Archiwum dla Marzec, 2012

Rozdział 59.

Piosenkę „I wish” w dużej części śpiewał sam Harry. Robił to z takimi emocjami, z jego twarzy można było odczytać takie uczucia jak smutek, żal, rozpacz, bezradność… Śpiewał to tak jakby słowa tej piosenki oddawały jego stan emocjonalny i sytuację w jakiej się znajduje. Kto wie, może śpiewał tą piosenkę z myślą o Louisie? Nieważne, bo dzięki tym emocjom była ona prawdziwa  i słuchało się jej z ciarkami na plecach i łzami w oczach. Chłopaki zaśpiewali jeszcze kilka piosenek i zeszli ze sceny, jednak nie zamienili z nami nawet jednego słowa, bo biegli się szybko przebrać. Na scenę zaczęto wnosić stół, krzesła, piękny biały obrus, zastawę… hmm ciekawe co oni znowu wymyślili. – Co tam? – zapytał znienacka Louis. Był elegancko ubrany, miał białą koszulkę, a na niej swoje ulubione szelki. Zaraz za nim przyszedł Liam. Podszedł do Viki i czule pocałował. Wyglądali słodko – To ja się pytam co tam? Co znowu wymyślicie? – Zobaczysz – uśmiechnął się tajemniczo. Znowu ten uśmieszek, chyba powinnam uciekać. – Dobra Lou, chłopaki już idą, są gotowi. Wchodzimy – powiedział Liam. Lou puścił mi tylko oczko i razem z Li wyszedł na scenę. W tym czasie podeszła do nas pozostała trójka. – Haroldzie, jaki z ciebie elegancik. Świetnie wyglądasz – powiedziałam i poprawiłam mu muszkę, a on teatralnie uniósł głowę ku górze okazując swoją wyższość. Po czym uśmiechnął się pięknie – Dziękuję i cieszę się, że się podoba. Zapraszam – powiedział i podniósł łokieć tak, abym mogła go złapać pod rękę. Złapałam go w żartach i uśmiechnęłam się unosząc wysoko głowę, jak prawdziwa dama. Harry złapał mnie mocno i zaczął iść w stronę sceny – Co ty robisz? Nie, stój, nie chcę! – wołałam, ale on dalej ciągnął mnie na scenę. Przede mną szła spokojnie Viki prowadzona przez Zayna. – Zabiję cię – popatrzyłam z byka na Hazzę i szłam potulnie jak baranek, a on popatrzył na mnie z miną zwycięzcy. Gdy wyszliśmy na scenę wszyscy zaczęli bić brawo, Harry odsunął mi krzesło, usiadłam na nim, a on delikatnie dosunął je do stołu. Obok mnie siedziała Viki. Czyli tak się bawimy panie Styles? Okej. Harry zaczął śpiewać pierwsze wersy piosenki „I want”. Stał kilka kroków obok węższej części stołu. Bez namysłu wstałam z miejsca. Viki popatrzyła na mnie pytająco. Teraz, albo nigdy! Zrobię coś szalonego. Stanęłam przed Harrym, on ciągle śpiewał swoją zwrotkę, był zmieszany, ale udawał, że to zaplanowana część koncertu. Złapałam go delikatnie za kołnierz marynarki, spojrzałam głęboko w oczy i podchodziłam coraz bliżej niego, aż wreszcie zaczął się cofać patrząc na mnie bezradnie w wielkim szoku. O to mi chodziło. Szliśmy tak kroczek po kroczku, gdy Harry uderzył w blat stołu i zatrzymał się. Teraz nie miał już gdzie uciec. Uśmiechnęłam się szatańsko i dalej podchodziłam do niego i w tym momencie on zrobił coś czego nie przewidziałam. Podniósł mnie, szybko obrócił i posadził na stole. Stał bardzo blisko mnie, objął mnie w talii i tym razem to on przybliżał swoją twarz do mojej i śpiewał „I want, I want, I want to be loved by you…” To było dziwne. A jeszcze dziwniejsze było to, że nawet mi się to podobało. Już dawno nie byliśmy w tak bliskim kontakcie. Ostatnio to chyba wtedy, gdy kręciliśmy teledysk i nagrywaliśmy jego solówkę. Ale tym razem patrzył na mnie inaczej niż na plaży. Ten błysk w jego oku, te zielone przenikające mnie z namiętnością oczy, tak jakby chciały powiedzieć: zróbmy to tu i teraz. Niee… trochę mnie ponosiosło, pewnie tylko mi się wydawało. Przecież to gej. To wszystko przez te opowieści Viki, głupieję. Harry uniósł triumfalnie brwi w górę. Louis podszedł do niego i pociągnął go za ramię, aby się ode mnie odsunął. Niby zrobił to w żartach, ale szarpnął go agresywnie. Popatrzył na Harrego z wyrzutem. Podszedł do mnie z pięknym uśmiechem jak gdyby nigdy nic i podał mi rękę. Zeskoczyłam ze stołu, Lou do końca występu trzymał mnie za dłoń, Hazza stał na drugim końcu sceny. Ja i Viki zeszliśmy ze sceny, chłopcy pożegnali się z fanami i dołączyli do nas – Stary co to było? – usłyszałam z daleka głos Louisa. Mówił do Harrego. Był zły – Nic, wygłupiałem się. Przecież wiesz, że bym ci tego nigdy nie zrobił. – Odpowiedział Harry półszeptem – Dobra cicho… Cześć dziewczynki i jak występ? – Zapytał z wielkim uśmiechem Lou – Jesteście najlepsi! – odpowiedziałam – My to wiemy – powiedział Zayn. – To teraz party! Juhu! – dodał wesołym głosem – Jakie party? Gdzie? – zapytałam zdziwiona – Jak to jakie? After party po koncercie. Możemy się schlać, jutro mamy wywiad dopiero popołudniu – oznajmił Niall.

