Archiwum dla Luty, 2012

Rozdział 5.

Wreszcie jestem w domu. Zdążyłam tylko usiąść na kanapie i zaraz złapałam za mojego iphona. Tylko do kogo tu najpierw zadzwonić. Moja kobieca natura kusi aby najpierw podzielić się swoim szczęściem z Viki, ale z drugiej strony będziemy gadać pół godziny. Zadzwonię do Marca: w końcu mu to obiecałam. – Halo? Cześć Marc, tu Oli. – Cześć! Jak poszło? – pytał ciekawy – Myślę, że całkiem dobrze. To był casting do teledysku One Direction, wiesz tych z X Factora. Chłopaki są niewiele starasi ode mnie więc znaleźliśmy wspólny język bardzo szybko. Może coś z tego będzie – powiedziałam zadowolona z siebie. – Bardzo się cieszę, informuj mnie na bieżąco co i jak. Dzięki za telefon i powodzenia! – Nie dziękuje, żeby nie zapeszyć, pa! – powiedziałam i rozłączyłam się. Szybko wybrałam numer Viki – No cześć Viktoria – powiedziałam szczęśliwa – No cześć Oliwia… coś ty taka radosna? Co się stało? Wygrałaś casting? – dopytywała. – Wpadnij do mnie to wszystko ci opowiem. Nie uwierzysz kobieto! Wpadnij, a gwarantuje, że nie pożałujesz. – Już się zbieram, jestem mega ciekawa po tych Twoich zapowiedziach. Może chociaż powiesz oględnie o co chodzi? – Chodzi o casting. Wpadaj nie gadaj! Czekam!

Pół godziny później ktoś puka do drzwi, otwieram, to Viki. – Cześć – woła od progu – szybko ściągam sweter i opowiadaj! – Ah wiesz, nie wiem czy cie w sumie interesują te moje castingi i takie tam. Zawsze mówiłaś, że modelki są puste. – dodałam udając znudzoną. – No chyba sobie żartujesz! To ja lece na złamanie karku do ciebie, a ty mi tu teraz takie historyjki opowiadasz. Gadaj co się stało? Przez telefon byłaś taka podekscytowana. Czyj to teledysk? Pitbulla? Przykro mi mała, ale u niego raczej nie masz szans… no chociaż jakbyś powiększyła cycki to kto wie. – wyśmiewała się Viki – No wiesz, jak możesz! – udawałam oburzoną – a właśnie że to nie teledysk Pitbulla a One Direction, ale widze, że Cie to nie interesuje skoro tak sobie żartujesz – starałam się mówić poważnie, ale z ledwością powstrzymywałam śmiech, gdy zobaczyłam reakcje Viki. – Co ty gadasz? Przestań mnie tu wkręcać i opowiedz mi teraz poważnie o co chodzi z tym castingiem. Koniec z Pitbullem i One Direction: tylko fakty. – Ale ja mówie poważnie, to był casting do teledysku One Direction, a dokładniej do ich pierwszego singla What ma…- …kes you beautiful – przerwała mi Viki. Oczy miała wielkie, buzie otwartą – nie, nie wierzę. Skąd wiesz o ich pierwszym singlu? – dopytywała – Bo mi powiedzieli. Naprawdę byłam na castingu do ich teledysku, a najlepsze było to, że to oni we własnej osobie wybierali kandydatki – Viktoria spojrzała na mnie a potem obie zaczęłyśmy skakać i się cieszyć: zupełnie jak te krejzi fanki na koncercie. – Opowiadaj mi wszystko ze szczegółami – powiedziała. Więc opowiedziałam wszystko najdokładniej jak pamiętałam. Każdy szczegół, jak byli ubrani jak uczesani, co mówili. – Ohhh ale odjazd! Tak bardzo ci zazdroszczę – powiedziała Viki. – Jeszcze nie masz czego. Nie wiadomo czy wygram. Konkurencja była mocna, a dziewczyny takie ładne. Ale zobaczymy, jestem dobrej myśli – powiedziałam. – Oczywiście, że wygrasz! Tym bardziej, że sama mówiłaś: kojarzyli cie z koncertu. Więc jak wygrasz to tylko dzięki mnie, masz u mnie duży dług – uśmiechnęła się Viki i dalej gadałyśmy o chłopakach i wydarzeniach tego tygodnia.

