Archiwum dla Marzec, 2012

Rozdział 51.

Obudziło mnie słońce wpadające przez okno wprost na moją twarz. Nawet nie wiem kiedy zasnęłam, spałam w ubraniach. Muszę iść wziąć prysznic i założyć czyste ciuchy. Ciekawe czy chłopaki jeszcze śpią. Zabrałam ze sobą ubrania, bieliznę i poszłam do łazienki. Wzięłam szybki prysznic, umyłam włosy, wysuszyłam je, ubrałam się i zeszłam na dół zjeść śniadanie. – Dzień dobry – powiedziałam głośno, ale nikt nie odpowiedział, w domu było pusto. To dziwne. Wyszłam do salonu, aby zerknąć na taras. Mama siedziała z chłopakami przy stole, jedli śniadanie i żywo o czymś dyskutowali. Marcela biegała z Maksem po trawniku. – Oo, kto to się w końcu obudził? Dzień dobry – powiedział uśmiechnięty Lou – Cześć chłopaki, cześć mamo – usiadłam na wolnym miejscu obok mamy, na przeciw nas siedzieli chłopcy. – Wyspani? – zapytałam nalewając sobie kawy do kubka – Pewnie, świetnie się spało. Jesteśmy na nogach już od dwóch godzin, siedzimy tu i gadamy z twoją mamą. Już wiem po kim jesteś taka śliczna – powiedział Lou. – Oj nie czaruj, nie czaruj – powiedziałam uśmiechając się i kręcąc głową – Nie, dlaczego? Możesz mówić dalej – powiedziała szczęśliwa mama – Mamo, proszę cię. Tyle lat w małżeństwie, a dalej dajesz się podpuszczać tym małolatom – Ej wypraszam sobie! – zaprotestował Hazza – My nikogo niepodpuszczany, małolaty zawsze mówią prawdę – zażartował – W sumie to  masz rację mamo, nie da się im oprzeć – uśmiechnęłam się. – Co dziś chcecie robić chłopaki? – zapytałam – Może pokażesz nam Warszawę. – zaproponował Lou – Skoro już jesteśmy w Polsce to trochę głupio, żeby niczego nie zwiedzić. – dodał Harry – Świetny pomysł. Dokończymy śniadanie i lecimy na miasto – powiedziałam. Zjedliśmy śniadanie śmiejąc się i żartując. Później poszliśmy do pokojów przebrać się i przygotować do wyjścia. Oczywiście nie zdążyłam nawet wybrać ciuchów, a chłopaki gotowi czekali pod moimi drzwiami. Wpuściłam ich do środka, usiedli na sofie i czekali. Zdecydowałam się w końcu na jeansowe szorty z wysokim stanem, które wyglądały jakby były wycięte ze starych spodni, białą bokserkę i białe tenisówki. Mamy zwiedzać miasto, będzie dużo chodzenia więc ubieram się wygodnie. Szybki make up i jestem gotowa. Zeszliśmy na dół – Mamo? Gdzie są kluczyki z Panamery? – zapytałam, nigdzie ich nie było – Tato pojechał nim do pracy, weź inny samochód – O nie… super, nie ma jak parkowanie wielkim samochodem w zatłoczonej Warszawie, w której miejsc parkingowych jest o połowę mniej niż aut. Wzięłam klucze z BMW, chłopaki wpakowali się do samochodu i ruszyliśmy do Warszawy. Lou włączył radio i prawie skakał z radości słysząc, że mój tato w odtwarzaczu CD ma płytę „Up all night”. Chłopaki śpiewali całą drogę. – Ej chłopaki, jak to możliwe, że od premiery płyty minęły już prawie dwa miesiące, a ja jeszcze nie słyszałam ani jednej waszej piosenki na żywo? Jedynym waszym koncertem na jakim byłam był ten z Xfactor on tour, ale śpiewaliście same covery. Wtedy się poznaliśmy – uśmiech na naszych