Archiwum dla Luty, 2012

Rozdział 25.

- Część marcheweczko – powiedział słodko Louis i zaczął biec w moją stronę, a ja rzuciłam się w jego ramiona i pocałowałam go. – Miałeś być w Glasgow! Lou co ty tu robisz? – pytałam nie wypuszczając go z ramion. – Przecież ci obiecałem, że będę w piątek, a wiesz jak jest z moimi obietnicami. – Uśmiechnął się i pocałował mnie. – Cześć chłopaki! – powiedziałam i podeszłam aby się z nimi przywitać. Oni też bardzo się cieszyli na mój widok. Zayn przytulił mnie mocno i podniósł do góry, reszta też nie ukrywała szczęścia. – Dobrze was widzieć, chodzicie. – zwróciłam się do nich, podałam rękę Louisowi i zaczęłam iść w stronę boksu. Dziewczyny uśmiechały się i patrzyły na chłopaków jak zaczarowane – Więc chłopaków chyba nie muszę przedstawiać – zaczęłam – Viktorię znacie z koncertu – świetnie podpisana koszulka chłopaki, dzięki – przerwa mi szczerząc się, a chłopcy miło się uśmiechnęli. – No tak koszulka była ekstra. Chłopaki i tak nie zapamiętacie tylu imion na raz więc dziewczyny wam się same przedstawią. – powiedziałam i usiedliśmy. Chłopcy oczywiście wepchali swoje tyłki pomiędzy dziewczyny, a te od razu zaczęły ich o coś wypytywać. Ja usiadłam na kolanach Louisa. Barmanka przyniosła wazon na moje kwiaty – Teraz opowiedz mi o tym Glasgow. Mówiłeś, że byś mnie nie okłamał. – I nie okłamałem. – uśmiechnął się pięknie i mówił dalej – jeszcze dziś popołudniu byłem pewny, że zostajemy w Glasgow. Ale pogadałem ładnie z chłopakami, z managerem, sprężyliśmy się i nagraliśmy dziś dwa wywiady: jeden po drugim. Tylko zmieniliśmy stroje, żeby nic nie podpadło, bo ma to iść w sobotę i niedzielę niby ‚na żywo’. Trzeciego nie zdążyliśmy nagrać, bo inaczej uciekł by nam samolot. No i jestem. Co prawda nie zdążyłem w zobaczyć cię w piątek, bo już kilka minut po północy, czyli sobota. Myślę, że mi to wybaczysz. – Jasne głuptasku, cieszę się, że jesteś. – Pocałowałam go. – A skąd wiedziałeś gdzie jestem? Przecież pisałam ci, że idę na kręgle, ale nie napisałam gdzie. – spojrzał na mnie z uśmieszkiem – Facebook słońce. Na profilu Viki można dowiedzieć się naprawdę wszystkiego. – No tak – zaczęłam się śmiać. – Mądrala z ciebie – powiedziałam. – Wiem, staram się. – uśmiechnął się. – Jak twoje kontakty z chłopakami? – zapytałam z innej beczki, ale po ostatnich opowieściach Harrego ciekawiło mnie jak mają się ich relacje. – Jak zwykle, bardzo dobrze, oni są dla mnie jak bracia. Szczególnie ten lokaty małolat. Dlaczego pytasz? – A tak sobie, z ciekawości. Wolałabym, żebyście się narazie nie rozpadli. Chce jeszcze kupić waszą płytę – uśmiechnęłam się. Wypiliśmy po kilka kieliszków kamikadze. Podeszła do nas barmanka i powiedziała, że bardzo jej przykro, ale już muszą zamykać. Chłopcy zaczęli ją czarować i przekonywać, żeby jeszcze tego nie robiła. Poprosili, aby przyprowadziła swojego szefa, który jeszcze wypełniał jakieś papierki w swoim biurze. Po chwili do naszego boksu podszedł elegancki, starszy pan w garniturze. Chłopcy obiecali mu, że gdy pozwoli nam zostać to napiszą na