Archiwum dla Luty, 2012

Rozdział 27.

Lou otworzył drzwi i zawołał – Jesteśmy! – Weszliśmy do środka. Był to niewielki domek. W środku wszystkie ściany były białe. Na przeciwko drzwi wejściowych były schody na piętro. Nieźle się zdziwiłam, gdy zobaczyłam, że schodzi z nich Hazza. – O, cześć Olii – uśmiechnął się loczek. – Co ty tu robisz? – zapytałam zaskoczona. – To co ty, czekam na obiad. Mama Louisa świetnie gotuje. – Oj już tak nie czaruj mały – odezwał się jakiś kobiecy głos i zza drzwi wyszła ładna, szczupła, zadbana kobieta o brązowych włosach. – Cześć ty pewnie jesteś Oliwia. Jay, mama Louisa, miło cię poznać. – uśmiechnęła się serdecznie i podała mi rękę na powitanie. – Dzień dobry, mi też miło panią poznać – odpowiedziałam nieśmiało. – W rzeczywistości jesteś jeszcze ładniejsza niż na zdjęciach które pokazywał mi mój synuś. – Mamo, proszę… przestań… – powiedział Louis drapiąc się w czoło. – Ale to prawda serduszko. Dobra wystarczy tego gadania. Dlaczego stoicie tu w progu? Zapraszam do stołu.

