Archiwum dla Kwiecień, 2012

Rozdział 71.

Obudził mnie dźwięk kropel wody głośno uderzających o trawnik. Półprzytomna zaczęłam krzyczeć – Louis zmokniemy, wstawaj!! – Lou otworzył oczy, wystraszył się i szybko usiadł wprawiając tym hamak w kołysanie. – Co? – Patrzył na mnie zdezorientowany i próbował zrozumieć o co chodzi – No pada…? – odpowiedziałam niepewnie – Przecież jesteśmy pod dachem – Rozejrzałam się dokoła i dopiero teraz do mnie doszło, że nie grozi nam żaden potop – Przepraszam, jeszcze śpię – pociągnęłam chłopaka za rękę, aby położył się obok mnie. Przytulił mnie i razem wsłuchiwaliśmy się w dźwięk gęsto padającego deszczu, gdy usłyszeliśmy otwierające się drzwi tarasu. Podniosłam głowę, aby zobaczyć kto to taki. – Dzień dobry – uśmiechnął się do mnie lekko skacowany loczek. Chciał wyjść na świeże powietrze, ale nie zauważył progu w drzwiach, potknął się o niego i z hukiem uderzył o twarde kafelki – Harry! – wyskoczyłam z hamaka, a za mną Lou. Chłopak leżał twarzą do ziemi i się nie ruszał. Lou odwrócił go na plecy – Harry, ocknij się! – klęczałam nad nim i wołałam wystraszona, a do moich oczu napłynęły łzy. Mój strach o loczka powiększył się, gdy zobaczyłam wyciekającą spod jego głowy krew – O mój boże, on krwawi! Zrób coś Louis, zrób coś! – Staram się! – zawołał zdenerwowany i klepał loczka po policzku. Po kilku sekundach Harry otwarł oczy – Nie bij mnie, przecież nic ci nie zrobiłem… – powiedział robiąc kwaśną minę, usiadł chwiejąc się na boki i trzymając za głowę – Ałł… – Jak dobrze, że nic ci nie jest, wystraszyłeś mnie sieroto, patrz jak chodzisz! – mówiłam przytulając go mocno, chłopak jedną ręką obejmował mnie za plecy, a drugą trzymał się za głowę – Miło, że się o mnie martwisz. Muszę się częściej wywracać – odpowiedział w żartach – Miło? Ja ci dam miło! Jeszcze chwila, a położyłabym się na tej ziemi obok ciebie i umarła ze strachu! Pokrako! – mówiłam zdenerwowana, ale z wielką ulgą, że wszystko skończyło się dobrze. Złapałam się za czoło i uśmiechałam się do loczka kręcąc głową, a on odwzajemnił uśmiech. W jego policzkach jak zwykle pojawiły się dołeczki na widok których mój uśmiech stał się jeszcze większy. – Zwariuję z tobą – powiedziałam półszeptem, a chłopak tylko wzruszył z ramionami – Ekhm, przepraszam, że przerywam tą romantyczną wymianę spojrzeń i uśmiechów, ale po pierwsze on tu krwawi, a po drugie i najważniejsze jesteś moją dziewczyną, więc bardzo cię proszę… przestań – Lou popatrzył na mnie, pokręcił głową z niezadowoleniem, niby mówił to na luzie, ale dało się wyczuć złość w jego głosie. – Chyba nie jesteś zazdrosny o tego małolata, przecież on nawet nie umie porządnie chodzić – zażartowałam, a Harry przewrócił oczami – Nie chce mi się o tym gadać, po prostu nie szczerz się tak do niego – powiedział tym razem prawie rozkazującym tonem, co bardzo mnie zaskoczyło. Zawsze wygłupiam się z chłopakami i nigdy nie było z tego powodu żadnych nieporozumień. – Nie przesadzaj i nie rób cyrku – olewając chłopaka wstałam z podłogi i wyciągnęłam rękę do Harrego, aby pomóc mu podnieść się na nogi. W tym momencie Lou mocno ścisnął mnie za nadgarstek – Przecież coś ci powiedziałem – powiedział ostro – Uspokój się chłopie i puść mnie! – uwolniłam swoją rękę wyszarpując ją z jego dłoni – Co ty wyprawiasz?! – popatrzyłam na niego z wyrzutem. Chyba doszło do niego jak się zachował, bo nagle bardzo się zmieszał i spuścił wzrok wbijając go w podłogę. Nic nie odpowiedział, tylko wszedł do domu zostawiając mnie samą z loczkiem. Hazza obserwował