Twitterze i Facebooku, że jego pub to najlepszy pub w Londynie i wstawią sobie na profil zdjęcia z logiem Megabowl. Podpisali się też na ścianie za barem i zrobili sobie kilka zdjęć z właścicielem lokalu. Facet był wniebowzięty. Zaproponował, że wyśle barmanki do domu, zamknie lokal od środka, a my zostaniemy w nim sami. Oczywiście cały bar był do naszej dyspozycji. Samoobsługa. On wrócił do swojego biura, kończyć jakąś papierkową robotę, więc w razie jakiś problemów mieliśmy go za ścianą. – Więc imprezka! – zawołał Niall, wskoczył na stół i zaczął tańczyć. Blondas zeskoczył ze stołu prosto na plecy Liama i wyszliśmy na malutki parkiet, który znajdował się z lewej strony baru. Zaczęliśmy tańczyć i wygłupiać się. Zayn przyniósł zza baru szampana, powstrząsał nim i otworzył. Chciał nas nim oblać, ale skutek był taki, że on był cały mokry, a na nas poleciało tylko kilka kropel. Śmialiśmy się, a czarnuszek tak strasznie przeżywał, że jego ulubiona bluza cała się klei. I tak oto nasz babski wieczór zmienił się w szalone party z chłopakami. Wreszcie opadliśmy trochę z sił i ekipa wróciła do boksu. Ja i Lou poszliśmy do baru. Chłopak podniósł mnie i posadził na ladzie. – Więc czego sobie pani życzy? – uśmiechnął się pięknie. – Poproszę gin z tonicem, plasterkiem cytryny i lodem. – Już się robi – odpowiedział i wyciągnął potrzebne butelki. Namieszał coś, co niby miało przypominać zamówionego przeze mnie drinka. – Za mój profesjonalizm należy się zapłata i duży napiwek – uśmiechnął się. Siedziałam twarzą do niego, on podszedł do mnie bardzo blisko opierając się o kraniec lady na której siedziałam. Bar był na tyle wysoki, że mogłam obciąć bo w pasie nogami. Zaczęliśmy się całować To była nasza chwila. Tak bardzo mi tego brakowało. – Hmm… jeśli mam płacić ci w taki sposób, to możesz mi robić drinki bez przerwy – powiedziałam i znów go pocałowałam, a on podniósł mnie baru i trzymał na rękach nie przestając całować. – Mam nadzieję, że wkrótce będę dostawał od ciebie nie tylko takie napiwki – uśmiechnął się łobuzersko. – To zależy jak będziesz się strać z tymi drinkami – Mam w zanadrzu jeszcze kilka sprawdzonych przepisów – dał mi buziaka i postawił na ziemi. – Idę do ubikacji, weź mojego drinka i zaczekaj na mnie w boksie okej? – Jasne – odpowiedział, a ja wyszłam do ubikacji. Wróciłam i od razu zajęłam swoje ulubione miejsce: kolanka Louisa. Usiadłam twarzą do niego, a on objął mnie mocno obiema rękami. – Stęskniłem się za tobą – powiedział całując mnie słodko. – Ja za tobą też – odpowiedziałam. Cieszyliśmy się sobą, Lou opowiadał mi o swoich przygodach, które spotkały go przez ostatnie 10 dni, a Harry wydawał się nie zwracać na nas uwagi. Może mu już przeszło. Mijały godziny, a my ciągle nie mieliśmy dość wspólnej zabawy.  