Kilka dni później dzwoni telefon. Ludzie zlitujcie się, jest 8:00 rano, normalni zaoczni studenci o tej porze mają środek nocy. Jak to będzie jakaś reklama typu: hej wygrałeś milion dolarów, tylko wyślij smsa za 30 funtów, a następnie wyślij jeszcze 300 takich smsów aby odebrać nagrodę to wyrzuce ten telefon przez okno. – Halo? – Halo, dzień dobry tu menager One Direction. Mam nadzieje, że pani nie obudziłem. – powiedział miły głos w słuchawce,zerwałam się na równe nogi – Ależ nic się nie stało, nie śpię już od jakichś 2 godzin. – To świetnie. Mam dla pani dobrą wiadomość. Wygrała pani casting i leci już w przyszłym tygodniu razem z One Direction do Los Angeles! – O mój boże - wydukałam – naprawdę? Tak bardzo się cieszę, z takimi wiadomościami może pan dzwonić do mnie codziennie, nawet o 3 w nocy! – Gratuluję pani. Już wysłaliśmy dokumenty do Similar Models, musi je pani podpisać. Już wkrótce damy pani znać kiedy dokładnie jest wyjazd. Powodzenia! – Dziękuję, przyda się! – pożegnałam się grzecznie a potem cieszyłam się jak dziecko! Bez zastanowienia chwytam znów za telefon i dzwonię do Viki. – Halo? – słyszę w słuchawce zaspany głos – Co się stało? Wiesz która jest godzina? – Viki nieważne która godzina! Właśnie dzwonił do mnie menager One Direction. W przyszłym tygodniu lecę z nimi na parę dni do Los Angeles! Wygrałam casting! Wyobrażasz to sobie? – Łoo, łuuuuuu aaaaa – musiałam odsunąć telefon od ucha, bo te krzyki i piski mogłyby źle sie skończyć dla moich bębenków. – Tak sie ciesze Oliwia i tak ci zazdroszczę małpo, ale mam nadzieję, że jak się skumplujecie to mnie zapoznasz z nimi bliżej. – Wyluzuj Viki, może i są fajni, ale uwierz mi, że oni to traktują tylko jako pracę. Wątpię, że ktokolwiek popularny szuka prawdziwych przyjaciół w swoich fanach. Pewnie będą trzymać dystans, dla nich będę kolejną fanką, a nie koleżanka – powiedziałam. – Ah głupoty gadasz, skoro cie wybrali musiałaś ich czymś zainteresować. Uwierz mi mała, tobie się nie da oprzeć, nawet oni wymiękną i jeszcze będą się kłócić kto usiądzie obok ciebie w samolocie. – Dzieki głuptasku, że we mnie wierzysz. Muszę iść dziś do Similar Models podpisać jakieś dokumenty w sprawie tego wyjazdu. Może spotkamy się potem w Westfield i pogadamy? – zapytałam – Świetny pomysł, to do zobaczenia! – ucieszyła się Viktoria – Do zobaczenia! Położyłam się do łóżka, ale już nie zasnęłam. Cały czas myślałam o moim wyjeździe. Tak bardzo cieszę.

Rozdział 4.

Zdjęcia z koncertu i spotkania już widnieją na facebooku Viki, ja nie wstawiałam, bo w sumie po co, skoro jestem na tych w profilu Viki. Ku mojemu zdziwieniu na żadnej z fotek nie miałam rozmazanego oka. Hmmm niby powinno mnie to cieszyć bo wyglądałam całkiem dobrze, ale męczy mnie dlaczego Harry i Louis patrzyli na mnie i się śmiali? Może po porostu mi się wydawało? A zresztą mniejsza o to. Niech się cieszą jak mają z czego.

