Archiwum dla Luty, 2012

Rozdział 22.

Otwieram oczy, jest już jasno i trochę wieje chłodem od wody. Głowa mi chyba zaraz pęknie! Co za ból, co za kac… Już nigdy nawet nie wezmę łyka piwa. Już wolę drinki i wódkę, po nich się tak nie męczę rano. Leżę na brzuchu, pod głową mam ręke Louisa. Plecy mnie bolą od tego spania na twardym. Liam obok mnie też śpi na brzuchu, głowę i ręce ma położone na moich plecach. To też nie pomaga w uśmierzeniu bólu. Błagam niech mnie ktoś dobije! Podnoszę głowę do góry, aby powiększyć sobie pole widzenia. Niall śpi skulony 2 metry od naszego koca, na piasku. To dziwne, bo przecież wczoraj przynieśliśmy do nas. Z mojej drugiej strony jak już wspominałam leży Lou. Ma na twarzy jakąś koszulkę, pewnie raziło go słońce. Obok niego śpi skulony Hazza, przykrywając twarz ręką, a na końcu pod kocem Amy. Małpa zwinęła koc pod którym zmieściły by się trzy osoby i sama pod nim spała. Tylko Zayn i Katie już nie spali. Siedzieli nad brzegiem morza, rozmawiali i śmiali się. Położyłam głowę z powrotem na rękę Louisa. Nie wstaję dzisiaj. Będę tu tak długo leżeć, aż umrę. Długo jednak nie wytrwałam w tym postanowieniu. Strasznie chciało mi się pić, więc delikatnie zdjęłam z pleców tą pijawkę: Liama i wstałam. Dopiero teraz dokładnie zobaczyłam co dzieje się dokoła. To wyglądało jak po jakimś trzęsieniu ziemi. Wszędzie były porozrzucane puste puszki po piwie, papierki po czipsach, batonach i całej reszcie jedzenia. A my wyglądamy jak banda meneli. Cali brudni z piasku, a nasze twarze i ubrania były czarne z czadu z ogniska. Śmierdzieliśmy dymem. Znalazłam jakąś wodę mineralną i wypiłam pół butelki. Znalazłam też swoją torebkę. Popatrzyłam na zegar w telefonie, była 08:13. W torebce były też gumy do żucia: moje wybawienie. Poszłam do Zayna i Katie. W sumie to nie chciałam im przeszkadzać, ale zauważyli mnie i zawołali do siebie. – Wyspana? – Zapytał uśmiechnięty Zayn. – Weź nawet nie pytaj. Wszystko mnie boli, a wy jak? Całkiem dobrze wyglądacie. – Bo nie spaliśmy, leżeliśmy z wami jakiś czas, a potem gdy zaczęło się rozjaśniać to usiedliśmy tu i obserwowaliśmy wschód słońca – powiedziała Katie. – Rozumiem – dodałam z zadziornym uśmieszkiem. Rozmawialiśmy już chwilkę, gdy dołączył do nas Liam. – Wiesz Olii, jestem na ciebie zły – powiedział. Zdziwiłam się – Za co? – zapytałam. – Jak to za co? Tak dobrze mi się spało na twoich pleckach to musiałaś wstać. Nie masz serca – uśmiechnął się i usiadł obok mnie. Podałam mu butelkę z wodą. – Ty jednak wiesz czego mi potrzeba. – uśmiechnął się i napił. – W ogóle słyszeliście tą nocną akcję z Niallem? – Nie co się stało? – zapytałam. – Ten idiota obudził się w nocy i stwierdził, że idzie szukać skunksów na plaży, bo bardzo je kocha i chce je nakarmić. Próbowałem go zatrzymać, zaczęliśmy się szarpać, ale gdy zaczął krzyczeć to puściłem go. Nie chciałem żeby was obudził. To była dobra decyzja bo zrobił 5 kroków i potknął się o własne buty. I gdzie się wywalił tam usnął. – zaczęliśmy się śmiać, wyobrażając sobie tą sytuację. – Właśnie słyszałem jakieś krzyki, ale nie wiedziałem o co chodzi. Myślałem, że coś mu się śni – powiedział Zayn dalej się śmiejąc. – Może zaczniemy już sprzątać? – zaproponowała Katie. – Dobry pomysł. Posprzątamy i zmywamy się. Jestem wykończona – powiedziałam i ruszyliśmy w stronę wygasłego ogniska. Wzięliśmy worki na śmieci i zbieraliśmy do nich śmieci. Byliśmy już gdzieś na półmetku pracy gdy Lou, Harry i Amy obudzili się i zaczęli nam pomagać. Tylko blondas spał słodko na piasku. Gdy skończyliśmy sprzątać obudziliśmy Nialla i zamówiliśmy taksówki. Po chwili przejechały dwa samochody. Jeszcze raz spojrzałam za siebie na plażę, na której spędziłam ostatnią noc w San Francisco i najlepszą imprezę w życiu. Zrobiło mi się przykro. Wpakowaliśmy się do taksówek i wróciliśmy do hotelu.