twarzach pojawił się na samo wspomnienie tych chwil – Tak, to był nasz najlepszy koncert. – powiedział Lou – Nawet się nie przyznawaj to tego, że nie słyszałaś naszych piosenek na żywo! Powinniśmy się obrazić. Musisz wpaść na któryś z naszych koncertów – dodał Hazza – Koniecznie chłopaki – uśmiechnęłam się. Dojechaliśmy do pierwszego celu naszej wycieczki. Pospacerowaliśmy po Łazienkowskim parku, a później pojechaliśmy na centrum. Znaleźliśmy jakiś parking, postawiliśmy na nim auto i dalej chodziliśmy piechotą. Pokazałam chłopakom Pałac Kultury, a później moje ulubione miejsce w Warszawie, czyli stary rynek. Pokręciliśmy się po nim trochę i porobiliśmy kilka zdjęć. Chłopakom zachciało się lodów więc poszliśmy do lodziarni. Ja nie miałam jakoś ochoty na całą porcję, będę podbierać trochę od nich. Usiedliśmy na wolnej ławeczce, ja oczywiście między chłopakami, którzy co chwilę karmili mnie małą, plastikową łyżeczką. – O nie… – powiedział Lou – Co się stało? – akurat sprawdzałam coś na telefonie, podniosłam głowę do góry – O! Maciek! Cześć! – obok naszej ławki przechodził akurat Maciek. Wstałam aby się z nim przywitać. Chłopak pocałował mnie w policzek – Cześć Oli! Co tu robicie? – Pokazuję chłopakom miasto – wskazałam na ławkę za mną, Lou i Hazza bacznie mnie obserwowali – Hello guys – powiedział Maciek – Hi – odpowiedzieli niechętnie – A ten drugi to co? Wczoraj był tylko jeden, szybko się mnożą – powiedział złośliwie – Nie bądź niemiły. Ten drugi to Harry, jest również moim przyjacielem. Przyjechał tu z Louisem. – Aha – odpowiedział tylko – Skąd wracasz? Albo dokąd idziesz? – zapytałam, aby zmienić temat – Właśnie wracam z firmy z której kręciliśmy reklamę. Są już zdjęcia, wziąłem też dla ciebie – wyciągnął z torby płytkę. – O! Dzięki – uśmiechnęłam się – Dobra, będę już leciał, za pół godziny muszę być na planie. Daj znać jak gwiazdorzy wreszcie się zmyją – Maciek… – pokręciłam głową, zaczynał mnie już irytować – Cześć! – powiedział i pocałował mnie w usta – Pa! – odpowiedziałam. Odwróciłam się do chłopaków, Harry miał wielkie oczy, a Lou obrażoną minę. Podeszłam do nich – Co to było? Pocałowałaś go?! To ten cały pan wampirek? Fuj – powiedział Hazza – Tak, to był Maciek – odpowiedziałam – Czego on znowu chciał? I czemu się z nim całujesz? – zapytał Lou – Dał mi tylko płytę z naszymi zdjęciami z sesji. A ja się z nim nie całuję, to on pocałował mnie… – ale wcale nie protestowałaś! – przerwał mi Louis. – Ahh co ja ci się będę tłumaczyć. Wyluzuj. – Chciałam usiąść między chłopaków, ale szybko się do siebie przysunęli – Spoko, postoję – przewróciłam oczami. – Przecież wiesz, że żartujemy – powiedział uśmiechnięty Lou. Złapał mnie za rękę, przyciągnął do siebie i usiadłam mu na kolanach. – Co teraz robimy? – zapytałam – Zjemy jakiś obiad i wracamy do domu co? Wystarczy tego zwiedzania, jeszcze gdzieś przypadkiem znowu spotkamy tego głupka – Harry, nie bądź złośliwy. Dobrze więc chodźmy. – Wybraliśmy jakąś fajną knajpkę, zjedliśmy w niej obiad i wróciliśmy do domu.

