Archiwum dla Marzec, 2012

Rozdział 36.

Osłupiałam, zrobiłam wielkie oczy i odwróciłam się z powrotem plecami do niego. Nie no głupieję, mam halucynacje. Czy jest na sali lekarz? Że tak jeszcze nie zobaczyłam go jadącego na pasiastej zebrze. Po chwili znowu go zobaczyłam, tym razem stał już przede mną. Wyciągnął mi delikatnie słuchawkę z prawego ucha i uśmiechnął się – Cześć Oliwia – hm.. czyli jednak nie zgłupiałam, tylko to naprawdę Lou. – Cześć, co tu robisz? – zapytałam oschle. – Chciałem cie przeprosić, zachowałem się jak palant i… – no tak z tym palantem masz racje i spoko przeprosiny przyjęte. – przerwałam mu – Naprawdę? Czyli mi wybaczasz? – uśmiechnął się od ucha do ucha – Czy ty za dużo nie wymagasz? Przyjmiesz przeprosiny? Wybaczysz? Nie przesadzaj. Ale dobra, tak przyjmuję przeprosiny, nie, nie wybaczam. -  Lou patrzył na mnie wielkimi oczami – Jeszcze jakieś pytania? Albo wiesz co nie, twój czas minął. Spieszę się na samolot. Na razie. – wstałam z miejsca i ruszyłam do przodu. Do wylotu miałam jeszcze półtorej godziny, ale to jedyne co przyszło mi na myśl. Byłam wściekła. Tak bardzo cieszyłam się na ten wyjazd, a on przyjeżdża tu z bukietem róż i myśli, że wskoczę mu z radości na ręce. Niedoczekanie! Idę przed siebie omijając slalomem ludzi kręcących się po poczekalni – Stój! – woła głos za mną, ale nie zwracam na niego uwagi. Lou złapał mnie za rękę i zatrzymał – Zaczekaj, musimy porozmawiać. – powiedział – Nie ma o czym, wyjaśniłeś mi wszystko smsem. – odpowiedziałam i chciałam odejść, ale on mocno trzymał mnie za rękę. – Porozmawiaj ze mną, proszę – powtórzył prośbę łamiącym się głosem. – Ile razy mam ci powtarzać, że nie ma o czym. Puść mnie, chce iść dalej! – zawołałam, szarpnęłam ręką i uwolniłam się z jego uścisku. W tym momencie Louis ukląkł na kolana, na samym środku lotniska i zaczął krzyczeć – Oliwio Salkin porozmawiaj ze mną! Proszę! Proszę! – wszyscy ludzie zaczęli się na nas gapić – Dobra Louis, cicho, wstawaj. Zaraz obydwóch nas stąd wyrzucą i tyle będzie z mojego lotu do Polski. – To znaczy, że ze mną porozmawiasz? – mówił już ciszej, ale dalej klęczał. – Wstawaj, bo zaraz się rozmyślę. Czy ty nie potrafisz nawet przez pięć minut być poważny? – powiedziałam, a Lou stał z podłogi i przetarł ręką nogawki na wysokości kolan. – Jestem poważny jak nigdy. Jeśli znalazłaś dla mnie tą chwilę czasu, to daj się też zaprosić na kawę tu do kawiarni – powiedział z uśmiechem wskazując na szyld kafejki Dring Shop & Do. Było mi to wszystko obojętne. Chciałam to mieć jak najszybciej za sobą. Serce waliło mi jak młotem, w gardle rosła kluska, a nie chciałam się rozklejać na jego oczach. Usiedliśmy przy stoliku i zamówiliśmy kawę. Lou zrobił głęboki oddech, był zdenerwowany – Więc słuchaj Olii, dziękuję, że zgodziłaś się ze mną porozmawiać, bo… – nie zgodziłam, zmusiłeś mnie do tego – odpowiedziałam szybko. – Proszę, nie przerywaj. Nie jest mi łatwo, mam w głowie pustkę, a chciałbym ci tak dużo powiedzieć. Więc dziękuje, że po moim szantażu zgodziłaś się ze mną porozmawiać. To co wtedy napisałem i to jak się zachowywałem to było bardzo nie fair w stosunku do ciebie i bardzo tego żałuję. Sam nie wiem dlaczego tak postąpiłem, a ten sms to… przepraszam, naprawdę przepraszam. Nie wiem co mi odbiło. Byłem bardzo przemęczony, ledwo żyłem, ale to żadne wytłumaczenie. – Był bardzo zdenerwowany, głos mu się załamywał, nerwowo bawił się plastikową łyżeczką do kawy, ale cały czas patrzył mi w oczy – I tylko to było powodem twojego zachowania? A może było coś jeszcze? Może to Harry? – zapytałam – Harry? – zdziwił się Louis – a co gadał ci coś? Obiecał, że tego nie zrobi. To on nawrzeszczał na mnie za to jak cie potraktowałem, przegadał mi do rozsądku, sprawił, że przejrzałem na oczy i zobaczyłem tracę najważniejszą osobę w moim życiu – słuchałam go z niedowierzaniem. Woow, czyli Hazza stanął w mojej obronie. Wstyd mi, że tak źle go oceniłam. – Dlaczego nic nie mówisz? – wyrwał mnie z moich przemyśleń głos Louisa. – Nie wiem co mogę ci na to odpowiedzieć. Zawiodłam się na tobie, zraniłeś mnie, potratowałeś jak laleczkę, jak zabawkę, którą się znudziłeś. To naprawdę delikatnie mówiąc niefajne uczucie. – odpowiedziałam, a Lou położył swoją rękę na mojej. – Wiem Olii i bardzo cię za to przepraszam. Nawet nie wiesz jak tego żałuję. Gdybym mógł cofnąć czas nie zawahałbym się nawet chwili. Daj mi jeszcze jedną szansę, proszę – popatrzył na mnie błagalnym wzrokiem. Zabrałam swoją dłoń od jego. Nie chciałam, żeby mnie dotykał. Po jego minie zobaczyłam, że sprawiłam mu tym wielką przykrość. – Ale stało się i nie cofniemy czasu. Być może miałeś rację pisząc w tym smsu, że nie możemy być razem, bo nie potrafię się przystosować do twojego trybu życia. – powiedziałam, a z jego policzka spłynęła łza, którą szybko starł rękawem swojego pasiastego sweterka – dla ciebie zmienię swoje życie – powiedział półszeptem. Zrobiło mi się go żal, ale nie potrafiłam mu wybaczyć.