Dni mijają mi normalnie. Szkoła, nauka, imprezy i bieganie po Oxford Street w poszukiwaniu promocji, przecen i okazji w sklepach z ubraniami. Razem z Viki buszujemy właśnie po Westfield Shopping Centre. Dzwoni mi telefon. – Cześć Oliwia, tu Marc Clinton z Similar Models, mam dla ciebie propozycje castingu. Klient oglądał twoje zdjęcia i wybrał ciebie i 20 innych dziewczyn. Ma z was wyłonić trzy, które zagrają w teledysku jakiegoś nowego zespołu. Czy jesteś zainteresowana? – Cześć Marc, oczywiście, że jestem zainteresowana. Zawsze to jakieś nowe doświadczenie, a nie zaprzeczam, że pieniądze, też mi się przydadzą, tym bardziej że w Westfield teraz takie promocje – odparłam ze śmiechem – Kiedy ten casting? I co to za zespół w ogóle? Mam nadzieję, że nie żaden heavy metal i nie będę musiała ogolić głowy na łyso. – Ojj Olii – usłyszałam w słuchawce – nie martw się, casting jest w piątek o 16:00, w klubie Broodway, a co to za zespół to nie wiem, ich manager nie chciał nic powiedzieć. Dowiecie się wszystkiego na miejscu. Ale nie martw się, nie oddał bym cię w niepewne ręce – powiedział Marc z troską. – Dzięki, zaraz po castingu zadzwonię jak mi poszło, dzięki za telefon, trzymaj się! – Pa Oli i powodzenia. – Nawet nie zdążyłam nacisnąć „czerwonej słuchawki” aby się rozłączyć, a Viki już stała przy mnie i dopytywała – Kto dzwonił? – To Marc z Similar, ma dla mnie jakąś pracę, jak wygram casting oczywiście. – Wygrasz, jesteś najlepsza – powiedziała z uśmiechem – a teraz wracajmy do sklepów!

Upragniony piątek, dzień castingu. Trochę się stresuję, bo zależy mi na tej roli. W sumie nie wiem co to takiego, ale już dawno nigdzie nie grałam. Umyłam już i uczesałam włosy. Makijaż robię bardzo delikatny, ciuchy też niezbyt wyzywające, bo wiem, że producenci wolą naturalne, skromne dziewczyny. Ubrałam się w jeansy, trampki i jakiś kolorowy tshirt. Torebka, sweterek: na wypadek gdyby się ochłodziło i zmykam na casting. Pojadę metrem, tak będzie najszybciej. Idę na peron wsiadam i po ok 8 minutach jestem na miejscu. W clubie broodway pojawiam się 15 minut przed czasem. Jak najbardziej się z tego cieszę, bo to zawsze wygląda lepiej w oczach producenta niż spóźnienie. Cała 20 czeka już na managera który ma wybrać 3 dziewczyny: te które najbardziej mu odpowiadają. Poproszono nas do innej sali. Jakie było nasze zdziwienie gdy ujrzałyśmy, że w jury które ma wybierać dziewczyny zasiada nie kto inny tylko chłopaki z One Direction. Byłam w ciężkim szoku, ale bardzo się ucieszyłam gdy ich zobaczyłam. To dziwne, ale miałam takie uczucie jakbym spotkała dobrych kolegów z podstawówki. – Cześć dziewczyny – powiedzieli razem. – Myślę, że nas kojarzycie: nazywamy się One Direction. Jesteśmy w trakcie nagrywania swojej pierwszej płyty. Mamy już nagrany singiel „What makes you beautiful” i teraz będziemy do niego kręcić teledysk – tłumaczył poważnie jak nigdy Louis – i właśnie po to tutaj jesteśmy. Szukamy 3 dziewczyn, które wystąpią razem z nami. Nie moge zdradzać zbyt dużo szczegółów, ale będzie to radosny, lekki teledysk o przyjaciołach którzy spędzają razem dzień na plaży. O masz, ale się rozgadałem, nie ma co opowiadać, bo czasu jest niewiele, a wy wszystkie jesteście piękne. Wybór będzie ciężki, ale już widzę kilka moich faworytek – uśmiechnął się pięknie i spojrzał na mnie. A może tylko tak mi się wydawało. Na pewno mnie nie pamięta, codziennie spotyka setki dziewczyn takich jak ja. To niemożliwe. Następnie wyszłyśmy z sali, a organizator po kolei wołał nas na indywidualny występ.