Wieczorem Harry źle się poczuł. Zaczął wymiotować. Musiał się czymś zatruć w tej restauracji. Ja i Lou wybraliśmy kurczaka i nic nam nie było. Hazza jadł wołowinę i wydaje mi się, że to mu zaszkodziło. Wezwaliśmy lekarza, który stwierdził, że to nic poważnego i jutro będzie już zdrowy. Weszłam do jego pokoju. Chłopak leżał skulony w łóżku, przykryty kołdrą. Obok łóżka na ziemi w razie potrzeby stała miska. Bardzo bolał go brzuch, był blady i odwodniony. Wszystko co wypił od razu zwracał. Zrobiło mi się przykro patrząc jak cierpi. – Jak się czujesz mały? – Usiadłam na skraju łóżka obok niego i pogłaskałam go po włosach – Dobrze, to nic wielkiego. – uśmiechnął się lekko – Będziesz tą wizytę w Polsce pamiętać bardzo długo, pewnie już więcej mnie nie odwiedzisz – zażartowałam – Jeśli myślisz, że zniechęcisz mnie nieświeżą wołowiną to się grubo mylisz. Tak łatwo się mnie nie pozbędziesz – Nie mam zamiaru – odpowiedziałam. Do pokoju wszedł Lou – Jak tam? Wszystko okej? – zapytał i usiadł na krześle, które postawił obok łóżka – Tak wszystko okej, nie musicie tu ze mną siedzieć, nie umieram. Dam sobie rady – powiedział Harry – Tak łatwo się nas nie pozbędziesz – zażartowałam cytując jego słowa i złapałam go za dłoń. Harry lekko się uśmiechnął, Lou nie zareagował. W końcu byli przyjaciółmi, więc nie był o niego zazdrosny. Siedzieliśmy tak z loczkiem do momentu aż usnął. Cichutko wyszliśmy z pokoju. Było jeszcze za wcześnie, aby iść spać, a nie chcieliśmy siedzieć w domu. Postanowiliśmy wyjść na dwór. Już trochę się ściemniało, ale było ciepło. Usiedliśmy na huśtawce. – Biedny Harry – powiedziałam – To twardy chłopak, nic mu nie będzie. Czy myślałaś już nad tym… no wiesz, czy myślałaś już o nas? – zapytał nieśmiało. Przysunęłam się do niego i położyłam głowę na jego ramieniu – Tak, cały czas o tym myślę, ale to nie jest takie proste. Tak bardzo chciałabym ci znowu zaufać, ale najzwyczajniej się boję – Wiem skarbie, skrzywdziłem cie, ale proszę nie przekreślaj mnie – Nie przekreślam Lou, po prostu potrzebuję więcej czasu. Nie gniewaj się – Dobrze więc cię nie popędzam. Mogę mieć do ciebie jeszcze prośbę? – zapytał – Słucham – To dziwna prośba, ale… och nie wiem jak to powiedzieć, więc walne prosto z mostu. Mogłabyś nie całować się z tym Maćkiem przy mnie. Wiem, że nie powinienem o to prosić, ale gdy widzę was razem to coś we mnie pęka, czuję się jakbym miał się rozpłakać, przepraszam… – Nie to ja przepraszam. Mi też byłoby ciężko, gdybym zobaczyła cię z inną dziewczyną. Nie… nawet nie chcę o tym myśleć, chyba wydrapałabym jej oczy – zaśmiałam się. – Mówisz poważnie? Czyli mam zgodę na zgładzenie tego wampirka? Świetnie! Tylko na co się tu zdecydować… Drewniany kołek prosto w serce, czosnek, krzyż, woda święcona… hm.. – Ha ha ha, bardzo śmieszne – powiedziałam z sarkazmem. – Może pójdziemy gdzieś na spacer? Jest taka ładna noc. Przy okazji rozwalę jakiś drewniany płot, bo wiesz chyba zdecyduję się na kołek. – Uderzyłam go w ramię – Ałł, to ja zapraszam cie na spacer, a ty tak mi się odpłacasz? – udawał obrażonego – Spacer bardzo chętnie, ale pod jednym warunkiem: nie ma żadnego rozwalania płotów. Pasuje? – No niech stracę. To nasz ostatni wieczór razem, więc ustąpię, ale następnym razem nie pójdzie tak łatwo! – zażartował – Chodź cwaniaczku, idziemy. – A może weźmiemy ze sobą Maksa? Przejdziemy się na jakąś łąkę, niech się psina wybiega. -  zaproponował Lou – Świetny pomysł! – Zawołałam Maksa, zapieliśmy mu obrożę i wyszliśmy za ogrodzenie.

