Archiwum dla Marzec, 2012

Rozdział 49.

- What’s going on? – przerwał ciszę Lou, był trochę zmieszany i smutny. Widział wcześniej jak obcy facet leży mi na kolanach – No też bym chciał wiedzieć o co tutaj chodzi – powiedział Maciek. – Och.. fuck – wstałam z kanapy i stanęłam obok niej. – Lou to jest Maciek o którym ci opowiadałam – Maciek to jest Louis… – o którym nie wspomniałaś ani słowa – powiedział z wyrzutem – Wiem Maciek, przepraszam.  To nie tak jak myślisz… – Więc jak? Dlaczego nie powiedziałaś mi, że masz kogoś? – Bo nie jesteśmy razem, to długa historia… Przepraszam. Obiecuję, że wkrótce wszystko ci wyjaśnię, nie gniewaj się… – powiedziałam do Maćka, był bardzo smutny – English please – wtrącił Brytyjczyk – Lou przecież nie mówię do ciebie – pokręciłam głową i wzruszyłam ramionami. Z jednej strony cieszyłam się, że przyjechał, ale z drugiej byłam tak cholernie wściekła, że wszystko mi skomplikował. – Co ty tu robisz? – zwróciłam się do Louisa – Mamy wolny weekend, chciałem ci zrobić niespodziankę i jestem. Chyba się nie gniewasz? – Nie nie gniewam, ale mogłeś mnie uprzedzić… – wiecie co ja już pójdę, nie będę przeszkadzać. A ty porozmawiaj sobie z swoim… nie wiem chłopakiem, przyjacielem, kochankiem czy kim on tam dla ciebie jest. – Chłopak wstał z kanapy i zrobił krok w stronę drzwi, złapałam go za dłoń, Louis skrzywił się widząc co robię – Maciek poczekaj, proszę. Nie wychodź stąd teraz zły. Bardzo mi na tobie zależy i nie chciałam cie zranić. On naprawdę nie jest moim chłopakiem. – Oliwia… – Maciek spuścił wzrok na podłogę. Widziałam, że cierpi. Skrzywdziłam ich obu. Byłam taka głupia! Mogłam od razu opowiedzieć Maćkowi o mojej historii z Lou, a Louisa uprzedzić, że Maciek to nie tylko mój przyjaciel, ale ktoś więcej. Choć widząc smutnego Lou już wcale nie jestem taka pewna czy Maciek jest dla mnie najważniejszy. Niczego już nie jestem pewna, nawet tego jak się nazywam. Wiem tylko, że nie chciałam nikogo zranić, a wyszło wprost przeciwnie. – Oliwia kolacja gotowa, zejdź z chłopakami na dół na pewno są głodni – powiedziała mama, która właśnie weszła do pokoju – Nie, ja podziękuję. Pojadę już. – powiedział Maciek, a ja popatrzyłam na niego błagalnym wzrokiem – Nie daj się prosić, bo inaczej się obrażę – uśmiechnęła się mama – Skoro ma się pani obrazić to nie mogę odmówić – wymusił uśmiech – Świetnie, więc czekamy na dole. – mama wyszła z pokoju – Dziękuję – powiedziałam do Maćka i uśmiechnęłam się – HELO? I’m still here. – pomachał do mnie Lou, był zły. – Przecież widzę, chodź na dół – powiedziałam podchodząc do niego – Po co? – zapytał zdziwiony i zaczął kierować się w kierunku drzwi ciągnąc za sobą walizkę – Na kolację, Lou… Po co ci ta walizka? Przecież bym cię stąd nie wyrzuciła głuptasie. – Ale mnie wystraszyłaś – uśmiechnął się. Zeszliśmy po schodach i udaliśmy się do jadalni. Usiedliśmy przy sześcioosobowym prostokątnym stole: Lou obok mojej mamy, później tato, Marcela obok Maćka i ja. Chłopaki siedzieli na przeciwko siebie, a