Archiwum dla Luty, 2012

Rozdział 20.

Rano obudziło mnie słońce wpadające przez wielkie okno do mojego pokoju. Otworzyłam oczy i zobaczyłam, że Lou jeszcze śpi. Nie wiem, która godzina, ale nie chciałam go budzić. Jednak po kilku minutach leżenia bezczynnie zaczęło mi się nudzić, nie mogłam już się doczekać, kiedy misiek się obudzi. Więc zaczęłam go delikatnie łaskotać. Otworzył na momencik oczy, ale szybko je zamknął i obrócił na brzuch. Spał dalej. Znów go połaskotałam, a on obudził się wystraszony. – Dzień dobry słońce, już nie śpisz? – zapytałam słodko. – Nie, nie śpię – odpowiedział przeciągając się. – Wiesz muszę ci coś pokazać – zaciekawiłam się. – Co takiego? – zapytałam. – Muszę ci pokazać co mnie obudziło ty zła kobieto! – odpowiedział i zaczął mnie łaskotać. – Przecież to nie ja! Lou, proszę, przestań! Będę krzyczeć i wszystkich obudzimy! – przestał na chwilkę – To naprawdę nie ja – uśmiechnęłam się – Hmm… taka ładna, a tak kłamie. No dobrze skoro to nie ty to kto? – zapytał. – Jak to kto? Myszy! Loui, myślę, że powinniśmy to dziś zgłosić na recepcji. Myszy w takim hotelu to nie do pomyślenia! – powiedziałam najpoważniej jak umiałam, a potem wybuchłam śmiechem, Lou zresztą też. – Ty głuptasku – powiedział i dał mi buziaka. – Wydaje mi się, że właśnie złapałem jedną mysz – powiedział i przytulił mnie mocno. Leżeliśmy tak chwilkę w milczeniu. – Aa właśnie! Muszę o coś zapytać – powiedziałam. Przypomniała mi się sprawa która męczyła mnie wczoraj pod prysznicem: marchewki. Lou spojrzał na mnie pytająco – O co chodzi z tymi marchewkami? Chłopcy mówią do ciebie marcheweczko, ty życzysz mi słodkich jak marchewka snów. To jakieś nowe brytyjskie przysłowie? Mieszkam tu 2 lata, ale jeszcze tego nie słyszałam. – misiek zaczął się śmiać. – Oglądałaś sezon Xfactora w którym występowaliśmy, prawda? – No tak oglądałam. – Więc może pamiętasz nasze video diary? Wiesz co tydzień siedzieliśmy na schodach i odpowiadaliśmy na pytania fanów – zaczął wyjaśniać. – Tak pamiętam to, byłeś tam największą gwiazdą – uśmiechnęłam się. – Jak zawsze słońce – powiedział w żartach i odwzajemnił uśmiech. – Więc w jednym z tych wywiadów ktoś zapytał nas jakie dziewczyny lubimy. Więc powiedziałem, że lubię dziewczyny, które jedzą marchewki. – Ahh tak! Już pamiętam. Więc z tego ta ksywka? – Tak od tego się zaczęło. Ale nie mogę już patrzeć na marchewki. Fanki przysyłały mi je skrzynkami! Oprócz tego przysyłały t-shirty, maskotki, rysunki i swoje zdjęcia z marchewkami. Wszędzie były marchewki. To było szaleństwo. – Oj biedactwo moje, ty to masz ciężkie życie – zażartowałam i pocałowałam go w usta. – A jeszcze lepsze było to jak kilka odcinków potem stwierdziłeś, że wolisz jednak laski które lubią lamborghini, a Harry dodał, że lubisz te z zegarkami Rollexa. Jesteście szaleni – Louis tylko się uśmiechnął wspominając te chwile. – Ale wiesz, musze cię zmartwić: marchewka to nie jest moje ulubione warzywo. Lamborghini to też nie moja ulubiona marka samochodów, a na Rollexa po prostu mnie nie stać – powiedziałam. – Hmm.. co ja teraz zrobię. Jestem załamany. Muszę zmienić dziewczynę – pokazał mi język, a ja zaczęłam go w żartach bić. Naszą walkę przerwało pukanie do drzwi. – Proszę! – zawołałam. Nie chciało mi się wstać, żeby otworzyć. Do pokoju przez uchylone drzwi zajrzał Liam. – Cześć, chyba was nie obudziłem? – Cześć! Nie, już nie śpimy. Co się stało? – zapytałam. – Dzwonił Andy, za godzinę zaczynamy kręcić. Louis, a ty nie masz swojego pokoju? – zapytał w żartach – Mam, ale czuję się w nim taki samotny. – odpowiedział udając smutnego. – Stary, ja też jestem taki samotny. Też chciałbym tu z wami spać. Tak bardzo chcę się do kogoś przytulić! – powiedział Liam i wskoczył nam do łóżka. Chłopaki zaczęli się wygłupiać i przytulać nie zapominając o mnie – Uff… aż lepiej. Louis jesteś moim najlepszym kochankiem – powiedział Liam wstając z łóżka i poprawiając teatralne włosy i koszulę – idę, a wy się zbierajcie. Zjemy jeszcze śniadanie na dole w restauracji i lecimy – Chłopak wyszedł z pokoju, Lou dał mi buziaka i wyszedł za nim. Ubrałam się, ogarnęłam i wyszłam do salonu. Tam czekał już na mnie Louis i wyszliśmy do hotelowej restauracji. Wszyscy już tam siedzieli. Zjedliśmy śniadanie, a kelner poinformował nas, że samochód już czeka. Wpakowaliśmy się do auta i ruszyliśmy.

Jesteśmy na miejscu. Nasz reżyser wybrał dla nas jedną z dzikich plaż, bez turystów. Była pusta i cała dla nas. Tak jak poprzednio dostaliśmy te same ubrania. Akcja teledysku miała się w końcu toczyć jeden dzień. Reżyser poinformował nas co mamy robić, którędy biegać i zaczęliśmy kręcić. Taka praca to dla mnie czysta przyjemność. Biegam cały dzień, świetnie bawiąc się po gorącej plaży w San Francisco, mam zapewniony nocleg, jedzenie, imprezy w świetnym towarzystwie i jeszcze mi za to płacą. Cały dzień zleciał nam bardzo szybko. Staraliśmy się, aby dobrze zagrać wszystkie sceny. Chcieliśmy to skończyć jak najszybciej, bo przecież czekała nas dziś impreza na mieście. Zaczęło się ściemniać. Zostało nam do zagrania kilka scen przy ognisku. Miejsce było już przygotowane, ogień się palił – Akcja! – zawołał reżyser. Wiedzieliśmy przed ogniskiem, a chłopaki śpiewali jakieś wymyślone przez siebie piosenki o niesfornych kotach dachowcach. Cała ekipa chichotała pod nosami, a my śmialiśmy się głośno. Mieliśmy grać grupkę bawiących się przyjaciół, ale nie musieliśmy tego robić. Naprawdę byliśmy grupką przyjaciół i naprawdę świetnie się bawiliśmy. – Dziękuję, mamy to! – Koniec! Juhuu! – cieszyli się chłopaki. Ekipa zaczęła zwijać swój sprzęt, pożegnała się z nami i pojechała – To teraz na miasto! – zawołał Zayn. – Ej, tutaj jest tak fajnie – powiedział Liam – może jednak zostaniemy przy ognisku, pośpiewamy, popijemy. Sami, bez tych tłumów ludzi w klubach. A miasto zwiedzimy jutro. – Muszę przyznać, że bardzo mi się ten pomysł spodobał. Innym również. Tylko czarnuszek był niezadowolony. Lubił chodzić do pełnych ludzi klubów, bo tam zawsze otaczała go grupka pięknych dziewczyn. Bardzo lubił żeńskie towarzystwo. – No