Archiwum dla Kwiecień, 2012

Rozdział 74.

- Mama! Louis! – zawołały bliźniaczki i zaczęły biec w naszą stronę, gdy tylko otwarliśmy drzwi samochodu – Byłyście grzeczne? – zapytała Jane przytulając jedną z dziewczynek – Oczywiście mamo, ja umyłam dziś nawet kubek z którego piła Daisy – Świetnie kochanie – odpowiedziała i pocałowała córeczkę w czoło – Louis, tęskniłam za tobą bardzo – powiedziała druga dziewczynka, wskoczyła na ręce swojego brata i pocałowała go w policzek ściskając za szyję. Phoebe oczywiście nie mogła zostać z tyłu i od razu powtórzyła zachowanie siostry – Ja też tęskniłam! – powiedziała. Louis trzymał na rękach obie dziewczynki i czule je przytulał – Ja też za wami tęskniłem i przywiozłem wam dużo prezentów – Naprawdę? – zapytała Daisy, oczy oby dziewczynek rozbłysły, a na twarzach pojawiły się ogromne uśmiechy – Naprawdę – odpowiedział Lou – Przywitajcie się z Oliwią i biegnijcie na górę do mojego pokoju. Tam pod ścianą stoi moja walizka, otwórzcie ją w niej są prezenty dla was – dodał i dostawił dziewczynki na ziemi – Cześć Oliwia! – powiedziały obejmując mnie w pasie – Cześć słoneczka – odpowiedziałam, a one od razu spojrzały zniecierpliwione na Louisa – Biegnijcie na górę – powiedział z uśmiechem, a te z piskiem wbiegły do domu. Z Louisem przywitały się również Fizzi i Lottie. Obie starały się udawać niewzruszone i twarde nastolatki, jednak na ich twarzach było widać jak bardzo cieszą się na widok Louisa. Lottie przytuliła brata, Fizzy również uściskała go na powitanie – Już miałyśmy nadzieję, że się nie znajdziesz i będę mogła przejąć twój pokój – zażartowała starsza – Też miałam taką nadzieję – dodała młodsza – Cześć Oli – zwróciły się do mnie – Cześć dziewczyny – odpowiedziałam. – Dobra już dobra, nie podlizujcie się mojej dziewczynie to i tak wam w niczym nie pomoże – obie popatrzyły na niego pytająco – Kupiłem jednej te buty, a drugiej torebkę. To o co prosiłyście, ale nieważne, skoro tak się odzywacie do starszego brata to trudno. Sprzedam to na EBayu. – Powiedział Lou udając obrażonego, a dziewczynki zaczęły skakać w miejscu, piszczeć i wymachiwać rękami – Naprawdę kupiłeś mi buty Alexandra McQueena? – krzyczała Lottie – A mi jego torebkę! Nie wierzę! – dodała Fizzy – Tak, ale skoro nie cieszycie się na mój powrót to sprzedam je – Nie, nie nie!! Ani się waż! Kochamy cie Lou! – zawołała jedna z nastolatek, a chłopak wybuchnął śmiechem. Starsza zrobiła poważną minę i zwróciła się do brata – Louisie, wiedz, że mi i siostrze bardzo ciebie brakowało. Zostań z nami na zawsze – zrobiła smutną minkę i zatrzepotała słodko rzęskami – W moim pokoju w czarnej walizce – Juhuu! Dzięki! – wołały biegnąc w stronę drzwi wejściowych i zatrzasnęły je z hukiem – Proszę bardzo – powiedział Lou przewracając oczami – Oszaleję z tyloma babami pod jednym dachem. Dlaczego nie mam brata, albo chociaż nie jestem gejem. Chodziłbym na przykład z Harrym… hmm… miałbym seksi chłopaka – udał rozmarzonego – No wiesz! – uderzyłam go w ramię, a chłopak zaczął się śmiać i złapał ręką za bolące miejsce – Przynajmniej bijesz jak facet. Lepsze to niż nic. – Pokręciłam tylko głową przewracając oczami, a chłopak objął mnie ramieniem i pocałował w policzek – Żartuję kochanie – wyszeptał mi do ucha – Nie masz się o co martwić skarbie, nie jesteś jedynym facetem w tym domu – powiedziała Jane, a my spojrzeliśmy na nią