Archiwum dla Marzec, 2012

Rozdział 29.

- Nie gadaj! – powiedział Harry, wstał z kanapy i poszedł w stronę wiszącego na ścianie plazmowego telewizora. – Masz Playstation 3? Pierwszy raz widzę, żeby laska miała w domu coś takiego. – Rzeczywiście – powiedział Louis i dołączył do Harrego. – No co? To, że jestem dziewczyną nie znaczy, że nie lubię sobie czasami posiec w Fifę, albo Tekena. – chłopaki, gdy to usłyszeli to odwrócili się w moją stronę i patrzyli na mnie jak na kosmitę. – Ale wolę gry z Playstation move. Wiecie jakieś Sport Champions, The Fight, Heroes, czasem odpalę jakiś Fitness. Przynajmniej się trochę poruszam. Mam nawet grę Michael Jackson: The Experience i muszę przyznać, że już niewiele mi brakuje, żeby ruszać się jak Michael – zaśmiałam się – Ale czad – powiedział oszołomiony Harry. – Stary, mówiłem ci, że ona jest wyjątkowa – powiedział do niego Louis. – Wiem to od początku, ale nie wiedziałem, że aż tak bardzo. – odparł Harry. Zaskoczyło mnie to co powiedział Hazza i trochę zawstydziło. – Dobra, wystarczy siadać już. Wykończycie mnie chłopaki. – zaśmiałam się. – To kiedy robimy jakiś turniej? – zapytał podekscytowany Harry. – Jaki znowu turniej? – zapytałam. – Jak to jaki? Turniej PS3! – Wiesz, że to świetny pomysł Harry. – odparłam – ale dziś odpada, bo jutro mam zajęcia, a poza tym jestem wykończona po wczoraj. Może jutro? Zaprosimy wszystkich chłopaków, Viktorię i Katie. Chyba nie będzie wam przykro, że bez Amy? Ale jakoś za nią nie przepadam. – Świetny pomysł słońce! Bedzie niezły fun i zobaczymy, czy te twoje przechwałki o ruchach Michaela to prawda. – powiedział Louis – Pewnie, że prawda. Jeszcze mnie nie widziałeś w akcji, mój moon-walk miażdży! – zaśmiałam się. – To super, jesteśmy umówieni – ucieszył się Hazza – i wiesz w sumie dobrze, że nie będzie Amy. Ona i ta jej bordowa szminka trochę mnie przerażają… brr… – dodał i zrobił dziwną minę. Siedzieliśmy tak i obgadywaliśmy plan na jutro. Co prawda mamy zajęcia od 11:00 do 18:00, ale myślę, że jakoś to ogarniemy. Chłopaki jutro szybko poprzestawiają sofy i wyniosą stolik, aby był więcej miejsca do zabawy. Zapowiada się kolejna niezapomniana impreza. Chłopaki trochę zgłodnieli, bo siedzieliśmy u mnie od kilku godzin, więc zrobiłam im kanapki. Zjedli wszystko, wypili herbatę i ładnie podziękowali. Zrobiło się już późno, w sumie bo była dopiero 21:00, ale już pomału nic nie widziałam na oczy. Chłopaki też są już na wyczerpaniu.