Zayn, zgódź się, będzie fajnie – namawiał go Niall – zjemy coś z ogniska, przecież lubisz kiełbaski – mówił dalej blondas. – Okej, tu mnie masz. Te kiełbaski mnie przekonały – uśmiechnął się Zayn. – Super, więc plan jest taki – zaczął jak zwykle przygotowany Liam – Harry, Niall i jedna z dziewczyn pojadą do hotelu. Hazza weźmie tyle alkoholu ile uniosie, Niall weźmie jedzenie, jeśli oczywiście coś jeszcze zostanie zanim tu dojedzie, a któraś z dziewczyn zabierze jakieś swetry, albo kurtki jakby się ochłodziło. Ja i reszta poszukamy jeszcze jakiegoś drewna czy czegoś co można spalić. – Okej, jestem za! Pojadę z wami – zaproponowałam. Lou popatrzył na mnie kątem oka – No co? Wolę się przewieźć trochę samochodem niż zbierać chrust po plaży – powiedziałam mu cicho do ucha – Ty cwaniaro – odpowiedział i pocałował mnie. – Wracaj szybko i proszę mi tam grzeczna z chłopakami być. – Oczywiście miśku. – Wsiedliśmy do busa i odjechaliśmy.

Rozdział 19.

Zaczynamy imprezę na tarasie! Rozebrałam się, bo pod ubraniami miałam bikini i wskoczyłam z pozostałymi do wody. Lou nosił mnie na barkach, a potem udał, że sie potknął i wpadł razem ze mną pod wodę. Nie chciałam moczyć włosów, ale co tam. Oczywiście nie brakowało nam drinków, żebyśmy sie nie odwodnili jak to stwierdził Liam. Potem usiadłyśmy z dziewczynami na krawędzi basenu, chłopaki skakali do niego na różne sposoby, a my mieliśmy ich oceniać. Nasze serce podbiła „decha” Hazzy. Chciał wskoczyć na główkę, trochę mu nie wyszło i spadł do wody prosto na gołą klatę, która po chwili zrobiła się czerwona. Oddałyśmy mu najwyższe noty i wygrał nasz konkurs, a chłopcy nie protestowali tylko nabijali się z Harrego. Bawiliśmy się już tak dość długo, aż w końcu chłopaki opadli z sił i położyli się na leżakach. Ja i Lou usiedliśmy razem w hamaku, który znajdował się troszkę dalej od basenu, za to blisko barierek tarasu, za którymi falował piękny ocean. Siedzieliśmy tak, gadaliśmy i przytulaliśmy się. Szybko jednak wszyscy opadliśmy z sił. Codzienne picie alkoholu i balowanie do świtu dawało nam się we znaki. Wrażenia i emocje z dzisiejszego dnia też nie pomagały. Razem zdecydowaliśmy, że pójdziemy dziś spać wcześniej, za to jutro będziemy balować na mieście. Cała paczka ruszyła w stronę drzwi do apartamentu, a my z Louim za nimi. Chłopak odprowadził mnie pod drzwi pokoju i pocałował – Dobrej nocki miśku – powiedziałam. – Słodkich, marchewkowych snów! – odpowiedział i jeszcze raz dał buziaka. Weszłam do pokoju i biorąc prysznic zastanawiałam się o co chodzi z tą marchewką. Już kilka razy o tym słyszałam. Może to jakieś nowe brytyjskie przysłowie. Zapytam jutro Louisa, a teraz w końcu mogę się położyć do łóżka. Nie zdążyłam nawet dobrze się przykryć gdy usłyszałam pukanie do drzwi. Otworzyłam je i zobaczyłam Katie. – Cześć mam nadzieję, że cie nie obudziłam. – Nie, jeszcze nie spałam. Co się stało? – zapytałam – Mam sprawę. Masz może golarki? Musiałam zostawić swoje, gdy w pośpiechu się pakowałam przed wylotem. – Jasne, wejdź. Zaraz ci przyniosę  - odpowiedziałam i wyszłam do łazienki. Przyniosłam Katie to o co prosiła. – Ratujesz mi życie, dobranoc! – Dobranoc Katie, do jutra. – Zamknęłam drzwi i położyłam się do łóżka. Wzięłam do ręki swojego iphona. W sumie to mogłabym wyrzucić go przez okno, bo praktycznie z niego nie korzystałam. Miałam na miejscu wszystko czego potrzebowałam. No oprócz mojej Viki. Zaniedbywałam ją. Spojrzałam na wyświetlacz telefonu: *9 połączeń nieodebranych, 6 nowych wiadomości * Upss… wszystkie od Viki. Przeczytałam uważnie co napisała mi przyjaciółka i napisałam jej, jak co noc długiego smsa, wyjaśniając dlaczego się nie odzywałam i opowiedziałam całą dzisiejszą historię. Przeprosiłam pięknie i napisałam, że tęsknię. * Wiadomość wysłana* poinformował mnie mój telefon. Teraz w końcu mogę iść spać. Pierwszy raz od przylotu tutaj leżę w łóżku przed 24:00. Co prawda jest 5 minut przed północą, ale już od około godziny jestem w pokoju. Mam dobry czas. Przytuliłam się do kołdry i zasnęłam. Nie na długo, bo po jakimś czasie ktoś znowu puka do drzwi. Założę się, że to znowu Katie. Niewiele się zastanawiając zaspana zaczęłam krzyczeć – Kate nie mam już więcej golarek! Też muszę sobie czymś golić nogi! Idź spać! Dobranoc! – przykryłam głowę poduszką. Usłyszałam, że ktoś otworzył drzwi do mojego pokoju, otworzyłam więc oczy, ale widziałam tylko rażące mnie światło, które dochodziło zza moich drzwi. – Śpisz? – zapytał piękny głos, od razu rozpoznałam, że należał do Louisa. Usiadłam półprzytomna na łóżku. – Wszystko w porządku? Słyszałem, że krzyczałaś. – Tak wszystko w porządku, tylko myślałam, że to znowu Katie przyszła, bo musi sobie ogolić nogi… zresztą nieważne. Co ja mówię? Przepraszam, jeszcze śpię. A właściwie co się stało? Dlaczego nie śpisz? – zapytałam – To ja przepraszam, że wchodzę tutaj jak do siebie, ale wystraszyłem się, gdy zaczęłaś krzyczeć. Nie mogłem zasnąć, teraz to ja boję się zamknąć oczy – mówił Lou, stojąc w progu i trzymając klamkę. Moje oczy przyzwyczaiły się już do światła i widziałam go wyraźnie. Miał na sobie spodenki do kolan i biały t shirt, a jego piękna buźka uśmiechała się do mnie pokazując śliczne, białe ząbki. – Myślałem, że też jeszcze nie śpisz i pogadamy sobie, więc zapukałem – mówił dalej. – Nie chciałem cie obudzić. Pójdę już, dobranoc – powiedział i zaczął zamykać drzwi. – Czekaj! – zawołałam, a on ponownie je otworzył. – Chyba nie myślisz, że teraz jak mnie już obudziłeś to możesz sobie tak poprostu odejść. Będziesz tu ze mną siedział, aż znowu zasnę – powiedziałam z uśmiechem, a Lou szczęśliwy wszedł do środka, zamykając za sobą drzwi. Odsunęłam się trochę robiąc mu miejsce w łóżku obok mnie, a on szybko wskoczył pod moją kołdrę i mnie przytulił. – Wiesz Lou, kiedy ostatnio tak razem leżeliśmy, myślałam, że długo będę czekać, aż ta chwila znowu się powtórzy. – powiedziałam – Przecież, obiecałem ci rano, że ze mną każdy dzień będzie piękny. A ja dotrzymuję obietnic słońce. – pocałował mnie w usta. Przytuleni i bardzo szczęśliwi zasnęliśmy w swoich ramionach.