Spojrzałam na zegarek w telefonie Louisa, była 6:30. – O boże laski! – powiedziałam wstając szybko z jego kolan i stanęłam obok boksu – dochodzi wpół do siódmej rano, a dziś sobota, musimy na uczelnię. O 8:00 mamy ten piekielny test z kulturoznawstwa! – wszystkie zupełnie o tym zapomniałyśmy. Co prawda uczyłam się do niego cały tydzień, dziewczyny też, ale przez ten powrót chłopaków na śmierć zapomniałam, że to już dziś. – O matko, musimy lecieć. – zawołała Viki. Chłopaki mieli z nas niezły ubaw. Podziękowaliśmy miłemu panu szafowi Megabowla ze udostępnienie sali. Chłopaki weszli jeszcze na zaplecze i wyszli z niego z walizkami. – A to co? – zapytałam zdziwiona. – No nasze rzeczy – odpowiedział Liam – zaraz z lotniska przyjechaliśmy tutaj i gdzieś musieliśmy odstawić bagaże – dodał. – Jesteście szaleni – powiedziałam i uśmiechnęłam się. Wszyliśmy na zewnątrz. Było już jasno. Chłopcy odprowadzili nas do metra, a potem zamówili taksówkę i pojechali do swoich domów. Nie zdążyliśmy umówić się na później, bo praktycznie biegłyśmy na pociąg, ale zgadaliśmy się, że będziemy w kontakcie i zdzwonimy się jak wrócę z uczelni. Weszłam do domu, była godzina 07:10. Włożyłam kwiaty do wazonu, wzięłam szybki, kilku minutowy prysznic, umyłam zęby i zrobiłam szybki makijaż. W pędzie założyłam na siebie beżowe rurki, białą koszulę z krótkim rękawkiem i czarną marynarkę z rękawkiem 3/4. Musiałam wyglądać w miarę elegancko, bo nasz wykładowca, gdy mieliśmy jakiś test zwracał na takie rzeczy uwagę. Założyłam balerinki, bo o szpilkach w takim biegu nie było mowy. I to tyle, na nic więcej nie było czasu, nawet nie zdążyłam nic zjeść. Zabrałam książki i inne materiały potrzebne na uczelnie, chwyciłam też zbożowego batonika, 3 mandarynki, małą butelkę wody mineralnej i wszystko wrzuciłam do torebki. Telefon, klucze i jestem gotowa. Biegnę do metra. W pociągu udało mi się przeczytać kilka notatek, zjeść batonika i wypić trochę wody. Biegnę na uczelnię. Jest 7:55, wskakuję do ławki Viki, reszta dziewczyn z którymi balowałam też siedzi już na miejscach i uśmiecha się do mnie. Po ich twarzach widać, że aż je trzęsie, aby pogadać o wczorajszej nocy, ale po chwili wchodzi pan profesor i rozdaje arkusze. Udało mi się wejść do klasy przed nim. Całe szczęście.

Rozdział 24.

Od mojego powrotu do domu minęło już kilka dni. Jak dawniej chodzę na uczelnię, spotykam się z Viki i resztą moich znajomych, buszujemy po Westfield Center. Wszystko wygląda tak jak kiedyś. No, może prawie wszystko. Zakochałam się i właśnie to zmieniło się w moim życiu. Louis codziennie dzwoni i wysyła miliony smsów. Niestety nie widzieliśmy się jeszcze od czasu powrotu do Londynu, czyli od długich 5 dni. Z racji tego, że praca przy kręceniu teledysku trwała 2 dni dłużej niż zaplanowano to Lou miał tylko jeden dzień na odpoczynek w rodzinnym domu, potem razem z chłopakami ruszyli w trasę po całym UK promując swój teledysk którego premiera już za dwa tygodnie. Codziennie od rana mają wywiady, sesje, spotkania z fanami, audycje w radiach, a w międzyczasie wybierają sceny które mają się pojawić w klipie. Ogólnie to mało jedzą, mało śpią i nie mają na nic czasu. Z rana makijażystki robią im mocny, ale niewidoczny makijaż, aby zakryć worki pod oczami, by wyglądali świeżo i szczęśliwe. Biedny misiek. Ale jeszcze 5 dni i znów się zobaczymy.