zdziwieni. Czy to możliwe, że tak szybko znalazła sobie nowego mężczyznę? Sądząc po minie Louisa zadawał sobie to samo pytanie. Kobieta uśmiechnęła się widząc nasze zszokowane miny i wskazała na coś palcem. Podążyliśmy wzrokiem w kierunku który wskazywała. Ujrzeliśmy Harrego wychodzącego zza domu. W ręce trzymał miskę z chipsami, a w buzi miał ich jeszcze więcej niż w naczyniu. – Cze…, fuck! – zaczął strzepywać z białej koszulki kawałki chipsów którymi się opluł, przełknął te które miał w ustach i ponownie się odezwał – Cześć! – Zza rogu domu wyszli Liam i Viki uśmiechając się do nas pięknie machali wesoło – Hello! Co wy tu robicie? – zapytał Lou i zaczęliśmy się przytulać na przywitanie – Twoja mama nas zaprosiła. Mam nadzieję, że nie jesteś na nas zły. Pewnie wolałbyś zostać sam na sam z swoją rodziną – powiedział Daddy ze skruchą w głosie – No co ty?! Przecież wszyscy jesteśmy rodziną. Bez was czegoś by mi brakowało – odpowiedział miło Lou – Apropo braków… Gdzie Niall i Zayn? – zapytałam – Nialler wrócił do Irlandii, a Zayn… – Liam zaczął się rozglądać dookoła, popatrzył na mnie zrezygnowany i przewrócił oczami – Zayn! – zwołał dalej patrząc na mnie, po czym odwrócił głowę w stronę ogrodu – Przestań już! Choć się przywitać! – Nachyliłam się odrobinę w lewo, aby powiększyć sobie pole widzenia i dopiero teraz ujrzałam za domem ogromną trampolinę z której schodził uśmiechnięty czarnuszek – Vas happnin! – wołał wesoło z daleka – Cześć Zayn – odpowiedzieliśmy z Louisem. – Zayn, najpierw wywaliłeś dziewczynki z trampoliny, a teraz nawet się nie przywitasz z głową tego domu. Dzieciak! – zaśmiał się Harry – To co? One mają trampolinę na co dzień. Dajcie mi się pobawić, za moich czasów nie było takich sprzętów – skrzyżował ręce na piersiach udając obrażonego, po czym uśmiechnął się pięknie i przytulił mnie oraz Louisa na przywitanie – Robimy grilla. Chcecie wpaść? – zapytał z cwaniackim uśmieszkiem Hazza – Ja tu mieszkam, nie potrzebuję zaproszenia gówniarzu – odpowiedział Lou – Ale to mnie bardziej kocha twoja mama, prawda pani Jane? – spojrzał na kobietę – Oj chłopcy, chłopcy. Przepraszam Harry, ale to Lou jest moim oczkiem w głowie – powiedziała i przechodząc obok swojego syna pogłaskała go po głowie – Ale ciebie też kocham mały – zwróciła się do loczka, a ten uśmiechnął się triumfalnie – Idę przygotować sałatkę na kolację, widzimy się za chwilę – powiedziała i weszła do domu. Harry zrobił cwaniacką minę, wskazał na siebie palcem i powiedział – Kocham mnie, pewnie, że mnie kocha. Wszystkie mnie kochają – mówił zadowolony z siebie – Kretyn – zażartował Lou rozbawiony jego zachowaniem. – Tak, oczywiście, że wszystkie cie kochają. Szczególnie te mamuśki w podeszłym wieku jak Flack! – zażartował Zayn, a Lou i Li przybili mu piątki wychwalając jego dowcip – Aałł! Ale dowaliłeś! Dobre! – cieszył się Liam, ja tylko się uśmiechnęłam, bo nie bardzo wiedziałam o co chodzi – Walcie się – odpowiedział niezadowolony i lekko wkurzony Hazza. Zaczął iść w kierunku ogrodu, a my za nim. Znowu temat tej Flack. Ciekawe kto to taki? Chłopaki wspominali coś o niej, gdy byli u mnie w szpitalu, ale nie mówili nic konkretnego. Tylko tyle, że niby Harry spędził z nią noc i to w jej domu, a rano przyłapali go paparazzi. Chyba… Gdy impreza się trochę rozluźni zapytam chłopaków o co chodzi. Już nie mogę się doczekać, skręca mnie z ciekawości.

