Archiwum dla Kwiecień, 2012

Rozdział 69.

Próba dźwiękowa właśnie się kończyła. Stałam za kulisami razem z Viktorią i obserwowaliśmy wygłupiających się chłopaków. Andy tylko kręcił głową na widok Harrego biegającego po scenie z Louisem na plecach. My miałyśmy niezły ubaw. Próba się zakończyła, kilka wskazówek od managera i chłopcy są wolni. Szybko schodzą ze sceny i dołączają do nas przytulając na przywitanie. Na scenie właśnie rozpoczyna się występ zespołu poprzedzającego show chłopców. Poszliśmy do garderoby i rozsiedliśmy się na miękkich kanapach. Zayn kończył jakąś super ważną misję na swoim PSP, a my siedzieliśmy i rozmawialiśmy o głupotach, tak aby chłopcy rozluźnili się przed występem. Nasze śmiechy przerwał Andy – Chłopaki wchodzicie za siedem minut – oznajmił. Chłopcy złapali za swoje swetry, bejsbolówki, marynarki i ubrali się. Ostatnie spojrzenie w lustro, czy wszystko gra, kontrola fryzury i szybkim krokiem za kulisy. Tam dźwiękowcy wręczyli każdemu podpisany imieniem mikrofon i słuchawki, tak zwany odsłuch, jak to wytłumaczyli chłopaki. Na scenie na wielkim telebimie rozpoczął się krótki filmik o One Direction, przedstawiający członków zespołu. Chłopaki byli bardzo skupieni. Chodzili w tę i z powrotem głęboko oddychając. Na filmie zaczęło się odliczanie – Pięć, cztery, trzy… – fani krzyczeli razem z głosem na filmiku – Dwa, jeden, zero. ONE DIRECTION! – Loui odwrócił się jeszcze w moją stronę, przesłał mi buziaka i wybiegł za chłopakami na scenę. Chłopcy jak zwykle dali świetny koncert, pełen emocji i energii. – Byliście świetni – zawołała Viki i razem zaczęłyśmy bić brawo, gdy cały zespół do nas dołączył – Dzięki dziewczyny, ale moc! – zwołał nabuzowany Zayn. Przytuliłam mokrego od potu Louisa – Nie mów im tego, ale ty i Harry byliście najlepsi – powiedziałam mu na ucho. Lou popatrzył na mnie uśmiechnięty, głośno wypuścił powietrze z płuc – Czekaj tu na mnie mała! – zawołał i ponownie wyszedł na scenę – Lou! Co ty robisz?! – wołałam za nim, ale mnie nie słyszał. – Witam ponownie! – powiedział do mikrofonu, a dziewczyny zaczęły piszczeć na jego widok. Te które stały już przy drzwiach wyjściowych wróciły do środka. Ja i chłopaki patrzyliśmy na to co ten wariat wyprawia. Ja w szoku, a oni uśmiechając się tajemniczo – Nie wychodźcie jeszcze. Ja muszę coś… Louis opamiętaj się. Taki pewniaczek z ciebie, a teraz się mieszasz – powiedział uderzając się ręką w czoło, a wszyscy się zaśmiali – Andy mnie zabije, ale co mi tam. Więc ja… ja zepsułem coś na czym mi zależało, zraniłem dziewczynę, która jest dla mnie wszystkim. – W tym momencie spojrzał w moją stronę, a ja poczułam uderzające ciepło – Zayn i Niall wnieśli na scenę trzy krzesła. – Oli zapraszam – powiedział wyciągając rękę w moją stronę. Stałam jak zamurowana. Nie wiedziałam co się dzieje. Dopiero Viktoria popchnęła mnie i zaczęłam iść do przodu. Na mój widok fani zaczęli bić brawo. Pomachałam im nieśmiało i usiadłam na wysokim, barowym krześle. Lou usiadł obok mnie i złapał mnie za rękę – Napisałem dla ciebie piosenkę. Chłopcy pomogli mi ją dopracować, a Niall napisał muzykę. Dzięki One Direction! – zwrócił się do stojących z boku sceny chłopaków, którzy uśmiechali się szeroko i pokazywali nam uniesione kciuki. Brakowało tylko Harrego. Dostrzegłam go siedzącego z tyłu kulis na głośniku. Rozmawiał z ochroniarzem i całkowicie olewał to co dzieje się na scenie. – Oliwio, jeśli nie powiem tego teraz to na pewno się załamię – uśmiechnął się delikatnie – Niall, ‚Look After You’ – zwrócił się do blondasa, który już siedział na trzecim krześle z tyłu sceny z gitarą. Nialler zaczął grać spokojną melodię, Loi trzymał mnie ze rękę, jego dłoń drżała. Był zdenerwowany. Cały stres wydawał się jednak minąć, gdy zaczął śpiewać. Jego delikatny głos i głębokie spojrzenie przeszywały mnie na wylot. Nie zwracałam nawet uwagi na te kilkadziesiąt tysięcy osób stojących przede mną. Liczył się tylko on. Jego cudowny głos i piękne, niebieskie oczy. Tekst piosenki był prawdziwy i poruszający. Louis musiał włożyć kawał serca w jego napisanie. – „Bądź moim kochaniem, a ja zaopiekuję się tobą” śpiewał drżącym głosem, a do moich oczu napłynęły łzy. Nie, tylko nie to. Nie mogę się teraz rozkleić. Niestety nie udało się. Pierwsza łza pociekła po moim policzku, szybko ją starłam uśmiechając się przez łzy. Chłopak zauważył to i ostatnie wersy piosenki śpiewał mocno mnie przytulając. Ja wtuliłam twarz w jego ramię, zamknęłam oczy i wsłuchiwałam się w każde słowo płynące z jego ust. Gdy zakończył piosenkę pocałował mnie w policzek, a na hali rozniósł się pisk i brawa. Już nawet zapomniałam, że nie jesteśmy sami. Wstałam z krzesła i jeszcze raz mocno przytuliłam Louisa. – Wybacz mu! Wybacz mu! – krzyczał tłum – Spojrzeliśmy na publikę, Lou trzymał moją dłoń. Uśmiechaliśmy się szeroko na dźwięk skandowanych przez tłum słów – Wybacz mu! Wybacz mu! – Oliwio, czy ty to słyszysz? – zapytał mówiąc do mikrofonu. Ja tylko twierdząco kiwnęłam głową – A wiesz, że im się nie odmawia. Prawda? – zwrócił się do fanek, a krzyki stały się jeszcze głośniejsze – Więc jak? Wybaczysz mi? – zapytał i przyłożył mi mikrofon do ust. – Tak, ale najpierw cię zabiją wariacie! – Na hali rozległ się głośny pisk i brawa. Louis uśmiechnął się szeroko i zaczęliśmy się całować, co jeszcze bardziej ucieszyło widownię. – Londyn! Jesteście najlepsi! To wszystko dzięki wam! Dziękuję i dobranoc. Kocham was! – Zawołał Lou. Ukłoniliśmy się jak w teatrze, pomachaliśmy radośnie i zeszliśmy ze sceny.