5 dni później chodzę po domu i śpiewam ze szczęścia. Już dziś wieczorem zobaczę się z miśkiem! Jeszcze tylko kilka godzin. Teraz gdy jestem z Louim jak nigdy nie rozstaję się z telefonem. Gdyby ktoś wysmarował go „Super Glue” i przykleił by mi się do dłoni nawet bym tego nie zauważyła, bo praktycznie cały czas miałam go w ręce. Czas trochę mi się dłuży więc umówiłam się z Viktorią w Westfieldzie. Po godzinie czekałam już przed centrum na przyjaciółkę. – Cześć Viki – cmoknęłam ją w policzek na przywitanie. – Cześć Olii – uśmiechnęła się – jakaś ty uśmiechnięta i zadowolona! – dodała i miała rację. Uśmiech od rana nie schodził z mojej twarzy. Weszłyśmy do środka, kupiłyśmy lody i usiadłyśmy na ławce. Opowiadałam przyjaciółce jaka jestem szczęśliwa i że postaram się wyciągnąć chłopaków na jakąś imprezkę, żeby w końcu mogła ich poznać bliżej. Z mojej torebki usłyszałam dźwięk przychodzącej wiadomości. – To na pewno Louis! – zawołałam, wcisnęłam Viki moje lody, abym mogła obiema rękami przeszukiwać torebkę. – O tu jest. Powiedziałam i wyciągnęłam telefon z małej zapinanej na zamek, bocznej kieszonki. – Tak jak mówiłam to Louis – powiedziałam wesoło. *Marcheweczko moja śliczna, tak mi przykro i smutno, ale musimy jeszcze trzy dni dłużej zostać w Glasgow. Wypadły nam jakieś nowe wywiady, przepraszam.* – Co takiego? – powiedziałam sama do siebie i ponownie przeczytałam wiadomość. – Co się stało? – zapytała Viki. – Nie przyjadą rozumiesz? Są na drugim końcu Wielkiej Brytanii i wrócą dopiero za 3 dni. Jestem wściekła! – Viki objęła mnie ramieniem. – Nic się nie martw. To gwiazdy, wiedziałaś, że coś może mu wypaść. Wytrzymałaś już te dziesięć dni to wytrzymasz jeszcze trzy. – Dzięki Viki, prawdziwa z ciebie przyjaciółka. Masz rację, wiedziałam, że coś może nie wypalić, ale przecież obiecywał, że się postara – powiedziałam i odpisałam Louisowi, że też jest mi przykro, ale jakoś wytrzymam te kilka dni. Telefon znów zadzwonił. To znowu Lou *Dziś piątek, nie siedź w domu i nie zamartwiaj się tylko wyjdź gdzieś ze znajomymi na miasto. Nie chcę abyś cały weekend spędziła sama w domu tylko dlatego, że jestem w Glasgow. Wyrzuty sumienia zjedzą mnie żywcem! :( Już zaczynają mnie gryźć, bo wiesz jaki ze mnie smakowity kąsek ;) Obiecujesz, że mnie posłuchasz?* Odpisałam, że nie mam ochoty nigdzie wychodzić, ale skoro te wyrzuty mają go zjeść to wyskoczę gdzieś na 2 godzinki wieczorem. Odpisał: *Moja grzeczna dziewczynka. Widzimy się za trzy dni! Właśnie zaczynamy kręcić jakiś program o gotowaniu z gwiazdami. Muszę kończyć. Tęsknię* Odpisałam, że też tęsknię i schowałam telefon do torebki. – Co jeszcze pisał? – zapytała ciekawska Viki. – Że mam gdzieś wyjść i nie siedzieć sama w domu. – O mądrze mówi. – odpowiedziała przyjaciółka. – Idziemy dziś do Megabowl na kręgle z dziewczynami z uczelni. W tym samym budynku jest też pub więc potem tam posiedzimy trochę i pogadamy. Chodź z nami. Zrobimy sobie babski wieczór. – zaproponowała. – W sumie to oboje z Louisem macie rację, nie będę w weekend siedzieć w domu. Więc o której? – O 21:00. Pasuje? – Pasuje. – odpowiedziałam, a Viki spojrzała na telefon. – O nie, dzwoniła mama. Miałam odebrać siostrę z przedszkola. Zobaczymy się na miejscu ok? – Tak jasne, leć już. Pa! – Pa Oli! – Powiedziała i zaczęła biec do wyjścia. Ja poszłam do metra i wróciłam do domu.