_____________________________________
dobry wieczór, jest godzina 02:09, właśnie wstawiam dla was 2 nowe rozdziały
- tak na ‚dzień dobry’ i na przeprosiny :)

tyle się naobiecywałam, że wstawię rozdział przed 20:00 i widzę, że czekałyście,
dlatego chciałam was bardzo przeprosić. Mój internet zwariował! LiveBox odmówił
posłuszeństwa :( mam też ‚telewizję z neostradą’ i ta również nie działała. A w sobotę
wieczorem ciężko znaleźć pomoc na infolinii neostrady… Tak więc spędziłam ten
piękny, sobotni, postny wieczór bez telewizji i internetu. Ale, że nie dawało mi to zasnąć
w spokoju to zaczęłam sama majstrować przy skrzynce i gniazdku i około godzinę
temu internet powrócił! :) więc zaraz zabrałam się za pisanie 19 rozdziału,
aby jakoś wam to czekanie zrekompensować. Jeszcze raz przepraszam! Buziaki! :** ♥

Rozdział 18.

Siedzę już w samolocie i lecę do San Francisco. Jest coś około 21:00. Na moim ramieniu opiera głowę śpiący Lou i cały czas trzyma mnie za rękę. Z drugiej strony siedzi Harry w słuchawkach na uszach i skupiony gra w jakieś gierki na Playstation Portable. Słyszę, że pozostała piątka o czymś rozmawia i non stop się śmieje, ale nie chcę się odwracać, żeby nie zbudzić Louisa. Jesteśmy już prawie na miejscu, przynajmniej tak twierdzi miła pani stewardessa, która prosi o zapięcie pasów. – Lądujemy miśku, zapnij pasy – powiedziałam do Louisa głaszcząc go po włosach, a on otworzył oczy i zrobił to co mu kazałam. Wyszliśmy z samolotu, odebraliśmy bagaże. Było przyjemnie ciepło. Całkiem inny klimat niż poprzednio. Wsiedliśmy do czekającego już na nas busa. Nic nowego. No oprócz kierowcy. Przyznam, że będzie mi brakować tamtego grubiutkiego pana, który podczas każdej jazdy wygłupiał się i śmiał razem z nami. Usiedliśmy w takim samym układzie jak zawsze, czyli Amy i Liam, Niall, Zayn i Katie, a na samym końcu Lou, ja i Hazza. Mieliśmy dość blisko z lotniska do hotelu, bo po pół godzinie już byliśmy na miejscu. Nasz hotel bardzo różnił się od tego w poprzednim miejscu. Był to nowy wieżowiec, blisko oceanu. Lou zabrał moją walizkę i weszliśmy do środka. Zaczęliśmy meldować swój pobyt. – Dobry wieczór, w czym mogę pomóc? – powitała nas miła recepcjonistka. – Jesteśmy One Direction, nasz menager Andy Smith miał zarezerwować dla nas nocleg – powiedział Liam. Zauważyłam, że był on najbardziej odpowiedzialny z całej grupy. To do niego zawsze dzwonił Andy jak miał jakąś sprawę i to Liam zawsze zajmował się bardziej przyziemnymi sprawami. Chłopaki byli na to zbyt roztrzepani. – Naturalnie, pan Smith złożył rezerwację – kontynuowała miła pani – wiecie gdzie macie iść? – Nie, pan Smith nic nam nie zdradził. – odpowiedział Liam. – Więc to ostatnie piętro. Windą wjedziecie na przedostatnie, resztę trasy musicie pokonać pieszo, ale myślę, że warto. Oto klucz. Pozostałe są w drzwiach pokojów. – uśmiechnęła się i wskazała nam windę. Hmm… Zdziwiło mnie to. Nie dość, że jeden klucz, to jeszcze winda nie dojeżdżała na ostatnie piętro. Moje zdziwienie