Chłopaki są trochę zmęczeni, dlatego postanowiliśmy, że zabawimy się w hotelowej dyskotece. W sumie z tego co mówili chłopcy to bardziej taki club, albo pub, ale jest przyjemnie i można potańczyć. Pojechaliśmy do hotelu, i poszliśmy do swoich pokoi wziąć prysznic i przygotować się na imprezę. Viktoria zamieszkała z Liamem, chłopaki dwójkami, oczywiście w układzie Lou : Hazza i Niall : Zayn. Ja miałam cały pokój tylko dla siebie. Mieszkaliśmy drzwi w drzwi obok siebie. Wzięłam szybki prysznic, założyłam białą marynarkę, białą bokserkę, czarne skórzane spodnie i botki na szpilce również w kolorze czerni. Wyszłam na korytarz. Nikogo tam nie było. Zapukałam do drzwi pokoju Louisa i Harrego. Otworzył mi loczek, który zapinał guziki swojej białej koszuli. – Wejdź – powiedział. – Lou jest jeszcze w łazience, układa włosy – dodał i zamknął za mną drzwi. Weszłam do pokoju i zapukałam do drzwi łazienki – Lou mogę wejść? – zapytałam – Jasne, ale jestem nagi – Dobra, zachęciłeś mnie, wchodzę! – powiedziałam w żartach i weszłam środka. Louis właśnie kończył układać swoją fryzurę. Wyglądała jak schludny nieład. Bardzo schludny. Każdy kosmyk włosów był w miejscu starannie przemyślanym przez Lou. Pierwszy raz widziałam Louisa, który z taką dokładnością układał włosy. Zawsze nałożył na nie trochę gumy kosmetycznej, potrzepał je rękami, przerzucił na jedną stronę i gotowe. Dziś użył nawet lakieru do włosów. – Wow, Lou, jeśli o mnie chodzi, to naprawdę nie musisz aż tak bardzo się starać – zażartowałam – Oczywiście, że staram się dla ciebie. A tak poważnie to jakoś ostatnio przywiązuję większą wagę do wyglądu. Lepiej się czuję, gdy wiem, że dobrze wyglądam. Od kiedy jesteśmy bardziej sławni paparazzi nie dają nam spokoju. Gdy raz zobaczyłem swoje foto z rozczochranymi włosami z podpisem, że chyba zaspałem, albo zgubiłem prostownicę, zrobiło mi się trochę wstyd i od tego czasu dbam o włosy, albo noszę czapkę – powiedział uśmiechając się słodko i wzruszając ramionami. Okej, to było dziwne. Bardzo dziwne. To w ogóle jakiś pokręcony dzień. Moja zwykle święta Viki opowiada mi o scenach łóżkowych z Li, Harry patrzy na mnie nie jak gej, tylko jak hetero, a Louis zaczął przejmować się głupotami pisanymi przez portale plotkarskie. Chyba mam za spokojne życie w Polsce i za normalnych znajomych, bo zaczynam nie ogarniać tego co się tu dzieje. – Idziemy piękna? – zapytał Loui – Oczywiście – odpowiedziałam. – Harry jesteś gotowy? – zawołał Lou gdy wyszliśmy z łazienki. – Już idę – odpowiedział i dołączył do nas. Wyszliśmy na korytarz, zapukaliśmy do pokoju Zayna i Nialla, chłopcy byli gotowi, zaczęli już nawet coś pić w pokoju. Zapukałam do pokoju Viki i Liama. To nie był dobry pomysł, nikt nie otworzył – Oliwia, ja jestem… Zajęta jestem! Dojdziemy… yy to znaczy przyjdziemy do was później – zawołała przyjaciółka. – Okej – odpowiedziałam i zaczęliśmy się śmiać z chłopakami. Zeszliśmy na sam dół, praktycznie do piwnicy hotelu, bo tam znajdował się pub. Usiedliśmy do boksu, zamówiliśmy drinki. Po około pół godzinie dołączyli do nas Li i Viki. Ja siedziałam obok Louisa, coś było nie tak. Coś go gryzło, widziałam to. – Co jest misiek? – zapytałam z troską, a chłopak uśmiechnął się na dźwięk