Weszłam do łazienki i spojrzałam w lustro. To był błąd. Miałam całą czarną buzię, wysmarowaną czadem z ogniska. Posklejane włosy sterczały na wszystkie strony. Taksówkarz i recepcjonista musieli mieć z nas niezły ubaw. Zaczęłam się śmiać do lustra. Szybko weszłam pod prysznic i ogarnęłam się troche. Założyłam ładne, czyste ubrania, zrobiłam sobie makijaż i ułożyłam włosy. Umówiliśmy się, że już teraz się spakujemy, a potem pójdziemy pozwiedzać miasto. Lot do Londynu mieliśmy dopiero na godzinę 21:15 więc jeszcze sporo czasu nam zostało. Pakowanie szło mi dość szybko. Pozbierałam jeszcze wszystkie rzeczy z łazienki i gotowe. Wyszłam do salonu. Siedział tam tylko Hazza. Szczerze to nie chce mi się z nim samej siedzieć, ale troche głupio jak wejdę z powrotem do pokoju, bo już mnie zobaczył. Usiadłam na kanapie obok i patrzyłam na to co leciało w telewizji. – Oliwia – zwrócił się do mnie. – Nie chciałem cię wczoraj zranić ani rozzłościć. Nie gniewaj się na mnie. – Wiec przepraszasz mnie nie za to co powiedziałeś, tylko za to, że mnie rozzłościłeś? – zapytałam zdziwiona – No w sumie to tak, bo… – Co jest gwiazdy moje? – zawołał Lou wchodząc do salonu, usiadł obok mnie i pocałował w policzek. – O czym gadacie? – zwrócił się do mnie – Ahh Harry mówił mi o której mamy wylot, bo zapomniałam. – znów go okłamałam. Nie chciałam tego robić, ale to była jedyna myśl jaka mi przyszła do głowy. Na szczęście nie słyszał naszej rozmowy. – Nie martw się o wylot, przecież cie tu nie zostawię – uśmiechnął się i zaczął mnie całować. W tym momencie Harry wyszedł z salonu i poszedł do swojego pokoju. Zaczęła do nas schodzić się reszta ekipy. Przyszedł i Harry – Sorry, że tak wyszedłem bez słowa, ale zapomniałem naładować telefon, a ładowarka była na dnie walizki. Musiałem jej poszukać. – Okej, mamy komplet więc ruszamy! Taksówki już czekają. – Powiedział Liam i zeszliśmy na dół.