KLIKNIJ W OBRAZEK, ABY POSŁUCHAĆ :)

__________________________________________
wiem, wiem, pewnie się zawiodłyście. W 69 miały
być latające bokserki i stringi, a tu takie romansidło,
że aż mdło się robi :) ale tak to już ze mną jest, nie
mogę być zbyt przewidywalna, bo inaczej znudzicie
się i porzucicie mnie i tego bloga. Z okazji 70 rozdziału
planuję zmienić nieco wygląd bloga. Co Wy na to??
Trochę się tego boję, bo strasznie przyzwyczajam się
do ‚starego’ i ciężko przychodzą mi zmiany na ‚nowe’.
Tym bardziej, że ten szablonik taki czytelny i niekujący
w oczy… Dość! Zobaczymy co z tego wyjdzie, jeśli się
nam nie spodoba to wrócimy do starego. To chyba
najlepsze rozwiązanie. Się rozpisałam :P
Buziakiii :* ♥

Rozdział 68.

Ujechaliśmy może pół minuty w ciszy od czasu gdy Hazza wyszedł z samochodu, kiedy Lou spojrzał na zniecierpliwiony. – No co? – zapytałam – Mamy teraz czas dokończyć naszą rozmowę, więc słucham – Jaką rozmowę? – zapytałam mając nadzieję, że Louis uwierzy w mój nagły zanik pamięci – Oliwia, proszę cię, bądź poważna – powiedział wzdychając głośno i przewrócił oczami, które jednak ciągle wpatrywały się w drogę – Przepraszam, już się uspakajam i jestem poważna. Och, od czego tu zacząć…? – Od tego na czym skończyłaś w domu, czyli od pocałunku – przerwał mi Lou – Tak, ten pocałunek… – przerwałam, aby zastanowić się jak ubrać moje myśli w słowa – Czy to w ogóle coś dla ciebie znaczyło? – zapytał chłopak niespokojnym głosem przerywając panującą ciszę – Oczywiście, że tak. Ten pocałunek i ty znaczycie dla mnie wiele – Więc w czym problem? Bądź ze mną Oli, nie pragnę niczego oprócz ciebie – na dźwięk jego słów na mojej twarzy pojawił się mimowolny uśmiech – Wiesz w czym jest problem. Namieszałam w Polsce z Maćkiem. Chciałabym najpierw poukładać i wyprostować wszystkie sprawy, a później mogę się zająć sobą – Moim zdaniem robisz błąd. Pamiętaj, że to ty jesteś najważniejsza. Nie zwracaj uwagi na wampirka, tylko przede wszystkim na swoje uczucia. – Mówisz tak, bo wiesz, że masz nad nim przewagę i to z nim się mam pożegnać – spojrzałam na niego spod byka, on odwrócił wzrok od drogi i popatrzył na mnie uśmiechając się szeroko – Naprawdę mam nad nim przewagę? Jak wielką? – dopytywał, a jego oczy błyszczały ze szczęścia. Przewróciłam oczami uśmiechając się pod nosem – Patrz na drogę głuptasie. – Alee… – cicho daj mi się skupić. Muszę pomyśleć w co ubrać się na koncert – Zażartowałam – Nie drocz się ze mną. Powiedz, powiedz, powiedz! – Chłopak wygłupiał się udając małe rozkapryszone dziecko – O! Jesteśmy już w domu. Parkuj tu – wskazałam palcem na wolne miejsce parkingowe. Lou popatrzył na mnie kątem oka z niezadowoleniem na twarzy, ale posłusznie wykonał moje polecenie. Zaparkowaliśmy blisko wejścia do mojej klatki schodowej. Wyciągnęliśmy z bagażnika wszystkie nasze zakupy. Ja niosłam te lżejsze torby z ubraniami Louisa, a on te cięższe z jedzeniem. Weszliśmy do mieszkania i rzuciliśmy wszystkie reklamówki na podłogę w kuchni. Zaczęłam z nich wyciągać jedzenie, gdy Lou złapał mnie za rękę i odwrócił w swoją stronę. Przyparł mnie do drzwi lodówki i oparł o nią ręce na