ja u szczytu stołu między nimi. Cały czas patrzyli na siebie jakby chcieli się pozabijać. Maciek podlizywał się rodzicom i Marceli, cały czas ich czarował i miał niezłą frajdę z tego, że wszyscy się śmieją, a zirytowany Lou nie wie o co chodzi. Moja mama zaczęła potem tłumaczyć Lou wszystko na angielski i wtedy on zaczynał się wymądrzać i zbawiać moją rodzinkę, a Maciek się wkurzał. Ja nawet się nie odzywałam, tylko przytakiwałam im i z przerażeniem patrzyłam na to co dzieje się przy stole. – Będę już lecieć, bardzo dziękuję za towarzystwo i kolację, była pyszna – uśmiechnął się pięknie do mamy – To ja się cieszę, że smakowało. Mam nadzieje, że niedługo znów do nas wpadniesz – powiedziała oczarowana – Też mam taką nadzieję – odpowiedział chłopak patrząc na mnie i wstał od stołu – Odprowadzę cie – poszłam za nim. Doszliśmy do drzwi, Maciek założył buty. Stanął przede mną i popatrzył na mnie smutnym wzrokiem, złapałam go za dłonie. – Maciek, proszę nie gniewaj się na mnie i nie smuć się. Uśmiech proszę – powiedziałam i uśmiechnęłam się do niego, on do mnie również – Widzisz od razu lepiej. Wybacz mi, jeśli dasz mi szansę to obiecuję, że wszystko ci wytłumaczę. Więc jak? Spotkasz się jeszcze kiedyś ze mną ? – zapytałam – Oczywiście, że tak. Przecież bym cię nie zostawił. Pamiętaj: rób tak abyś nie cierpiała. Nie ważne jakiego wyboru dokonasz chcę tylko twojego szczęścia. – powiedział i przytulił mnie mocno, kamień spadł mi z serca. – Dziękuję i jeszcze raz przepraszam – pocałował mnie w usta na pożegnanie i na ułamek sekundy spojrzał za moje plecy, a potem uśmiechnął się dziwnie zadowolony z siebie. – Do zobaczenia Oli! – Pa Maciek – Zamknęłam drzwi, odwróciłam się i zobaczyłam Louisa siedzącego na schodach. Pewnie siedział tu całą naszą rozmowę i tak nic nie zrozumiał, ale widział jak całuję Maćka. Stanęłam przed schodami – Dlaczego nie rozmawiacie po angielsku? – zapytał – Bo jesteśmy w Polsce głuptasie – A dlaczego on całuje cie w usta? – Och Loui, Loui.. – zaczęłam wchodzić po schodach olewając chłopaka, a gdy go mijałam zadziornie uderzyłam w głowę – Idziesz, czy będziesz tutaj siedzieć? – Jasne, że idę! – powiedział i szybko wstał z miejsca. Weszliśmy do mojego pokoju. Lou usiadł na sofie, ja z drugiej strony stołu na małej pufie. – Jesteś na mnie zła, że przyjechałem. Widzę to. Przepraszam. – powiedział smutno – Oczywiście, że nie jestem zła, po prostu mnie zaskoczyłeś. Nawet nie zdążyłam cię wyściskać, choć tu do mnie – chłopak uśmiechnął się  szeroko pokazując przy tym wszystkie ząbki. Wstał z miejsca, podszedł do mnie i czule mnie przytulił – Tego mi brakowało – powiedział cichutko, nie wypuszczając mnie z ramion – Mi również Lou – odpowiedziałam. Tak wiem, jestem straszna. Przecież przed chwilą całowałam Maćka, a teraz opowiadam Louisowi takie rzeczy, ale nie mogę się powstrzymać. Mówię to co czuję. Usiadłam obok niego na sofie. – Opowiadaj mi teraz, jak to było z tym twoim przylotem. Zabije chłopaków za to, że mnie okłamali… i ten