Ten casting był całkiem inny niż reszta na których bywałam. Polegał na tym że sprawdzano czy zachowujemy się naturalnie przed kamerami. Nie dostałyśmy żadnego przygotowanego tekstu, miałyśmy improwizować. Stresuję się. Po ok 45min wołają moje imię, wchodzę do sali jako 13 osoba. Oby ta 13 była szczęśliwa. Serce wali mi jak młotem, ale staram się tego nie pokazywać. Wchodzę z uśmiechem na twarzy. Staję na wyznaczonym miejscu. Kamera jest skierowana tylko na mnie, jest włączona. Trochę się stresuję, aby nie zrobić głupiej miny, albo nie palnąć żadnej gafy. Dobra, jedziemy. – Cześć chłopaki – powiedziałam – Cześć… Oliwia, tak? – Tak jestem Oliwia – odpowiedziałam. – Wiem, wiem, pamiętamy Cie z koncertu, to znaczy ze spotkania. Harry jeszcze długo miał miękkie kolana po tym pozowaniu do zdjęcia – śmiał się Louis. Zarumieniłam się – Ej miałeś tego nie mówić baranie, obdarzyłem cię zaufaniem, a ty jak mnie potraktowałeś – powiedział w żartach Harry. – Dobra już się ogarnijcie chłopaki, jeszcze 7 dziewczyn czeka za drzwiami. Nie będziemy ich przetrzymywać do północy. Opowiedz nam coś o sobie Oliwio. Jakie masz hobby, czym się zajmujesz – powiedział Zayn. – Więc mam na imię Oliwia, ale to już wiecie. Pochodzę z Polski, w Londynie mieszkam dopiero od jakichś 2 lat. Uczę się tutaj zaocznie na akademii sztuk pięknych, coś tam bazgrzę i piszę wiersze, ale tylko dla mojej szuflady – chwilka ciszy i paniki, co tu jeszcze wymyślić – no i oczywiście jestem wielką fanką One Direction – wypaliłam z grubej rury: pomyślałam, że nie mam nic do stracenia – nawet wysłałam na was smsa w finale który kosztował mnie funta! – pochwaliłam się. – Chłopaki zaczeli się śmiać, a Louis o mało co nie spadł ze śmiechu na podłogę, gdy się trochę opanował dodał – Mówisz straciłaś całego funta… to nas do czegoś zobowiązuje, Harry zaznacz to w formularzu – powiedział poważnym tonem, po czym wybuchnął śmiechem z resztą chłopaków. Super, zrobiłam z siebie idiotkę. – Nie tak na poważnie to podobasz się nam: przynajmniej mi i Harremu – dodał Louis już bez śmiechu – i mi też – zamrugał czarnymi oczkami Zayn. – Obejrzymy nagranie, mamy w formularzu twój numer telefonu więc w razie czego się odezwiemy. A teraz dziękujemy, jesteś bardzo fajną dziewczyną, rozbawiłaś nas do łez. – Pa chłopaki. Pamiętajcie o tym jednym funcie! – pożegnałam się i uśmiechnęłam najładniej jak potrafiłam. – Cały czas o nim myślimy. Trzymaj się! – odpowiedział Liam. – Paa, naraziee – dodała reszta chłopaków. Wyszłam dziwnie z siebie zadowolona. Pobiegłam do metra, wsiadłam do wagonu i po kilkunastu minutach, szczęśliwa byłam już w domu.

Rozdział 3.

