Archiwum dla Luty, 2012

Rozdział 17.

Siedzę sama pokoju. Wszyscy poszli się pakować. Dokoła mnie leżą porozrzucane rzeczy i ubrania, a ja siedzę przed otwartą, pustą walizką i podpieram twarz rękami patrząc na nią. Łudzę się, że im później się spakuję, tym później będę musiała opuścić domek i chłopaków. W sumie spędziliśmy ze sobą 3 dni, ale bardzo zżyliśmy się ze sobą. Nie chodzi tylko o Louisa, ale też o wiecznie głodnego blondasa, czarującego Zayna, zadziornego Liama i w końcu  zawsze uśmiechniętego Hazzę. Będzie mi ich brakować… Moje przemyślenia przerwał dźwięk pukania o szybę. Odwróciłam się w stronę tarasu i zobaczyłam na nim uśmiechającego się Louisa. Wstałam, by otworzyć drzwi, Lou wszedł do środka i bez słowa mnie przytulił. Popatrzył na ogarniający nas bałagan – widzę, że tobie też jest ciężko się spakować. Ja mam to już za sobą, w sumie to spakowaliśmy się razem z Harrym wrzucając wszystko naraz do walizek, nie patrząc na to czyje rzeczy pakujemy. Chcieliśmy to po prostu jak najszybciej załatwić. Nawet nie wiesz jak mi przykro Olii, nie chcę wyjeżdżać. Nie dziś. – znów mocno mnie przytulił gładząc po plecach, a ja nie mogłam wydobyć z siebie ani jednego słowa. W moim gardle rosła coraz większa kluska, byłam bliska płaczu. – Ale to nie koniec świata słońce – przerwał nagle ciszę Lou i popatrzył mi w oczy. – Za kilka dni będziemy w UK i obiecuję ci, że się spotkamy. – Uśmiechnął się i pocałował mnie w usta. – A teraz czas się pakować. Pomogę ci, we dwoje będzie nam raźniej. – Cieszę się, że cie mam i dziękuję. – powiedziałam i zaczęliśmy zbierać moje rzeczy. Po 20 minutach pokój był całkowicie pusty. Położyliśmy się na łóżku twarzami do siebie i przytuliliśmy się. – Lou boję się zamknąć oczy – powiedziałam – Dlaczego? – zapytał z troską gładząc mnie po policzku – bo boję się, że jeśli potem je otworzę to ciebie już przy mnie nie będzie – odpowiedziałam, a misiek przytulił mnie jeszcze mocniej. – Zawsze będę przy tobie, rozumiesz, zawsze – powtarzał mi cichutko do ucha. Ktoś zapukał do drzwi. – Nie otwierajmy, zaraz sobie pójdą – zaproponował Lou. Zgodziłam się, bo byłam tak smutna, że wszystko był mi obojętne. Znów pukanie do drzwi – Olii jesteś tam? Otwórz! – poznałam głos Katie. – Czekaj, może to coś ważnego – powiedziałam do Louisa i dałam mu buziaka w usta – Już otwieram! – zawołałam i wstałam z łóżka. Nie myliłam się za drzwiami stała Kate. – Przepraszam, że przeszkadzam, ale czy możecie na chwilkę wyjść do salonu. To ważne. Chłopaki wpadli na jakiś pomysł. – Skoro to ważne, to już idziemy. – Wyszliśmy do salonu w którym wszyscy już siedzieli. Ale nie był to widok, do jakiego byłam przyzwyczajona. Nikt się nie wygłupiał, nie śmiał ani nie tańczył. Nawet telewizor był wyłączony, chyba pierwszy raz od kiedy tu zamieszkaliśmy. Louis usiadł na fotelu, a ja na jego kolanach. – Więc jak już mamy komplet to mówię o co chodzi – zaczął poważnie Harry. – Razem z chłopakami stwierdziliśmy, że nie chcemy innego teledysku. Chcemy ten który właśnie kręcimy. Ten w którym gracie z nami dziewczyny. Jechanie autem przez cały klip zwiedzając jakieś dziury to jakaś parodia. Przecież to NASZA piosenka NASZ teledysk i to MY zadecydujemy jaki ma być – mówił dalej loczek. Był nieźle wkurzony. – Masz rację Harry, nikt za nas nie będzie