basen! – zaczęliśmy się śmiać – Taa… byłem na nich zły, że nie wymyślili czegoś lepszego, no ale i tak byłem wdzięczny za to, że mnie kryją. Powiedzieli, że robią to ostatni raz, bo nie chcą cie okłamywać. – Wariaci – uśmiechnęłam się – Byliśmy w Amsterdamie, cały weekend mamy wolny więc bez zastanowienia wsiadłem w samolot i oto jestem – wzruszył ramionami – A skąd miałeś mój adres? – Lou zaczął się chwilkę zastanawiać – Powiem ci szczerze, że Li mi załatwił. Porozmawiał ładnie z Viki, powiedział jej, że chcę ci wysłać jakiś prezent. Nie chciała się zgodzić, ale w końcu ustąpiła. Liam był na mnie wściekły, że musiał ją okłamać. Chłopaki to prawdziwi przyjaciele. – Masz rację. A co robi w ten weekend reszta? – zapytałam – Więc Li właśnie powinien lądować w Londynie też chciał zrobić niespodziankę Viki. Niall i Zayn – zaśmiał się – Oni od wczoraj cały czas jarają marihuanę. Postanowili zostać w Amsterdamie i dziś idą na jakąś imprezkę – zaczęłam się śmiać – Rozmawiałam z nimi przez telefon i byli dziwnie weseli. Co za głupki! A co z Harrym? Dzwoniłam do niego i on też był z tobą na basenie? – przewróciłam oczami – Przyleciał razem ze mną. Zawsze wspominałaś, że Polska jest cudowna. Harry chciał odwiedzić kraj z którego pochodzisz i jak to on powiedział zobaczyć na własne oczy czy wszystkie kobiety tutaj są takie piękne jak ty. – Uśmiechnął się. – Jak to jest w Polsce? Gdzie? Dlaczego nie przyjechał z tobą? – pytałam zdziwiona – Nie chcieliśmy obydwoje ci się zwalać na głowę. Dlatego stwierdziliśmy, że Harry zatrzyma się w hotelu, a jeżeli mnie nie przyjmiesz dołączę do niego. – Louis… No wiesz co, aż mi głupio. Dlaczego miałabym was nie przyjąć? I co to za idiotyczny pomysł z tym hotelem? Niech zgadnę to pomysł Harrego: nie chciał nam przeszkadzać, żebyśmy spokojnie pogadali i bla bla bla… dobrze mówię? – Jakbym słyszał tego małolata – uśmiechnął się Lou. – W którym hotelu się zatrzymał? – W hotelu Marriott. A dlaczego pytasz? – Choć idziemy – wstałam z miejsca i ruszyłam w stronę drzwi – Dokąd? – zapytał Lou, który dalej siedział na sofie – No jak to dokąd? Po Harrego. Nie pozwolę, żeby sam spał w hotelu. – Nie musisz tego robić, przecież nie dzieje się mu nic złego – powiedział chłopak – Zostajesz, czy jedziesz ze mną? – Już idę uparciuchu. – Zeszliśmy na dół, wytłumaczyłam rodzicom o co chodzi i oczywiście zgodzili się przenocować obydwóch moich gości. Kazałam Louisowi wyjść na dwór, ja przez dom poszłam do garażu. Nacisnęłam przycisk na pilocie, otwarły się drzwi garażu i wyjechałam z niego najmniejszym wozem mojego taty czyli Panamerą. Lou wszedł do środka – BMW, Porsche… no ładnie się wozisz. Świetny samochód. – Dziękuję przekaże tacie – powiedziałam i odjechaliśmy w kierunku Warszawy. Lou próbował kilkakrotnie dodzwonić się do loczka, ale ten nie odbierał. Harry to sławny chłopak, również w Polsce. Sam bez ochrony, w obym kraju, nie znając języka. Dlaczego nie obiera? Bardzo się denerwowałam, że mogło stać się mu coś złego.

Rozdział 48.

