Archiwum dla Marzec, 2012

Rozdział 56.

Obudziłam się o 8:00 rano. Lekarze robili obchód, pytali jak się czuję, co boli, dali mi jakieś leki przeciwbólowe i wyciągnęli tą piekielną rurkę z nosa. Dostałam od nich polecenia co mi wolno, a co nie przy wstrząsie mózgu. Przez jakiś czas mogę zapomnieć o komputerze, telewizorze czy czytaniu… złożyli mi też kondolencje z powodu rozbicia takiego świetnego wozu. Wieści szybko się rozchodzą, ale niema się co dziwić: faceci i te ich auta. Oparcie łóżka można było regulować. Ustawiłam je tak, abym była w pozycji półsiedzącej. Od kilkunastu lat ja i rodzice leczymy się w tej prywatniej klinice. Tato mówi, że na zdrowiu niema co oszczędzać. może i ma rację. Moja sala była jednoosobowa. W sumie nie przypominała ona szarej, szpitalnej sali, bardziej przytulny pokój. Ściany były w kolorze błękitu, na ścianach kilka obrazków pod ścianą stał telewizor, którego nie mogłam oglądać. Pod oknem stała sofa dla gości, kilka krzeseł, stoliczek. Tylko łóżko było w szpitalnym stylu. Usłyszałam ciche pukanie do drzwi – Proszę – powiedziałam słabym jeszcze głosem. Zza drzwi uśmiechały się do mnie buźki chłopaków. – Cześć Oli, nie śpisz już? – zapytali i weszli cichutko do środka. – Cześć. Nie, nie śpię, wchodźcie. – Chłopaki wzięli krzesła spod ściany i otoczyli nimi moje łóżko – Jak się spało? – zapytał Lou – Nawet dobrze, ale trochę źle mi się oddycha… te żebra bolą. – Biedactwo, jak dobrze, że to nic poważnego – Lou złapał mnie za rękę – A wam jak minęła noc? – zapytałam – Noc jak noc, nie wiem bo spałem. Ale to śniadanie! Twoja mama świetnie gotuje – powiedział Niall – Tak, masz rację, mmmhh to śniadanko – mówili chórkiem chłopaki – Tak, macie rację. Ona jest najlepsza. – Ej Hazza, ona świetnie gotuje, jest ładna, szczupła, bogata i jest w idealnym dla ciebie wieku. Ma tyle lat co twoja mama. Twój ideał Styles! – zaśmiał się Zayn, a Harry potwierdzająco pokiwał głową robiąc przy tym cwaniacką minę – Nawet o tym nie myśl – popatrzyłam na niego z byka i zaczęliśmy się śmiać – Nie w sumie zszedłeś z tym pułapem wiekowym niżej. Ile lat miała Caroline? 32? – zaśmiał się Liam – Caroline? Jaka Caroline? Harry nie chwaliłeś się. – Zwróciłam się do loczka, trochę się zmieszał – Nie ma się czym chwalić – uciął rozmowę – Myślałam, że to ze starszymi kobietami to tylko taki chwyt, żeby fanki się odczepiły – powiedziałam – A widzisz! Wszystko co mówimy to szczera prawda. Była 15 lat starsza kobieta, upojna noc, paparazzi pod oknami. Styles, ale z ciebie gwiazda! – Zaśmiał się Zayn – Zdziwiłam się. To jakoś niepodobne do Harrego. Być może sława i showbizness go zmieniły. – Dobra nieważne, było minęło – odpowiedział tylko. – Chłopaki zejdźcie już z niego. Musimy lecieć marcheweczko. Codziennie dawaj nam znać jak się czujesz, okej? – powiedział Lou – Okej, obiecuję. Dzięki chłopaki, że przylecieliście, to wiele dla mnie znaczy. Tym bardziej, że wiem, jak zajęci jesteście i ile wyrzeczeń i trudu sprawiła wam ta podróż. Jesteście kochani – Dam sobie loki obciąć, że gdyby to przytrafiło się któremuś z nas zrobiłabyś to samo. – Uśmiechnął się Harry – Trzymaj się mała i uważaj na siebie – dodał i pocałował mnie w policzek. Pożegnałam się z resztą chłopaków, jak zwykle na samym końcu podszedł do mnie Lou – A tak się martwiłeś, że zobaczymy się dopiero za kilka tygodni, a tu niespełna jeden dzień i znowu jesteś w Polsce. – Przeczekam już te kilka tygodni, tylko proszę cię, już więcej mnie tak nie strasz. – Postaram się – Lou przytulił mnie delikatnie i również pocałował w policzek. – Pa Olii! Do zobaczenia! – powiedzieli jeszcze w drzwiach i zamknęli je za sobą. Około godziny 13:00 odwiedził mnie Maciek. Przyniósł ze sobą malutkie przenośne radio. Ktoś z jego rodziny, też miał kiedyś wstrząśnienie mózgu i wiedział, że radio to jedyna rozrywka dla ludzi z tą przypadłością. – Cześć Oli, jak się czujesz? – Dobrze, dziękuję – uśmiechnęłam się miło. Maciek był jakiś smutny – Coś się stało? – zapytałam – Tak, Oli stało się… – powiedział łamiącym, pełnym smutku głosem – Ten wypadek… to moja wina. Gdybym dał ci spokój i nie wyciągał cie na miasto byłabyś teraz cała i zdrowa – No wiesz co, ty chyba jesteś niepoważny! Nawet nie waż się tak myśleć – Ale to prawda. Gdy tylko pojawiam się blisko ciebie wszystko się komplikuje i cierpisz. – Maciek, głuptasie to nie przez ciebie. Tak po prostu musiało być. Zresztą nic mi nie jest – uśmiechnęłam się do niego – I całe szczęście. A wiesz, rozmawiałem wczoraj z tymi chłopakami z  Wielkiej Brytani… bardzo się o ciebie martwili. Gdy weszli do sali i zobaczyli cię taką poobijaną, z rurką w nosie, podpiętą do kroplówek i aparatury to zaczęli płakać. Wyglądałaś naprawdę kiepsko. Dopiero, gdy powiedziałem im jaki jest twój stan i że twojemu życiu nic nie zagraża to się trochę uspokoili. Dużo dla nich znaczysz. Zazdroszczę ci takich przyjaciół. – uśmiechnęłam się, biedni chłopcy – Mam wielkie szczęście, że ich poznałam. Kochani są – Rozmawiałem chwilę z Louisem. Był blady i wykończony nerwowo. Nieźle go nastraszyłaś tym telefonem. Ciężko mi to przyznać, ale on naprawdę nie widzi świata poza tobą. – uśmiechnęłam się sama do siebie, a Maciek mówił dalej – Przeprosiłem go za tą sobotę, on mnie również. Nie zostaliśmy best friends for ever, ale ogłosiliśmy zawieszenie broni – No co ty? Bardzo ładnie się zachowałeś. Nawet nie wiesz ile to dla mnie znaczy i jak się z tego cieszę. – To było głupie, mój błąd. Musiałem się z ciężkim sercem do tego przyznać. – Dzięki Maciek – powiedziałam. Chłopak siedział u mnie prawie dwie godziny, dopiero gdy przyszli rodzice i dziadkowie on poszedł ustępując im miejsca. Od rana do 18:00 miałam gości. Bardzo się z tego cieszyłam, bo leżenie na tej sali i gapienie się w sufit doprowadzało mnie do szaleństwa. Byłam już jednak bardzo zmęczona. Od razu po wyjściu rodziców ustawiłam oparcie łóżka na płasko, przykryłam się dokładnie kołdrą i zasnęłam szczęśliwa, że życie obdarzyło mnie takimi wspaniałymi przyjaciółmi i rodziną.