całe zdarzenie w ciszy. Świetnie, gwiazda Tomlinson obrażalska dupa! Mam sobie teraz sama wziąć Harrego metr osiemdziesiąt na plecy i zanieść do salonu? Co za kretyn, zostawił mnie tu samą. Miałam ochotę pobiec za nim do salonu i walnąć go w tą jego śliczną buźkę na spamiętanie. Na szczęście opanowałam się trochę, wdech : wydech. Spokojnym tonem, z delikatnym uśmiechem zwróciłam się w stronę siedzącego dalej na ziemi chłopaka – Dobra chodź, bo zaraz się wykrwawisz – ponownie wyciągnęłam do niego rękę, tym razem złapał moją dłoń i podniósł się. Gdy stał już w pionie zakołysał się, więc szybko złapałam go w pasie, aby się nie przewrócił. Chłopak położył rękę na moim ramieniu i wolnym krokiem weszliśmy do salonu. Harry usiadł na sofie. – Dziękuję i przepraszam, bo to przeze mnie ta cała awantura – powiedział z skruchą w głosie – Harry głuptasie, to nie twoja wina. – Podeszłam do chłopaka i pogłaskałam go po głowie, delikatnie ciągnąc za loczki, co wywołało uśmiech na jego twarzy. – Lou nie powinien tak gwiazdorzyć, nie jest pępkiem świata – wzruszyłam ramionami. Po chwili do salonu wszedł Louis z apteczką – Oli, zatargałaś go tu sama? – zapytał zaskoczony widokiem Hazzy siedzącego w salonie – A z kim? Przecież zostawiłeś mnie tam samą! – odpowiedziałam z wyrzutem, co za tupet! Najpierw wychodzi bez słowa, a potem zadaje jakieś głupie pytania – Skarbie, przecież poszedłem tylko po apteczkę. Nie chciałem, abyś to tak zrozumiała, przepraszam – podszedł do mnie i chciał mnie pocałować, ja jednak jednym szybkim ruchem wykonałam perfekcyjny unik. O nie, tak się bawić nie będziemy. Najpierw zachowuje się jak rozpieszczony dzieciak, a potem myśli, że tylko powie przepraszam i od razu wszystko będzie okej? Nic z tych rzeczy – Olii… – daj tą apteczkę – chciał coś powiedzieć, ale przerwałam mu. Poszłam do kuchni po papierowe ręczniki i miskę z ciepłą wodą. Wróciłam do salonu. Chłopaki siedzieli w ciszy naprzeciwko siebie. Położyłam wszystkie ‚przyrządy’ na stole – Głowa do góry – powiedziałam ciągnąc delikatnie za brodę loczka, chłopak patrzył na mnie wielkimi, zielonymi oczami. Wzięłam ręcznik, zamoczyłam go w wodzie i zaczęłam delikatnie wycierać krew z twarzy. Następnie wzięłam gazę zmoczoną wodą utlenioną i przyłożyłam ją do niewielkiego rozcięcia obok ucha. – Ałł – chłopak od razu odsunął twarz – Przepraszam – złapałam go delikatnie z jednej strony głowy, tak, aby nie mógł już jej odsunąć i wróciłam do poprzedniej czynności. Hazza mocno zacisnął oczy i dzielnie zniósł oczyszczanie rany. Na koniec przykleiłam mu plasterek – Gotowe – uśmiechnęłam się gładząc brzegi plastra, aby upewnić się, że się nie odklei – Dziękuję – odwzajemnił uśmiech – Proszę. Dobra, ja jadę do domu, bo zanim wszyscy się obudzą będzie już południe. Pożegnajcie ode mnie chłopaków i do zobaczenia – pomachałam im z wymuszonym uśmiechem i zaczęłam się kierować w stronę drzwi. Zrobiłam może trzy kroki, gdy stanął przede mną Lou – Jak to pożegnajCIE? – podkreślił ostatnią sylabę słowa, popatrzyłam na niego pytająco, a on zaczął wyjaśniać – Powiedziałaś pożegnajcie, czyli nie wracam z tobą? – zapytał smutnie – Myślałam, że jesteś obrażony – odpowiedziałam obojętnym tonem – Oliwia, przepraszam. Porozmawiamy w domu okej? Tylko proszę, pozwól mi jechać z tobą – mówił błagalnym tonem – Ubieraj buty – powiedziałam przewracając oczami. – Dzięki! – powiedział radośnie i pobiegł w stronę drzwi – Pa mały, uważaj na siebie! – zawołałam do Harrego – Pa Olii i jeszcze raz dziękuję – Nie ma sprawy, pa! – Cześć! -