Wieczorem byłam już gotowa na imprezę. Ten wieczór miał wyglądać inaczej. Miałam siedzieć z Louisem w jakiejś romantycznej knajpce pijąc wino w eleganckim stroju. Zamiast tego stałam w jeansach, przydługawej, białej koszulce, czarnej bluzie z adidasa i zakładałam trampki. Na głowie miałam bejsbolówkę, bo nie chciało mi się układać włosów więc związałam je w kucyk i założyłam na nie czapkę. Co prawda po kręglach miałyśmy iść do pubu, ale to lokal właśnie dla ludzi, którzy skończyli grać, a chcą jeszcze trochę gdzieś posiedzieć. Więc wszyscy tam ubrani są w miarę na sportowo. Wsiadłam do autobusu, który zatrzymał się praktycznie pod Megabowlem. Było kilka minut po 21:00 gdy weszłam do środka. Dziewczyny już tam siedziały. Razem ze mną była nas siódemka. Do każdego toru był jeden wielki boks. – Cześć laski? Gramy? – zapytałam od razu. – O jaka napalona! Jasne, czekamy tylko aż monitor nad torem będzie aktywny. – powiedziała Viki. Usiadłam z dziewczynami, a po chwili na monitorze wyświetliły się nasze imiona. Ja rzucałam pierwsza. Lubię kręgle i jestem w nich dość dobra. Obok baru, w którym pracowałam w Polsce była kręgielnia i często chodziłyśmy sobie porzucać. Strąciłam wszystkie kręgle jednym rzutem. – Wielkie mi rzeczy, udało ci się. Zobacz jak robi to mistrzyni – powiedziała w żartach Helen, która była ze mną i Viki na tym samym roku studiów. Dobrze się bawiłyśmy i nawet już trochę zapomniałam o Louisie. Tor miałyśmy zarezerwowany na dwie godziny, które zleciały bardzo szybko. Dostałyśmy wydruki z wynikami i poszłyśmy do pubu, który znajdował się piętro wyżej. Usiałyśmy, zamówiłyśmy drinki i gadałyśmy. Dziewczyny przekomarzały się ze mną, zerkając na kartkę z naszymi wynikami i twierdziły, że maszyna źle to wszystko zliczyła, skoro ja wygrałam. Miło spędzałyśmy wieczór. Minęła już północ, gdy kelnerka przyniosła nam całą tacę kieliszków wypełnionych niebieskim Kamikadze. – Przepraszam, ale my nic nie zamawiałyśmy – powiedziałam – To od tych panów – powiedziała i wskazała na drzwi zaplecza. Odwróciłam się i zobaczyłam w nich nie kogo innego, tylko uśmiechniętych, machających do nas chłopaków z One Direction. Na czele stał Lou z wielkim bukietem czerwonych róż. Moje serce zaczęło bić jak szalone.

Rozdział 23.

Siedzimy w samolocie. Jeszcze nigdy nie nalatałam się tyle razy co w ciągu ostatniego tygodnia. Sięgam po torebkę i wyciągam z niej mojego iPada. Wzięłam go ze sobą, aby w wolnej chwili odrobić pracę domową na studia, ale nie miałam czasu, ani głowy na to by sprawdzić facebooka, więc o nauce nawet nie wspominam. Teraz też nie zamierzam spędzać ostatnich kilku godzin z moim ukochanym, aby się uczyć. Chcę tylko przegrać zdjęcia z aparatu Liama. To on miał najlepszy aparat i nim cykaliśmy sobie fotki od pierwszego dnia naszego pobytu w L.A, a potem w San Francisco. Razem z Louisem oglądaliśmy fotki i buzia aż sama uśmiechała się do ekranu. Były tam fotki z każdego dnia. Jak wcinaliśmy kurczaki w KFC, imprezowaliśmy w domku w L.A i tańczyliśmy w klubie, wypad na miasto, kilka zdjęć z samolotu, nasze gołe ciałka w basenie w apartamencie w San Francisco, ostatni dzień na planie zdjęciowym i wreszcie fotki z imprezy na plaży i zwiedzania San Francisco. Te z plaży mnie rozbroiły. Najlepsze były te które robili Zayn i Katie gdy my spaliśmy pościskani jak sardynki. – Będzie mi tego brakować – powiedziałam do Louisa i oparłam głowę o jego ramię. – Mi też słońce, ale jeszcze lepsze chwile przed nami – powiedział i pocałował mnie w czoło. Muszę przyznać, że umiał świetnie pocieszać. W samolocie wymieniliśmy się też z wszystkimi numerami telefonów. Przed nami ostatnie kilka godzin razem, ale oczy same mi się zamykają. Światła w samolocie zostają przygaszone. Rozmowy chłopaków też już cichną. Za nami ciężka noc. Złapałam dłoń Louisa i zasnęłam. Gdy się obudziłam już lądowaliśmy.