było jeszcze większe, gdy w końcu dostaliśmy się na miejsce i Liam otworzył drzwi. Byliśmy na dachu! Andy zarezerwował nam ogromny apartament, na pół dachu wieżowca. Rzuciliśmy walizki na podłogę i poszliśmy rozejrzeć się po naszym mieszkaniu. Było pięknie. Najlepsze było to, że w salonie zamiast ścian były ogromne okna z widokiem na ocean. Byliśmy tak wysoko, że żaden inny budynek nie zasłaniał nam tego widoku. Był też standardowo telewizor, kanapy i fotele. Po prawej stronie były wejścia do ośmiu 1 osobowych pokoi. – Ej chodźcie tu! Boże! Chyba padne! Kocham cie Andy!! – wołał Niall. Dopiero wtedy zauważyliśmy, że z salonu da się wyjść na zewnątrz dużymi, szklanymi drzwiami. Pobiegliśmy zobaczyć o co chodzi Niallerowi i nasza reakcja była taka sama jak jego. Na dworze był wielki, podświetlany basen, jacuzzi, leżaki, hamaki i cała masa innych gadżetów które miały umilić nam pobyt. – O boże! Mamy basen… na dachu! – zawołała Katie. – Tylko dla nas? Andy się postarał! – zawołał Lou i bez zastanowienia w ubraniach wskoczył do wody. Reszta chłopaków naturalnie zrobiła to samo, a my z dziewczynami stałyśmy i patrzyłyśmy jak chłopaki szaleją w wodzie. Wyglądali jak grupka małych dzieci! – Dziewczyny wskakujcie! – zawołał Zayn. – Później. Najpierw rozpakujemy się, założymy bikini i dołączymy do was. – odpowiedziałam. – Po co wam bikini, my wolimy kąpać się bez – wołał wesoło Hazza. Lou wyszedł z basenu. Kapała z niego woda. Zaczął iść w moim kierunku, od razu wiedziałam, że nie postoję tu spokojnie za długo. Zaczęłam się cofać. – Ej Olii, no co ty, nie przytulisz mnie? Tak się za tobą stęskniłem! – złapał mnie mocno i przytulił tak, że byłam cała mokra. – Ale nie wrzucaj mnie do wody, proszę – powiedziałam mu cichutko – Jak sobie życzysz słońce – dał mi buziaka. – Chłopaki idziemy się rozpakować i coś zjeść. No i sprawdzić, czy Andy zadbał też o nasz barek – zawołał Lou – a potem zaczniemy imprezować. – Chłopcy wyszli z basenu, przytulając nas wszystkie po kolei, aby pokazać jak bardzo się cieszą, że jesteśmy z nimi. Gdy chciałyśmy uciekać, to udawali wielką obrazę, że oni do nas z czułością, a my to mamy gdzieś, więc musiałyśmy ustąpić. Po tych wszystkich czułościach byłyśmy tylko troszkę mniej mokre niż oni. Zajęliśmy pokoje. W każdym z nich było oczywiście łóżko, szafa, stolik nocny, a dodatkowo na ścianie wisiał telewizor. Rozpakowałam się prędko, przebrałam i wyszłam do salonu. Chwilę później wyszedł Niall. – Boże, nie ma kuchni, a w lodówce same alkohole i napoje. – zaczęłam się z niego śmiać – Głuptasie, przecież jesteśmy w hotelu. Zadzwoń i zamów coś sobie – powiedziałam z uśmiechem. – No tak masz rację. Idiota ze mnie. Dzięki – uśmiechnął się blondas i chwycił za wiszący na ścianie telefon. Wszyscy zeszli się do salonu, a chwilę później do drzwi zapukał kelner z naszą kolacją. Oczywiście, zanim przyszedł zdążyliśmy już co nieco wypić. Zjedliśmy kolację i ruszyliśmy na taras. Jak zwykle rozpoczynał się dla nas imprezowy wieczór.