Wyszliśmy z Louisem z domu Viki i skierowaliśmy się do metra. Przez całą drogę nie odzywaliśmy się do siebie. Chłopak patrzył na mnie smutnym wzrokiem, a ja byłam zła… nie, nie zła, byłam wściekła! Najchętniej wrzuciłabym go pod pociąg. Kuszące, ale nie, to bez sensu, nie mogłam tego zrobić. Chciałam już być w domu, a to zablokowałoby komunikację miejską na cały dzień i musiałabym iść piechotą. Zrezygnowana zawodnością mojego planu usiadłam na wolnym miejscu w pociągu, obok mnie moja pijawka. Nieśmiało złapał mnie za dłoń, która bezwładnie spoczywała na udzie i spojrzał na mnie czekając na jakąkolwiek reakcję z mojej strony. Ja udawałam niewzruszoną. Dalej nie odzywałam się do niego, choć cała złość minęła, gdy tylko mnie dotknął. Najchętniej rzuciłabym się mu na szyję i dała soczystego buziaka, ale musiałam trzymać poziom i klasę. Nie może być zbyt łatwo, sorry. – To nasza stacja, wysiadamy – powiedziałam wstając z miejsca, sprawiając tym, że puścił moją dłoń. Chłopak wyszedł za mną z pociągu i po kilku minutach otwierałam drzwi mojego mieszkania. Ściągnęłam tylko buty i od razu rzuciłam się na kanapę w salonie, wzdychając przy tym głośno. Louis usiadł na fotelu na przeciwko mnie. Poprawiłam poduszkę pod głową i włączyłam telewizję, akurat kanał był nastawiony na MTV. Do moich uszu od razu napłynęły znajome głosy, a z ekranu uśmiechały się śliczne buźki – „…and fall into my arms instead. I don’t, I don’t, don’t know what it is. But I need that one…” – Boże nie… – powiedziałam pod nosem i natychmiast zmieniłam kanał, a Louis parsknął śmiechem. Spiorunowałam go wzrokiem, a on od razu poniósł ręce w obronnym geście. Uśmiechnął się do mnie pięknie, ja mimowolnie odwzajemniłam uśmiech. Kurde, przecież miałam być twarda i niedostępna. Chłopak widząc do od razu wstał z fotela i bez słowa usiadł obok mnie na sofie, rozpychając się specjalnie, co doprowadziło mnie do śmiechu – Spadaj, nie chce cie – powiedziałam uśmiechając się cwaniacko – Chcesz! – Nie, nie chcę! – odpowiedziałam – Chłopak położył się obok, układając głowę na moim ramieniu i pocałował mnie w policzek – Naprawdę mnie nie chcesz? – zapytał słodko – Muszę to przemyśleć, ale po twoim dzisiejszym zachowaniu raczej nie – droczyłam się z nim – Przepraszam skarbie, nie wiem co we mnie wstąpiło. Jestem o ciebie zazdrosny, cieszę się, że znowu cie mam i boję się, że cię znowu stracę… – Takie zachowanie ci nie pomaga – Wiem to. Przepraszam, to się już więcej nie powtórzy. – Mam nadzieję, inaczej wrzucę cię pod pociąg – Zgadzam się na wszystko – odpowiedział uśmiechając się pięknie i pocałował mnie w usta. Ja z początku nie odwzajemniłam pocałunku, zacisnęłam mocno wargi, drocząc się z nim. Gdy zrezygnowany chciał odsunąć swoje usta od moich złapałam go za włosy, przysunęłam z powrotem do siebie i zaczęliśmy się całować. Poczułam na swoich ustach jego uśmiech – Czyli jednak mnie chcesz? – zapytał nie przestając całować – Jeszcze możesz mi się na coś przydać – zażartowałam – Wariatka – powiedział i znów zaczął mnie całować.
_______________________________________________________
nawet udało mi się coś napisać :) Przepraszam za jakość rozdziału,
ale dalej leżę w łóżku (jest 14:42) jestem jeszcze ‚wczorajsza’ % :P
Widzę, że Zaynofobia i sny o chłopakach to jakaś epidemia :D Juhuu!
Jak to napisała Ellie to nasilone objawy One Direction Infection :D
wirus ewoluował i jest zakaźny drogą internetową :P więc strzeżcie
się, bo nie wiadomo, kiedy zmieni się w jeszcze coś gorszego! :D
haha buziaki, miłej niedzieli :*** kiss ♥♥