San Francisco to takie cudne miasto, a my mieliśmy tylko jeden dzień, aby je zwiedzić. Najpierw pochodziliśmy po mieście i po sklepach. Kupiliśmy prace ciuszków i pamiątek. Razem z Louim kupiliśmy sobie takie same koszulki: oczywiście on męską, a ja damską. Były one białe, moja z wielkim napisem: California Girl, a jego California Boy. Poprosiliśmy miłe panie w sklepie aby odcięły nam z nich metki i już ich nie ściągaliśmy. Nie chcę być nieskromna, ale wyglądaliśmy w nich świetnie, jak para idealna. Kupiłam też coś dla Viki. Po zakupach postanowiliśmy iść do oceanarium, a że nigdy tam nie byłam bardzo się ucieszyłam. Było cudownie. Czułam się jak w akwarium. Dokoła mnie były ogromne szyby, a za nimi pływały piękne małe, kolorowe rybki. Za inną szybą zaś rekiny, dalej orki, delfiny i całe mnóstwo pięknych żyjątek. Byliśmy też na pokazie w wykonaniu delfinów i ich treserów, gdzie miałam okazję pogłaskać jednego nich. Delfiny są cudowne. Ostatnim miejscem jakie mieliśmy zwiedzić był oczywiście Disneyland. Chłopcy tak się uparli, że nawet nie było mowy, abyśmy jechali gdzie indziej, ale nawet się cieszę, że się z dziewczynami zgodziłyśmy. Disneyland kojarzył mi się zawsze z czymś dla mały dzieci, dla krzyczących 7 latków. Jednak bardzo się myliłam. Wszyscy świetnie się bawiliśmy i zachowywaliśmy jeszcze gorzej niż wspomniane 7 latki. Krzyczeliśmy jak szaleni jeżdżąc karuzelami. Porobiliśmy sobie fotki z Myszką Mickey i niestety musieliśmy wracać. Była już 19:30, a trzeba jeszcze jechać po walizki do hotelu i na lotnisko. Z bólem serca, że tak krótko to trwało opuściliśmy park rozrywki i wróciliśmy do hotelu. W biegu wzięliśmy swoje bagaże i pędem na lotnisko. Zdążyliśmy. Niestety.

Rozdział 21.

Jesteśmy już w drodze z hotelu na plaże. Pozbieraliśmy wszystko o co prosili chłopcy. Liam dzwonił jeszcze, żebyśmy wzięli kilka kocy. Więc z pełnym bagażnikiem jedzenia, ubrań i napojów jechaliśmy na plażę. Niall siedzi z przodu obok kierowcy i żywo coś mu tłumaczy, w radio lecą hity lat ’90. Ja siedzę z tyłu obok Harrego. Chłopak patrzył w okno w ciszy. Zauważyłam, że od jakiegoś czasu trzymał do mnie dystans. Nie wygłupialiśmy się jak kiedyś, a o siedzeniu na jego kolanach, tak jak pierwszego wieczoru nie było nawet mowy. – No to imprezka – powiedziałam uśmiechając się, żeby jakoś przerwać tą głupią ciszę. – Tak, też się cieszę – odpowiedział, nie odrywając głowy od okna. Ok, spróbowałam. Przecież nie będę go niańczyć i prosić, żeby ze mną pogadał. Niech spada. Oparłam się wygodnie o siedzenie i obróciłam głowę w stronę drugiej szyby. – Oliwia? – odezwał się nagle, spojrzałam na niego. – Mogę cię o coś zapytać? – Jasne, pytaj o co chcesz – uśmiechnęłam się. – Wiec nie zrozum mnie źle, ale czy ty… no wiesz czy ty i Lou to tak na poważnie, czy jak? – byłam zaskoczona jego pytaniem. – Mam nadzieję, że na poważnie. Przynajmniej tak powtarza mi Louis, ja również nie traktuję tego zbyt lekko. A dlaczego pytasz o to mnie, a nie Louisa? Przecież to twój przyjaciel? – Jakby to powiedzieć… – Hazza zaczął coś zmyślać i się zastanawiać – Lou jest dość delikatny i mało wylewny jeśli chodzi o te sprawy. Denerwuje się jak go wypytuję, dlatego pytam ciebie. – tego bym się po miśku nie spodziewała. To dość dziwne, bo mi okazuje uczucia i rozmawia o nich nawet w towarzystwie. Widocznie taki typ człowieka. – Olii – przerwał moje przemyślenia Hazza. – Wiesz, że Louis to mój przyjaciel i kocham go jak brata. Jesteśmy bardzo zżyci i… i może nie powinienem tego mówić. – przerwał na chwilę, był zdenerwowany – Czego nie mówić Harry? – zapytałam. -  Lou to świetny człowiek, ale to nie jest dobry chłopak dla ciebie. Zrani cię. – zrobiłam wielkie oczy. – Co ty wygadujesz?? – Nie chcę abyś cierpiała, dlatego ci to mówię. Olii, uwierz mi, jeszcze nie raz będziesz przez niego płakała. Znam go dłużej niż Ty i wiem jaki jest naprawdę. – Dobra, wystarczy tego! – przerwałam mu. – Jak możesz mówić takie okropne rzeczy i nazywać się przyjacielem Louisa? Nie wiem co do niego czujesz i nie interesuje mnie to. Ale skoro jesteś o niego zazdrosny to po prostu to powiedz, a nie wymyślaj takich historyjek. To chore! – byłam wściekła. – Ale ja… – wystarczy Harry. Nie chce mi się tego słuchać! Myślałam, że jesteś inny. – Hazza nic już nie odpowiedział tylko zaczął znów obserwować to co dzieje się za oknem. I dobrze, że już się zamknął, bo inaczej mogłabym uszkodzić mu tą jego buźkę. Co za paranoja. On rzeczywiście jest gejem! Nie mogę mieć do siebie pretensji, bo nie mogłam tego wcześniej zauważyć. Wszyscy się tak wygłupiają. Widać dla Hazzy to nie były wygłupy. – Wiesz Harry – odezwałam się do niego gdy już dojeżdżaliśmy do plaży, a on spojrzał na mnie – tylko dlatego, że Loui bardzo cie lubi, nie powiem mu o tym co mi nagadałeś. Nie chcę go ranić. A ty pomyśl chłopie nad sobą. Nie jesteś pępkiem świata. – dokończyłam i wysiadłam z taksówki.