Rano obudził mnie dźwięk dzwonka telefonu – Dzień dobry, mam nadzieję, że już nie śpisz? – zapytał miło Maciek – A właśnie, że śpię. Obudziłeś mnie, masz przerąbane! – zaśmiałam się – Już 11:00 wystarczy tego spania, ja dziś spałem tylko 2 godzinki. Zupełnie zapomniałem, że muszę iść na plan rodzinki.pl dograć jakąś scenę. – Biedactwo – powiedziałam miło – Widzisz jak się dla ciebie poświęcam? – zażartował – Widzę i dziękuję. Skoro już tak się nad sobą użalasz ile to dla mnie wycierpiałeś to możesz jeszcze coś dla mnie zrobić i poużalać się przy jednej rozmowie – Słucham cię – powiedział ciekawym głosem – Wpadnij dziś do mnie… – o super! To żadne poświęcenie! – przerwał mi – spokojnie jeszcze nie skończyłam. Wpadnij dziś do mnie i przywieź ze sobą płyty z rodzinką.pl. Chcę to wreszcie zobaczyć – Och nie Olii, proszę tylko nie to. Przywiozę jakiś fajny film, już nawet przeboleję z tobą oglądanie ‚Zmierzchu’ tylko nie to… – Tak, tak poużalaj się jeszcze troszkę, a potem łap za płyty i przyjeżdżaj. Aa i żeby nie było potem zdziwienia. Bez serialu cię nawet nie wpuszczam do domu. Więc jak? – Ochhh dziewczyno wykończysz mnie… 16:00 pasuje? – zapytał – Jak ulał! Więc do zobaczenia  i nie zapomnij płyt! – powiedziałam zadowolona z siebie – Postaram się, do zobaczenia! – Pa! – Świetnie, zapowiada się kolejny udany dzień w towarzystwie Maćka. Uwielbiam tego chłopaka, nawet boję się pomyśleć co będzie, gdy wrócę do Londynu i będę w nim sama. Londyn… Lou! Przecież miałam do niego zadzwonić. Chwytam ponownie za Iphona i wybieram jego numer - The number you are trying to reach is currently unavailable. Please, try again later. – usłyszałam tylko. Spróbowałam ponownie i znowu nic. Dzwonię do Harrego i to samo: abonent czasowo niedostępny. Co jest? Mam nadzieję, że nic się im nie stało. Spróbowałam jeszcze po trzy razy zadzwonić do każdego z nich, ale nic z tego. Wybrałam numer Liama – Halo – usłyszałam w słuchawce, a kamień spadł mi z serca – O mój boże cześć Li, jak dobrze cię słyszeć – powiedziałam z wielką ulgą – Noo cześć Olii… też tęsknię, ale mam dziewczynę – powiedział w żartach – Nie wygłupiaj się tatku, powiedz mi lepiej co robią twoi chłopcy? Przede wszystkim mam na myśli tego lokatego małolata i jego najlepszego przyjaciela – No wiesz… bo oni dwaj… Oni, wiesz co.. Oni… czekaj dam ci Zayna on ci to wytłumaczy – powiedział zmieszany chłopak, a później usłyszałam ciche głosy chłopaków – Ja? Dlaczego ja? Przecież dzwoni do ciebie. Sam z nią gadaj! Albo niech Nialler to zrobi! Dobra dawaj! – Lii! Gadaj o co chodzi!? Słyszycie mnie? – zaczęłam krzyczeć do telefonu. Wystraszyłam się, że stało im się coś złego - Vas happenin Oliwia! słoneczko moje, ale cie dawno nie słyszałem – usłyszałam głos czarnuszka – Cześć Zayn, to ja się pytam vas happenin? Gadaj co tam się dzieje? Chcę porozmawiać z Louisem oddaj mu telefon – powiedziałam zdenerwowana – Nic się nie dzieje, wszystko jest okej, ale Louis nie może teraz podejść  to telefonu – A to dlaczego? – Bo on… czekaj dam ci Nialla, on dokładnie wie o co chodzi. – Nie czekaj Zayn! Gadaj… – Cześć Oliwia! – powiedział wesoło blondas – Chłopaki wiecie, że was kocham, ale zaczynacie mnie wkurzać! Mów o co chodzi, ale już! – nakrzyczałam na niego – Już, spokojnie Olii. Złość piękności szkodzi. Nic się nie dzieje. Po prostu Lou nie może z tobą teraz porozmawiać, bo on… jest na basenie! Tak on jest właśnie na basenie, potem idzie na siłownię i cały dzień nie będzie go w domu, a zapomniał telefonu. – zaczął kręcić blondas – Co takiego? Jaki basen? Niall, proszę powiedz mi prawdę – Ale to prawda Olii – powiedział miło – Dobra więc daj mi jeszcze Harrego do telefonu – pomyślałam, że on od razu mi powie o co chodzi – Ale Harrego też z nami niema, bo on… noo on też jest na basenie z Louisem. Wiesz chodzimy tam dwójkami, żeby było raźniej. Ja z rana byłem tam z Zaynem, to świetna pływalnia taka nowoczesna i nawet są sauny, pełen wypas. – Okeeej – powiedziałam zdziwiona – Wiec jak wrócą z tego basenu powiedz, aby do mnie zadzwonili. – Jasne przekażę! Trzymaj się! Pa! – Cześć chłopaki – odpowiedziałam. Basen? W życiu w to nie uwierzę. Chłopaki po prostu ich kryli. A jeśli Harry uwiódł Louisa i oni dwaj teraz są gdzieś razem w jakimś hotelowym pokoju, są w łóżku iii… niee nawet nie chcę o tym myśleć. Ale przecież to bardzo możliwe, nagle obydwaj nie mogą podejść do telefonu, cały dzień ich nie będzie… no pięknie. Najpierw Lou dzwoni do mnie i opowiada, że za mną tęskni, a potem zabawia się z loczkiem, nawet nie chcę wiedzieć jak. Hipokryta. Całe szczęście, że mam tego Maćka i że dziś posiedzimy trochę razem, bo inaczej cały dzień po mojej głowie chodziły by sceny łóżkowe Harrego z Lou.