♥ ♥♥

Wczoraj wieczorem chciałam się brać za pisanie kolejnego rozdziału,
gdy nagle pewien komentarz wyskoczył mi jak Harry spod fortepianu,
a ja zareagowałam jeszcze większym zdziwieniem niż chłopaki na gifie…

tak, tak pozdrawiam Cie Misia, agencie 007 ♥


przez chwile zaskoczona nie mogłam się skupić, ale ochłonęłam, oswoiłam
się z tym komentarzem i tak oto pojawiła się pierwsza połówka 36 rozdziału,
jeszcze troszkę dopiszę, dopracuję i wieczorem pojawi się w całości :) buziaki!

Rozdział 35.

2 tydzień bez Louisa: druga połowa. Lou się nie odzywa, ja do niego również. Jestem na niego zła za to co mi powiedział. Już za pięć dni lecę do Polski, do rodziców. Tylko ta myśl trzyma mnie jeszcze przy życiu. Zgadałyśmy się z Viki na skype, koszt połączenia przez komórkę na Majorkę to jakaś bajka. Najpierw opowiadała mi jak jest na wczasach i co słychać u niej i Liama, a później ja opowiedziałam jej o zajściu z Louisem. Nie chciałam przy tym płakać, ale nie mogłam się powstrzymać. Była pierwszą osobą której o tym mówiłam, dlatego bardzo mi ulżyło, gdy się jej wygadałam. Myślałyśmy co z tym dalej zrobić, gdy Viki doradziła mi, żebym się więcej nie męczyła i nie żyła w tej niewiedzy, tylko zadzwoniła i zapytała o co mu chodzi i czego on chce. Myślę, że to świetny pomysł. Byłby jeszcze lepszy, gdyby szanowny pan Tomlinson odbierał moje telefony… Zdesperowana wysłałam mu smsa: * Louis, bardzo Cie proszę, odbierz, porozmawiaj ze mną, albo chociaż napisz do mnie. Napisz, czego ty tak właściwie chcesz i co dalej z nami. Nie chcę się całymi dniami zastanawiać, co teraz robi mój chłopak i czy w ogóle jeszcze nim jest. Nie olewaj mnie, bo bardzo mnie tym ranisz… * Zebrałam się na odwagę i wcisnęłam WYŚLIJ. Poszło, teraz tylko czekać na odpowiedź. Jak wielkie było moje zdziwienie, gdy trzy minuty później, wyciągając jogurt z lodówki usłyszałam sygnał przychodzącej wiadomości z leżącego w salonie telefonu. Rzuciłam wszystko co miałam w rękach na kuchenny blat i pobiegłam do salonu. Tym razem nie myliłam się, to był Louis. Jednak to co mi napisał było dalekie od tego co chciałam przeczytać: * Cześć Oliwia. Przepraszam, jeśli czujesz, że cie olewam, ale tak nie jest. Po prostu nie mam czasu. A nawet jeśli bym go miał to wolałbym robić ciekawsze rzeczy niż słuchać twoich wyrzutów przez telefon. Przytłaczasz mnie, czuję się jak w jakiejś klatce. O wszystko sie czepiasz. Myślę, że nie powinniśmy się spotykać, skoro nie potrafisz przystosować się do mojego trybu życia. Zróbmy sobie przerwę, a jak wrócę do Londynu to zobaczymy co dalej. Trzymaj się, Lou * – Co takiego?!! – powiedziałam sama do siebie i ponownie przeczytałam treść wiadomości. Zaczęłam płakać i z niedowierzaniem kolejny raz czytałam wiadomość, a jej słowa sprawiały, że moje serce pękało. To niemożliwe. Jak on mógł coś takiego napisać i zerwać ze mną przez smsa? Czy my mamy po 10 lat? Myślałam, że to co nas łączy to coś niezwykłego. Louis tyle się nagadał o tym, że chce być ze mną już na zawsze, że mu na mnie zależy i jestem wyjątkowa… uwierzyłam mu, a on potraktował mnie jak przygodę. Jak dziewczynę z którą się spotyka z nudów, dla zabicia czasu. A teraz gdy tylko wyjechał, poznał nowych ludzi i miejsca ja się dla niego nie liczyłam. Przypomniało mi się to o czym mówił Harry gdy byliśmy w San Francisco. Może miał rację oceniając tak Louisa… a może to jego wina? Chciałam wyrzucić tą myśl z głowy, ale na daremne. Cały czas do mnie wracała. To niemożliwe, przecież oboje bardzo lubimy Hazzę, to taki fajny, wesoły chłopak, ale jeśli to tylko pozory i tak naprawdę Harry nas chciał rozdzielić? To miało by sens. Najpierw naopowiadał mi kłamstw na temat Louisa w które na szczęście nie uwierzyłam. Teraz pewnie nagadał na mnie głupot Louisowi, a że się przyjaźnili to Lou we wszystko uwierzył. Ludzie są okropni. Nikomu nie możesz ufać. Uważasz kogoś za swojego przyjaciela, a on wbija ci nóż w plecy. Przejrzałam na oczy. Harry chciał zdobyć Louisa za wszelką cenę, idąc po trupach. I udało mu się. Gdybym go teraz spotkała to chyba powyrywałabym mu te jego loczki i podrapała tą zakłamaną buźkę! A Lou? Wcale nie był lepszy. Najpierw mówi mi że jestem dla niego najważniejsza, a potem słucha bzdur i uznaje je za prawdę. Co za paranoja! Wielkie gwiazdki. Zakłamane dwulicowe potwory, zakochani w sobie, których postrzeganie świata kończy się na czubku własnego nosa. Dlaczego wcześniej tego nie widziałam? Zaoszczędziłabym sporo czasu i łez…