Strefa Vip była podzielona na 2 części: A i B. My miałyśmy bilety do tej w części B. Nasze miejsca znajdowały się na półpiętrze na jednym z dwóch balkonów, dość nisko i bardzo blisko sceny. W sumie jest nas na tym balkonie około 30 osób. Optymalnie do ilości miejsca. Troche dziwnie wyglądamy w naszych ubraniach przy innych dziewczynach które mają na twarzach wymalowane imiona chłopaków, koszulki z ich zdjęciami, plakaty i takie tam różne. Istne szaleństwo. Na scenie własnie zakończył się występ zespołu poprzedzającego One Direction. Czekamy z niecierpliwością na początek koncertu. Nagle gasną wszystkie światła, słychać tylko cichy rytm wybijany na perkusji oraz cichutkie granie na gitarze, ktore z czasem stawało się coraz głośniejsze i głośniejsze… zapaliły się wszystkie światła, scenie stoi 5 chłopaków odwróconych do nas plecami. Pisków, krzyków i fleszy aparatów nie ma końca! Zaczęli śpiewać Grenade, odwrócili się i dopiero wtedy mogłam załapać kto gdzie stoi. Blondas gra na gitarze, mikrofon ma na stojaku, reszta trzyma swoje mikrofony w dłoniach i wszyscy razem śpiewają. Muszę przyznać, że świetnie razem brzmią. Koniec piosenki, Harry wita wszystkich obecnych, dziękuje za przybycie, mówi, że kocha fanów swojego zespołu… to znaczy tak mi sie wydaje, bo gdy tylko przyłożył mikrofon do ust wszystkie dziewczyny zaczęły piszczeć i nie do końca udało mi się wyłapać wszystkiego co mówił. Chłopaki zaśpiewali już kilka piosenek, wkręciłam się w cały ten klimat. Śpiewam i tańczę równo z mega fankami chłopaków. Świetna zabawa!

Ostatnia piosenka i po koncercie. Chłopaki zeszli ze sceny. Zrobili cudowne show, troche mi było żal że to już koniec. W przeciwieństwie do Viki która czekała już na spotkanie oko w oko z chłopakami. Przychodzi do nas ochroniarz  i prowadzi nas do specjalnej sali na której odbędzie się spotkanie. Sektor A (który był zresztą większy niż nasz) siedzi już na miejscu. Gdy weszłam do środka to myślałam że się popłaczę… przed nami było ok 50 osób, to będzie trwało wieki zanim się do nich dostaniemy. Jestem już zmęczona i chciałabym wrócić do domu, a tak będziemy czekać pewnie z godzinę na naszą kolej. Ale cóż mogę zrobić, obiecałam Viki, że poczekamy, ona by tego nie przeżyła gdybym teraz kazała jej wracać do domu. Poza tym nie mam nawet jak wrócić, więc siłą rzeczy muszę na nią czekać, a potem jej mama po nas przyjedzie. Czekamy i czekamy. Po około pół godziny wchodzą chłopaki na salę. Spoko, rozumiem, musieli trochę odpocząć po koncercie, ale czy te wszystkie dziewczyny muszą tak piszczeć? Kolejka utworzyła się już zanim One Direction się pojawili. Stoję pokornie i czekam. Nawet szybko to idzie. Z tego co widzę autograf, fotka, kilka słów i ”następna proszę.