Dochodzi 16:00, a ja już stoję przy oknie i wyczekuję na przyjazd Maćka. Przychodzi sms, to pewnie Maciek, mam nadzieję, że pisze, że już dojeżdża, a nie że się nie spóźni. To jednak Lou, ciekawe co wymyślił * Hej marcheweczko, przepraszam, że nie odebrałem telefonu, ale byłem na basenie, a teraz idziemy z Harrym na siłownie. Tęsknie! :* * Taak na siłownie, have fun… podnoszę głowę, aby znów spojrzeć przez okno i widzę podjeżdżającego na podjazd Maćka. Uśmiechnęłam się sama do siebie i szybko pobiegłam do wejściowych drzwi. Otwieram je i widzę, że Maciek już stoi przed furtką, którą da się otworzyć tylko ze strony domu, z drugiej strony można to było zrobić tylko za pomocą klucza. Podchodzę, aby wpuścić go do środka. – Cześć Olii, już miałem do ciebie dzwonić. Chyba ktoś ukradł wam klamkę – uśmiechnął się – Cześć Maciek, zanim cię wpuszczę pokaż, co masz w rękach. – Chłopak podniósł od góry pudełka z płytami na których pisało rodzinka.pl, otworzyłam mu – Mówiłaś poważnie, że gdybym ich nie przywiózł, to nie wpuściłabyś mnie do domu? – Chłopczyku, ja jestem zawsze poważna – zrobiłam poważną minę, a Maciek się uśmiechnął i czule pocałował mnie w usta – Wariatka – powiedział w żartach – Ej bo zaraz się rozmyślę, zabiorę płyty i cię stąd wyrzucę. – mówiłam kierując się do wejścia do domu – Dobra już nic nie mówię – odpowiedział chłopak. Weszliśmy do domu, Maciek przywitał się z moimi rodzicami, zamieniliśmy trzy zdania – Dobra mamo, my idziemy na górę. Maciek przywiózł płyty ze swoim serialem, muszę to zobaczyć. – Koniecznie! A jak skończysz to przynieś nam je, chętnie to jeszcze raz zobaczę – zaśmiała się mama. Poszliśmy na górę – Spuszczę rolety, zrobimy sobie romantycznie – zażartowałam – Jak dla mnie bomba, nawet nie musimy włączać telewizora – powiedział Maciek i usiadł na kanapie, a ja spuściłam zewnętrzną roletę. W pokoju panował półmrok, włączyłam małą lampę stojącą obok sofy, wzięłam płyty od Maćka. Włożyłam pierwszą do odtwarzacza, usiadłam na tapczanie obok Maćka nacisnęłam PLAY. Na ekranie wyskoczyły wesołe postanie z serialu, a wśród nich Maciek. – Och jakiś ty śliczny – zażartowałam z niego – Niee, Oli proszę. Może jednak puścimy co innego. – Cicho zaczyna się! – powiedziałam i chwyciłam pilot, aby trochę pogłośnić. Maciek położył się na brzuchu i oparł głowę o moje uda. Zamiast patrzeć na telewizor, obrócił głowę w stronę mojego brzucha. – Dlaczego nie oglądasz? Jesteś tu genialny! Świetny z ciebie aktor - poszarpałam go po włosach. – Nie, nie chcę na siebie patrzeć, tu mam ciekawszy widok – obrócił się na plecy i bacznie mnie obserwował – Maciek, rozpraszasz mnie… nie patrz ciągle na mnie krępuję się i nie mogę skupić się na filmie. – I o to właśnie chodzi. Choć może, gdybyś mi dała małego buziaka to bym się odczepił. Może – uśmiechnęłam się i pocałowałam go w usta – Okej, teraz możesz się odwrócić – powiedziałam – Powiedziałem MOŻE, ale się rozmyśliłem. Choć za 20 takich buziaków ponownie przemyślę sprawę. – Mam lepszy sposób! – zakryłam mu oczy jedną ręką – Ale z ciebie cwaniara – Sie wie, ale już cicho proszę, bo zaraz nie będę wiedzieć o co chodzi. – powiedziałam cały czas trzymając dłoń przy oczach Maćka. W ciszy obejrzałam pierwszy odcinek. Trwał niecałe pół godziny. Podniosłam rękę z twarzy Maćka i zobaczyłam, że śpi. Wyglądał tak słodko. Uśmiechnęłam się na ten widok i delikatnie pogłaskałam go po włosach. Ściszyłam odrobinę telewizor i oglądałam dalej sama. Nie chciałam go budzić, bo przeze mnie i moje spotkanie klasowe praktycznie dziś nie spał.