Zeszłam razem z nimi na dół, bo musiałam zabrać z samochodu książki, które będą potrzebne mi jutro, a jestem w 100% pewna, że rano bym o nich zapomniała. Wyszliśmy na strzeżony parking, który znajdował się z boku budynku – Więc pokaż mi, gdzie ta twoja fura – zaśmiał się Louis. Nacisnęłam na kluczyku przycisk otwarcia automatycznego zamka i zamrugało do nas moje małe, białe BMW 1. – Co ty gadasz? – powiedział zszokowany Louis. – To naprawdę twój samochód? Wow, muszę przyznać, że jak na biedną studentkę, dobrze sobie żyjesz. Wypasione mieszkanie, Playstatnion 3 i nowe BMW. – powiedział Harry i podszedł do Louisa który już siedział w środku i coś oglądał. Podeszłam do nich. – Czerwona skóra w środku? Podgrzewane fotele? Wbudowane DVD i nawigacja? Skarbie, skąd ty masz taki samochód? Przecież nie pracujesz. – spytał Louis, wyszedł z samochodu i podszedł do mnie. Miał tak poważną minę, że aż sama się przestraszyłam. Chwycił mnie za obie ręce i spojrzał w oczy. – No.. co? – zapytałam niepewnie. – Skarbie proszę powiedz mi prawdę, zniosę wszystko. Tylko mnie nie okłamuj. – mówił poważnie. – Ale co mam powiedzieć? – nie wiedziałam o co chodzi. – Proszę nie wstydź się tylko powiedz skąd masz na to wszystko pieniądze. Mieszkanie w nowym budynku, płatne studia, najnowsza konsola i taki samochód. – Lou ty chyba nie myślisz, że… – nie bój się skarbie nie zostawię cię, powiedz mi prawdę, pomogę ci z tego wyjść. – Przerwał mi. Harry z uwagą przysłuchiwał się naszej rozmowie. Nie nie mogę więcej wytrzymać i zaczynam się śmiać. Wreszcie załapałam o co mu chodzi. On myśli, że pracuję w jakiś burdelu czy przy drodze. Tak szczerze to powinnam się obrazić, ale widząc jego minę nie mogę powstrzymać śmiechu. – Louis! Powinnam ci w tym momencie przywalić w twarz, ale nie mogę z ciebie, masz taką minę, że chyba się przewrócę! Myślisz, że dorabiam sobie na to wszystko na ulicy… Nie no, nie mogę! – Śmiałam się dalej, Hazza w samochodzie też zaczął chichotać, Lou uśmiechnął się pod nosem. – Przepraszam marcheweczko, nie chciałem cię urazić. Ale to wszystko jest takie dziwne. Skąd masz na to wszystko pieniądze? Pytam całkiem poważnie. – Więc ja poważnie ci odpowiem. Moi rodzice mają dość dużą firmę przewozową w Polsce. Wiesz tiry i te sprawy. Nie jesteśmy milionerami, ale nie narzekamy. Rodzice kupili mi mieszkanie praktycznie za pół ceny, resztę pokrył wspierający studentów program rządowy Wielkiej Brytanii. Na studia zbierałam pracując 4 lata jako barmanka w pubie, oszczędzałam, wpłacałam na konto każde pieniądze jakie dostawałam na urodziny i inne okazje. Trochę dołożyli rodzice, trochę dziadkowie i nazbierała się ładna sumka. A samochód to prezent od rodziców z powodu wyprowadzenia się z domu. Chcieli jeszcze bardziej ułatwić mi tu życie w nowym kraju… kochani są – uśmiechnęłam się spoglądając na moje autko. – Boże, ale mnie wystraszyłaś – powiedział mi Louis i przytulił mnie. – Wiesz, że masz za to przerąbane. Jutro liczę na jakieś ładne przeprosiny. – uśmiechnęłam się do niego i pocałowałam w usta. – Wiem i przepraszam. Obiecuję, że coś jutro wymyślę, bylebyś mi wybaczyła. Okej Harry wyłaź już z tego auta, jedziemy. – wyciągnęłam z samochodu książki, które leżały na tylnym siedzeniu. Odprowadziłam chłopaków, pożegnałam się życząc im szerokiej drogi i prosząc Louisa, aby jechał ostrożnie. Wróciłam do siebie na górę. Umyłam tylko twarz, założyłam piżamę i ustawiłam budzik na 9:30. Napisałam jeszcze słodkiego smska do Louisa i nawet nie wiem kiedy zasnęłam.

Rozdział 28.

