej te buty, a drugiej torebkę. To o co prosiłyście, ale nieważne, skoro tak się odzywacie do starszego brata to trudno. Sprzedam to na EBayu. – Powiedział Lou udając obrażonego, a dziewczynki zaczęły skakać w miejscu, piszczeć i wymachiwać rękami – Naprawdę kupiłeś mi buty Alexandra McQueena? – krzyczała Lottie – A mi jego torebkę! Nie wierzę! – dodała Fizzy – Tak, ale skoro nie cieszycie się na mój powrót to sprzedam je – Nie, nie nie!! Ani się waż! Kochamy cie Lou! – zawołała jedna z nastolatek, a chłopak wybuchnął śmiechem. Starsza zrobiła poważną minę i zwróciła się do brata – Louisie, wiedz, że mi i siostrze bardzo ciebie brakowało. Zostań z nami na zawsze – zrobiła smutną minkę i zatrzepotała słodko rzęskami – W moim pokoju w czarnej walizce – Juhuu! Dzięki! – wołały biegnąc w stronę drzwi wejściowych i zatrzasnęły je z hukiem – Proszę bardzo – powiedział Lou przewracając oczami – Oszaleję z tyloma babami pod jednym dachem. Dlaczego nie mam brata, albo chociaż nie jestem gejem. Chodziłbym na przykład z Harrym… hmm… miałbym seksi chłopaka – udał rozmarzonego – No wiesz! – uderzyłam go w ramię, a chłopak zaczął się śmiać i złapał ręką za bolące miejsce – Przynajmniej bijesz jak facet. Lepsze to niż nic. – Pokręciłam tylko głową przewracając oczami, a chłopak objął mnie ramieniem i pocałował w policzek – Żartuję kochanie – wyszeptał mi do ucha – Nie masz się o co martwić skarbie, nie jesteś jedynym facetem w tym domu – powiedziała Jane, a my spojrzeliśmy na nią zdziwieni. Czy to możliwe, że tak szybko znalazła sobie nowego mężczyznę? Sądząc po minie Louisa zadawał sobie to samo pytanie. Kobieta uśmiechnęła się widząc nasze zszokowane miny i wskazała na coś palcem. Podążyliśmy wzrokiem w kierunku który wskazywała. Ujrzeliśmy Harrego wychodzącego zza domu. W ręce trzymał miskę z chipsami, a w buzi miał ich jeszcze więcej niż w naczyniu. – Cze…, fuck! – zaczął strzepywać z białej koszulki kawałki chipsów którymi się opluł, przełknął te które miał w ustach i ponownie się odezwał – Cześć! – Zza rogu domu wyszli Liam i Viki uśmiechając się do nas pięknie machali wesoło – Hello! Co wy tu robicie? – zapytał Lou i zaczęliśmy się przytulać na przywitanie – Twoja mama nas zaprosiła. Mam nadzieję, że nie jesteś na nas zły. Pewnie wolałbyś zostać sam na sam z swoją rodziną – powiedział Daddy ze skruchą w głosie – No co ty?! Przecież wszyscy jesteśmy rodziną. Bez was czegoś by mi brakowało – odpowiedział miło Lou – Apropo braków… Gdzie Niall i Zayn? – zapytałam – Nialler wrócił do Irlandii, a Zayn… – Liam zaczął się rozglądać dookoła, popatrzył na mnie zrezygnowany i przewrócił oczami – Zayn! – zwołał dalej patrząc na mnie, po czym odwrócił głowę w stronę ogrodu – Przestań już! Choć się przywitać! – Nachyliłam się odrobinę w lewo, aby powiększyć sobie pole widzenia i dopiero teraz ujrzałam za domem ogromną trampolinę z której schodził uśmiechnięty czarnuszek – Vas happnin! – wołał wesoło z daleka – Cześć Zayn – odpowiedzieliśmy z Louisem. – Zayn, najpierw wywaliłeś dziewczynki z trampoliny, a teraz nawet się nie przywitasz z głową tego domu. Dzieciak! – zaśmiał się Harry – To co? One mają trampolinę na co dzień. Dajcie mi się pobawić, za moich czasów nie było takich sprzętów – skrzyżował ręce na piersiach udając obrażonego, po czym uśmiechnął się pięknie i przytulił mnie oraz Louisa na przywitanie – Robimy grilla. Chcecie wpaść? – zapytał z cwaniackim uśmieszkiem Hazza – Ja tu mieszkam, nie potrzebuję zaproszenia gówniarzu – odpowiedział Lou – Ale to mnie bardziej kocha twoja mama, prawda pani Jane? – spojrzał na kobietę – Oj chłopcy, chłopcy. Przepraszam Harry, ale to Lou jest moim oczkiem w głowie – powiedziała i przechodząc obok swojego syna pogłaskała go po głowie – Ale ciebie też kocham mały – zwróciła się do loczka, a ten uśmiechnął się triumfalnie – Idę przygotować sałatkę na kolację, widzimy się za chwilę – powiedziała i weszła do domu. Harry zrobił cwaniacką minę, wskazał na siebie palcem i powiedział – Kocham mnie, pewnie, że mnie kocha. Wszystkie mnie kochają – mówił zadowolony z siebie – Kretyn – zażartował Lou rozbawiony jego zachowaniem. – Tak, oczywiście, że wszystkie cie kochają. Szczególnie te mamuśki w podeszłym wieku jak Flack! – zażartował Zayn, a Lou i Li przybili mu piątki wychwalając jego dowcip – Aałł! Ale dowaliłeś! Dobre! – cieszył się Liam, ja tylko się uśmiechnęłam, bo nie bardzo wiedziałam o co chodzi – Walcie się – odpowiedział niezadowolony i lekko wkurzony Hazza. Zaczął iść w kierunku ogrodu, a my za nim. Znowu temat tej Flack. Ciekawe kto to taki? Chłopaki wspominali coś o niej, gdy byli u mnie w szpitalu, ale nie mówili nic konkretnego. Tylko tyle, że niby Harry spędził z nią noc i to w jej domu, a rano przyłapali go paparazzi. Chyba… Gdy impreza się trochę rozluźni zapytam chłopaków o co chodzi. Już nie mogę się doczekać, skręca mnie z ciekawości.