Właśnie kończył się czwarty odcinek, chłopak dalej słodko spał. Do mojego pokoju zapukała mama, uchyliła drzwi i stanęła w nich – Przepraszam, że przeszkadzam, ale masz gościa – Maciek otworzył oczy obudzony głosem mojej mamy, ale dalej leżał na moich kolanach. Byłam ciekawa kto to taki, pewnie Daria, albo ktoś z wczorajszego spotkania. Mama odsunęła się od drzwi, a do pokoju wszedł Lou prowadząc za sobą czerwoną walizkę na kółkach – Hello – powiedział. Ja zrobiłam wielkie oczy, Maciek usiadł z wrażenia i obaj chłopcy najpierw spojrzeli na siebie, a potem zdziwieni na mnie. Boże jak bardzo chciałabym zapaść się pod ziemię!

Rozdział 47.

Przetańczyliśmy przytuleni całą piosenkę. – Bardzo tu z tobą miło, ale muszę się czegoś napić i iść do toalety, poczekasz na mnie w boksie okej? – Jasne, chodźmy – chłopak złapał mnie za rękę i poszliśmy w stronę boksu. Zrobiłam trzy łyki drinka opróżniając go w ten sposób i poszłam do ubikacji. Gdy z niej wróciłam stwierdziłam, że sprawy potoczyły się zbyt daleko. Dziewczyny praktycznie siedziały na tym biednym chłopaku, a inni robili im zdjęcia. Podeszłam do boksu, ale nawet nie było mowy, aby usiąść koło Maćka. Po kilku minutach dziewczyny odeszły od niego na chwilkę, aby zobaczyć jak wyszły zdjęcia. Ja korzystając z okazji złapałam szybko marynarkę Maćka, moją torebkę która leżała obok niej i jego dłoń. Pociągam go i pomachałam ręką, aby się pospieszył. – Co my robimy? – powiedział wstając z boksu – Choć szybko. Chyba, że masz ochotę na dalszą część sesji. – Zaczęliśmy biec w stronę wyjścia. Dobiegliśmy do miejsca z którego już nie było nas widać – Udało się – powiedziałam szczęśliwa i zaczęliśmy się śmiać – Jesteś szalona, ale dziękuję. – Przepraszam, że cie tu przyprowadziłam. Gdybym wiedziała jak to będzie wyglądać nie zapraszałabym ciebie – Czyli co? Żałujesz, że przyszedłem z tobą? – zapytał smutnie – Nie, mi się bardzo podoba, ale nie chcę żeby traktowali cię jak małpkę w zoo. – Dla wieczoru z tobą przeżyję wszystko – uśmiechnął się – Co teraz robimy? – zapytał – No myślałam, że zamawiamy taksówkę i jedziemy do domów. – Chyba sobie żartujesz, dopiero po północy. Noc jest jeszcze długa. Mam pomysł. Chodź. – Ale gdzie? – zapytałam – Dowiesz się na miejscu, zaufaj mi – uśmiechnął się tajemniczo. Wyszliśmy z klubu i zaczęliśmy iść chodnikiem przed siebie. Było przyjemnie ciepło, na niebie nawet jednej chmurki. Księżyc świecił jasno oświetlając uliczki śpiącej już Warszawy. Piękna noc.