decydować, jak i z kim mamy grać! – odpowiedział Liam. – Więc co robimy? – zapytał Lou. W moim sercu rozpaliła się iskierka nadziei. Może jednak to nie jest nasz ostatni wspólny wieczór. – Jak to co? Liam dawaj telefon, dzwonimy do Andiego – Liam rzucił swój telefon Zaynowi, a ten wybrał numer menagera i wytłumaczył mu całą sytuację. Długo rozmawiali, Zayn walczył jak lew o stary motyw teledysku i o nas. Zrezygnowany zakończył połączenie. – Nie ma szans chłopaki, już wszystko załatwione. Sprzęt już poleciał, nowy scenariusz zatwierdzony, miejsca na dzisiejszy lot zarezerwowane… bardzo mi przykro… – Nie wytrzymałam i z mojego policzka kapnęła łza, prosto na rękę Louisa. Ten widząc, że się rozklejam przytulił mnie mocno i jak zwykle powtarzał, że wszystko będzie dobrze. Ale ja wiedziałam, że nic nie będzie okej, bez niego nie będzie dobrze. – Ej jeszcze nie skończyłem – powiedział nagle Zayn, a my popatrzyliśmy na niego. – Andy zarezerwował bilety na lot do San Francisco! Ale czad chłopaki! – cieszył się Zayn. Zdziwiło mnie zachowanie czarnuszka. Super, wystarczy, że lecą w fajne miejsce i już zapominają o nas. Spoko. – Zayn uspokój się nie wiem z czego się tu cieszyć. Przegraliśmy teledysk i dziewczyny. – powiedział Hazza. Był zły na Zayna. – Ale to jeszcze nie wszystko – zaczął znów Zayn. Już nawet nie chciało mi się słuchać, więc nie zwracałam na niego uwagi, tylko przytulałam Louisa, który szeptał mi coś słodko do uszka. – Dobra Zayn nie interesuje nas San Francisco czaisz? – powiedział Niall. – Dajcie mi dokończyć. Andy zarezerwował 8 miejsc na ten lot! Lecimy tam wszyscy razem i kontynuujemy klip z dziewczynami. Nabrałem was barany. Ale macie miny! – zaczął się śmiać Zayn, a my popatrzyliśmy na niego. – No co nie cieszycie się? Lecimy do San Francisco! Yeeeah! – jego słowa były dla mnie jak zbawienie. – Jak to razem!!? – zaczęła krzyczeć z podekscytowania Katie. – Normalnie, naszą paczką! Za godzinę będzie kierowca – odpowiedział Zayn, a my dopiero teraz uwierzyliśmy w to co słyszymy. Zaczęliśmy się cieszyć i skakać. Louis wziął mnie na ręce, pocałował i zaczął się ze mną kręcić po całym pokoju! – San Francisco bejbe! – Wołał Liam skacząc po kanapie i odprawiając swój taniec szczęścia. – Zayn zabije cie! Jak mogłeś nas tak wkręcać? – zapytała Katie. – Właśnie, ty świnio! – dodał Niall i wszyscy rzuciliśmy się w żartach na czarnuszka. Byłam mega szczęśliwa! W końcu uspokoiliśmy się i usiedliśmy na swoich miejscach. - A widzisz, mówiłem, że wszystko będzie dobrze, to ty znowu mi nie wierzyłaś – powiedział Lou, a ja pocałowałam go w usta. – Już nigdy w ciebie nie zwątpię – dodałam. Nie mogliśmy doczekać się wylotu. Wreszcie wszystko wróciło do normy i moim oczom ukazał się dobrze znany widok: grający telewizor, wygłupiający się i śmiejący chłopcy. Myślałam, że już nigdy więcej tego nie zobaczę. Wszystko znów zaczęło się znów układać. Teledysk uratowany, chłopcy w świetnych humorach i co najważniejsze: przytulający mnie czule Lou z którym miałam spędzić jeszcze kilka dni. Jestem w niebie!
________________________________________________
wyczekiwana 17 dziewczyny! dziękuję, że tak wytrwale czekałyście :)
specjalnie dla was, jeszcze dziś przed 20:00 kolejny rozdział. Jeżeli oczywiście będziecie chciały :*
buziaki ♥

Rozdział 16.