Usiedliśmy przy dużym, drewnianym stole. Obok nas na grillu smażyło się już mięso. Gadaliśmy sobie o głupotach, po około dwudziestu minutach dołączyła do nas Jane. W ręce niosła szklaną misę wypełnioną po brzegi sałatką. Mięso było już upieczone, tym razem tak naprawdę, nie tak jak wczoraj u Viki pół na pół. Mama Louisa zawołała dziewczynki na kolację. Lottie przyszła do ogrodu w szpilkach McQueena i zamiast jeść patrzyła na nie, Fizzy postawiła swoją torebkę na stolik, a bliźniaczki zamiast jeść mięso i sałatkę z talerza, wcinały słodycze, które miały pochowane w kieszeniach. Nie mogliśmy wytrzymać ze śmiechy widząc poczynania dziewczynek. Po około godzinie walki matka : córki, Jane oddała walkę walkowerem i pozwoliła dziewczynkom odejść od stołu. Wypiła z nami drinka, pożegnała się życząc udanej imprezy i wróciła do domu. Hazza poszedł z nią, bo musiał skorzystać z ubikacji. To jest ten czas! – Chłopaki, mam do was pytanie, tylko obiecajcie, że nie będziecie się śmiać, ani nikomu dogryzać? – zapytałam, a Liam, Zayn i Loui skinęli głową i zrobili wielkie oczy oczekując pytania – O co chodzi z tą całą Flack? Kto to jest? – Zayn parsknął śmiechem, a ja spiorunowałam go wzrokiem. Chłopak natychmiast zrobił poważną minę – Nie powinniśmy rozmawiać o Harrym, gdy niema go z nami – oznajmił zachowawczo Daddy – No nie bądźcie tacy. Powiedzcie chociaż… – O jest! – przerwał mi Zayn widząc Harrego wychodzącego z domu. O nie! Zaczynam panikować. Kopie mocno czarnuszka pod stołem, aby siedział cicho, ale to oczywiście nie pomaga – Ał nie kop, to boli! – pokręcił głową udając zniesmaczonego – Harry, bo Oliwia chce wiedzieć… – Zayn – popatrzyłam na niego błagalnym wzrokiem i pokręciłam lekko głową – Chce wiedzieć co? Jak już zaczęliście to pytajcie – wypuściłam głośno powietrze z płuc – Chciałam zapytać kto to jest ta cała Flack i o co z nią chodzi, ale twoi przyjaciele nie chcieli gadać o tobie za twoimi plecami. Przepraszam za moją ciekawość – Hazza stuknął się trzy razy ręką w czoło – Za tą akcję powinieneś się raczej stuknąć w czoło betonowym murem. Sory – Liam wzruszył ramionami – Ohh, skąd mogłem wiedzieć. Caroline Flack jest prezenterką telewizyjną – Ah tak już ją kojarzę – przerwałam mu – No, więc ogólnie chodzi o to, że po jednej z medialnych imprez na której odbieraliśmy nagrodę wyszliśmy razem i pojechaliśmy do niej… i spędziłem u niej noc, a rano pod płotem czaili się paparazzi. Nie mogłem czekać wiecznie w jej domu, musiałem wreszcie wyjść. Porobili parę zdjęć, wymyślili historyjkę o romansie i to jest właśnie cała historia – Na pewno cała…? – zapytał Liam – Tak cała – odpowiedział stanowczo Harry -  Czekaj, czekaj… Spędziliście razem noc… Ale jak to? To ty nie jesteś gejem? – Na dźwięk ostatniego pytania Harry wypluł drinka którego właśnie pił. Zakrztusił się i patrzył na mnie wielkimi zdziwionymi oczami. Siedzący obok Zayn klepał go po plecach i śmiał się wniebogłosy – Powiedziałam coś głupiego…? – zapytałam niepewnie – Głupiego? To było idiotyczne! – Zayn! – poprawił go Louis – To znaczy powiedziałaś coś zabawnego. Hazza i gej? To największy babiarz jakiego znam! Kobiety to całe jego życie! – dodał czarnuszek – To prawda Harry? – zapytałam – Znowu bez przesady, nie jestem kobieciarzem, ale wolę kobiety. Nie jestem gejem, za żadną cholerę. Nie – powiedział stanowczo – Skąd w ogóle ci to przyszło do głowy? – Sama nie wiem, ja.. nie wiem, przepraszam. – Rozumiem, że nasze fanki tak myślą, że ja i Lou tworzymy parę, ale ty chodzisz z tym głupkiem więc wiesz, że to nie prawda. – Tak wiem. Ale walnęłam gafę. Jeszcze raz sory Hazza – zaczęłam się śmiać sama z siebie – Spoko – odpowiedział loczek. Niby się śmiałam, ale wcale nie było mi do śmiechu. Mój cały światopogląd i tłumaczenia dziwnych zachowań Harrego legły w gruzach. Bo niby jak mam teraz interpretować jego zachowanie? Kiedyś myślałam, że to zazdrość o Louisa, ale teraz ta opowieść o Caroline i wiarygodne zapewnienia o nie byciu gejem. Jestem rozdarta.