♥ ♥♥

Yeaaaaaaaah! Dziś 19 marca, czyli równy miesiąc od kiedy piszę bloga
i mam na swoim koncie już:

5o rozdziałów, ponad 35.ooo odwiedzin i prawie 750 komentarzy!
Ogarniacie te liczby? :O bo ja nie bardzo

Jestem szczęśliwa, że pomimo romansu z Maćkiem, który
wielu z was nie przypadł do gustu zostałyście ze mną i
wytrwale czekałyście
na pojawienie się chłopaków :)
Wiem, że byłyście temu przeciwne, ale sorki
miałam
po prostu taką wizję. Fajnie, że jakoś to wytrzymałyście :)

Massive Thank You and Love You So Much! :*

Rozdział 50.

Zaparkowaliśmy przed samym wejściem do Marriotta. Udaliśmy się na recepcję. Lou oczywiście zapomniał w którym pokoju mieszkał Harry, a pani recepcjonistka nie bardzo mogła udzielać obcym takich informacji. Kombinowaliśmy co tu zrobić, gdy nagle dostrzegliśmy Hazzę wychodzącego z hotelowej restauracji – Harry! Czekaj! – Oliwia? Co wy tu robicie? – zdziwił się chłopak i zaczął iść w naszym kierunku. Szybkim krokiem podeszłam do niego i przytuliłam go – Cześć małolacie – powiedziałam zadziornie – Cześć Olii, ale się za tobą stęskniłem, tak dobrze cie widzieć – Dobra już dobra, wystarczy tych przytulanek. Dlaczego nie odbierałeś telefonu? – podszedł do nas Lou – Zostawiłem go w pokoju, a byłem tak głodny, że nie chciało mi się po niego wracać. O co chodzi? Coś się stało? – zapytał loczek – Pakuj się jedziesz z nami – powiedziałam – Jak to z wami? Gdzie? – Do mnie, do domu. – Nie chcę wam przeszkadzać… – Tak, tak wiem. To miło z twojej strony, ale właśnie teraz mi przeszkadzasz, bo jeszcze tu stoisz zamiast się zbierać. – Tak w sumie to nawet nie zdążyłem się jeszcze rozpakować. Skoczę po walizkę – powiedział szczęśliwy i pobiegł na górę po chwili wracając z bagażem. Wymeldował się z hotelu oddał klucze i wyszedł z nami na parking. Oczywiście zanim wsiadł do samochodu nie obeszło się bez komentarzy zachwalających to cudowne auto, chłopaki oglądali je z każdej strony, dopiero gdy zagroziłam, że odjadę bez nich wsiedli do środka i odjechaliśmy. Pół godziny później wjeżdżaliśmy już do garażu. Chłopaki pooglądali pozostałe samochody, które się w nim znajdowały i poszliśmy na górę. – Mamo to jest Harry, kolega Louisa z One Direction – Dobry wieczór wszystkim – powiedział miło loczek – Dobry wieczór – odpowiedzieli rodzice – Chodźcie, pokaże wam gdzie będziecie spać. – Zaprowadziłam chłopaków do pokoju gościnnego, w którym stały dwa pojedyncze łóżka i duża przesuwna szafa. – Już myślałem, że będziemy spać z tobą, szkoda… – powiedział Harry – No ja też – powiedział Lou udając smutnego. – Ale pokażesz nam swój pokój? – zapytał Harry. – W Londynie musiałeś obejrzeć każdy zakątek mieszkania, tu też już chcesz zwiedzać. Chyba pomyliłeś zawody, skoro tak kręcą cie wnętrza to powinieneś być jakiś projektantem, a nie wokalistą. – zażartowałam – Dobrze chodźmy, Lou i tak musi stamtąd zabrać swoją walizkę. – Zaprowadziłam chłopaków do siebie. Oglądali wszystko, nawet weszli do szafy i przeglądali ubrania. Oczywiście najbardziej zaciekawiło ich to dokąd prowadzą kręcone schody. – Możemy tam wejść? – zapytał Louis – Proszę bardzo – odpowiedziałam i chłopaki szybkim krokiem zaczęli wchodzić do góry, a ja za nimi – Jaka sypialnia! Nie dziwię ci się, że tyle śpisz. Gdybym ja miał taki materac wychodził bym z łóżka tylko po to żeby coś zjeść – powiedział Lou i razem z loczkiem położyli się na miękkiej kołdrze. Ja usiadłam obok opierając plecy o ścianę. Zaczęliśmy rozmawiać ze sobą i nawet się nie zorientowałam kiedy minęła północ. Harry zaczynał ziewać i zasypiać – Dobra chłopaki, wystarczy tego, pogadamy jutro. – Skoro musimy. – powiedział Hazza i usiadł na łóżku przecierając oczy ręką. – To ja mam pomysł. Pokażesz Harremu gdzie jest łazienka, ja jeszcze chwilę z tobą posiedzę. On pójdzie się wykąpać, a gdy skończy to mnie zawoła okej? – powiedział Lou – Louis my tutaj mamy trzy łazienki – Oj Olii nie daj się prosić, ja uwielbiam się kąpać po Harrym, wtedy łazienka już jest taka cieplutka. Więc jak? – popatrzył na mnie