- Loui, obudź się, zaczyna padać – powiedziałam do miśka, a on otworzył oczy. – Przepraszam, chyba troszkę mi się usnęło. Mogłaś mnie obudzić, a nie marznąc tu ze mną głuptasku – powiedział słodko i pocałował mnie w czubek nosa. – Chodź do środka, rzeczywiście zaczyna padać. – przyznał Lou i ledwo weszliśmy do środka, a z nieba lunął gęsty deszcz. Wyszliśmy do salonu z mojego pokoju. Tam siedział już Niall, Zayn, Liam i Katie. Oglądali telewizję. – Cześć gwiazdy, jak się spało – zapytałam miło. – Wiesz nawet nie pytaj. Spało się świetnie, bo nawet nie pamiętam jak położyłem się do łóżka, ale gdy się obudziłem nie było już tak dobrze. Ałł moja głowa… – mówił cicho Zayn – I jakby tego było mało obudziłem się w łóżku z Niallerem! Musiało być wczoraj grubo – uśmiechnął się zadziornie do blondasa, a ten tylko odwzajemnił uśmiech. – A wy gdzie byliście? I dlaczego wychodzicie obydwoje z jednego pokoju. Lou, co z twoimi włosami? – śmiał się Liam. – I dlaczego tak wieje od was zimnem? Tomo, wiedziałem, że marny z ciebie kochanek, nie potrafisz nawet ogrzać swojej kobiety. – wyśmiewał się dalej. – A tak sobie robiliśmy różne rzeczy. Jak jeszcze troche podrośniesz to może ci opowiem – dodał cwaniacko Lou, wszyscy zaczęliśmy się śmiać, a Liam pokazał tylko język. Zrobiliśmy sobie śniadanie. Po chwili doszła do nas Amy i na samym końcu Harry. Nawet zdążył się ubrać – Oooo dzień dobry, kogo tutaj widzimy? – powitał go wesoło Lou – Macie coś do picia? – zapytał tylko i usiadł na fotelu, łapiąc się za głowę. – Łap! – zawołała Katie i rzuciła mu małą butelkę wody mineralnej. – Co się wczoraj działo? Niczego nie pamiętam, a rano obudziłem się całkiem goły. – Louis opowiedział wszystkim o całej nocnej przygodzie z loczkiem. – Sorry Lou i dzięki – przybił mu piątkę. W tej chwili zaczął dzwonić telefon Liama. – No cześć Andy… właśnie widzimy… no w sumie masz rację… nie, nie mamy nic przeciwko, odpoczniemy sobie… ok cześć! – odłożył słuchawkę. – Dzwonił do mnie menager, że z powodu deszczu odwołują dzisiaj nagarnia. – Yeah! Łuhuu! – zaczęliśmy wołać. – Wreszcie się wyśpimy – dodał Niall ziewając. Dokończyliśmy śniadanie i wrzuciliśmy talerze i kubki do zmywarki. Towarzystwo zaczęło się rozchodzić do swoich pokoi, aby jeszcze trochę pospać. Była dopiero 10:30. Zostałam tylko ja, Harry i Lou. Zauważyłam, że misiek siedział półprzytomny i prawie przysypiał. – Lou, nie musisz tu ze mną siedzieć, idź się połóż na chwileczkę i prześpij się. Wykończysz się – powiedziałam i pogłaskałam go po włosach. – Niee, wszystko okej, nie chce mi się spać, posiedzę jeszcze z tobą. – odparł – Lou, ona ma racje, wyglądasz okropnie. Chyba nawet gorzej niż zwykle. Sorry. – powiedział Hazza w żartach wzruszając ramionami. – Wiesz Harry, nie chcę cię martwić, ale też nie wyglądasz dziś jak grecki bóg – powiedziałam, a loczek uśmiechnął się zadziornie i odpowiedział – Wiem, wiem i dzięki, że zauważyłaś. Znasz się na ludziach. – spojrzałam na niego pytająco, a on wyjaśniał dalej – No wiesz, te greckie posągi bogów mają takie małe peniski, cieszę się, że wiesz, że mój jest duuuużo większy. – dodał dumny z siebie, a ja i Lou zaczęliśmy się śmiać – Ojj Harry, Harry – powiedziałam z uśmiechem – Wiecie, ja w sumie też już ledwo widzę na oczy. Mała drzemka dobrze nam wszystkim zrobi, a potem spotkamy się w salonie i obmyślimy plan działania na dziś wieczór – uśmiechnęłam się do chłopaków. – I to mi się podoba. Party Hard! – zawołał zachwycony Hazza. – Dobra, to ja idę. Słoneczko, przyjdź do mnie za chwilkę – uśmiechnął się pięknie do Louisa i zatrzepotał rzęskami. – Oczywiście, zaraz do ciebie dołączę. – Harry wyszedł z salonu, a Lou uśmiechnął się do mnie i mnie pocałował. – Na prawdę chcesz iść spać? – zapytał. Widziałam, że nie bardzo chce się ze mną rozstawać – Tak, ledwo żyję. Ale przecież zobaczymy się potem. – powiedziałam i pocałowałam go w usta. Wstałam z kanapy i ruszyłam w stronę drzwi do mojego pokoju. Lou szybko do mnie dołączył i jeszcze pocałował w progu. – Do zobaczenia – powiedział cichutko. – Pa miśku – odpowiedziałam, a Louis uśmiechnął się słodko. Weszłam do pokoju, położyłam się na łóżku i bardzo szybko zasnęłam.