ostatniego słowa – Misiek, dawno tak do mnie nie mówiłaś – Ale to nie zmienia faktu, że coś jest nie tak. Coś się stało? Mi możesz powiedzieć wszystko – Chłopak zmarszczył czoło i wlepił wzrok w podłogę – Moi rodzice… – powiedział tylko – Nic się nie poprawiło? – Nie, jest coraz gorzej. Tata śpi na kanapie, mijają się. Nawet ze sobą nie rozmawiają. Wiesz, kiedy się jeszcze ze sobą kłócili, były w tym jakieś emocje, chcieli to ratować. Teraz mama mówi o nim jak o obcym człowieku. – Popatrzył na mnie smutnymi, szklącymi oczyma. Przełknął ślinę, spuścił na dół głowę i zamknął oczy. Naprawdę cierpiał. Wstałam z boksu i podałam mu dłoń – Chodźmy stąd – powiedziałam, chłopak uśmiechnął się lekko, posłusznie podał mi dłoń i razem wyszliśmy z pubu.

Rozdział 58.

Właśnie lądujemy na lotnisku w Berlinie, jest coś koło 18:00, a koncert zaczyna się o 20:00. Ale okej, przez te dwie godziny akurat zdążę coś zjeść, pogadać z ochroniarzami chłopaków i zostawić gdzieś walizkę. Wysiadam z samolotu, odbieram bagaż i szybko uciekam z lotniska, bo za 20 minut przylatuje samolot z Londynu w którym będzie Viki. Idę szybkim, pewnym krokiem omijając ludzi kręcących się po lotnisku, gdy nagle moim oczom ukazują się chłopaki! Niech to! Mogłam się domyślić, że przyjadą odebrać Viki, ale ze mnie blondi… Na szczęście nie zauważyli mnie. Szybko ubieram kaptur na głowę i staram się ich ominąć jak najszerszym łukiem. Udało się! Po krótkiej chwilce złapałam taksówkę i pojechałam do areny O2 World w której odbywał się koncert. Dzięki identyfikatorowi mogłam wejść drzwiami dla obsługi, przez co ominęłam mega długie kolejki. Pogadałam z szefem ochrony, wytłumaczyłam mój plan i kim jestem. Zaprowadził mnie do garderoby chłopaków, ukryłam swoją walizkę, tak aby jej nie dostrzegli i udałam się za kulisy sceny, a później na płytę hali razem z Bastianem, ochroniarzem wynajętym na czas koncertu. Stanęliśmy z boku widowni, za barierkami, dość daleko to sceny. Zgasły światła i zaczął się koncert. Piski, krzyki, ręce w górze i pierwsze nuty piosenki „Use Somebody”. Niestety nie widziałam niczego, jestem dość niska, a skaczący tłum fanek nie ułatwiał mi tego zadania. Basti przyniósł mi jakąś plastikową skrzynkę. Stanęłam na niej i teraz widziałam świetnie wszystko. Chłopaki śpiewali z takimi emocjami na twarzach i takimi pięknymi głosami, że odpływałam… tak dawno nie słyszałam ich na żywo, już zapomniałam jak świetni są. Solówka Harrego i Lou wywołała u mnie dreszcze i gęsią skórkę. Te cudowne głosy, ta cudowna piosenka. Teraz przemowa chłopaków. Podziękowania za przybycie i powitanie fanów. Kolejna piosenka, już całkowicie wkręciłam się w koncert. Widząc chłopaków na scenie nie mogę uwierzyć, że ich znam. Wyglądają jak pięciu bogów, wydają się tacy nierealni i niedostępni. A przecież to moi przyjaciele, mam w telefonie ich numery. Nie do uwierzenia. Pierwsza pauza, chłopaki schodzą ze sceny napić się czegoś i chwilkę odsapnąć – Jetzt Basti! – zwróciłam się do Niemca i zaczęliśmy realizować mój plan. Chłopak złapał mnie pod rękę i szybko zaprowadził pod samą scenę. Tam stał już drugi ochroniarz, który zrobił mi miejsce w pierwszym rzędzie. Byłam tak blisko sceny, że mogłam oprzeć się o nią łokciami.