Weszliśmy do jadalni. Była wielka, a na środku stał ładnie nakryty, duży stół i 12 krzeseł. Za stołem siedziały już cztery ładnie ubrane, urocze dziewczynki. – Cześć dziewczynki, jestem Oliwia – powiedziałam i usiadłam na jednym z krzeseł. Obok mnie usiadł Lou, a dalej Harry. – Cześć. Jesteśmy Lottie, Fizzy, a to Daisy i Fibi. – powiedziała najstarsza. – Mam lalkę, która nazywa się Oliwia – powiedziała jedna z dwóch najmłodszych dziewczynek. – O to świetnie, pokażesz mi ją potem? – zapytałam z uśmiechem. – Pewnie, że pokażę. – odpowiedziała. – A ja pokaże ci mój pokój! – Ale ja najpierw – Nie bo ja! – zaczęły się kłócić między sobą. – Spokojnie dziewczynki – powiedziałam – zobacze wszystkie pokoje i pobawimy się w coś razem. – Ale super – powiedziały obie. – Dziewczynki wystarczy, zamęczycie nam gościa – powiedział męski głos. – Dzień dobry jestem Mark i jestem tatą Louisa. – Wstałam z krzesła i podałam mu rękę. – Dzień dobry – odpowiedziałam. Mama Louisa przyniosła jedzenie do stołu i usiadła z nami. Byłam mega głodna, ale tak zestresowana, że nie mogłam niczego przełknąć. Trwało to jednak tylko moment, bo już po chwili czułam się jak u dobrych znajomych. Loui ma cudowną rodzinę. Wszyscy byli ze sobą zżyci i było widać, że bardzo się kochają. Aż zrobiło mi się smutno. Nie widziałam mojej mamy, taty i siostry już od 3 miesięcy. Dzwonię do nich co dwa dni, ale to nie to samo. – Może opowiesz nam coś więcej o sobie, wiem, że nie jesteś z Wielkiej Brytanii. Jak ci się tu żyje samej? Przyzwyczaiłaś się już do tutejszego klimatu? – zapytała mama Louisa. – Tak, nie urodziłam się tutaj, pochodzę z Polski. Mieszkam tu dopiero od 2 lat. Z początku było naprawdę ciężko. Nikogo tutaj nie znałam, byłam zupełnie sama. Inny język, inne życie. Brakowało mi rodziców i siostry. Dalej mi ich brakuje. Mieszkam sama. To akurat plus, bo czasem lubię być sama, ale czasem brakuje mi osoby do której mogłabym otworzyć buzię. A klimat, to wybaczcie mi, ale jest okropny! Ciągle tu leje i jest tak ponuro. Ale kocham to miasto. Przepraszam, rozgadałam się. – Nic się nie stało, przecież sama cie wypytywałam – powiedziała mama Lou. – To co możemy iść się pobawić? – zapytała jedna z bliźniaczek. – Jasne, ale zejdźcie za chwilę na deser – odpowiedział tata Mark. – Chodź Oliwia. – jedna z dziewczynek podeszła do mnie, złapała mnie za rękę i  prowadziła za sobą. To było naprawdę słodkie. Weszłyśmy po schodach do góry i dziewczynki otworzyły białe drzwi z napisem: POKÓJ KSIĘŻNICZEK. Weszłam do środka. Stały tam dwa białe łóżka w różowe kwiaty i taka sama szafa oraz komoda. Wszędzie było mnóstwo zabawek. Usiadłyśmy na podłodze, dostałam kartkę i kredki, dziewczynki mówiły mi co mam rysować, a ja spełniałam ich prośby. Bardzo podobały im się moje rysunki. Umiałam rysować. W końcu chodziłam do szkoły o tym kierunku. Świetnie się bawiłyśmy. Dziewczynki opowiadały mi co robiły w przedszkolu i też coś dla mnie malowały. Podniosłam głowę, a w drzwiach stał uśmiechnięty Lou, a obok niego Hazza. Nawet nie zauważyłam kiedy przyszli. Chłopcy weszli do pokoju i usiedli obok siebie na łóżku. Harry podniósł z podłogi jeden z moich rysunków. – Wow, świetnie malujesz. Nie wiedziałem, że masz taki talent. – Akademia sztuk pięknych zobowiązuje – uśmiechnęłam się cwaniacko. – Dobra dziewczyny moje idziemy na dół, mama już przygotowała deser, a potem muszę odwieźć Oliwię do domu. – powiedział Louis, a dziewczynki posmutniały. – Nie Louisiu, niech jeszcze zostanie, będziemy się bawić, a potem może spać u nas. U mnie w łóżku – powiedziała jedna, a ja zaczęłam się śmiać. To naprawdę urocze dziewczynki – Chętnie bym została, ale muszę iść jutro do szkoły – powiedziałam i pogłaskałam je po głowie. – Do szkoły? W niedziele? – zdziwiła się jedna. – Tak to taka szkoła, że trzeba chodzić w niedziele. – odpowiedziałam. – Ale głupia, już lepiej chodzić do naszego przedszkola. Szkoda, że jesteś taka duża, poszłabyś z nami. – Dobra dziewczynki chodźmy już – przerwał nam Lou. Wstałyśmy z podłogi i wróciłyśmy do jadalni, gdzie na każdego czekał już pucharek z lodami. Usiedliśmy do stołu. Dziewczynki cały czas opowiadały swojej mamie, że chodzę do szkoły w niedzielę i że narysowałam im piękne obrazki. – Skończyłam swój deser. Harry i Lou zdążyli w tym czasie zjeść po dwie porcje. – Dziękuję bardzo, za obiad i deser. Harry miał rację, świetnie pani gotuje. – uśmiechnęłam się miło. – To ja się cieszę, że smakowało. – Dobra to pojadę już odwieźć Oliwię, bo zaraz zaśnie przy stole. Dziś w ogóle nie spałaś. Harry jedziesz z nami? – zapytał Louis. – Czy ja wiem, nie chcę przeszkadzać. – odpowiedział – Nie będziesz przeszkadzać, prawda Oli? A jeśli zaczniesz to gdzieś po drodze cię wyrzucimy w krzaki – zaczął się śmiać. – Nie mam nic przeciwko – w sumie trochę mnie zdziwiło, że Lou chce zabrać Hazzę, ale naprawdę nie przeszkadzało mi to. Pomimo tego co jakiś czas temu mi nagadał, dalej bardzo go lubiłam. Poszłam jeszcze z Louisem na górę, do jego pokoju, bo zapomniał portfela i dokumentów. Harry czekał na nas na dole. Jego pokój był dość wielki. Pod oknem stało ładnie zasłane łóżko, a pod ścianą komoda i malutka meblościanka w kolorze ciemnego brązu. Na środku stał niewielki szklany stoliczek i dwa czarne fotele. Na wspomnianej wcześniej meblościance Lou miał poustawianych masę ramek ze zdjęciami. Nawet były dwa na których byliśmy razem. – Ok, mam wszystko, idziemy? – przerwał moje zwiedzanie Louis. – Idziemy – odpowiedziałam i zeszliśmy na dół. Przy drzwiach stał już gotowy do wyjścia loczek i cała rodzina miśka, która z nim o czymś dyskutowała. Rodzice Louisa podali mi dłoń na pożegnanie, a ja schyliłam się, aby pożegnać się z dziewczynkami. Przytuliły mnie obie i pocałowały w policzek. Starsze tak jak rodzice podały mi rękę – Do widzenia, dziękuję za wszystko! – powiedziałam jeszcze w progu – Cześć Oliwia! – zawołały bliźniaczki. – Pa, pa słoneczka! – pomachałam im. Wsiedliśmy do auta i odjechaliśmy.
________________________________________________
dziewczyny moje cudowne, proszę, nie piszcie, że Was olewam.
To nieprawda. Po prostu nie zawsze mam czas, aby szybko
napisać coś nowego, ale bardzo się staram. Dla Was moje drogie!
Love You  ♥ ♥ ♥

Rozdział 26.