wysokości mojej głowy – Więc jak? Teraz musisz mi odpowiedzieć – powiedział uśmiechając się cwaniacko i przysunął się jeszcze bliżej mnie, tak, że nasze ciała stykały się ze sobą – Ale cię to męczy – zaśmiałam się przewracając oczami – Bardzo męczy. Jak wielka jest ta moja przewaga nad wampirkiem? – Hm… taka tyci, tyci. Prawie żadna – zażartowałam – O ty zła kobieto! A może teraz trochę się powiększy – powiedział słodko, przybliżył swoją twarz do mojej i delikatnie pocałował w policzek – A teraz jak? – No troszeczkę lepiej, ale dalej słabiutko. Próbuj dalej – uniosłam brwi ku górze i uśmiechnęłam się , chłopak odwzajemnił mój uśmiech pokazując rząd bielutkich ząbków. Dobrze zrozumiał, na czym te próby mają polegać. Zbliżył swoje usta do moich i zaczął całować. Najpierw nieśmiało składał na moich ustach krótkie pocałunki, był niepewny. Położyłam swoje ręce na jego ramionach, oplotłam jego szyję i przysunęłam jeszcze bliżej do siebie. Chłopak objął mnie w talii, a nasz pocałunek stał się bardziej namiętny – Jak teraz z moją przewagą? – zapytał nie przestając mnie całować – Jest wielka – odpowiedziałam – Jak wielka? – dopytywał – Ogromna – poczułam na swoich ustach jego wielki uśmiech, a później znowu wróciliśmy do pocałunków. Gdy wreszcie się od siebie oderwaliśmy patrzyliśmy sobie w oczy nie odzywając się. Lou szeroko się uśmiechał, ja byłam raczej zszokowana swoim zachowaniem. Nie mogłam się mu oprzeć, sprowokowałam ten pocałunek, ale to był silniejsze ode mnie – I co dalej? – zapytałam niepewnie – Nic Oli, cieszmy się chwilą, nie myślmy o jutrze. – Ale wiesz, że najpierw muszę pogadać z Maćkiem? Nie możemy być na razie razem… – Wiem i szanuję twoją decyzję, ale przecież od czasu do czasu możemy sobie dać buziaka – uśmiechnął się – Przyjacielskiego w policzek? – zażartowałam – Albo w usta, oczywiście też przyjacielskiego – Spiorunowałam go wzrokiem – Czyli całujesz tak wszystkie swoje przyjaciółki? – Nie tylko ciebie. No i chłopaków z zespołu. Mmmm… buziaki z Harrym, to jest to! – udał rozmarzonego – O fee… Lou, bez szczegółów, proszę – zrobiłam zniesmaczoną minę, po czym oboje zaczęliśmy się śmiać – Dobra, idę wziąć prysznic i się ogarnąć. Za dwie godziny zaczynamy próbę dźwiękową. Jedziesz ze mną, czy przyjedziesz od razu na koncert? – Przyjadę na koncert. Posprzątam trochę mieszkanie, przyszykuję się i przyjadę godzinę przed koncertem, może być? – Świetnie – odpowiedział chłopak, dał mi jeszcze jednego buziaka w usta i wyszedł do łazienki. Ja w tym czasie ogarnęłam mieszkanie i zrobiłam szybki obiad; rybę z frytkami i surówkę. Lou wyszedł z łazienki i razem zjedliśmy obiad. Później szybko się ubrał, pożegnał ze mną i pojechał wcześniej zamówioną taksówką do budynku Atlas Areny. Ja wzięłam prysznic, umyłam i ułożyłam włosy. Założyłam skórzaną spódniczkę z wysokim stanem, do niej włożyłam białą bluzkę z żabotem, na to chabrowa marynarka, czarne buty na stopy i kopertówka również w kolorze czerni. Szybki makijaż i jestem gotowa. Wsiadłam do taksówki i odjechałam.
_______________________________
jest i 68 :) trochę krótki, ale obiecuję
Wam, że jutro pojawi się nowy.
buziaki! ♥