Chłopaki wrócili na scenę – Welcome back! Make some noice!! – zawołali i z głośników zaczęła płynąć melodia „One Thing”. Na sali rozniósł się wielki pisk i wszyscy zaczęli śpiewać pierwszą zwrotkę razem z Liamem. I stało się, po pierwszych dwóch wersach chłopaki wreszcie mnie zauważyli. Dokładniej zrobił to Niall. Pomachałam mu, on zrobił wielkie oczy, uśmiechnął się szeroko i szturchnął stojącego obok Harrego wskazując na mnie znacząco głową. Hazza właśnie zaczynał śpiewać swoją solówkę, gdy zajarzył co chciał mu pokazać Niall. Tak bardzo się ucieszył, że jego głos się zmienił się przez uśmiech. Chłopak tak się zmieszał, że pomylił tekst. Szybko szturchnął Louisa i wskazał na mnie palcem. Lou otworzył buzię z wrażenia  i zamiast zacząć śpiewać refren z chłopakami odłożył mikrofon na ziemię, podszedł do mnie i uklęk przede mną – Louis wariacie! Wracaj na scenę! – zaczęłam się śmiać – Olii! Jak super Cie widzieć – uśmiechnął się tajemniczo i mocno mnie przytulił. Ten uśmieszek… wiedziałam, że coś kombinuje. Przytuliłam go, obejmując mocno za szyję, a on w tym momencie szybkim ruchem podniósł mnie do góry i postawił na scenie. Byłam zdruzgotana i sparaliżowana. Stałam przed około dwudziestoma tysiącami ludzi! Ja nawet nie mogłam się ruszyć, więc nie wiem jak chłopaki mogli zachowywać się tak swobodnie. Szybko jednak zapomniałam o tremie. Niall zaczął śpiewać swoją solówkę, przytuliłam resztę chłopaków, a później Louis złapał mnie za rękę i zaczął śpiewać swoją solówkę, trzymając moją dłoń i patrząc mi z uśmiechem głęboko w oczy. To było słodkie tak samo jak jego głos, objęłam go w talii, położyłam głowę na jego ramieniu i w takiej pozycji śpiewał resztę piosenki. – … you got the one thing… – zakończył piosenkę Harry, po czym zaśpiewał jeszcze – and boys… SHE’S GOT THE ONE THING!! – wskazał na mnie z uśmiechem, wszyscy zaczęli bić brawo i piszczeć, a my ukłoniliśmy się pięknie i zeszliśmy na chwilę ze sceny.

- Aaaaaaaaa!! Oliwia! – Piszczała z daleka Viki – Cześć mała! – uściskałam ją i ucałowałam, a chłopcy rzucili się na nas i wszyscy razem się ściskaliśmy i przytulaliśmy – Oliwia, nie żyjesz! Dlaczego nas okłamujesz? – Niespodzianka – powiedziałam i uściskałam jeszcze raz wszystkich – One Direction: wchodzicie za 10, 9,… – zaczął odliczać organizator koncertu – chłopcy szybko złapali za swoje butelki, zrobili 3 łyki – Nigdzie się stąd nie ruszajcie! – powiedział Lou i pobiegł za chłopakami na scenę. – Ale się za tobą stęskniłam wariatko! – powiedziała Viki i jeszcze raz mnie wyściskała – Ja za tobą też… ah ten pobyt w Polsce, tyle się dzieje, nawet niema czasu pogadać na skype, a pisanie z tobą smsów to nie to samo – Zgadzam się. Musisz jak najszybciej wrócić do Londynu. Bez ciebie i Li niema tam co robić – powiedziała smutnie. Usiadłyśmy na krzesłach i spoglądałyśmy na scenę. Niestety widzieliśmy tylko tyły naszych chłopaków. – Jeszcze nie wiem kiedy wrócę, ale ty poznasz ten termin jako pierwsza – uśmiechnęłam się do przyjaciółki. – Trzymam cię za słowo. Ahh – westchnęła i uśmiechnęła się tajemniczo – Co jest Viki? – zapytałam ciekawskim głosem – Muszę ci coś opowiedzieć, muszę bo normalnie zaraz nie wytrzymam. Nie chciałam ci tego mówić przez telefon… bo wiesz ja i Liam… – Co ty i Liam? – zapytałam – No wiesz… kochałam się z nim – powiedziała szczęśliwa – No co ty?! – zrobiłam wielkie oczy – Ty? Z nim? Przed ślubem – zaśmiałam się – A tak się zarzekałaś, że swój pierwszy raz przeżyjesz z facetem dopiero po roku bycia razem – No tak, ale jak można leżeć w jednym łóżku z TAKIM facetem i grzecznie spać? – uśmiechnęła się zadziornie – Więc opowiadaj jak to było – Okej, od początku. To było w ten weekend w który Hazza i Lou byli u ciebie. Li przyleciał do Londynu, chciał mi zrobić niespodziankę. Przyjechał do mojego domu, ale akurat byłam na zakupach w Westfieldzie z dziewczynami z roku. Rodzice