- Olii słoneczko moje! – wołał z daleka wesoło Loui, biegnąc do mnie w podskokach i wygłupiając się. Wziął mnie na ręce, zaczął kręcić i pocałował. – To były najdłuższe 53 minuty mojego życia – uśmiechnął się. – Mojego też wariacie, cieszę się, że wreszcie tu z tobą jestem. – Lou postawił mnie na ziemię i pomógł chłopakom wyciągać rzeczy z bagażnika. – Jesteśmy!! – zawołał wesoło Niall niosąc z sobą pięć reklamówek. Przez ramię miał przewieszoną gitarę – I mamy masę jedzenia! Niestety nic po drodze nie jadłem, bo wszystko było w bagażniku, ale nie martwcie się moi drodzy zaraz to nadrobię – Nie wątpię – powiedział Liam biorąc od niego ciężkie siatki, aby trochę pomóc. Hazza postawił na ziemi cztery kartony piwa, a Lou koce, ubrania i jeszcze jeden karton piwa: smakowego, dla nas, dziewczyn. Usiedliśmy przy ognisku. Harry siedział naprzeciw nas i patrzył w ogień, a ja przytulałam się do Louisa. Każdy z nas trzymał w ręce puszkę z piwem. Niall też pił smakowe, bo jak stwierdził, musiał uzupełnić cukier po podróży. – O czym myślisz? – zapytał Lou. – A o wszystkim i o niczym. I o tym, że już jutro wracamy do domu – skłamałam. Tak naprawdę myślałam o tym co powiedział mi Hazza, ale gdy przeanalizowałam co powiedziałam doszła do mnie straszna myśl – O boże, jutro naprawdę wyjeżdżamy. To naprawdę koniec – powiedziałam smutno. – Dla nas to dopiero początek – odpowiedział Lou i pocałował mnie w policzek. – Więc za te kilka wspólnych dni! Do dna! – zawołał wesoło Zayn i zrobił duży łyk piwa. – Nie ma się co smucić – mówił Liam – najważniejsze, że się spotkaliśmy i poznaliśmy. Niektórzy zżyli się nawet bardziej niż sądzili – w tym momencie spojrzał na mnie i Lou. – Dziewczyny jesteście świetne – mówił dalej – mam nadzieję, że będziemy utrzymywać kontakt po powrocie do Londynu. – Oczywiście – powiedziała Amy. Wow, co za zaskoczenie. Wreszcie się do nas odezwała. W sumie to zrobiła to tylko dla Liama. Piliśmy i jedliśmy pianki i kiełbaski z ogniska. Było tak miło. Nialler, gdy w końcu napełnił żołądek wziął do rękę gitarę i wszyscy razem zaczęliśmy śpiewać ‚What Makes You Beautiful’ tańcząc i tarzając się po piasku. – Do wody! – zawołał Zayn, a że już trochę wypiliśmy zaczęliśmy biec w stronę oceanu po drodze się rozbierając. Chłopcy zostali w samych bokserkach, a my w stanikach i majtkach. Weszliśmy do wody. Ku mojemu zdziwieniu była ciepła. Wygłupialiśmy się i topiliśmy na wzajem odgrywając role lepsze niż te w ‚Słonecznym Patrolu’. Hazza był oczywiście Mitchem, którego w serialu grał jego ukochany David Hasselhoff. – To nasz ostatni wieczór zróbmy coś szalonego – zaproponowała Katie. Chłopcy mieli taki ubaw, że nawet nie zauważyli jak razem z dziewczynami oddaliłyśmy się i stanęliśmy tyłem do