Nasza kolej. Dochodzimy do „magicznego stoliczka”. Z lewej strony siedział Liam, Louis po środku Harry, a z prawej strony Zayn i na końcu Niall. Pierwsze wrażenie: chłopaki wyglądają zupełnie jak w telewizji, miłe buśki, białe ząbki, idealne fryzurki i ubranka. – Cześć dziewczyny – powiedzieli chórkiem – Cześć! Miło was poznać i zobaczyć na żywo – powiedziałam. Viki stała jak wryta. – Może zrobimy sobie zdjęcie – zaproponowałam – jasne nie ma sprawy! Harry i Louis cały czas szeptali sobie coś do ucha i głupkowato się śmiali. Super, pewnie rozmazało mi się oko, a Viki wpatrzona w Liama nawet mi o tym nie powie, pozwoli abym się skompromitowała i jeszcze uwiecznił to na fotce! Myślę sobie, no trudno. – Może usiądziecie mi na kolanach? – powiedział Harry – w ten sposób będziecie siedzieć w środku i łatwiej będzie sfotografować nas wszystkich naraz. – Byłam nieźle zaskoczona, ale zanim zdążyłam się odezwać Viki już odpowiedziała – to świetny pomysł, ale wiesz, może tak nie wyglądamy, ale razem sporo ważymy, szkoda takich kolan jak Twoje – uśmiechnęła się do Harrego, następnie spojrzała na Liama – może pomożesz koledze? – zapytała. Byłam w szoku. Znowu. Najpierw zachowuje się jakby nie znała angielskiego, a potem wychodzi z niej dzikie zwierze. – Jasne siadaj, moje kolana są do Twojej dyspozycji – powiedział z uśmiechem długowłosy misiek. Idę za stół aby ustawić się do zdjęcia, Viki już dawno grzeje miejsce na kolanach Liama. Harry odsunął się odrobinę z krzesłem od stołu abym mogła usiąść. W telewizji wydawał mi się taki szczupły, ale gdy usiadłam na jego kolanach, a on objął mnie swoimi ramionami zobaczyłam, jak bardzo się myliłam. Był bardzo wysportowany i pięknie pachniał. Ścisnęliśmy się wszyscy do kupy, aby nikogo na zdjęciu nie ucieło, 2 mrugnięcia flesza i po wszystkim. Podziękowałam i wstałam. Popatrzyłam znacząco na Viki, której wcale się nie spieszyło, aby zejść z tego biednego chłopaka. – To jeszcze poprosimy o autograf  i zmykamy, bo inaczej będziecie tu siedzieć do rana – powiedziałam. – Taka praca: długa, ale przyjemna – uśmiechnął się Zayn. – To jeszcze musicie nam zdradzić swoje imiona – powiedział Louis – zdziwiłam się, po co im nasze imiona. Przy tej setce fanek i tak ich nie zapamiętają. No tak, mnie zapamiętają. Mnie i moje rozmazane oko. Popatrzyłam pytająco na Louisa. – To do autografów, muszę wiedzieć komu się podpisuje – mrugnął okiem. – Jestem Oliwia, a to jest Victoria. Chłopaki szybko naszkryfali swoje podpisy – Okej dziewczyny, proszę oto zdjęcia z naszymi autografami, do zobaczenia na następnym koncercie, mam nadzieje? – zapytał Harry – Nie musisz pytać 2 razy – powiedziała Viki z ekscytacją – Trzymajcie się chłopaki i powodzenia – powiedziałam. Poprzytulaliśmy się z wszystkimi na pożegnanie i wyszłyśmy. Czułam się jakoś dziwnie zmieszana. Tak jakby właśnie zakończyło się coś bardzo dla mnie ważnego. Pięknie! Viki zaraziła mnie manią One Direction. – O mój boże, było nieziemsko! Jakie on ma miękkie kolana, a jak pięknie pachniał, a jakie oczka miał ah.. Ja chcę jeszcze raz! – Viktoria aż piszczała z wrażenia. – Było extra, występ i spotkanie były super. Dzięki, że mogłam z tobą pójść – przytuliłam Viki – ale jestem już wykończona. Dzwoń po mamę, wracamy do domu.

Po niecałej pół godzinie przyjechała mama Viki, wsiadłyśmy do auta i opowiadałyśmy jej jak szalone o naszym spotkaniu z chłopami. Nie bardzo ja to interesowało, ale udawała, że słucha nas z wielką uwagą. Dojechałyśmy do domu Viki, pożegnałam się z nią i jej mamą, wsiadłam do swojego samochodu, założyłam trampki i ruszyłam do domu. Po przyjeździe wzięłam prysznic, zjadłam jogurt i zmęczona, ale zadowolona z dzisiejszego dnia położyłam się spać.