wpuścili go do środka, posiedzieli chwile razem. Chcieli po mnie zadzwonić, ale Liam nie chciał psuć niespodzianki. Był trochę zmęczony, więc rodzice zaproponowali, żeby poszedł do mnie do pokoju trochę odpocząć. Wróciłam do domu około 21:00, bo byłyśmy jeszcze coś przegryźć z dziewczynami. Nieświadoma wchodzę sobie do mojego pokoju, panował w nim już półmrok, ale nie włączałam światła. Wzięłam piżamę, czystą bieliznę i poszłam wziąć prysznic. Zanim się wykąpałam zrobiło się całkiem ciemno. Wchodzę do pokoju, włączam światło i widzę, że ktoś śpi w moim łóżku, przykryty kołdrą od stóp do głów. Myślałam, że to siostra, wiesz, niekiedy śpimy razem. Byłam już zmęczona i nie miałam ochoty przepychać się z nią w nocy. Mówię jej, Angelika spadaj stąd, chcę spać. Ona nic. Mówię jeszcze raz, tylko, że głośniej. Trochę się poruszała, ale dalej udawała, że nie słyszy. Więc podchodzę wkurzona do tego łóżka, łapię za kołdrę i zabieram ją szybkim ruchem wołając, że młoda ma się w tej chwili wynosić. Nawet nie wiesz w jakim byłam szoku, gdy zerwałam tą kołdrę, a spod niej wyskoczył wystraszony Liam. Był taki zaspany, miał takie maleńkie oczka i nie wiedział o co chodzi – przerwała na chwilę uśmiechając się do siebie, jak gdyby wspominała sobie najsłodszą rzecz jaką kiedykolwiek widziała – Ej halo? Ziemia do Viki. Czekam na szczegóły, ale te pikantne – uśmiechnęłam się zadziornie – Przepraszam, więc na czym to ja skończyłam… a okej. No to Liam wyskakuje jak poparzony spod tej kołdry po kilku sekundach zaczyna łapać o co chodzi, przytulił mnie i przeprosił za to, że zasnął. Usiedliśmy na łóżku, ale było jakoś hmm… mało komfortowo – uśmiechnęła się cwaniacko i mówiła dalej – więc położyliśmy się z takim zamiarem, że pogadamy i pooglądamy zdjęcia z trasy na jego laptopie. Przykryliśmy się kołdrą, Liam położył komputer na brzuchu i opowiadał mi gdzie dane zdjęcie było robione, opowiadał historie z trasy i takie tam różne. Zdjęć było naprawdę mnóstwo i nim dotarliśmy do końca, była 1:30 w nocy. Li powiedział, że zaraz pójdzie spać do pokoju gościnnego, ale najpierw się trochę poprzytulamy i pocieszymy sobą. I tak się zaczęliśmy cieszyć, że najpierw były przytulanki, buziaczki, później było coraz namiętniej. Buziaczki zamieniły się w gorące pocałunki. Liam delikatnie się na mnie położył cały czas mnie całując. Jakie on ma ciało Olii! Te mięśnie, ten brzuszek i ta pupa. Ahh – jej oczy się rozświetliły, a z twarzy nie schodził uśmiech. – Wiesz, szkoda, żeby takie ciało kisiło się w ubraniach, więc ściągnęłam z niego koszulkę. Chłopak trochę się zdziwił, ale był z tego faktu bardzo zadowolony. Później on to samo zrobił z moją koszulką i w ogóle z całą resztą ubrań. Oboje zostaliśmy tylko w bieliźnie. Cała gra wstępna trwała około godziny. Później Liam wreszcie zebrał się na odwagę i  zapytał mnie słodko czy będziemy się kochać, bo działam na niego tak, że zaraz się zagotuje. I jak takiemu odmówić – wzruszyła bezradnie ramionami. – Vikiii! No wiesz, nie poznaję cię! Jakaś ty napalona! – śmiałam się z przyjaciółki – Seks to super sprawa, nie wiem dlaczego tak długo z tym zwlekałam… – Bo wcześniej nie miałaś faceta? – Hmm… może masz racje. To mógł być ten powód. – powiedziała poważnie, a później obie wybuchnęłyśmy śmiechem – Jest cudownie, między mną i Liamem świetnie się układa. A łóżko jeszcze bardziej nas do siebie zbliżyło. – Ojj Viki wariatko, tak bardzo się cieszę twoim szczęściem – powiedziałam – Okej, a teraz już cicho, bo przez moje historyjki stracimy cały koncert – powiedziała Viki, chciałam coś odpowiedzieć, ale zanim zdążyłam wydać z siebie choć jeden dźwięk przyjaciółka spiorunowała mnie wzrokiem i przyłożyła sobie palec wskazujący do ust, abym się nie odzywała. W sumie to i tak już bym nic nie powiedziała, bo chłopaki zaczęli śpiewać mój ulubiony „I wish”. Byłam mega ciekawa jak wyjdzie im to na żywo.