Odebraliśmy bagaże, wyszliśmy przed budynek lotniska i przyszła najgorsza chwila: rozstanie. Zaczęliśmy się wszyscy przytulać i żegnać ze sobą. Niall, Zayn, Katie, Amy, Liam, przyszła chwila na Harrego. Nie wiedziałam jak mam się zachować, a on przytulił mnie mocno i powiedział – Pa Olii, będzie mi ciebie brakować. – Mi ciebie też – odpowiedziałam zaskoczona. – Proszę, nie bądź już na mnie zła. – wyszeptał mi do ucha – Na ciebie nie da się złościć. Zazdrość to ludzka rzecz Harry, nawet jeśli chodzi o Louisa. powiedziałam i poszarpałam jego loki. – Oj Olii, Olii. – uśmiechnął się tylko kręcąc głową – Trzymaj się mała – dodał – Ty też – odpowiedziałam. Pora na Louisa. Spojrzałam na niego smutnie, a on pocałował mnie i przytulił. – Pa słoneczko, niedługo się spotkamy. Obiecuję, a wiesz jak to jest z moimi obietnicami. Zawsze ich dotrzymuję. – Wiem miśku, będzie mi ciebie brakować. – powiedziałam, a do moich oczu napłynęły łzy. Szybko przytuliłam się do niego, aby tego nie zauważył i starałam się jakoś ogarnąć, ale nie potrafiłam. – Nie płacz głuptasku, nie długo znów cię przytulę. Pa. – uśmiechnął się i jeszcze raz mnie pocałował. Zaczął odchodzić i wreszcie puścił moją dłoń. – Pa słońce – odpowiedziałam, a Lou wsiadł do samochodu. Auto ruszyło, a on jeszcze mi pomachał i przesłał całusa na pożegnanie. Wsiadłam do wolnej taksówki, która stała na postoju i podałam kierowcy swój adres. Nawet nie zdążyłam zapiąć pasów, gdy mój telefon się odezwał. Sms, od Lou: *Już tęsknię marcheweczko* uśmiechałam się do telefonu odpisując, że ja mocniej.

Jestem już w domu. Wszystkie ubrania z walizki wrzuciłam do pralki, reszte rzeczy odłożyłam na miejsce i schowałam pustą walizkę pod łóżko. Wzięłam prysznic i weszłam do kuchni. Jakoś tutaj dziwnie pusto. Przyzwyczaiłam się już do mieszkania w ósemkę, gdzie ciągle coś się dzieje. Włączyłam telewizor i zrobiłam sobie kawę. Zadzwonił telefon, to Viki. – Część Viki, właśnie miałam dzwonić, już od około godziny jestem w domu. Rozpakowana i umyta. – O to świetnie, zrób mi herbaty, wiesz, że nie lubię gorącej. Będę za 20 minut. – Pa! – odpowiedziałam i postawiłam czajnik na gaz. Zalałam torebkę malinowej herbaty wrzątkiem i usiadłam na kanapie. Zadzwonił domofon, to Viki – Wchodź – powiedziałam wciskając przycisk do otwarcia drzwi. Po chwili przyjaciółka pukała już w moje drzwi. – Cześć Olii! – zaczęła krzyczeć jak tylko mnie zobaczyła. – Cześć kochana! Ale się stęskniłam! – zaczęłyśmy się przytulać. – Wchodź, herbata już przestygła. – Usiadłyśmy w moim malutkim saloniku. – No, opowiadaj jak było? – uśmiechała się Viki, była podekscytowana. – To najpierw powiedz co u ciebie słychać, bo ja mam ci dużo do opowiedzenia. – Nic ciekawego. Więc skoro już wiesz co u mnie opowiadaj wreszcie proszę! – zawołała i rzuciła we mnie poduszką. – Dobrze już mówię – powiedziałam i zaczęłam jej szczegółowo opowiadać każdą godzinę mojego pobytu z chłopakami. Słuchała jak zaczarowana. Tylko od czasu do czasu zadawała jakieś pytanie. Najbardziej oczywiście podobały jej się fragmenty o Liamie. Gadałam tak i gadałam chyba przez 2 godziny, a i tak co chwilkę przypominało mi się coś nowego. – To chyba tyle. – powiedziałam w końcu z ulgą. – Boże, ty to masz