Siedzieliśmy jak zamurowani, Harry dalej nie podnosił głowy. Patrzyliśmy na siebie wielkimi oczami, nie wiedząc jak się zachować. Ciszę przerwał Zayn – Dobra Harry, fajny żart, nabrałeś nas wszystkich, ale pamiętaj, że to Niall jest tym dowcipnym – Ale to nie żart, odchodzę z zespołu. – Odpowiedział Hazza, a z twarzy Zayna znikł uśmiech – Ale jak to odchodzisz? Dlaczego? – zapytał Liam, widać było, że nawet on, zazwyczaj spokojny chłopak zaczyna się denerwować – Mam swoje powody. Przepraszam, musicie mnie zrozumieć. Mam już dość sławy, piszczących fanek, rozłąki z rodziną, jeżdżenia po całej europie i występów… – Co ty chrzanisz chłopie? Ty kochasz scenę! Kochasz śpiewać! – Lou aż wstał z miejsca i nerwowo wymachiwał rękami – Już nie pamiętasz ile wysiłku, ile nerwów kosztowało nas dojście do sławy?! To nie ma dla ciebie żadnego znaczenia?! – krzyczał na Hazzę, a ten nie był w stanie nawet spojrzeć mu w oczy – Spokojnie Lou, usiądź – pociągnęłam go za rękę, chłopak posłusznie zajął miejsce obok mnie mocno ściskając moją dłoń. Jego ciało było tak napięte jak atmosfera w pokoju – Ma znaczenie Louis i dobrze o tym wiesz. Po prostu nie mogę już dłużej z wami występować. Ale jesteśmy już na tyle sławni, że dacie sobie radę beze mnie. Sorry chłopaki, nie wiem co jeszcze mogę dodać – Nie możesz nam tego zrobić… – Wyszeptał Niall, chłopak był w ciężkim szoku. – Jesteśmy drużyną, razem zaczęliśmy więc i razem będziemy musieli skończyć. – powiedział Liam – Miałem cie za przyjaciela stary, ale przyjaciele nie robią sobie takich świństw. Dlaczego z nami nie pogadałeś, tylko po prostu oznajmiasz nam, że odchodzisz? Dlaczego?! – zawołał zdenerwowany Zayn – Boli cię dzielenie się kasą z nami? Chcesz zacząć solową karierę wtedy wszystko zostanie dla ciebie? Jesteś żałosny – Zayn zaśmiał się nerwowo – Zayn, to nie tak, ja… – Wiesz co Harry, już nic nie mów, mam w dupie twoje tłumaczenia. Idę stąd, powodzenia – Patrzyliśmy w szoku na całą tą scenę, Zayn wyszedł z mieszkania trzaskając za sobą drzwiami, Lou też wyszedł z salonu i poszedł do sypialni – Dzięki Harry, prawdziwy z ciebie przyjaciel. Chodźmy, nic tu po nas – powiedział Liam, wziął za rękę Viktorię i złapał za ramię roztrzęsionego Nialla. W niego najbardziej uderzyło to co zrobił Harry. Chłopak jest bardzo uczuciowy i widać było jak strasznie przeżywa rozwiązanie zespołu. Zostałam sam na sam z Hazzą – Jesteś z siebie zadowolony? – zapytałam bez skrupułów, chłopak nic nie odpowiedział – Pytam cię o coś. Nie słyszysz? – mówiłam twardym, ale spokojnym głosem – Słyszę, ale co mam powiedzieć? Podjąłem już decyzję – spojrzał mi w oczy – Ale z ciebie egoista – zaśmiałam się mu w twarz – Zraniłeś swoich przyjaciół, zniszczyłeś ich szansę na karierę – pokręciłam głową – Nie zniszczyłem ich kariery, przecież zespół to więcej niż jedna osoba. Będą wstępować sami, fani się wreszcie przyzwyczają – Słyszysz co mówisz? Przecież dobrze wiesz, że to ty jesteś front menem w zespole, ty śpiewasz najwięcej kwestii. Dobrze wiesz, że ten zespół bez ciebie nie ma szans. Zniszczyłeś coś na co oni ciężko pracowali przez ostatnie półtorej roku. Dobrze ci z tym? – Niczego nie zniszczyłem. Daj mi spokój – powiedział nerwowo, wstał z kanapy i ruszył w stronę drzwi. Podeszłam do niego i pociągnęłam mocno za ramię, tak, że odwrócił się twarzą do mnie – Zniszczyłeś moje wakacje i marzenia swoich przyjaciół. Ale masz rację, najważniejsze są ‚twoje powody’. Jesteś żałosny, żal mi ciebie. Nie przejmujesz się innymi, twoje postrzeganie świata kończy się na czubku własnego nosa. Życzę ci, żeby ktoś ciebie też ktoś zranił tak mocno jak ty chłopaków, żeby