___________________________________
po dwóch dniach wreszcie udało mi się
dokończyć rozdział. Wczoraj nawet nie
miałam czasu wejść na internet… w ramach
rekompensaty za tak długie czekanie
dodałam bardzo długi rozdział, który
normalnie podzieliłabym na dwie części.
buziaki! :*

Rozdział 57.

Od tygodnia jestem już w domu. Po 3 dniach bacznej obserwacji w szpitalu zostałam z niego wypuszczona. Już wszystko jest w porządku, mogę oglądać telewizję i cieszyć się życiem. Czasem wieczorami pobolewa mnie głowa i muszę trochę bardziej na siebie uważać, nie przemęczać się i takie tam. Viktoria dzwoni do mnie codziennie. Chłopaki również. Za półtorej tygodnia wracają do Londynu. Louis niby się z tego cieszy, ale ma ostatnio sporo zmartwień. Najpierw ta historia ze mną, a teraz jego rodzice, którzy przeżywają kryzys małżeński i ciągle się kłócą. Mam nadzieję, że pogodzą się ze sobą, bo wiem ile dla Lou znaczy pełna rodzina. Maciek odwiedza mnie co drugi dzień. Przynosi mi owoce, soczki i bardzo o mnie dba. Ma wyrzuty sumienia, że ten wypadek to jego wina i stara się jak najbardziej umilić mi okres rekonwalescencji. Jeszcze nie przebukowałam daty na bilecie do Anglii. Wylot za niecałe dwa tygodnie, ale nie wiem kiedy wrócę do Londynu. Tęsknię za chłopakami i Viki, bardzo chciałabym ich zobaczyć, ale szkoda mi opuszczać rodzinę i Maćka.

Początek weekendu, blisko 2 tygodnie od mojego wypadku. Mam już dość siedzenia w domu i nic nierobienia. Rodzice zabraniają mi wszystkiego. Najchętniej zawinęliby mnie w folię bąbelkową i robili za mnie wszystko, abym tylko była bezpieczna. Dziś postanowiłam ruszyć pupę z leżaka i umyć tacie samochody. Trochę ruchu mi nie zaszkodzi i wreszcie zrobię coś pożytecznego. Właśnie kończyłam szlifować pierwszy samochód, gdy pod mój dom przyjechał bus z przesyłką. – Dzień dobry! Szukam… pani… Oliwii Saltin – powiedział miły pan czytając moje nazwisko z listy – Salkin, to ja. – poprawiłam go – Ah tak przepraszam, Oliwia Salkin, przesyłka dla pani, proszę – powiedział podając mi ładnie zapakowane pudełko, podpisałam się na liście potwierdzającej odbiór przesyłki obok swojego nazwiska. – Dziękuję panu bardzo, do widzenia! – Ja również dziękuję, do widzenia!  – Bus odjechał, a ja od razu usiadłam na schodach przed domem i zaczęłam rozpakowywać przesyłkę. Delikatnie rozerwałam czerwony papier i otworzyłam pudełko. Zaczęłam wyciągać to co było w środku: M&Msy, jakąś różową kopertę i… bilet na koncert One Direction! Nawet nie oglądałam co było dalej, tylko od razu złapałam za kopertę, szybko ją otworzyłam i wyjęłam z niej list. Tak dawno nie dostałam żadnego. Od razu poznałam te pismo, należało do Louisa. „Cześć Marcheweczko! Mam nadzieję, że czujesz się lepiej. W sumie to wiem, że czujesz się lepiej, bo właśnie skończyłem z Tobą rozmawiać przez telefon. Za kilka dni lecimy do Berlina i tam zostaniemy na jakiś czas. Geografia to nie jest moja mocna strona, ale wiem, że Niemcy graniczą z Polską i leci się tam niecałą godzinkę. Ostatnio wspominałaś, że jeszcze nie słyszałaś nas na żywo… to takie smutne :-(  dlatego wysyłam Ci bilet na lot do Berlina, adres hotelu w którym się zatrzymujemy, oraz UWAGA bilet na koncert