♥ ♥♥

Dziś dla Was tylko krótki serduszkowy rozdział. Tak, tak jestem w ciężkim szoku.
Wczoraj minęły dwa miesiące odkąd piszę bloga :D Juhu! Mam już na swoim
koncie 70 pełnych rozdziałów + 14 serduszek :) i co najważniejsze 75 tysięcy
odsłon i grubo ponad tysiąc komentarzy :D dzięki za każde wejście, za każde
słowo :) Massive thank you and love YOU all! ♥

oprócz tych wielkich liczb, mam na swoim koncie również początki choroby
psychicznej (miedzy innymi dzięki Tobie Directioner!) Już wyjaśniam czemu:

Budzę się dziś rano, a w głowie mam przepiękny sen, z którego niestety niechcący się wyrwałam. Sen tak realistyczny i cudowny, że zastanawiam się czy to przypadkiem nie zdarzyło się na prawdę. Spoglądam półotwartymi oczyma na zegarek, zostały mi dwie godziny snu! Szczęśliwa zamykam ponownie oczy i próbuję powrócić do utraconego snu. I co? Udało się… i to jak! Może to dziwne, ale mam tak czasem nad ranem, gdy nie śpię już głęboko, że potrafię kierować moim snem. Może nie snem, ale sobą i swoim zachowaniem w nim. I tego ranka też mi się to przytrafiło. Oczywiście wykorzystałam to… Więc zamykam ponownie oczy, a w mojej głowie znowu pojawia się ON. Zakochany we mnie do zabójstwa, wpatrzony we mnie jak obrazek Zayn Malik… ? To dopiero zaskoczenie. Moimi faworytami są oczywiście Lou i Harry, zawsze powtarzam, że lubię w chłopakach to coś, that One Thing, a Zayn tego nie ma, bo jest zbyt oczywiście piękny. Nie powiem, oczywiście bardzo mi się fizycznie podoba, ale jakoś nigdy nie stawiałam go ponad chłopaków z zespołu. Harry i Lou mają kilka cech które sprawiają są specyficzni i oryginalni, a Zayn jest po prostu przystojny i mogę śmiało powiedzieć idealny. Słodka buźka, czarne włosy, czarne oczy, ciemna karnacja, umięśnione ciałko i kilka podniecających tatuaży. I tyle, okładkowy typ. Takie było moje zdanie o Zaynie Maliku. Do dziś rano. W sumie to już wczoraj przeczuwałam coś złego. Przeglądałam tumblra i zobaczyłam to:

Zayna z nieśmiałą minką nerwowo bawiącego się mikrofonem. W tej szarej obcisłej koszulce. Męskiego z mega zgrabnym ciałem i idealnej buźce. OMFG :O Chłopie gdzie Ty byłeś przez całe moje życie?! Oh how i wish that blond girl was me :P Otrząsnęłam się z pierwszego szoku i wyparłam z głowy mój pociąg do Zayna. To znaczy miałam taki zamiar, gdy kilka stron później ujrzałam to:


Umarłam… Chyba nie muszę komentować… swoją drogą, jego twarz od jakiegoś czasu zrobiła się taka męska ♥__♥ Dobra, wracam do snu. Nie było fabuły ani żadnej ciągnącej się historii, tylko krótkie scenki, przebłyski. Rano pamiętałam ich więcej, teraz kojarzę tylko kilka: Biegniemy z Zaynem na dół po schodach jakiejś klatki schodowej. Pędzimy co sił, bo chłopaki już stoją na scenie i śpiewają, a zaraz ma się zacząć solówka Malika, ale wcale nie jest zdenerwowany, że nie zdąży. Biegnie przodem, trzyma mnie za rękę i ciągnie za sobą. Co chwila odwraca się w moją stronę i pięknie uśmiecha pokazując białe ząbki kontrastujące z opaloną twarzą. Jedno piętro przed metą puszcza moją dłoń i biegnie już sam. Gdy do niego dobiegam stoję z tyłu sceny, chłopak stoi twarzą do mnie i coś śpiewa uśmiechając się, a to tak strasznie mnie peszy, że zaczynam iść tyłem w stronę schodów i powolutku po nich wchodzę. Tak wiem, głupia jestem :P
Następnie znalazłam się w mojej pracy, w sklepie. Siedzę za ladą, nie wiem czemu, ale byłam tam całą noc. Taa… sklep odzieżowy, całodobowy :P Wyszłam z tego sklepu, tam czekał na mnie Zayn. Pocałował mnie na przywitanie, ale to było tak super, super, super realistyczne, że czułam jego usta na swoich. Matko! Mam fetysz na włosy więc od razu złapałam go za kark i wbiłam palce w jego miękką czuprynę.
Później, to jakby kontynuacja części ze sklepem. Nagle znaleźliśmy się w jakimś domu, ja leżałam na sofie i prawie zasypiałam. Zayn wyszedł z pokoju z moją siostrą, a ona się z niego śmiała, że jest we mnie zakochany, że gołąbeczki, buziaczki i takie tam. Wiem, że ja leżałam na tej sofie, trzymałam Zayna za rękę, bo chciał już iść do domu, a ja nie chciałam go wypuścić. Nie mogłam się doczekać, kiedy go pocałuję, ale jakoś wstydziłam się to zrobić przy siostrze. A ona jak na złość stała i stała, gadała, gadała, gadała… Gdy weszła do pokoju od razu przyciągnęłam Zayna do siebie, tak, że prawie się na mnie położył i zaczęliśmy się całować, po czym wyszedł :( Moje zmęczenie po nocnej pracy cudownie minęło, gdy tylko poszedł i chciałam napisać mu smsa, że się nudzę i żeby do mnie przyszedł, gdy zadzwonił budzik i musiałam wstawać. Ku*wa, aż się chce klnąc w takim momencie.
I tak oto moja podświadomość podsunęła mi Zayna, jako obiekt westchnień. I to nie pierwszy raz! Już kiedyś śniło mi się, że się z nim całuję w nocy przy jakiejś studni, ale też miałam tą cudowną możliwość kierowania snem i od razu się wzięłam za Harrego :D Oczywiście, tak, żeby Louis nie widział. Pamiętam, że siedziałam na krześle między Louisem i Harrym, z loczkiem trzymaliśmy się za dłonie, które skrzętnie chowaliśmy pod jego ciepłym udem :D ahh :P
Jeszcze kiedyś kiedy śniły mi się jakieś gwiazdy, które były we mnie zakochane w śnie zawsze pojawiał się mój prawdziwy chłopak i rzucałam wszystkich dla niego… (WTF? :P) O właśnie! Kiedyś śnił mi się Zayn kąpiący się w MOJEJ łazience w MOJEJ wannie! Moja siostra siedziała na skraju tej wanny i z nim gadała, a do mnie wtedy specjalnie z nim przyjechał Liam. Też był mną zauroczony, do czasu jak mu powiedziałam, że mam chłopaka oO zrobił się strasznie smutny i przepadł jak kamień w wodę. Szukałam go i przeklinałam w myślach siebie, że powiedziałam mu prawdę :P Dzwoniłam do niego, odebrał, ale nie chciał ze mną rozmawiać. W końcu znalazłam go, ale też nie chciał, ze mną gadać, był zdołowany i tak oto skończył się mój sen.
Mam jeszcze jeden przykład jak mój chłopak niszczy moje sny :( Kiedyś śniło się, że spotkałam Pattinsona. Jeszcze wtedy byłam jego OGROOOOMNĄ fanką, big love forever, miałam nawet piórnik z nim, a na mojej ścianie dalej wisi jego zdjęcie. Ale mniejsza z tym. To było już jakiś czas temu, ale pamiętam, że było coś takiego, że go spotkałam, pogadaliśmy, on oczywiście był we mnie zakochany. Nie wiem czy się całowaliśmy, wiem, że były jakieś przytulanki. Nie powiedziałam mu, że mam chłopaka. Poszliśmy z Pattinsonem na peron, bo on czekał na ławce na pociąg. Powiedziałam mu, że zaraz wrócę, tylko skoczę na chwilę do domu. W domu oczywiście czekał na mnie mój prawdziwy chłopak. Bałam się, że będzie na mnie zły, że przyjechał do mnie, a mnie niema. On jednak wogóle się nie przejął tym czy jestem czy mnie niema, więc mu powiedziałam, że zaraz wracam. Nawet nie zapytał gdzie idę, tylko leżał na sofie i klikał coś na laptopie. Więc biegiem na peron. I tam Pattinson mi powiedział, żebym wyjechała z nim, zaczniemy razem życie, ładnie zaczarował, zabajerował i wiecie co zrobiłam? Powiedziałam mu, że nie bo mam chłopaka. Przytuliłam go na pożegnanie, wsiadł po pociągu i tyle go widziałam. Wróciłam do domu i od razu zaczęłam żałować swojej decyzji. Mój real boy dalej leżał i klikał coś na allegro zupełnie nie zwracając na mnie uwagi…