Usłyszałam jakieś pukanie do drzwi. Ohh niech wszysycy spadają pomyślałam i nakryłam głowę kołdrą. Chciało mi się jeszcze spać. Znów pukanie. Chyba powinnam otworzyć. Może jednak będą dziś zdjęcia do teledysku. Zerwałam się na równe nogi i pobiegłam w stronę drzwi. Otwieram, a za nimi stoi uśmiechnięty Lou. Pachnący, pięknie uczesany i ubrany. – Dzień dobry, obudziłem cie? Przepraszam, ale to twoja wina. Obiecałaś, że spotkamy się później, czekam już 2 godziny w salonie, a ciebie dalej niema. Musiałem sprawdzić czy wszystko u ciebie okej. – Wychyliłam się nieco, aby zobaczyć, co dzieje się za jego plecami w salonie, a tam siedziała pozostała szóstka naszej ekipy i razem oglądali jakiś film. Wszyscy byli ładnie ubrani i wyglądali dobrze. Nawet po skacowanym porannym Harrym nie było już śladu. Zamiast niego machał mi zadbany, uczesany loczek – Która godzina? – zapytałam Louisa – Dochodzi 16. Zdążyliśmy już obejrzeć półtora części „Zmierzchu” dziewczyny się uparły. – Lou przewrócił oczami. – Wyjdziesz do nas albo wpuścisz mnie do środka, czy będziemy tak sobie gadać w progu. – Jasne, przepraszam, jeszcze śpię. Wejdź. – Lou wszedł do środka i zamknął za sobą drzwi. Usiadł na moim łóżku, a ja obok niego. – Muszę się wykąpać i ubrać. Wyglądam koszmarnie. – zaczęłam gładzić swoje sterczące włosy. – Wyglądasz idealnie – uśmiechnął się misiek i dał mi buziaka. – Dobra, pora się zbierać. Idź do salonu, ja do was za chwilę dołączę. Nie żebym cie wyrzucała, ale bez sensu, żebyś tu sam siedział jak ja będę brać prysznic. – powiedziałam, a Lou popatrzył na mnie z byka – Taak i będę czekać następne 2 godziny zanim wyjdziesz… wykluczone! Poczekam tu na ciebie. Ewentualnie mogę iść pod prysznic z tobą. Wiesz nie pomyśl sobie niczego zboczonego, jestem po prostu bardzo ekologiczny. Moje motto życiowe to: ratujmy planetę i oszczędzajmy wodę. Kąpmy się razem – uśmiechnął się zadziornie. – Loui wariacie. Tak ekologia przede wszystkim – odpowiedziałam uśmiechając się i wyszłam do łazienki. Szybko wzięłam prysznic, umyłam głowę i zęby. Ubrałam się i wróciłam do pokoju zobaczyć co robi Lou. On leżał na moim łóżku i patrzył w sufit. – Już? – zapytał. – Już prawie. Wysuszę włosy i jestem gotowa – odpowiedziałam i wróciłam do łazienki, a za mną wszedł Louis. Usiadł na zamkniętym kibelku i bacznie obserwował jak suszę włosy. – Nie wiem czy wiesz, ale tym patrzeniem rozpraszasz mnie. Krępuję się. – powiedziałam czesząc suche już włosy. – Wiem, o to mi chodzi – odpowiedział pokazując mi język. – Ok, jestem gotowa, idziemy. – podałam mu rękę, aby wstał, a on pociągnął mnie do siebie i pocałował. – No, dopiero teraz możemy iść – powiedział uśmiechając się. Wyszliśmy do salonu, a tam głupich tekstów i dogryzania nam nie było końca. – Długo was nie było, przeważnie z tobą to trwa pare sekund, marcheweczko, co się stało? Nie stanął na wysokości