Rozdział 67.

- Już zapomniałam, że Londyn jest taki piękny – powiedziałam przejeżdżając przez London Bridge. – Przecież ci to cały czas mówiliśmy, a ty jak zwykle nie słuchałaś, tylko ciągle ta Polska i Polska… – spojrzałam w tylne lusterko i zobaczyłam jak Hazza teatralnie przewraca oczami – I dalej jestem tego zdania, Polska jest najpiękniejsza. Gdzie jedziemy? Do Westfield Centre? – A może zjemy coś na Oxford Street, a później od razu wyskoczymy na zakupy? – zaproponował Lou – Może być i tak. Harry? – Zgadzam się na wszystko, tylko proszę szybko. Zaraz umrę z głodu! – Nie panikuj, człowiek bez jedzenia potrafi wytrzymać trzy tygodnie, nic ci nie będzie. Dobra, więc lecimy na Oxford. – Dojechaliśmy na parking, który znajdował się niedaleko wybranej przez nas ulicy. Louis zdążył tylko uchylić tylko drzwi gdy usłyszeliśmy piski i krzyki – Patrzcie, to Louis i Harry z One Direction! – zawołała jedna z dziewczyn wskazując palcem na nasz samochód – O mój Boże! To naprawdę oni! – zawołała inna, a po chwili kilkanaście dziewczyn otoczyło nasze auto – Ups, ewakuacja – powiedział cicho Lou, który ze sztucznym, ale miłym uśmiechem machał do dziewczyn – Ciekawe jak mam to zrobić?! Porozjeżdżać je? One są wszędzie! – Zaczęłam panikować, a dziewczyny które stukały o szyby wcale mi nie pomagały – Olii spokojnie. Wrzuć wsteczny bieg i pomalutku cofaj. Odsuną się, zaufaj mi – powiedział Louis, a ja posłusznie wykonałam jego polecenia. Wrzuciłam wsteczny i powoli puszczałam sprzęgło – Udało się! Odsuwają się od samochodu! – zawołałam radośnie. Wyjechaliśmy na ulicę i z piskiem opon ruszyliśmy przed siebie. Widziałam, że dziewczyny biegły za nami, ale odpuściły, bo jechałam za szybko. Po kilkunastu sekundach fanki zniknęły z naszego pola widzenia – Wow, widzę, że nasz album stał się bardzo popularny przez te dwa i pół miesiąca które nas tu nie było. Jestem w szoku – Powiedział Harry, a jego wielkie oczy nadal wpatrywały się w krajobraz za szybą – Ja też. Zanim wyjechaliśmy nie było szału w sprzedaży, a teraz każda z dziewczyn trzymała w rękach naszą płytę. Super! – powiedział szczęśliwy Louis. – Ale z was gwiazdy, chłopaki – zaśmiałam się – Może i gwiazdy, ale cholernie głodne. Co robimy? Oli wymyśl coś – powiedział prawie błagalnym głosem loczek – To może ten Westfield? Zjemy tam coś, kupimy Louisowi trochę ubrań, skoczymy do Morrisona, albo Tesco po zakupy. I to wszystko w jednym budynku. Może być? – Ja zgadzam się na wszystko – odpowiedział Hazza – Ja też, tylko zjedzmy coś wreszcie – dodał Lou.