słodko. – No dobrze, choć Harry – Zeszliśmy na dół, dałam mu czyste ręczniki, pokazałam gdzie jest łazienka i wróciłam do Louisa. Chłopak leżał na łóżku i patrzył przez okno. Usiadłam w tym samym miejscu co poprzednio, Lou usiadł naprzeciwko mnie – Mamy teraz chwilkę, aby spokojnie porozmawiać. Wytłumacz mi proszę co cie łączy z tym chłopakiem? No wiesz z Maćkiem. – szykuje się poważna rozmowa, ale okej, przynajmniej jednego będę miała z głowy. – To fajny chłopak, świetnie się dogadujemy, ale nie wiem czy chciałabym się z nim związać na stałe. Jeszcze się nad tym nie zastanawiałam – Więc nie jesteście razem? Widziałem, że cie pocałował, w sumie dał ci buziaka, ale w usta. Gdybyście wtedy na moich oczach zaczęli się całować, to chyba wyskoczyłbym z okna – niby się uśmiechnął, ale mówił to bardzo poważnie. – Przepraszam, nie wiedziałam, że tam siedzisz. – A pan wampirek, jaki z siebie dumny, że pocałował cie na moich oczach… normalnie miałem taką ochotę podejść do niego i powybijać mu te jego ząbki jak tak głupio się uśmiechnął – Lou uspokój się. I żadnego bicia się, słyszysz? Musisz pogodzić się z tym, że Maciek po prostu jest. Jeśli będziesz przez to bardziej spokojny to powiem ci, że jeszcze się z nim nie całowałam, tak wiesz, na prawdę. – Poważnie? – jego oczy rozświetliły się, a na twarzy pojawił wielki uśmiech – Więc jeden do zera panie wampirku! – powiedział sam do siebie – Ja ci dam jeden do zera! Co to ma być? Olimpiada w Sydney? Będziecie teraz punktować kto co ze mną zaliczył? – Przecież wiesz, że nie. Przepraszam nie chciałem, żeby to tak zabrzmiało. Ale jeszcze kilka minut byłem przekonany, że jesteście parą. Wiesz wchodzę do pokoju i widzę, że on leży na twoich kolanach, potem łapiesz go za dłoń próbując zatrzymać gdy chce wyjść i słodko na niego patrzysz… i ten pocałunek…  Ten chłopak dużo dla ciebie znaczy prawda? – Lou złapał mnie za rękę i smutnie popatrzył mi w oczy – Jeśli mam być szczera to powiem, że tak: on jest dla mnie ważny, ale tak samo jak ty. Sama nie potrafię tego wyjaśnić. Zależy mi na nim tak samo jak na tobie. – Lou popatrzył na mnie zdziwiony – Cały czas mówiłaś mi, że to tylko twój przyjaciel? Dlaczego mnie okłamywałaś? Jego zresztą też, bo z jego zachowania wynikało, że nawet nie wiedział o moim istnieniu. – Przepraszam, po prostu nie chciałam ci o nim mówić, bo nie byłam pewna co do niego czuję.  Bałam się, że jeśli powiem ci prawdę o nim to cię stracę. Straszna ze mnie egoistka, wiem. Nie wiem co zrobić, powinnam wam obydwóm dać spokój… – było mi strasznie przykro – Nawet tak nie mów. Najważniejsze, żebyś to ty była szczęśliwa. Nie ważne czy ze mną czy z nim. Myślę, że on uważa tak samo. Olii jesteś wyjątkową dziewczyną i zasługujesz na to co najlepsze – uśmiechnął się. Nie no, zaraz to chyba ja wyskoczę z okna. Dlaczego nikt na mnie nie wrzeszczy, ani nie wyzywa od najgorszych? Za to co zrobiłam tylko to mi się należy. Oni obydwaj chcą mojego szczęścia… to przecież jakaś paranoja! Powinni być na mnie wściekli i nie chcieć mnie więcej widzieć na oczy, a oni martwią się o mnie. To tacy cudowni chłopcy. A ja któregoś z nich będę musiała skrzywdzić. Dlaczego mogę wybrać tylko jednego? – Lou jestem gotowy! Dobranoc Oli! – zawołał z dołu Harry – Już idę – odpowiedział Louis – Dobranoc! – odpowiedziałam Hazzie – Tobie również życzę dobrej nocki – zwróciłam się do Lou – Kolorowych snów i buziaka na dobranoc proszę – powiedział uśmiechnięty, a ja pocałowałam go w policzek – Proszę bardzo – uśmiechnęłam się. Szczęśliwy Lou zaczął schodzić po schodach na dół, a ja położyłam się na łóżku i cieszyłam się sama do siebie. Po chwili jednak przypomniałam sobie o Maćku i dobry humor znikł. To będzie ciężka noc. Mam do wyboru trzy opcje: Być z Maćkiem i zranić Lou, być z Louisem i zranić Maćka, albo nie być z żadnym z nich i zranić obydwóch. Pięknie, może jakieś koło ratunkowe? Telefon do przyjaciela, albo chociaż 50 na 50. Szkoda, że życie to nie teleturniej w którym tylko jedna odpowiedź jest prawidłowa…