♥ ♥♥

Vas happenin’ !
Jak niektóre z was już wiedzą, kilka dni temu obchodziłam urodziny.
Chciałabym czymś
się z wami podzielić, mam nadzieję, że panna
Directioner nie będzie mi tego miała za złe…

My best birthday wishes ever! Sorki dir, ale musiałam! :D
laska najlepszego ; * (… ) życzę Ci abyś nadal pisała takie zajebiste opowiadania i żeby wena Ci nie mijała, abyś spotkała kiedyś One Direction i miała z nimi jeszcze cudowniejsze przygody niż te które opisujesz na blogu, abyśmy się spotkały kiedyś na ich koncercie, wyjazdu do Londynu oczywiście Ci życzę, a także do USA, jaraj się dalej występami i wywiadami naszych chłopaków, najeżdżaj na Elkę[w sensie Eleanor], złość się na Harrego i chłopaków ze lecą na takie stare laski, spotkaj kiedyś i porozmawiaj z Maćkiem Musiałem ; d, opowiedz mu o jego roli na twoim blogu (haha!). no i nie wiem czego Ci jeszcze życzyć… jak wpadnę na coś to CI napiszę od razu ; ***

hahahha Love you! te życzenia to miazga! Dziękuję również,
za wszystkie komentarze z życzeniami
Dziękuję, dziękuję, dziękuję!! :*