sie rozpisałam, a miało być krótko… już kończę. Wytłumaczę jeszcze, dlaczego Directioner ma mi oddać połowę kasy za psychotropy :P Bo to jej wina! Nigdy nie kręcił mnie Malik, ale ona na swoim blogu cały czas pisała o nim, dokładnie opisując każdy szczegół jego ciała i buźki, potem pojawił się motyw Zayna bez koszulki i nie trzeba mówić jakie myśli krążyły po mojej głowie. Aaaaaaa nie wybaczę Ci tego zła kobieto! Dobra, już naprawdę kończę, dodam jeszcze coś na deser! ŁAAAAAA :D



A co mi tam, mam nadzieję, że też zachorujecie na Zaynofobie! :D jak chorować to tylko zbiorowo :P

kiss kiss ♥
_____________________________________________________________________________________________________________________________________


http://1d-diary.blog.onet.pl/

link do opowiadania Directioner, które tak strasznie zryło mój mózg… ♥ Mój ulubiony fragment:

Nagle zauważyłam, że jest jakoś dziwnie cicho. Dźwięczny głos Zayna nie dobiegał już do moich uszu. Spojrzałam na jego usta i zobaczyłam, że są zamknięte, a chłopak przygląda mi się jakby oczekiwał, że coś mu powiem. Chyba musiało paść pytanie, którego nie usłyszałam. Natychmiast się poprawiłam, usiadłam prosto i się odezwałam:
- Przepraszam Cię najmocniej, zamyśliłam się.
- Zauważyłem. Zadałem Ci pytanie, na które mi nie odpowiedziałaś – powiedział smutno – Jeśli się ze mną nudzisz, to nie krępuj się, nie musisz się zmuszać do mojego towarzystwa – zdobył się na delikatny uśmiech.
- Nie, nie. To nie tak – zaprzeczyłam szybko, po czym dodałam – Po prostu zastanawiałam się jak wyglądasz bez bluzki.. – po sekundzie dotarło do mnie co właśnie powiedziałam, spuściłam głowę zasłaniając twarz rękami. Przeklnęłam cicho po polsku i
zaczerwieniłam się.

Rozdział 70.