Siedziałam z przodu, Lou prowadził, a Harry śpiewał coś sobie z tyłu. – Dziewczynki cie pokochały – powiedział Lou, a ja uśmiechnęłam się – Są urocze, prawdziwe aniołki. – Tak, na chwilkę, bo nie masz ich na co dzień w domu. Ale zdziwiły mnie. Nigdy się tak nie zachowywały. Przeważnie są nieufne, do Harrego trzy dni się nie odzywały, a ciebie od razu chciały wziąć ze sobą do przedszkola – powiedział Lou. – Widać znają się na ludziach – powiedziałam w żartach. – Ej! nie zapominaj, że ja też tu jestem i słucham! – zawołał Hazza i zaczęliśmy się śmiać. Dojechaliśmy pod moje mieszkanie. – Powiem wam szczerze, że nie chce mi się spać, a wam? – zapytałam. – No mi też nie bardzo – opowiedział Lou. – Więc co robimy? – zapytał. – Chodźcie do mnie na górę, posiedzimy trochę razem. – To może ja przejadę się na miasto, a wy pójdziecie sami? – zaproponował Hazza. – Nie wygłupiaj się chłopie, tylko chodź z nami. – powiedziałam. – Na pewno? Nie będę przeszkadzać? Kurcze, gdybym wiedział, że się to tak potoczy to został bym u Louisa. – Harry, bo zaraz się obrażę. Wiem, że to nie luksusy do jakich przywykłeś, ale jestem tylko biedną studentką, sorry. – wzruszyłam ramionami i zaśmiałam się. – Dobrze wiesz, że nie o to mi chodzi, tylko pewnie wolelibyście być sami, a ja.. – dobra nie truj już, tylko wysiadaj i idziemy, skoro dziewczyna tak ładnie zaprasza. Z resztą i tak bym ci nie dał mojego wozu, za bardzo go kocham – uśmiechnął się Louis. Stanęliśmy pod drzwiami do budynku i zaczęłam szukać kluczy w torebce, a chłopaki nabijali się ze mnie, strzelając jakimiś głupimi tekstami o kobietach i ich porządku w torebkach. – O tu są! – zawołałam i otworzyłam drzwi.

Weszliśmy po schodach na 3 piętro i już staliśmy pod drzwiami mojego mieszkania. Przekręciłam klucz w drzwiach i otwarłam je – Zapraszam – wpuściłam chłopaków przodem i zamknęłam za sobą drzwi. Grzecznie zdjęli buty i odwiesili kurtki na wieszakach. – No nie stójcie tak, nikt was nie zje, jesteśmy tu sami. – powiedziałam i ruszyłam do przodu, a chłopaki za mną. – Więc to jest mój salon, rozgośćcie się. – dodałam. – A to nie pokażesz nam reszty? – zapytał zdziwiony Harry. – Skoro chcecie to ok, ale nie ma za bardzo czego oglądać. – odpowiedziałam i miałam racje. Całe mieszkanie było urządzone na jedno kopyto. Uwielbiam jasne kolory, więc każdy pokój był prawie w takim samym. Oczywiście ja rozróżniałam w którym ściany były białe, w którym beżowe, a w którym kremowe, ale dla faceta wszystkie były brudno białe. Wyszliśmy z powrotem do mojego przedpokoju. – Więc jak widać tu jest przedpokój. – Było to nieduże, kwadratowe pomieszczenie, w kolorze jasnego beżu. Na jednej ścianie wisiało ogromne lustro, przy drugiej zaś stała wysoka, ciemnobrązowa półka na buty wyglądająca jak komoda z szufladami. Obok niej wisiał rząd wieszaków, a na ścianie była przyklejona wielka naklejka w kształcie drzewa. Była ona w tym samym kolorze co komoda. – Tutaj jest moja sypialnia – powiedziałam otwierając białe drzwi, a chłopaki bez pytania wpakowali się do środka.