Rozdział 73.

- Oliwia? – usłyszałam zasapany głos – Cześć Maciek – Cześć! Przepraszam, że nie odbierałem, ale jestem na planie. A tak w ogóle to martwiłem się o ciebie! Nie odzywasz się, nie piszesz, nie dzwonisz. Odchodziłem od zmysłów – mówił zdenerwowany – Przepraszam, ale tyle się działo, że w ogóle zapomniałam o istnieniu telefonów – I o moim też… – powiedział smutno – To nie tak Maciek, przepraszam – Nic sie nie stało, masz swoje problemy i swoje życie – Którego ty jesteś częścią – Chyba byłem – Nie mów tak, proszę, przepraszam cię… – było mi strasznie przykro, że zachowałam się tak względem Maćka – Nic się nie stało Olii, rozumiem, byłaś zajęta. Właśnie, jak sprawa z gwiazdorkiem? – Z Louisem wszystko okej, jeśli o niego pytasz. – Tak o niego, opowiadaj dokładnie moja superhero jak uratowałaś mu życie – zażartował, a ja uśmiechnęłam się sama do siebie. Wreszcie usłyszałam wesoły ton jego głosu: taki do jakiego byłam przyzwyczajona. – Hmm… od czego zacząć opowiadać ten mój bohaterski wyczyn… – Najlepiej od początku – Okej, więc przyleciałam do Londynu, dzwoniłam do niego, ale padł mu telefon. Wiedziałam tylko, że jest w jakimś parku. Louis kocha London Eye, więc z znalezieniem go nie było problemów. Spał na ławce w cieniutkiej bluzeczce, a było może z dziesięć stopni powyżej zera. Obudziłam go i poszliśmy do mnie. Ot i cała historia – zakończyłam – Spał u ciebie? – zapytał Maciek, a po jego radosnym tonie głosu nie było już śladu – Tak – odpowiedziałam tylko – Mieszka u ciebie? – Ehh, nie będę cię okłamywać… tak mieszka u mnie. Ale właśnie rozmawia z swoją mamą więc może wróci do rodzinnego domu. – Czekałam na jakąkolwiek odpowiedź, ale głos po drugiej stronie milczał – Halo Maciek, jesteś tam? – zapytałam niepewnie – Tak jestem, myślę… Oliwia, czy mogę cię o coś zapytać? – Proszę pytaj – Tylko obiecaj, że powiesz prawdę. Czy wy, to znaczy ty i Louis jesteście znów parą? – I stało się, wiedziałam, że padnie to pytanie, wiedziałam też, że muszę powiedzieć mu prawdę, tylko jak to zrobić? W moim gardle rośnie kluska, serce wali jak młotem, a głos ugrzązł gdzieś w płucach i nawet myśli się wydostać – Oliwia? – usłyszałam smutny głos – Nie chciałam ci tego mówić przez telefon, wolałabym porozmawiać z tobą w cztery oczy, ale tak, jesteśmy znowu razem – wypuściłam głośno powietrze z płuc. W tym momencie do pokoju wszedł Louis. Przyłożyłam sobie wskazujący palec do ust, rozkazując mu tym zachować ciszę. Chłopak skinął głową i usiadł obok mnie na łóżku – Szczerze powiedziawszy tego właśnie się spodziewałem, ale w głębi serca miałem jednak nadzieję, że wrócisz do polski, do mnie – Przepraszam Maciek – rozmawialiśmy po polsku, ale na dźwięk wypowiedzianego przeze mnie imienia Louis popatrzył na mnie, przymrużył oczy i skupił się, aby zrozumieć o czym mówię – Nic się nie stało. Zdecydowałaś już kto jest dla ciebie ważniejszy. Jest mi przykro, ale nic na to nie poradzę, klamka zapadła. – Ale chyba będziemy utrzymywać ze sobą kontakt? Zależy mi na tym – Nie wiem, to dla mnie naprawdę trudne. Przepraszam Oli, nie chcę… to znaczy nie mogę dłużej rozmawiać – mówił łamiącym się głoswm – Czekaj nie rozłączaj się! – Cześć Oli – powiedział tylko i natychmiast się rozłączył nie czekając nawet na moją odpowiedź. Patrzyłam tępo przed siebie i odłożyłam telefon od ucha – Cześć – odpowiedziałam półszeptem dalej martwo spoglądając na stojącą przede mną meblościankę. – Oli, what’s going on? You’re sad, I see it. What does it mean ‚cześć?’ – popatrzyłam w bok, na siedzącego obok mnie Louisa. Spoglądał na mnie zmartwiony – To znaczy żegnaj, ale w jego ustach to znaczyło żegnaj na zawsze – ścisnęłam mocno czoło ręką, zacisnęłam powieki i bezwładnie opadłam na łóżko – Powiedziałam Maćkowi, że jesteśmy parą – słysząc to Lou uśmiechnął się pod nosem, po czym od razu zrobił poważną minę. Złapał mnie za dłoń – Kochanie, wszystko będzie okej. To był dla niego szok, ale oswoi się z tym i wszystko wróci do normy. Chyba nie wierzysz w to, że ktokolwiek mógłby chcieć zerwać z tobą kontakt, tym bardziej on. Jesteś dla niego zbyt ważna, żeby zakończyć tą znajomość tak z dnia na dzień, więc głowa do góry – Dziękuję skarbie, od razu mi lepiej – usiadłam na łóżku i pocałowałam go w usta – Jak rozmowa z mama? Wszystko okej? – Nie mogę powiedzieć, że cokolwiek jest okej, bo rozstali się definitywnie. Tato wyprowadził się, ale to dobrze. Dziewczynki znowu odzyskały spokojny dom. – To dobrze, że nie muszą dłużej słuchać tych kłótni. Przywykną do tego, że nie ma taty w domu, są jeszcze małe – Tak masz rację. Wiesz, bardzo się za nimi stęskniłem. Wracam dzisiaj do domu, muszę się z nimi zobaczyć – Dobrze – odpowiedziałam wymuszając uśmiech i przytuliłam go mocno. Więc świetnie, Maciek się do mnie nie odzywa, Viktoria jest z Liamem, Lou wyjeżdża. Rozumiem, że chce się spotkać z rodziną i nie mam nic przeciwko, ale jest mi przykro, że zostanę sama. Cały wieczór spędzę na beczeniu w poduszkę, mam wyrzuty sumienia, że zraniłam Maćka. Na samą myśl, chce mi się płakać, automatycznie ściskam Louisa mocniej za szyję – Skarbie, co jest? – chłopak wypuścił mnie z uścisku i popatrzył na mnie zmartwiony – Nie nic, po prostu chciałam cię mocno przytulić. Idź się szykować do wyjazdu – starałam się uśmiechnąć się jak najbardziej szczerze i chyba się udało, bo Lou odwzajemnił go pokazując rządek białych zębów – Skarbie – powiedział prawie się śmiejąc – Głuptasku mój, chyba nie myślisz, że zostawiłbym cię tutaj samą. Jedziemy razem – Co? – zapytałam zdziwiona – No jedziesz ze mną. – Nie Lou, jedź sam. Na pewno chcesz spędzić trochę czasu sam na sam z rodziną, nie chcę przeszkadzać. – Olii, dziewczynki bardziej ucieszą się na twój widok niż na mój. Zresztą było by mi smutno bez ciebie, dla mnie ty również jesteś jak rodzina. What’s mine is yours to make your own – zacytował słowa swojej piosenki, na dźwięk których na mojej twarzy pojawił się wielki uśmiech – Więc zbierajmy się – powiedziałam i wstałam z łóżka – I to mi się podoba, grzeczna dziewczynka – Lou uśmiechnął się cwaniacko, stanął naprzeciwko mnie i objął mnie w tali – Niegrzeczny chłopczyk – pocałowałam go w usta i zaczęliśmy zbierać najpotrzebniejsze rzeczy. Wrzuciliśmy je wszystkie razem do czerwonej, podróżnej torby, zmieniliśmy ciuchy i wyszliśmy do salonu, gdzie czekała na nas Jane – Gotowi? – zapytała uśmiechając się miło – Gotowi – odpowiedział Lou. Zamknęłam mieszkaniem wrzuciliśmy torbę do bagażnika, wsiedliśmy do mojego samochodu. Louis prowadził, ja siedziałam obok, a z tyłu jego mama. Droga minęła nam bardzo szybko. – Home, sweet home – powiedział Louis, gdy po około godzinie jazdy parkowaliśmy na podjeździe, przed jego domem.