Usiedliśmy przy dużym, drewnianym stole. Obok nas na grillu smażyło się już mięso. Gadaliśmy sobie o głupotach, po około dwudziestu minutach dołączyła do nas Jane. W ręce niosła szklaną misę wypełnioną po brzegi sałatką. Mięso było już upieczone, tym razem tak naprawdę, nie tak jak wczoraj u Viki pół na pół. Mama Louisa zawołała dziewczynki na kolację. Lottie przyszła do ogrodu w szpilkach McQueena i zamiast jeść patrzyła na nie, Fizzy postawiła swoją torebkę na stolik, a bliźniaczki zamiast jeść mięso i sałatkę z talerza, wcinały słodycze, które miały pochowane w kieszeniach. Nie mogliśmy wytrzymać ze śmiechy widząc poczynania dziewczynek. Po około godzinie walki matka : córki, Jane oddała walkę walkowerem i pozwoliła dziewczynkom odejść od stołu. Wypiła z nami drinka, pożegnała się życząc udanej imprezy i wróciła do domu. Hazza poszedł z nią, bo musiał skorzystać z ubikacji. To jest ten czas! – Chłopaki, mam do was pytanie, tylko obiecajcie, że nie będziecie się śmiać, ani nikomu dogryzać? – zapytałam, a Liam, Zayn i Loui skinęli głową i zrobili wielkie oczy oczekując pytania – O co chodzi z tą całą Flack? Kto to jest? – Zayn parsknął śmiechem, a ja spiorunowałam go wzrokiem. Chłopak natychmiast zrobił poważną minę – Nie powinniśmy rozmawiać o Harrym, gdy niema go z nami – oznajmił zachowawczo Daddy – No nie bądźcie tacy. Powiedzcie chociaż… – O jest! – przerwał mi Zayn widząc Harrego wychodzącego z domu. O nie! Zaczynam panikować. Kopie mocno czarnuszka pod stołem, aby siedział cicho, ale to oczywiście nie pomaga – Ał nie kop, to boli! – pokręcił głową udając zniesmaczonego – Harry, bo Oliwia chce wiedzieć… – Zayn – popatrzyłam na niego błagalnym wzrokiem i pokręciłam lekko głową – Chce wiedzieć co? Jak już zaczęliście to pytajcie – wypuściłam głośno powietrze z płuc – Chciałam zapytać kto to jest ta cała Flack i o co z nią chodzi, ale twoi przyjaciele nie chcieli gadać o tobie za twoimi plecami. Przepraszam za moją ciekawość – Hazza stuknął się trzy razy ręką w czoło – Za tą akcję powinieneś się raczej stuknąć w czoło betonowym murem. Sory – Liam wzruszył ramionami – Ohh, skąd mogłem wiedzieć. Caroline Flack jest prezenterką telewizyjną – Ah tak już ją kojarzę – przerwałam mu – No, więc ogólnie chodzi o to, że po jednej z medialnych imprez na której odbieraliśmy nagrodę wyszliśmy razem i pojechaliśmy do niej… i spędziłem u niej noc, a rano pod płotem czaili się paparazzi. Nie mogłem czekać wiecznie w jej domu, musiałem wreszcie wyjść. Porobili parę zdjęć, wymyślili historyjkę o romansie i to jest właśnie cała historia – Na pewno cała…? – zapytał Liam – Tak cała – odpowiedział stanowczo Harry -  Czekaj, czekaj… Spędziliście razem noc… Ale jak to? To ty nie jesteś gejem? – Na dźwięk ostatniego pytania Harry wypluł drinka którego właśnie pił. Zakrztusił się i patrzył na mnie wielkimi zdziwionymi oczami. Siedzący obok Zayn klepał go po plecach i śmiał się wniebogłosy – Powiedziałam coś głupiego…? – zapytałam niepewnie – Głupiego? To było idiotyczne! – Zayn! – poprawił go Louis – To znaczy powiedziałaś coś zabawnego. Hazza i gej? To największy babiarz jakiego znam! Kobiety to całe jego życie! – dodał czarnuszek – To prawda Harry? – zapytałam – Znowu bez przesady, nie jestem kobieciarzem, ale wolę kobiety. Nie jestem gejem, za żadną cholerę. Nie – powiedział stanowczo – Skąd w ogóle ci to przyszło do głowy? – Sama nie wiem, ja.. nie wiem, przepraszam. – Rozumiem, że nasze fanki tak myślą, że ja i Lou tworzymy parę, ale ty chodzisz z tym głupkiem więc wiesz, że to nie prawda. – Tak wiem. Ale walnęłam gafę. Jeszcze raz sory Hazza – zaczęłam się śmiać sama z siebie – Spoko – odpowiedział loczek. Niby się śmiałam, ale wcale nie było mi do śmiechu. Mój cały światopogląd i tłumaczenia dziwnych zachowań Harrego legły w gruzach. Bo niby jak mam teraz interpretować jego zachowanie? Kiedyś myślałam, że to zazdrość o Louisa, ale teraz ta opowieść o Caroline i wiarygodne zapewnienia o nie byciu gejem. Jestem rozdarta.