Szliśmy jakiś czas pomału, spacerkiem, trzymając się za dłonie i rozmawiając. Wyszliśmy już za miasto i przed mostem skręciliśmy w jakąś boczną, polną drogę.  Szliśmy wzdłuż Wisły – Maciek gdzie my idziemy? Mam się bać? Zabijesz mnie, a potem wrzucisz do Wisły? – zażartowałam – Chyba sobie żartujesz. Szkoda by było cię tylko zabić i wyrzucić. Najpierw wolałbym zedrzeć z ciebie tą seksowną kieckę – zaśmiał się – Ale z ciebie potwór. I pomyśleć, że ja zapoznałam cie z moją rodziną – Nie ufaj nikomu Olii, no może poza mną. Obiecuję ci, że nie pożałujesz tej drogi. – Przeszliśmy jeszcze kawałek, a potem skręciliśmy w jakieś wielkie trawska, schodziliśmy w dół z niewielkiej skarpy kierując się w stronę rzeki – Maciek nie dam rady tam zejść, mam 12 centymetrowe szpilki – powiedziałam, a on nawet nic nie odpowiedział tylko wziął mnie na ręce – Damy rady – uśmiechnął się. Zniósł mnie na dół, tam było już płasko i trawa była niska. Byliśmy bardzo blisko wody. Na rzece umieszczony był długi, drewniany rybacki podest. Weszłam na niego. Oczywiście wcześniej zdjęłam buty, bo po kilku drinkach i na nierównej powierzchni moja przechadzka mogłaby skończyć się w rzece. Doszłam do końca podestu, w rzece odbijał się księżyc, woda delikatnie szumiała – Jak tu pięknie – powiedziałam do Maćka, który stanął obok mnie – Uwielbiam to miejsce. Jak byłem młodszy to przychodziłem tu z dziadkiem łowić ryby. – powiedział i usiadł na kraju pomostu tak, że nogi zwisały mu nad wodą. Ja trochę się bałam więc usiadłam obok niego, zwijając nogi pod tyłek. – Niebo dziś jest takie czyste i muszę przyznać, że stąd gwiazdy wyglądają jeszcze lepiej niż z okna mojego pokoju – powiedziałam. – Znasz się na gwiazdach? – zapytał Maciek – Nie, niestety nie. – Więc pokarzę ci coś. – Wstał i przyniósł swoją marynarkę – Załóż, od wody jest chłodno – Dziękuję – odpowiedziałam i posłusznie zrobiłam to o co prosił chłopak. – A teraz chodź do mnie – podał mi rękę i usiedliśmy mniej więcej na środku podestu. Maciek położył się, trochę się zdziwiłam, ale położyłam się obok niego. Pod głową miałam jedną jego rękę, drugą wskazywał na niebo. Pokazywał mi gwiazdozbiory i mówił jak się nazywają. Później ja pokazywałam mu te które mi najbardziej się podobają, a on mówił mi ich nazwy. Znaleźliśmy na niebie gwiazdozbiory naszych znaków zodiaków. Widzieliśmy nawet spadającą gwiazdę i szybko pomyśleliśmy życzenie. To najbardziej romantyczna chwila jaką do tej pory przeżyłam z Maćkiem. Spokój, cichy szum wody, piękne niebo i przyjemne ciepło bijące od leżącej obok bliskiej ci osoby. Obróciłam się bokiem i położyłam głowę na jego barku. – Wystarczy tych gwiazd co? – zapytał słodko – Możesz mi opowiadać dalej, uwielbiam cię słuchać – Mam tutaj jedną gwiazdkę, która świeci jaśniej niż te wszystkie na niebie razem wzięte. Już nic więcej nie muszę mówić. – uśmiechnęłam się słysząc jego słowa. Naszą chwilę przerwał dźwięk dzwonka dobiegający z mojej torebki – Nie, tylko nie teraz… Utopię ten telefon! – byłam wściekła. Usiadłam i złapałam za torebkę. Wyciągnęłam z niej telefon i powiedziałam – To Daria z mojej klasy, odrzucę połączenie i wyślę jej smsa, że źle się czułam i pojechałam do domu. – Jak powiedziałam tak zrobiłam. Korzystając z okazji sprawdziłam ilość nieodebranych połączeń. 