szczęście! Tak bardzo ci zazdroszczę. – Zapomniałabym,  mam coś dla ciebie. – powiedziałam i wyszłam do sypialni po prezent dla przyjaciółki. – Kupiłam to w San Francisco. Chłopaki pomagali wybierać. – powiedziałam i wręczyłam przyjaciółce ozdobną torebkę. Wyciągnęła z niej białą koszulkę z napisem: ‚The Sweetest Thing You Ever Saw’ czyli: najsłodsza rzecz jaką kiedykolwiek widziałeś. Ale najlepsze było w niej to, że na plecach chłopaki napisali dedykacje dla Viki. – O mój boże, oni naprawdę sami to napisali i wymyślili? Nie mogę w to uwierzyć, to takie słodkie. – cieszyła się przyjaciółka. – Patrz co napisali Niall: Kocham Cie bardziej niż moją gitarę, Zayn: Jesteś słodsza nawet ode mnie, Harry: przy tobie moje loki się prostują, Louis: Uwielbiam cię tylko troszeczkę mniej niż Oliwię – na dźwięk tego ostatniego uśmiechnęłam się – Głuptas – powiedziałam. – A gdzie Liam? – Viki zaczęła oglądać koszulkę, o jest! – ucieszyła się. Liam podpisał się z przodu pod wielkim napisem ‚The Sweetest Thing You Ever Saw’ dodał ‚ IS YOU VIKI’ i narysował serduszko. Viki była wniebowzięta. Zaczęła mi dziękować i całować mnie. Kocham tą wariatkę. – O jeszcze coś. Mam też zdjęcia. Chcesz zobaczyć? – zapytałam – I jeszcze pytasz? Dawaj je tu! – zawołała. Wyciągnęłam iPada i zaczęłyśmy oglądać fotki. Radość mojej przyjaciółki była nie do opisania. Naturalnie najbardziej cieszyły ją zdjęcia Liama. – Olii, wiem, że to dziwne, ale zgrasz mi te zdjęcia na płytkę. Muszę je mieć! Będę je oglądać przed snem, wygumuję twoją twarz i wstawię swoją – śmiała się Viki, oczywiście żartowała – Jasne nie ma problemu. – Nagrałam jej płytę. – Ale mam jedną prośbę. Nie publikuj ich nigdzie w internecie, to dla mnie ważne. To moje wspomnienia, chcę je zachować tylko dla siebie. Okej? – Jasne nie ma sprawy. Och już po 22:00. Polecę już do domu, a ty wyśpij się porządnie, wyglądasz koszmarnie po tej podróży. – Dzięki, umiesz pocieszyć człowieka – powiedziałam z sarkazmem. – I za to mnie kochasz. Dzięki za wszystko – uśmiechnęła się Viki, zabrała koszulkę i płytę. Pożegnałyśmy się i wyszła. Położyłam się do łóżka. Jak zwykle przed snem sprawdziłam co słychać na moim telefonie. 5 nowych wiadomości, wszystkie od Louisa. *Jestem już w domu rodziców. Tęsknię, tęsknię, tęsknię* następny: *Już godzinę jestem w domu rodziców i dalej tęsknię ;(* trzeci był o treści  *Schrupałbym cię marcheweczko!* następnie: *Nie mogę zasnąć. Wiesz to znowu te myszy ;(* i ostatni *Halo, Halo czy ktoś jest po drugiej stronie. Brakuje mi Ciebie. Nie chcę spać sam ;(* Chwyciłam za telefon i wybrałam numer Louisa. Tak dobrze było usłyszeć jego głos. Zaspany głos, bo obudziłam chłopaka, ale bardzo się ucieszył na mój telefon. Gadaliśmy tak z godzinę. Później wysłałam mu jeszcze smsa *Tego potrzebowałam. Twojego głosu. Moge wreszcie zasnąć spokojnie. Dobranoc miśku!* i po chwili dostałam odpowiedź: *Wolałbym Cię teraz przytulić, ale cieszę się, że chociaż mogłem usłyszeć Twój cudowny głos. Dobranoc moja słodka dziewczynko* Uśmiechnęłam się do wyświetlacza i zaczęłam myśleć o Louim. Uśmiech nie schodził z moich ust. W końcu udało mi się zasnąć.
__________________________
specjalnie dla Was na dobranoc,
coby Wam się lepiej spało misiaki! ♥