3 tydzień bez Louisa: pierwsza połowa. Siedzę na lotnisku i cały czas myślę o Louisie, nie mogę wyrzucić go z swojej głowy. Dziś próbował się do mnie dodzwonić, potem dzwonił Harry, ale nie odbierałam. Nie chciało mi się słuchać tego ich bełkotu. Jak ja chciałam pogadać to nikt nie miał czasu, więc teraz niech się wszyscy ode mnie odczepią. Wyłączyłam telefon. Na szczęście za kilka godzin będę w Polsce, z dala o tego wszystkiego. Odpocznę i zapomnę o tych kilku ostatnich dniach. Pomimo nich jestem szczęśliwa, bo zobaczę moją rodzinkę. Bilet mam zabukowany, paszport sprawdzony, bagaż nadany i powinnam za godzinę wylecieć, ale na tablicy widzę, że lot będzie opóźniony o jakieś 45 minut. Zezłościłam się, ale szybko się uspokoiłam, myśląc o tym, że te 45 minut to nic w porównaniu do najbliższych kilku tygodni spędzonych z rodzinką. Z głośników umieszczonych na ścianach na lotnisku grała muzyka z radia. Gdy tylko zaczęło lecieć What Makes You Beautiful od razu wyciągnęłam Ipoda, włożyłam słuchawki do uszu i włączyłam piosenkę Kings Of Leon – Use Somebody. Pogłośniłam na maxa, tak aby jedynym dźwiękiem jaki do mnie dopływał był ten ze słuchawek. Miałam już serdecznie dość WMYB. Wystarczyło mi, że kierowca taksówki, którą jechałam na lotnisko nucił ją całą drogę. Już chciałam mu powiedzieć, żeby się zamknął, ale na szczęście, gdy zbliżał się kres moich nerwów byłam już na miejscu. Więc siedzę sobie spokojnie w poczekalni, z słuchawkami w uszach i rozkoszuję się muzyką licząc minuty do odlotu. Nic nie jest w stanie wyprowadzić mnie z równowagi… no prawie nic. Ktoś delikatnie poklepał mnie po ramieniu. Odwracam się, a za mną stoi Louis z wielkim bukietem czerwonych róż…
______________________________________________
tak ładnie prosicie, że nie mogłam odmówić i coś dla was
szybko naszkrobałam :) jeszcze się nic nie wyjaśniło, ale
na resztę musicie poczekać do jutra do wieczorka.
Dacie rade! buziaki :*** LOVE YOU!! ♥ ♥ ♥