Rozdział 72.

- Mogę cię o coś zapytać? – zapytałam leżącego obok chłopaka, który opierał głowę na moim ramieniu – Słucham skarbie – odpowiedział – Dlaczego jesteś taki zazdrosny o Harrego? No wiesz, wygłupiam się z wszystkimi chłopakami, ale nigdy nie zwracałeś na to uwagi. – Lou podniósł głowę, popatrzył na mnie smutnie i głośno wypuścił powietrze z płuc – Olii… Wydaje mi się, że ty coś do niego czujesz. Nie patrzysz na niego tak jak na pozostałych. Patrzysz na niego z taką czułością i troską… – chłopak wzruszył ramionami i spuścił wzrok w dół. Słysząc jego słowa usiadłam z wrażenia. Zaskoczył mnie i było mi głupio, że tak pomyślał – Lou skarbie, to nie tak – położyłam dłoń na jego policzku – Może masz rację, lubię Harrego odrobinę bardziej niż resztę chłopaków. Lepiej się z nim dogaduję, czuję się przy nim swobodnie i łączy nas jeszcze jedno – chłopak popatrzył na mnie pytająco – Obojgu z nas zależy na tobie najbardziej na świecie. Jesteś dla mnie najważniejszy, liczysz się tylko ty słońce. Przepraszam cię – Louis uśmiechnął się do mnie – Nie to ja przepraszam, nie wiem dlaczego tak pomyślałem. Ty też jesteś dla mnie wszystkim, cieszę się, że jesteś ze mną – pocałował mnie w usta i mocno przytulił. Położyłam policzek na jego ramieniu i gładziłam dłonią po plecach. Siedzieliśmy tak w ciszy, ciesząc się swoją bliskością, a przez moją głowę przelatywało milion myśli. Może Louis jest przewrażliwiony na punkcie Harrego? Przez cały czas loczek był zapatrzony tylko w niego, więc być może gdzieś w głębi duszy Lou jest zazdrosny o to, że on lubi także mnie. A może rzeczywiście czuję coś do Hazzy… nie, zauważyłabym to już dawno. Jasne, on i Lou spodobali mi się od razu, gdy tylko poznałam One Direction. Z początku nawet bardziej kręcił mnie Harry, pamiętam tą chwilę, gdy pozowaliśmy razem do zdjęcia i usiadłam mu na kolanach. Ah ten zapach, te ciało… ale to z Lou łączy mnie coś wyjątkowego, a z loczkiem łączą mnie relacje siostra : brat… Nie, to jednak inny rodzaj relacji. Gdy patrzę na Harrego widzę mega przystojnego kolesia z czarującymi oczami, idealnym ciałem, pięknym głosem i wspaniałym charakterem, to by było trochę chore, gdybym patrzyła tak na brata. W każdym razie jak każda dziewczyna widzę w nim seksownego faceta, ale przede wszystkim najlepszego przyjaciela i podporę mojego Louisa. Między innymi z tego powodu nigdy, ale to przenigdy nie spojrzę na niego jako obiekt westchnień. Zresztą jest gejem więc nie mam się czym martwić. Z przemyśleń wyrwał mnie dźwięk dzwonka do drzwi – Nie otwierajmy – szepnął mi do ucha Lou, który dalej wtulał twarz w moje ramię – Masz rację, udawajmy, że nas niema – skończyłam tylko wypowiadać to zdanie, a dzwonek znów się odezwał. Gość za drzwiami był nachalny, zaczął głośno stukać w drzwi – A jeśli coś się stało? Idę sprawdzić – Idę z tobą – odpowiedział chłopak i wyszedł ze mną do przedpokoju, spojrzałam przez oczko w drzwiach. – To twoja mama – zwróciłam się do Louisa. Chłopak mocno się zdziwił, jego twarz posmutniała. Przekręciłam zamek w drzwiach i otworzyłam je – Dzień dobry – powiedziałam miło – Dzień dobry. Wiem, że mój Lou jest u ciebie. Mogłabym z nim porozmawiać? – spojrzałam w bok na Louisa, który krył