ktoś odebrał ci marzenia. Mam nadzieję, że więcej się nie spotkamy. Wyjdź stąd – powiedziałam stanowczym, pozbawionym emocji głosem, za to na twarzy Hazzy malowało się wiele negatywnych emocji. Pierwszy raz widziałam go bliskiego płaczu. Miał zaszklone oczy i zaciśnięte usta. – Nic nie rozumiecie.. – pokręcił głową – I niczego nie chcemy rozumieć. Wynoś się – Nie takiego pożegnania chciałem – powiedział łamiącym się głosem, a ja znów uśmiechnęłam się kpiąco – Nie obchodzi mnie czego chciałeś. Po prostu wyjdź – Chłopak bez słowa wyszedł z mieszkania. Co za tupet! ‚Nie takiego pożegnania chciałem’. Wolne żarty! Może spodziewał się bukietu róż z napisem będziemy tęsknić? Co za dupek! Idę do sypialni, Lou leży na łóżku i tępo spogląda w sufit. – Skarbie, tak mi przykro… – położyłam się na łóżku obok niego, chłopak położył swoją głowę na moim barku i przytulił się do mnie mocno – Wszystko skończone, wszystko na co tak ciężko pracowaliśmy ten gówniarz zepsuł w kilka sekund… – mówił głosem pełnym emocji – I jakby tego było mało, nie mógł się wstrzymać z tą informacją do naszego powrotu. Zrobił to specjalnie, chciał nam popsuć wakacje. Dobrze, że wyszedłem inaczej zatłukłbym go… – Lou, spokojnie. Nie warto się przez niego denerwować. Jeszcze gdzieś razem pojedziemy. Nic straconego, przed nami całe życie – pocałowałam go w czoło i pogładziłam po włosach. Starałam się mówić spokojnie, ale było mi tak cholernie przykro, że sama ledwie powstrzymywałam płacz. – Żadnym innym razem. Lecimy dziś. Za półtorej godziny. Musimy odpocząć od tego wszystkiego. Pobyć tylko we dwoje z dala od tej paranoi – Lou, nie musimy tego robić. Jeśli nie masz ochoty i będziesz się męczyć myśląc cały czas o tym co dzieje się tutaj odpuścimy sobie te wczasy. To żaden problem – Nie Olii, pojedziemy, potrzebuję tego. Niech się dzieje co chce, najważniejsze, że mam ciebie – uśmiechnął się lekko – Podoba mi się to co mówisz – odwzajemniłam uśmiech – A wiesz jak te słowa będą pięknie brzmieć wypowiadane na plaży w Tahiti? – zapytał chłopak – Nie mogę się doczekać, żeby to sprawdzić. – Lou pocałował mnie delikatnie – Zbierajmy się, za chwilę mamy taksówkę na lotnisko. Nie pozwolę, aby jakiś rozwydrzony dzieciak zepsuł nasz tydzień. Całe wakacje czekałem na ten wyjazd. – Chłopak wstał z łóżka, a ja zaraz za nim. Bardzo się cieszyłam, że Hazzie nie udało się zniszczyć naszego urlopu. Szybko zebraliśmy nasze rzeczy, zamknęliśmy mieszkanie i zeszliśmy na dwór gdzie czekała na nas taksówka. Dotarliśmy na lotnisko w samą porę. Właśnie rozpoczynała się odprawa naszego lotu.

Siedzieliśmy w samolocie. Lou spoglądał smutnym wzrokiem przed siebie. Był zamyślony, nieobecny – Nie martw się. Nie zrobi wam tego, za bardzo was lubi – zwróciłam się do niego – Co? – zapytał wyrwany z przemyśleń – Harry, nie zrobi wam tego. Zobaczysz, jeszcze będzie was przepraszać na kolanach. – Chciałbym wierzyć w to co mówisz – westchnął – Za wiele dla niego znaczycie, nie zostawi was. Choćby nie wiem jak twardego udawał, bardzo mu na was zależy – Lou uśmiechnął się lekko – Dzięki Skarbie, oby to co mówisz okazało się prawdą – położył głowę na moim ramieniu – Wszystko się ułoży, a teraz zamknij oczy i pomyśl o tym co czeka nas za kilka godzin… Plaża, ocean, drinki – Uhm… i ty w bikini.. Tak, od razu mi lepiej – powiedział już weselszym tonem głosu i pocałował mnie w szyję, a ja uśmiechnęłam się sama do siebie. Po chwili oddech Louisa uspokoił się i stał się głębszy, chłopak usnął. Włożyłam do uszu słuchawki i włączyłam play na swoim odtwarzaczu. Oparłam głowę o czuprynę Louisa, zamknęłam oczy i tak jak on po chwili zasnęłam.