nich. – Chłopaki! – zawołała Katie, a gdy nas spojrzeli to bez zastanowienia ściągnęłyśmy staniki i wyrzuciłyśmy za siebie do wody. – Boobs! – zawołał Lou – Ooo tak dziewczyny! – wołał Zayn i wszyscy w pędzie ruszyli w naszym kierunku. Oczywiście zakryłyśmy piersi rękami, ale uciechy i radości chłopaków nie było końca. Wzięli nasze pływające nieopodal staniki i założyli je. Wyglądali komicznie. – To teraz majtki do kompletu – zaproponował Louis. – Chyba śnisz – odpowiedziałam i pokazałam mu język. – Dobra ja ściągnę, ale wy najpierw, cała piątka – powiedziała Katie, ale szybko zaczęła tego żałować. Była pewna, że chłopcy w życiu się na to nie zgodzą, a oni po 20 sekundach stali w wodzie trzymając swoje bokserki w rękach. Niestety nic nie było widać, bo woda sięgała nam do pasa. – Wy wariaci, dobra skoro obiecałam, niech wam będzie. – powiedziała, a ja nie mogłam powstrzymać się od śmiechu. Szybkim ruchem schyliła się do wody i wyciągnęła z niej czarne stringi. Chłopaki byli tacy szczęśliwi. Krzyczeli i cieszyli się jak dzieci. – Dobra wystarczy, oddawać staniki! – Katie założyła majtki, a chłopaki zaczęli uciekać z wody w naszych stanikach. Ze swoimi bokserkami w rękach. Naszym oczom ukazało się pięć zgrabnych tyłków. Widać było, że dziewczyny żałowały tak jak ja, że akurat nie staliśmy przed nimi, a za. Chłopcy szybko założyli bokserki. Otrząsnęłyśmy się trochę i ruszyłyśmy za nimi. – Lou, Zayn, chłopaki! Oddawać nasze staniki! – wyskoczyłyśmy z wody i ubrałyśmy koszulki. O naszych stanikach mogłyśmy już zapomnieć, dumnie ozdabiały klaty Hazzy, Lou i Zayna. Kazałyśmy chłopakom zgadywać kto ma czyj. Oczywiście trafnym okiem zmierzyli nas i prawidłowo odgadli. Lou wymienił się z Zaynem, bo miał ten od Amy, a chciał mój. Impreza trwała dalej. Niall niestety po siódmym piwie odpadł i spał na ławce przykryty kocem. Nam też już dużo nie brakowało do niego. Stwierdziliśmy, że tą noc spędzimy śpiąc na plaży. To było szaleństwo! Z początku nie chciałam się zgodzić, ale gdy jeszcze trochę wypiłam, przyznałam, że to świetny pomysł. Rozłożyliśmy koce na piasku i położyliśmy się na nich. Przytargaliśmy pijanego Nialla i położyliśmy go na skraju kocu, obok nas, aby nie zmarzł sam na ławce. Ja leżałam obok Liama, a z drugiej strony naturalnie Lou. Liam położył głowę na moim jednym ramieniu, a Louis na drugim. Dali mi, a następnie sobie buziaka w usta na dobranoc. Katie jeszcze chichotała z Zaynem. Nie wiem jak długo, bo szybko zasnęłam.

♥ ♥♥

Witam wszystkich:* Dziś dla was śpiący Liam z tekstem:
‚Cool opowieść stary. Poważnie, mów dalej.’

Mam nadzieję, że Wy wyglądacie trochę inaczej czytając tego bloga :)
buziaki ♥

(zdjęcia Liama zastrajkowało i się samo usunęło,
dlatego zamiast niego wstawiam tańczące mordki
)