12 od Louisa i 6 od Harrego. Wystraszyłam się, że może coś się stało i szybko sprawdziłam skrzynkę odbiorczą. Były w niej trzy wiadomości. * Jak na spotkaniu? Odpisz jeśli masz chwilkę, albo zadzwoń proszę *, * Jestem jakiś rozbity i mam jakieś złe przeczucia, wszystko u Ciebie okej? Odezwij się proszę * i ostatnia od Harrego * Oli odezwij się do Louisa, chłopak odchodzi od zmysłów, strasznie się o ciebie martwi * Upss… Kontem oka zerkłam na Maćka, patrzył w niebo. Miałam jeszcze chwilkę więc szybko odpisałam Louisowi * Wszystko u mnie okej, przepraszam jesteśmy w klubie i jest głośno, nawet nie słyszałam telefonu. Nie martw się o mnie, dobrej nocki, pozdrów chłopaków * – Gotowe – powiedziałam do Maćka i położyłam się z powrotem obok niego – Bardzo się cieszę – powiedział obejmując mnie. Obrócił się twarzą do mnie i pogładził po policzku. Zaczął zbliżać swoją twarz do mojej, gdy znów zaczął mi dzwonić telefon. Wystraszeni odskoczyliśmy od siebie – Zlitujcie się ludzie! Jest druga w nocy! – Byłam nieźle wkurzona, zaczęłam szukać telefonu w torebce, zanim go znalazłam przestał dzwonić. To Lou, ciekawe czemu jeszcze nie śpi. Ledwie wyłączyłam dźwięki, gdy zaczął ponownie dzwonić. Wrzuciłam telefon do torebki. Przykro mi, musi poczekać do rana. – Tu jest cudownie, ale powinniśmy się pomału zbierać, zanim dojdziemy do miasta będzie trzecia. – powiedziałam – Masz rację, zbierajmy się – Maciek wstał, a następnie podał mi rękę i pomógł ponieść się z podestu. Założyłam buty, Maciek wziął mnie na ręce i wyniósł na drogę. Stwierdziliśmy, że niema sensu iść piechotą taki kawał drogi. Zamówiliśmy więc taksówkę. Musieliśmy przez pięć minut przekonywać taksówkarza, że to nie żart i naprawdę zamawiamy taksówkę na most siekierkowski. Po kilku minutach pojawił się zdziwiony. Podjechaliśmy na przystanek blisko domu Maćka. Taksówka do Izabelina kosztowała by kupę kasy więc postanowiłam wrócić autobusem. Maciek uparł się, że nie puści mnie samej o tej porze autobusem i pojedzie ze mną, a że to straszny uparciuch ustąpiłam. W sumie to nie miałam wyjścia, bo gdy przyjechał autobus on wpakował się do niego razem ze mną – Ale z ciebie wariat i uparciuch! – powiedziałam gdy siadaliśmy na samym końcu autobusu. Byliśmy w nim tylko my i kierowca. – Wiesz, że zanim wrócisz do domu będzie 6 nad ranem? – zapytałam – Ale przynajmniej będę miał pewność, że dojechałaś cała i zdrowa. – uśmiechnął się. – Oparłam głowę o jego ramię i tak przejechałam całą drogę. Oboje wysiedliśmy z autobusu, następny na centrum jechał za 15 minut. Maciek odprowadził mnie pod sam płot domu. Na szczęście nie było to daleko od przystanku. – Dzięki za ten wspaniały wieczór Oli, do zobaczenia i dobrej nocki – powiedział Maciek i znów dał mi buziaka w usta – Dobranoc, do jutra. A raczej do dzisiaj – uśmiechnęłam się – Więc do dzisiaj – powiedział i przytulił mnie. Weszłam za płot, od razu wyskoczył na mnie Maks i zaczął szczekać – Maks uspokój się zdrajco – mówiłam do niego próbując zamknąć mu pyszczek, a Maciek z drugiej strony zanosił się śmiechem. – To takie zabawne? – zapytałam udając obrażoną. Podeszłam do płota, sięgał mi poniżej piersi – Nie śmiej się, za chwilkę nie zdążysz na autobus. – Już zmykam. Jeszcze raz dobrej nocki – Dobranoc – powiedziałam i tym razem to ja go pocałowałam. Nie mogłam się opanować – Teraz już naprawdę mogę iść. Pa! – zawołał i zaczął biec w stronę przystanku, a ja znalazłam klucze w torebce, otworzyłam drzwi, ściągnęłam szpilki, aby nie stukały po panelach i poszłam na górę. Zmyłam tylko makijaż, umyłam twarz i położyłam się do łóżka.