- Ej, wyłazić mi stąd! – Aleś ty gościnna, daj pooglądać mieszkanie – powiedział Hazza i zaczął się rozglądać. Sypialnia była pomalowana na biało. Na przeciwko drzwi było okno, po prawej stronie pod ścianą stało duże łóżko z jasnego drewna z kremową pościelą, a po bokach 2 małe stoliki nocne. Naprzeciwko łóżka znajdowały się meble na całą szerokość ściany, które sięgały do samego sufitu. Na te meble składała się wielka szafa z przesuwnymi drzwiami, która od połowy zmieniała się w regał z masą półek. To projekt mojej mamy, wykonany na wymiar i specjalne zmówienie. Na ścianie wisiało kilka obrazów, a na ziemi obok łóżka mały puszysty, kremowy dywan. Chłopcy zaczęli oglądać to co znajdowało się na moich półkach, czyli pełno polskich książek, kilka angielskich i pare zdjęć w szklanych ramkach. Między innymi z moją  rodzinką, przyjaciółmi, Viki i dwa zdjęcia z wyjazdu do L.A. Jedno całą ósemką, na drugim zaś byłam tylko ja i Lou, gdy dawaliśmy sobie buziaka na tarasie w San Francisco. To było moje ulubione zdjęcie. Harry obejrzał z uwagą każde, tylko to ostatnio wymienione chwycił na chwilę do ręki i zaraz odłożył. Louis wyciągnął nasze zdjęcie z ramki i wziął do ręki czarny marker. – Lou, proszę nie niszcz go! Zostaw ten marker. – zawołałam – Przecież go nie zniszcze – powiedział i zaczął coś na nim szkryfać, a potem włożył je z powrotem do ramki. – Proszę – powiedział podając mi je. Rzeczywiście, nie zniszczył go, a sprawił, że stało się bardziej wyjątkowe. Narysował wielkie serce dokoła nas, a pod spodem napisał: ‚na zawsze w moim serduszku marcheweczko’. To było słodkie. Odstawiłam zdjęcie na miejsce i pocałowałam Louisa. – Dobra wychodźcie, bo widzę, że trochę za bardzo się rozgościliście. – mówiąc to spojrzałam na Harrego, który leżał na moim łóżku i oglądał książkę, która wcześniej leżała na stoliczku nocnym. – Jaj łam połkaszi – powiedział, próbując rozczytać tytuł polskiej książki. – Ja wam pokażę, czyli w wolnym tłumaczeniu I will show you. – wytłumaczyłam. – Aaa takie coś. – powiedział Hazza podnosząc się z mojego łóżka. – Dobra to dalej, tu jest łazienka – wskazałam na drzwi obok sypialni – a tutaj kuchnia – weszłam do niej. Wyglądała jak każda kuchnia. Na wprost drzwi znajdowało się okno, po prawej stronie jasno brązowe meble, a wszystkie sprzęty kuchenne, czyli lodówka, zmywarka i kuchenka były zabudowane. Pod oknem po lewej stronie stał mały kwadratowy szklany stolik i 4 krzesła. Obok niego było przejście do salonu – jak widzicie do salonu można wejść i z korytarza i z kuchni. Idźcie sobie usiąść. Chcecie coś pić? – Może być jakiś sok – zawołał Louis, który już razem z Hazzą oglądał salon. W kremowym salonie stał komplet składający się z dwóch sof i dużego fotela w ciemno beżowym kolorze. Jedna sofa była niby dwuosobowa, druga trzyosobowa, ale tak naprawdę spokojnie na każdej mogła usiąść jedna osoba więcej. Na środku stał niski, ale duży stolik, a pod nim brązowy dywan. Przed stolikiem na ścianie, na wysokości oczu osoby siedzącej na sofie, czyli dość nisko wisiał telewizor. Pod nim stała niska, szeroka, oczywiście jasna półka. Na jej boku stały 3 duże świece. Na ścianach w antyramach wisiało kilka moich rysunków. Między innymi byli na nich moi rodzice i góry, które uwielbiałam. Wzięłam z kuchni trzy szklanki, karton soku pomarańczowego i jakieś słodycze. Postawiłam to wszystko na stoliku w salonie, otwarłam paczkę czipsów, paczkę moich ulubionych Nimm 2 żyjek i usiadłam z chłopakami.