najlepszego zespołu świata: 1D! :)) Do biletu rozłączona jest smycz z identyfikatorem, przez co możesz wejść za kulisy sceny. To mega okazja, dlatego liczę na ciebie! Wszystko jest zarezerwowane i zapłacone, tylko wsiadaj do samolotu. Czekamy! Tęsknię za tobą! —> Twój <— taaaak tylko Twój Louis :)) PS. WIADOMOŚĆ OD CHŁOPAKÓW: Oli czekamy na Ciebie i nie możemy się doczekać kiedy się zobaczymy. Natürlich in Deutschland! Taaak, umiemy już kilka słów po niemiecku ;) więc: Wir lieben Dich Baby! Auf Wiedersehen Schatz! buziaki :* Harry, Zayn, Nialler i Liam” Druga część była pisana pismem Hazzy. Uśmiechałam się do kartki, oglądając narysowane przez chłopaków rysunki i czytając jeszcze raz ten cudny list. Spojrzałam też na identyfikator, było na nim moje uśmiechnięte zdjęcie, imię nazwisko i rodzaj wykonywanej pracy: Osobista masażystka Louisa Tomlinsona. Parsknęłam śmiechem pod nosem. Złapałam za telefon i zadzwoniłam do Viki – Cześć kochana, co tam! – Cześć Oliwa! Waśnie miałam do ciebie zadzwonić, dostałam wczoraj paczkę od chłopaków z zaproszeniem na koncert. Do ciebie też już doszła? – pytała podekscytowana – Tak, tak doszła… – ale się cieszę! Lecimy do Berlina! Jutro! – Jutro? Jak to jutro? – zapytałam zdziwiona i dopiero wtedy zobaczyłam, że bilet jest na jutro. -  Super, że tak szybko co? Już jutro się spotkamy i naszych chłopaków również!  – Przepraszam Viki, ale na mnie nie licz. Nigdzie nie lecę, nie czuję się jeszcze na siłach. – No coś ty? – zapytała Viki smutnym głosem – Ale to tylko krótki lot Olii, nie daj się prosić… zaopiekuję się tobą – Przepraszam Viki, ale nic z tego nie będzie. – Szkoda, ale nie naciskam – Musze kończyć i zadzwonić do Louisa. Trzymaj się mała. – Ty też, uważaj na siebie pa! – Następnie wybrałam numer Louisa – Cześć marcheweczko! Czyżbyś dostała przesyłkę od nas? – powiedział wesoło – Tak, dziękuję bardzo, zaraz biorę się za cukierki! – Za jakie cukierki? Bierz się za walizkę, masz mało czasu, wylot już jutro. – Właśnie Lou, ja.. dziękuję za zaproszenie, ale niestety nie mogę przylecieć do Niemiec. Nie czuję się jeszcze na siłach, poza tym obiecałam rodzicom, że pomogę im w czymś. – Nie, Oli… Proszę, tylko nie to… – powiedział smutnym głosem – Przepraszam Lou, nie dam rady przylecieć. Może innym razem. – Ale mi smutno. Ale skoro nie możesz to trudno… Muszę kończyć, właśnie podpisujemy płyty i musiałem udawać, że strasznie chce mi się siku, żeby uciec do ubikacji i móc z tobą porozmawiać. Trzymaj się, tęsknię – Buziaki Lou – Buziaki, lubie to! Pa!  – zaśmiał się. – Pa! – odpowiedziałam uśmiechnięta. Nie zdążyłam odłożyć telefonu od ucha, gdy podszedł do mnie Maciek. Byłam tak pochłonięta rozmową, że nawet nie zauważyłam kiedy przyjechał – Cześć piękna, z czego się tak cieszysz? – powiedział i przytulił mnie na przywitanie – Cześć, a cieszę się, bo lecę jutro do Berlina. – Do Berlina? – zdziwił się i usiadł obok mnie na schodach – No wiesz takie miasto w Niemczech. Ściślej mówiąc stolica i największe miasto Niemiec, 3,5 mln populacji… – dobra, dobra przecież wiem co to Berlin, nie rób ze mnie idioty – zaśmiał się – Po co tam lecisz? I czy to ma związek z tą przesyłką? – wskazał na leżące obok