się za drzwiami, skinął twierdząco głową – Proszę bardzo – Dziękuję – odpowiedziała i weszła do środa – Lou, synku – od razu podeszła do chłopaka i mocno go przytuliła – Przepraszam cię, naprawdę bardzo cię przepraszam – mówiła, a łzy spływały po jej policzku. Louis z trudnością powstrzymywał się od płaczu. – Porozmawiamy? – zapytała, na co Lou bez słowa skinął głową. Wszedł do salonu, za nim jego mama. – Zrobić wam coś do picia? – Nie dziękujemy, damy sobie radę – odpowiedział chłopak – W razie czego będę w sypialni, porozmawiajcie spokojnie – Dziękuję – w odpowiedzi uśmiechnęłam się tylko do Louisa i poszłam do swojej sypialni. Położyłam się na łóżku. Cieszę się, że Jane przyszła porozmawiać z synem. Lou jest bardzo rodzinny i źle znosi rozłąkę z bliskimi, myślę, że wreszcie wytłumaczą sobie wszystko i nie będzie między nimi więcej nieporozumień. Kątem oka spojrzałam w prawo, na stojący obok łóżka stoliczek nocy. Leżał na nim mój Iphone i mrugał wesoło zwiastując tym, że ktoś próbował się ze mną skontaktować. Próbował, świetnie powiedziane. Od kiedy jestem w Londynie i mieszka u mnie Lou nie spoglądałam na telefon. Ups, mama dzwoniła siedem razy, miałam dać jej znać jak wyląduje w Anglii. Nawet nie sprawdzam dalej tylko od razu naciskam zieloną słuchawkę – Halo Oliwia? Dlaczego się nie odzywasz dziecko! – zawołała mama – Cześć, sory mamo, nie miałam do tego głowy, byłam mega zajęta, za mną trzy zakręcone dni – A jak tam Louis? Wszystko w porządku? – Tak wszystko okej, na razie mieszka u mnie, teraz właśnie rozmawia ze swoją mamą. Zobaczymy co z tego wyniknie – Mówisz mieszka u ciebie…. – przerwała nagle – No, tak… – Czyli? – zapytała ciekawskim tonem – Czyli co? – Dobrze wiesz o co mi chodzi. Jesteście znowu parą? – Mamo… – Czyli jesteście? – dopytywała dalej – Tak mamo, jesteśmy – O to świetnie! – ucieszyła się – To naprawdę fajny chłopak, uwielbiam brytyjski akcent, to takie seksi! – Mamo przestań! – zaśmiałam się – Oliwia, mam nadzieję, że się zabezpieczacie, jestem jeszcze za młoda na bycie babcią – Mamo! – przerwałam jej – Zabezpieczacie się? – Muszę kończyć – ucięłam – Oliwia, ale… – Pa mamo, pozdrów tatę, kocham was! – My ciebie też! – Rozłączyłam się. Uff, co za kobieta! Co to w ogóle za pytania? Dlaczego nie mogę mieć normalnej matki dla której seks jest tematem tabu? Jeszcze chwila, a zaczęłaby mnie wypytywać czy jest dobry w te klocki. Dobra, oglądamy dalej historię nieodebranych połączeń na moim telefonie: Viki, mama, Viki, Viki, Viki, mama, Maciek… O mój boże, zapomniałam o nim! Dzwonił do mnie ponad dwadzieścia razy. Przykładam telefon do ucha. Pierwszy sygnał, drugi. Stop. Czerwona słuchawka. Naciskam ją kilka razy, aby upewnić się, że połączenie zakończono. Dzwonię do niego, ale nie mam pojęcia co mam mu powiedzieć. Może „Cześć Maciek, olałam cie, bo znowu chodzę z Louisem, a ogólnie to ładna pogoda w Londynie” Brutalne, ale jakby na to nie patrzyć tak właśnie się zachowałam. Olałam go i źle się z tym czuję. Idę na żywioł. Muszę go usłyszeć, powiedzieć cokolwiek. Cokolwiek? Co ja bredzę! Muszę powiedzieć mu prawdę, przynajmniej to mu się należy. Zielona słuchawka i nerwowo przykładam telefon do ucha. Pierwszy sygnał, drugi, trzeci…