- Lou! Dałeś czadu! Gdybyś to mi zadedykował tą piosenkę, też byłbym twój! – śmiał się Zayn, gdy tylko weszliśmy za kulisy sceny – Super widzieć was znowu razem gołąbeczki! – powiedziała Viki i wszyscy zaczęliśmy się przytulać i cieszyć moim szczęściem. Podszedł do nas nawet Harry i bez słowa przytulił mocno Louisa. Nie wyglądał na szczęśliwego, ale to było miłe z jego strony, że wspiera przyjaciela. Gdy tylko puścił Louisa, ja od razu wpadłam w jego ramiona. Pomimo jego szczeniackiego zachowana mam do niego słabość. Nie jestem w stanie tego wytłumaczyć, po prostu uwielbiam tego małolata – Co jest mały? Jesteś ostatnio jakiś smutny? – zapytałam cichutko z troską, a chłopak położył policzek na moim ramieniu – Wszystko okej, nie martw się o mnie – jego usta lekko stykały się z moją szyją, czułam jak poruszają się przy każdym wypowiedzianym przez niego słowie. Przyprawiało mnie to o przyjemne dreszcze, zamknęłam oczy delektując się tym przyjemnym doznaniem. – Na pewno? – zapytałam – Tak, na pewno. Wiesz, cieszę się, że jesteś szczęśliwa. Że oboje jesteście, to jest dla mnie najważniejsze – znów poczułam jego usta i ciepły oddech na mojej szyi. Jakie to elektryzujące i podniecające! To było dziwne, ale najchętniej nigdy nie wypuszczałabym go z objęć. Może tak na mnie działa fakt, że długo nie miałam żadnego faceta i potrzebuję czułości? Wszystkie moje pytania i wątpliwości pękły jak bańka mydlana, gdy otworzyłam oczy i zobaczyłam, że wszyscy stoją dokoła i bacznie nas obserwują. Zupełnie straciłam rachubę czasu i pewnie ściskałam się z loczkiem dłużej niż powinnam. Odskoczyłam od niego natychmiast i starałam się obrócić całą tą sytuację w żart – Dobra, reszta potem, jak nie będą patrzeć – zażartowałam i puściłam Harremu oczko – Na potem to ja mam Zayna – odpowiedział żartem ratując mnie. Poszedł do czarnuszka i pogłaskał go po policzku, a ten pięknie zatrzepotał rzęskami. Wszyscy zaczęliśmy się śmiać, a ja odetchnęłam z ulgą. Uff, udało się. Żadnych trudnych pytań i dziwnych spojrzeń. Podeszłam do Louisa, przytuliłam go, a on dał mi buziaka w policzek – Co robimy? Gdzie dziś imprezujemy? – dopytywał Niall – Mam wolną chate. Rodzice i młoda pojechali do dziadków, więc może u mnie? Tylko grzecznie! – powiedziała Viki podkreślając ostatnie zdanie – Super! Jestem za! – powiedział blondas. Zamówiliśmy taksówkę i pojechaliśmy do domu Viktorii. Wieczór był nadzwyczajnie ciepły. Postanowiliśmy to wykorzystać i zrobiliśmy grilla na świeżym powietrzu. Było mięsko, kiełbaski, obowiązkowo pianki Mallows do pieczenia i jak zwykle morze alkoholu. Usiedliśmy przy stole. Ja i Lou siedzieliśmy u szczytu stołu na drewnianej dwuosobowej ławeczce, reszta siedziała na krzesłach. Liam jako mężczyzna pani domu był operatorem grilla. W ten sposób po około godzinie i ośmiu kolejkach mieliśmy na stole kawałki spalonego i niedopieczonego mięsa; idealne do jedzenia zdaniem Liama. Wiadomo, z Daddym się nie dyskutuje, więc grzecznie zabraliśmy się za jedzenie. Wzięliśmy sobie z Louisem na jeden talerz dwa kawałki tego, co kiedyś było karkówką. Ja zjadłam to co było upieczone, a Lou resztę. Stwierdził, że jak dla niego, to mogliśmy to tylko rozmrozić, zjadłby surowe, byleby było z keczupem. Zaczęło się robić chłodno, więc zaczęliśmy więcej pić, aby się rozgrzać. Jednak, gdy Zayn usnął za stołem stwierdziliśmy, że to chyba nie był dobry pomysł. Hazza wziął czarnuszka na plecy i ewakuowaliśmy się do domu. Położyliśmy go na fotelu i przykryliśmy kocem. Nie chcieliśmy go zostawiać samego w pokoju Viki, był u niej pierwszy raz, nie wiedział gdzie jest ubikacja i jeszcze zarzygałby cały dom. Woleliśmy go mieć na oku, zresztą był tak pijany, że nie przeszkadzały mu nasze krzyki, rozmowy, śmiechy ani to czy śpi na siedząco czy leżąco. Obok Zayna na fotelu czuwał Daddy z Viktorią na kolanach, a na przeciwko nich siedzieliśmy my na ogromnej rogówce. Lou nawet na moment nie puszczał mojej dłoni, ciągle mnie przytulał, dawał buziaki i cały czas się uśmiechał. Całkiem inny chłopak, niż ten którego znalazłam kilka dni temu na ławce w parku. Siedzieliśmy tak może jeszcze z trzy godziny. Chłopaki zarzucili straszne tępo. Ja i Lou nie piliśmy już więcej, za to reszta dała czadu. Liam