mnie pudełko, z którego wyjadałam M&Msy. – Tak, chłopaki wysłali mi bilet na koncert i na lot do Niemiec – Chłopaki czyli ci Brytyjczycy…? – Tak, dokładnie oni. – odpowiedziałam – Ale wracasz potem do Polski? – zapytał patrząc na mnie smutnym wzrokiem – Tak, lecę tam tylko na weekend, no stress Maciek – uśmiechnęłam się do niego i poczęstowałam cukierkami, chłopak odwzajemnił uśmiech. Pomógł myć mi drugi samochód taty, a później umyliśmy także jego auto. – Hmm… nie wiedziałam, że ten samochód jest czarny… zawsze był taki skurzony, myślałam, że jest szary. Swoją drogą, to nie wiem, jak mogłeś mnie wozić po mieście takim brudnym wozem. Jak ci nie wstyd chłopczyku? – zrobiłam zniesmaczoną minę, a później zaczęłam się śmiać – Moje auto zawsze brudne!?? Ooo nie. Możesz mówić źle o mnie, ale nie o moim wozie. Przeproś! – zażartował – Chyba śnisz! To ty przeproś, za to, że musiałam nim jeździć – Dobrze ci radzę, przeproś, bo inaczej… – co mi zrobisz? Już się boję! – Sama tego chciałaś – Maciek chwycił wąż ogrodowy i oblał mnie całą zimną wodą. Jakoś udało mi się wyszarpać mu szlauch z rąk i teraz to ja nie zostawiłam na nim suchej nitki. Bawiliśmy się jak dzieci, byliśmy cali mokrzy. Później siedzieliśmy cały dzień na słońcu, aby trochę wyschnąć. Gdy Maciek odjechał, od razu poszłam pogadać z rodzicami o moim wypadzie do Berlina i zaczęłam pakować walizkę. Nie mam serca, wiem o tym. Okłamałam Lou i chłopaków oraz Viki, ale tylko dlatego, że chcę im zrobić niespodziankę i zobaczyć jutro ich głupie miny. Tak bardzo się cieszę, że się spotkamy. Muszę tylko dokładnie obmyślić plan działania na jutro: co i jak mam zrobić, żeby nie spotkać się z nimi na lotnisku, ani nigdzie wcześniej tylko na samym koncercie, gdzie zostawić bagaże i jak dostać się niezauważona do sali koncertowej. Mam na to całą noc, coś się wymyśli. Już nie mogę się doczekać, jutro czeka mnie ekscytujący dzień!
___________________________________________________
Hejj gwiazdy! Chciałam Wam tylko napisać, że moja impreza
wyszła super, ale niestety nie byłam tak pijana jak Hazza,
bo wszyscy pili drinki, tylko ja i kolega piliśmy z kielona,
ale on też był słabym zawodnikiem, więc niestety mega
bani nie było :( hehe :P chyba się starzejemy… na moich
19 urodzinach była taka impreza, że ja poszłam spać o 1:30,
bo byłam już „słaba”, a goście dalej się bawili… a w tym roku
kulturka, drineczki, nikt nie wymiotował, ani nie rozbijał
szklanek tak jak na wspomnianej 19 (buziaki Moniu;*)
Ale pomimo tego impreza była ekstra i dostałam TYYYLLLEE
kwiatów :D ahh, są piękne! może następnym razem wstawię
Wam ich fotkę, jeśli będziecie chciały :)

jeszcze jedno ogłoszenie: ehh… nie wiem jak teraz będzie
wyglądała częstotliwość dodawania postów na blogu…
pracuję od 9:00 do 17:00, więc budzę się o 8:00, a wracam
o 17:30. Moja mamuśka wyjechała na kilka tygodni do pracy
więc muszę też coś od czasu do czasu ugotować jakiś obiad,
ogarnąć dom, a wieczorami zająć się moim chłopakiem ;)

będę się starała dodawać rozdziały jak najczęściej, ale nie
obiecuję, że będą się pojawiać każdego dnia. Mówię Wam
o tym z góry, bo nie chcę, żebyście były rozczarowane.
Ale walnęłam litanię :P
Buziaki! :**  ♥