Napisałam już test, był bardzo łatwy, ale ciągle siedzę w ławce i udaję, że coś sprawdzam. Robię tak bo widzę, że Viki jeszcze coś szkryfie, a nie chcę czekać na nią na korytarzu. Wreszcie skończyła. Grzecznie podniosłyśmy ręce, a wykładowca podszedł do nas i zabrał nasze prace. – Do widzenia – powiedziałyśmy cichutko, aby nie przeszkadzać reszcie i wyszłyśmy. Nawet nie zdążyłam porządnie zamknąć drzwi gdy Viki zaczęła krzyczeć – Boże co to wczoraj było?! Naprawdę imprezowałyśmy z One Direction! Nie moge w to uwierzyć! Cały test mnie nosiło, nie mogłam się skupić, dlatego tak długo mi zeszło. Liam to taki miły chłopak i do tego jaki śliczny. A Ty i Lou? Wyglądacie razem idealnie. Prawie tak jak ja z Liamem! Ach ja chce jeszcze raz! – Viki, Viki już dobra, uspokój się – zaczęłam się z niej śmiać. – Nie wszyscy muszą wiedzieć co robiliśmy wczoraj, więc się opanuj – powiedziałam i pokręciłam głową. – Sorki Oliwia, ale jestem taka szczęśliwa, nawet już zapomniałam, że od tego niewyspania ledwo stoję. – Usiadłyśmy na ławce na korytarzu. – Wiesz, jaki Liam jest cudowny? – Yy… no tak wiem, mówiłaś mi o tym milion razy – zaczęłam się śmiać. – No tak, ale to było przed tym jak go poznałam. Przedtem byłam tylko oczarowana jego śliczną buźką, oczarowana Liamem Paynem z One Direction, wielką gwiazdą i bożyszczem wszystkich nastolatek. A teraz jestem oczarowana po prostu Liamem, jako osobą. Jest zupełnie taki jak sobie go wyobrażałam. Nie żadna zakochana w sobie gwiazdka tylko normalny, uroczy chłopak. Zabawny i czarujący. Wiem to, bo sporo wczoraj gadaliśmy. Praktycznie rozmawiał tylko ze mną. Świetnie się rozumiemy. On też tak uważa, przynajmniej tak mi wczoraj mówił. Mówił też, że fajna ze mnie dziewczyna, że dawno nie spotkał nikogo, kto traktował by go tak normalnie jak ja. I teraz słuchaj Olii najlepsze: dał mi swój numer telefonu! Aaa wyobrażasz to sobie?! Mam jego numer! – Viki, proszę ciszej – powiedziałam, bo gdy zaczęła krzyczeć, wszyscy ludzie na korytarzu zaczęli na nas patrzeć. – Przepraszam, ale jestem taka szczęśliwa. Całą drogę powrotną do domu patrzyłam na wyświetlacz telefonu i jego numer. Nie mogłam uwierzyć. Jeszcze 2 tygodnie temu znałam go tylko z plakatów i gazet, a teraz mam numer TEGO Liama Payne  i  TEN Liam Payne okazał się takim cudownym człowiekiem. Łaa chyba zaraz zemdleję! – przytuliłam ją – Tak bardzo się cieszę, że mnie z nimi poznałaś. Dzięki Oliwia, bardzo się cieszę, że jesteś moją przyjaciółką. – Ja też się bardzo cieszę, że cie spotkałam na swojej drodze mała. I to dzięki tobie poznałam mojego Lou i chłopaków. To ty wyciągnęłaś mnie na ten cudowny koncert, dziękuję ci. Liam to naprawdę fajny, odpowiedzialny chłopak, może wam się uda. A nawet jeśli nie to zyskasz dobrego przyjaciela. – powiedziałam i odkleiłam się od niej – Okej, wystarczy tych czułości, lecimy dalej. Jestem wykończona – dodała Viki. – No ja też. Idziemy  jeszcze na jakąś kawę czy od razu spadamy do domu? – zapytałam. – Przecież wiesz, że nie piję kawy: zęby od niej ciemnieją. Ty lepiej też się połóż, a nie truj kofeiną. – ech, Viki, a te jej zdrowe odżywianie.