zadania? – dopytywał cwaniackim tonem Hazza, a reszta razem z nami się śmiała. Lou uderzył go w żartach i pokręcił głową. – Dobra wystarczy – powiedziałam. – Co dziś robimy? – Trochę się przejaśniło i już nie pada. A jeszcze dziś nic nie jedliśmy. Nic, oprócz  tego 2 godziny temu i śniadania. Może pójdziemy pozwiedzać trochę miasto i zjeść coś – zaproponował Niall. Wszyscy zgodziliśmy się, założyliśmy kurtki, buty i ruszyliśmy na miasto. Pokręciliśmy się trochę po malutkim rynku, porobiliśmy sobie fotki i w końcu znaleźliśmy knajpę, która spełniałaby wymogi Nialla. Byliśmy nad morzem, więc prawie wszędzie podawali ryby, a blondas uparł się na kurczaka. Weszliśmy do środka, szybko zostaliśmy obsłużeni i jedząc planowaliśmy co będziemy robić dziś wieczorem, gdy nagle odezwał się telefon Liama. Od razu wiedzieliśmy kto dzwonił, bo Liam miał ustawiony inny dzwonek dla menagera, a inny dla swoich znajomych. Chłopak chwilę z nim porozmawiał, a potem ze zmieszana miną zaczął mówić – Dzwonił Andy, sprawdzał prognozę pogody. Ma lać przez najbliższe 2 tygodnie, a my potrzebujemy słońca, aby dokończyć teledysk. Jeszcze dokładnie nie wie co zrobi, ale raczej odsyła dziś dziewczyny samolotem do domu, a my lecimy gdzie indziej i kręcimy nowy teledysk. Niby coś, że jedziemy autem i zwiedzamy różne ciekawe miejsca. Ale kicha, tak mi przykro dziewczyny. – gdy doszło do mnie co powiedział to myślałam, że się popłaczę. Wiedziałam, że to nie będzie trwać wiecznie, ale nie wiedziałam, że ta przygoda tak szybko się zakończy. Spojrzałam na Lou, był bardzo smutny. Spojrzał mi w oczy i przytulił mnie z całej siły – Będzie ok, jakoś to będzie mała. Nie martw się – powtarzał mi do ucha smutnym głosem, nie wypuszczając mnie z ramion i głaskał mnie po włosach z tyłu głowy. Widziałam, że z oczu Kate pociekły łzy, a Zayn ją przytulił. Reszta chłopaków w milczeniu patrzyła na siebie. Amy była raczej zła niż smutna. Wyrwałam się z ramion Lou i drżącym głosem powiedziałam – Nic na to nie poradzimy, jest mi bardzo przykro. Skończmy jeść i wracajmy do domu. Musimy się spakować. – zdziwiłam się, że udało mi się to powiedzieć tak spokojnie, choć do oczu napłynęły mi łzy. Nikt już nic nie jadł. Zapłaciliśmy i ruszyliśmy w stronę domu. Lou całą drogę mocno trzymał mnie za rękę i spoglądał na mnie, a ja nie odrywałam wzroku od chodnika. Było mi tak cholernie smutno. Dlaczego to co dobre i piękne musi się tak szybko kończyć?

♥ ♥♥

Witam! I jak w każdym co piątym wpisie, parę słów ode mnie… Jak zwykle i do znudzenia dziękuję wszystkim czytającym i komentującym. Mogłabym wam dziękować cały czas, więc dziękuję, dziękuję, dziękuję… za wasz poświęcony czas, za wasze bolące oczy od nocnego czytania, za każdy komentarz, za wszystko: Massive thank you!

Zapraszam do codziennego zaglądania tutaj, bo każdego dnia dodaję nowe rozdziały.
buziaki, miss_piggy