W tym tygodniu przekroczyłam magiczną granicę 40.000
odwiedzin! Nigdy nie byłam dobra z matmy, dlatego te
liczby mnie przerażają :P Jest moc! Jesteście najlepsze! :***

A teraz some bad news. W sumie nie wiem czy bad czy good,
bo trochę sobie ode mnie odpoczniecie. W ten weekend robię
urodzinowe party, które zaczyna się dziś wieczorem, a kończy
w niedzielę. Przyjeżdżają do mnie znajomi i zostają na weekend,
dlatego następny rozdział pojawi się dopiero w poniedziałek,
ewentualnie w niedzielę wieczorem jak zdążę. Mam nadzieję,
że moja impreza będzie tak samo udana jak impreza chłopaków,
po wygraniu BRIT.

Pijany Hazza niszczy system! ♥

Rozdział 55.

- Czy pani mnie słyszy? Halo, proszę się odezwać – ktoś delikatnie klepał mnie w policzek. Otwarłam oczy, ale widziałam tylko niewyraźne kontury. Strasznie bolała mnie głowa. – Czy coś panią boli? Jak się pani nazywa – Oliwia Salkin… co się stało? Moja głowa… pęka… – mój wzrok się wyostrzył, byłam w karetce i rozmawiałam z sanitariuszem z pogotowia – Miała pani wypadek, na pani samochód przewrócił się ogromny konar drzewa. Halo? Co pani jest!? Halo! – Moje oczy znów zasłoniła mgła, głosy stały się przytłumione. Ciemność.