i Viktoria poszli razem w wiadomych celach do ‚ubikacji’ i już z niej nie wrócili, Niall przytulił się do Zayna, przykrył jego kocem i usnął obok niego na siedząco. Harremu jak zwykle zrobiło się strasznie gorąco, ubrania nagle stały się ciasne i przez nie się dusił, dlatego w kilka sekund wszystkie znalazły się na podłodze, a loczek w samych bokserkach położył się na sofie. Spał i trząsł się z zimna, Lou przykrył go kocem. – A co z nami? – zapytał Lou – Wrócilibyśmy do domu, ale nie chcę jechać metrem o tej porze, a piechotą zajmie nam to co najmniej godzinę. Mamy do wyboru pokój jej siostry, rodziców, albo ten dla gości. Chyba zdecydujemy się na ten ostatni, co? – Świetny wybór skarbie. Prowadź, już nie mogę się doczekać, aż położę się do łóżka – złapałam Louisa za rękę i prowadziłam do pokoju dla gości. Otwieram drzwi, a tu niespodzianka. Nie ma łóżka, nie ma szafy, nie ma niczego! Na suficie wisi na kablu tylko żarówka, na środku stoją wiadra z farbą, a pokój do połowy jest pomalowany na fioletowo. – No nie… świetnie! Remontów im się zachciało. – Powiedziałam niezadowolona. Też byłam już zmęczona. Wszyscy smacznie spali, a my nie mieliśmy się gdzie podziać. – Damy rady. Chyba mam pomysł – uśmiechnął się tajemniczo – Nie, ten uśmieszek, już się boję – Nie ma czego! – zawołał ucieszony i zaprowadził mnie na taras na którym wisiał sporych rozmiarów hamak – Lou jest chyba piętnaście stopni! Wiem, że wy brytyjskie sierotki uważacie to za upał, ale jak dla mnie jest zimno – zażartowałam, a Lou pokazał mi język. – Ha ha ha, bardzo śmieszne. ‚Brytyjska sierotko’ – przewrócił oczami i pokręcił głową – Pamiętaj, że rozmawiasz z bożyszczem wszystkich nastolatek, cudownym i przepięknym Louisem Tomlinsonem – zażartował unosząc wysoko głowę i robiąc poważną minę – Panie bożyszcze Tomlinsonie, na nic nam twoje gwiazdorstwo, nie mamy gdzie spać – Jak nie? Zobacz jaki świetny hamak. Gdy wyciągaliśmy z chłopakami węgiel z garażu widziałem na regałach kilka śpiworów. Poowijamy się nimi szczelnie, przytulimy i jakoś przeżyjemy tą noc – W sumie to masz rację. Zresztą nie mamy innego wyboru. A poza tym to przytulanie mi się podoba – pokiwałam twierdząco głową uśmiechając się szeroko – Wiesz, jeśli chcesz to możemy spać bez śpiworów i bez ubrań, a wtedy pokażę ci jak gorący może być Londyn nocą – uśmiechnął się cwaniacko unosząc brwi do góry – Marsz po śpiwory panie gwiazdo, a ja skoczę po poduszki – wskazałam palcem na garaż, a chłopak udając zrezygnowanego ruszył w jego stronę. Po chwili wrócił, niosąc ze sobą kilka grubych śpiworów, mi udało się zdobyć dwie małe poduszeczki – To wszystkie jakie mieli – powiedział – Rozłożyliśmy trzy na płótno hamaka, tak aby od dołu nie ciągnęło nam zimno. Jeden był naprawdę duży. Spokojnie zmieściły by się pod nim trzy osoby. Oczywiście obydwoje wskoczyliśmy do niego, przykrywając się pod samą szyję. Lou zamknął błyskawiczny zamek i przykrył nas jeszcze dwoma mniejszymi kołdrami – No nie powinniśmy zmarznąć – powiedział poprawiając poduszkę pod głową, obracając się i wiercąc tak aby hamak jak najbardziej się huśtał – Lou, przestań! Zaraz spadniemy na te zimne kafle! – śmiałam się – Czekaj, czekaj, jeszcze trochę, już prawie mam swoją idealną pozycję, jeszcze tylko trochę… – wygłupiał się dalej, a hamak coraz bardziej bujał się na boki – Louis! Wystarczy wariacie, zaraz naprawdę wypadniemy – objęłam go za szyję, chłopak się uspokoił. Położył się na boku, twarzą do mnie i mocno przytulił do siebie – No teraz jest idealnie, nie trzeba niczego poprawiać – uśmiechnął się – Cieszę się, że jesteśmy razem i że jesteś szczęśliwy – powiedziałam – Ja też się cieszę słońce. Już nigdy cię nie zawiodę. Do pełni szczęścia brakuje mi tylko rozwiązania sprawy z rodzicami. Ale to ich życie, niech robią co chcą. Ja mam swoje życie i swoje szczęście: ciebie – uśmiechnął się pięknie, a ja pocałowałam go w usta. Przytuliłam się do jego klatki piersiowej i wsłuchiwałam w spokojne bicie serca. Chłopak malował swoimi ciepłymi palcami kreski na skórze moich pleców. Mój Lou, mój doskonały chłopak. Szczęściara ze mnie, każda sekunda u jego boku jest na wagę złota. Dlaczego tak długo zwlekałam z tym, aby znowu z nim być? Ah tak, Maciek…