Wyszłyśmy z budynku uczelni. – Oliwia! – zawołał znajomy głos. Odwróciłam się w prawą stronę, a tam na parkingu stał Louis opierając się o swoje sportowe, czarne autko. Podszedł do nas – Cześć słoneczko – powiedział i pocałował mnie na przywitanie, a potem uściskał Viktorię. W ręce trzymał dwa kubki z napisem ‚Wild Bean Cafe’ – Och kawa! Wiesz czego mi potrzeba – ucieszyłam się, a Lou podał mi kubek – O i następny taki. Co wy widzicie w tej całej kawie? Syf i kofeina – powiedziała Viki – Czyli rozumiem, że mogę wypić tą która została? – zapytał Lou. – Na zdrowie – powiedziała tylko Viki. – Jak test? Zdążyłyście? Jesteście szalone! Wrócić z imprezy godzinę przed zajęciami – Louis zaczął się śmiać. – Ten test to był pikuś, już w gorszym stanie siedziało się na zajęciach co nie Viki? – Pytasz! – uśmiechnęła się do mnie. – Musisz mi o tym kiedyś koniecznie opowiedzieć – powiedział Lou i pocałował mnie w policzek. – Dobra Olii lecimy. Odwieźć cię do domu Viki? – Nie, jestem samochodem – odpowiedziała przyjaciółka, pożegnała się z nami i poszła. – Dokąd lecimy? – zapytałam. – To niespodzianka – uśmiechnął się tajemniczo. – Okeey… -  powiedziałam niepewnie i wsiadłam od samochodu. Louis zamknął za mną drzwi, wsiadł do środka i ruszyliśmy. – Boże jestem taka głodna. Nie jadłam nic od wczoraj, od 16:00. – powiedziałam i wyciągnęłam z torebki 3 mandarynki. – O pożywne śniadanie – uśmiechnął się Lou. – Nie śmiej się, dobrze, że choć to udało mi się dzisiaj rano upolować – pokazałam mu język. Zjadłam swoje śniadanie, w sumie połowę, bo Louis zjadł resztę. – Jak się trzymasz po wczoraj? – zapytał. – Nawet dobrze, adrenalina z testu i kawa od ciebie postawiły mnie na nogi na parę godzin. To wczoraj to było szaleństwo! – odpowiedziałam szczęśliwa. – A  Ty jak się czujesz? – zapytałam. – Całkiem dobrze, położyłem się do łóżka o 7:30, a obudziłem o 10:30. Kawa i jestem jak nowo narodzony. Ostatnie czasy właśnie tak wygląda moje życie, max 5 godzin snu i pobudka. Nawet sie przyzwyczaiłem. – Biedactwo moje, zamiast teraz odsypiać i odpoczywać, to imprezujesz. – powiedziałam i pogłaskałam go po głowie. – Nie żałuję ani jednej minuty wczorajszej nocy. Mógłbym to dziś powtórzyć, byleby tylko być z tobą. – Uśmiechnęłam się – jesteś słodki – powiedziałam i złapałam go za rękę, która luźno spoczywała na gałce skrzyni biegów, a on na moment spuszczając wzrok z drogi dał mi szybkiego buziaka w usta. – Reszta potem – uśmiechnął się łobuzersko. Jechaliśmy już dość długo, gdy Lou zaparkował na podjeździe przed jakimś domem. – Gdzie jesteśmy? – zapytałam i zaczęłam się rozglądać. – Przed moim domem. Razem z mamą zapraszam na obiad do siebie – powiedział uśmiechając się. Byłam przerażona. Wyglądałam jak zombie i nawet nie przygotowałam się psychicznie, ani fizycznie ani w żaden inny sposób na tą chwilę. Mogłam się lepiej ubrać i uczesać. – Chyba sobie żartujesz? Nigdzie nie idę. Zobacz jak ja wyglądam?! – ogarniała mnie coraz większa panika. – Olii uspokój się, wyglądasz cudownie. Moja rodzinka jest fajna, nie musisz się stresować. – Ale czemu mi nie powiedziałeś? Louis zabiję cię! – Dobra, ale dopiero po obiedzie, ok? – uśmiechnął się i wyszedł z samochodu, otworzył mi drzwi i podał rękę wyciągając mnie z auta. Ruszyliśmy w stronę domu, a ja coraz bardziej się stresowałam.
________________________________________
dziękuję za sugestię i pomysł na nowy wątek
pannie directioner z  
http://ordinary-story-1d.blog.onet.pl/

Serdecznie polecam przeczytanie jej bloga! ♥

buziaki dla Was wszystkich misiaki! :*

♥ ♥♥

Stan na dziś – godzina 18:35

  • Wszystkich wizyt: 9099
  • Dzisiaj wizyt: 666 (szatańsko :D )
  • Wszystkich komentarzy: 225

Rozwalacie system kochane! Już niedługo mam nadzieje 10.000 wizyt!
Yeeeah! tak się cieszę i dziękuję! ♥ ♥ ♥

Piszę tylko i wyłącznie dla WAS! Massive thank you! Love you! :*:*
[ już jutro 2 nowe rozdziały :) ]