Chcę otworzyć oczy, ale razi mnie ostre światło. Nie wiem co się dzieje, ani gdzie jestem. Przez przymrużone, ledwo otwarte oczy widzę, że nade mną stoi dużo ludzi. – Budzi się, budzi – mówią półszeptem, ale nie poznaję do kogo należą głosy. Zaczynam się pomału rozglądać. Pod nosem mam jakąś rurkę, w obydwu dłoniach wbite wenflony – Oliwia słyszysz nas? – Mama? – poznałam jej głos. Wreszcie zaczęłam widzieć wyraźnie. Nad moim łóżkiem stali uśmiechnięci: mama, tato, Maciek, Lou, Harry, Liam, Zayn i Niall. – Co się stało? Gdzie ja jestem? – Nie mogłam sobie niczego przypomnieć – Jesteś w prywatnej klinice, miałaś wypadek kochanie. Spadł na ciebie ogromny konar z drzewa, to cud, że wyszłaś prawie bez szwanku. – Mój umysł się rozjaśnia. Wiem już co się stało – Ahh tak pamiętam, chciałam coś zrobić, ale nie zdążyłam. To stało się tak szybko… Boli mnie głowa… i brzuch gdy oddycham… – Masz lekkie wstrząśnienie mózgu i poobijane żebra, ale oprócz tego nic ci nie jest. Nie miałaś szans nic zrobić, gdybyś jechała trochę szybciej ten konar spadł by na dach, a nie na maskę i nawet nie chcę myśleć co by się wtedy z tobą stało – Z policzek mamy pociekły łzy – Wszystko jest w porządku mamo. Która godzina? – Druga w nocy – odpowiedział tato – Ale nam napędziłaś strachu dziewczyno, jak dobrze, że nic ci nie jest – odezwał się Harry – Właśnie. Co wy tutaj robicie? – zwróciłam się do chłopaków – Jak to co? Gadałaś z Louisem przez telefon, gdy to się stało. – powiedział Niall – Ahh tak, rzeczywiście – Myślałem, że stało się coś strasznego, usłyszałem głośny huk, twój krzyk… to było straszne! – mówił Lou głosem pełnym emocji – Krzyczałem do telefonu, ale nikt nie odpowiadał… zadzwoniłem do twoich rodziców, oni też nie wiedzieli co się stało. Odchodziłem od zmysłów, chłopaki także. Po godzinie twoja mama zadzwoniła do mnie i powiedziała, że miałaś wypadek. Bez namysłu pognaliśmy na lotnisko. Nawet nie wiesz, jak bardzo się ucieszyłem, gdy okazało się, że nic ci nie jest, Oli… gdyby coś ci się stało, to ja nie wiem.. nie wiem co bym zrobił – Jego głos się łamał, a do oczu napłynęły łzy – Następny taki, nic mi nie jest, przecież żyję – Ledwo co, masz farta dziewczyno – powiedział Maciek – Do ciebie też zadzwonili moi rodzice? – spojrzałam na nich z byka – Nie, mój tata przejeżdżał tamtą drogą, gdy wracał do domu. Jedliśmy obiad, gdy wspomniał, że widział po drodze wypadek. Konar spadł na białe Porsche i że samochód był cały zmasakrowany. Zrobiło mi się słabo, bo niecałą godzinę wcześniej odprowadziłem cię do białej Panamery. Modliłem się, żebyś to nie była ty. Pojechałem w to miejsce, ale był tam tylko samochód, na nieszczęście twój. Policjanci powiedzieli mi do którego szpitala cię przewieźli. Kamień spadł mi z serca, gdy twoi rodzice powiedzieli, że to nic poważnego. – You’re loved – powiedziałam, a wszyscy się uśmiechnęli. – Witamy wśród żywych! – powiedział wesoło Zayn – O proszę, odezwał się ten, który miał nigdy nie przyjechać do Polski – Wiesz jak zachęcić człowieka – uśmiechnął się – A poza tym wykończyłaś już siebie, więc mi nie dasz rady… – Zayn… what the fuck? – Niall uderzył go w ramię i zirytowany pokręcił głową. Kochane chłopaki, uśmiechnęłam się szeroko – Ałł – skrzywiłam się i poczułam ból na dolnej wardze – Masz przeciętą wargę, oszczędzaj się – Powiedział z troską Harry – Z wami? Nie dam rady! – uśmiechnęłam się, tym razem delikatniej, a chłopaki odwzajemnili uśmiech. – Masz pozdrowienia i buziaki od Viki, bardzo chciała przyjechać do ciebie, ale jej rodzice gdzieś wyjechali i została sama z siostrzyczką w domu. – Podziękuj jej i ucałuj ode mnie – Ojj tak, na pewno to zrobię – uśmiechnął się rozmarzony – Dobra, myślę, że powinniśmy dać Oliwi trochę spokoju, niech wypocznie. – dodał Li – Macie rację chłopaki, my też już pójdziemy kochanie, wrócimy jutro. – Powiedziała mama i pocałowała mnie delikatnie w czoło – Wylatujemy do Amsterdamu jutro o 10:30, więc wpadniemy jeszcze rano okej? – zapytał Lou. – Będę czekać – odpowiedziałam – Gdzie będziecie spać? – zapytała mama. – W sumie nie mamy jeszcze zarezerwowanego pokoju, bo od razu z lotniska przyjechaliśmy tutaj. Ale damy sobie rady. Znajdziemy jakiś hotel, albo prześpimy się na lotnisku. W gorszych miejscach się już spało, co nie Oli? – Lou i chłopaki uśmiechnęli się. Od razu przypomniała nam się noc na plaży. – Ale to wykluczone! Prześpicie się u nas. – Nie, nie będziemy robić problemu. Proszę się nie martwić o nas – powiedział miło Liam. – Jaki problem? Problem będzie jak odmówicie. Więc jak? Harry, przekonaj kolegów – uśmiechnęła się pięknie do loczka – Okej, nie wiem jak wy, ale ja już jestem kupiony. Jadę do Izabelina – uśmiechnął się zadziornie -  Jeśli to naprawdę nie problem, to bardzo chętnie. – powiedział Niall. – Dobrze. Pa córeczko, dobrej nocki – mama i tata jeszcze raz dali mi buziaka – Cześć Olii, też wpadnę jutro – powiedział Maciek – Pa Oli! Cześć gwiazdo nasza! Śpij spokojnie – powiedzieli chłopaki – Dzięki za odwiedziny. Pa! – Wszyscy pomachali mi jeszcze w drzwiach i wyszli. Jestem szczęściarą. Tyle osób martwi się o mnie i moje życie.