Wjechaliśmy na parking Westfielda, który znajdował się na dachu budynku. Zjechaliśmy ruchomymi schodami na piętro handlowe i od razu skierowaliśmy się do kącika z restauracjami. Centrum było pełne ludzi, ale nikt nie zwracał na nas zbytniej uwagi. Od czasu do czasu tylko jakaś dziewczyna szturchała drugą i wskazywała na nas znacząco głową, po czym obie wlepiały w nas rozmarzone oczy i bez słowa przechodziły dalej. I to mi się podoba. Spokój i brak histerycznych reakcji na widok moich przyjaciół. Postanowiliśmy, że zjemy coś w KFC. Od rana zaczynamy od fastfoodów, ale co mi tam. Chłopcy się uparli, są już bardzo głodni, ja zresztą też więc przystałam na ich propozycję. Miła dziewczyna za ladą uśmiecha się do chłopaków i aż błaga ich wzrokiem, aby złożyli swoje zamówienie u niej i odezwali się swoimi boskimi głosami. – Dzień dobry – powiedział miło loczek – Dzień dobry! – dziewczyna prawie zapiszczała z ekscytacji, po czym zmieszała się, zakaszlała teatralnie i ponownie się odezwała – Co panom podać? – zapytała już normalnym tonem – Więc dla mnie będzie kubełek mieszany, duże frytki i napój z dolewką. Dla kolegi to samo tylko kubełek bez kurczaków kentucky. A dla naszej pięknej damy… – Harry spojrzał na mnie – Hmm… niech będzie kanapka z kurczakiem, średnia sałatka i sok pomarańczowy – powiedziałam. Dziewczyna jeszcze raz przeczytała nasze zamówienie, aby upewnić się, że wszystko się zgadza. Chłopaki zapłacili i odebrali jedzenie. Zaczęliśmy rozglądać się za wolnym stolikiem. Na daremne, lokal był wypchany po brzegi – No to pięknie – Louis rozłożył bezradnie ręce – Przepraszam – odwróciliśmy się ponownie w stronę lady, dziewczyna która przyjmowała nasze zamówienie uśmiechała się do nas – Tak? – zapytał Louis – Widzę, że macie problem z znalezieniem wolnego miejsca. Mogę wam zaproponować stolik w naszym Vip roomie. Co wy na to? – Jest pani wielka! Bardzo dziękujemy – powiedział loczek – Więc proszę za mną. I nie jestem żadna pani, tylko Megg. – Zaprowadziła nas do drzwi, które znajdowały się na samym końcu lokalu. Była na nich złota gwiazda i wielki napis ‚ONLY Vip’ – Sorry chłopaki, poczekam za drzwiami, to pomieszczenie tylko dla vipów. – zażartowałam – A myślisz, że dzięki komu dostaliśmy ten stolik? Dzięki jakiemuś Stylesowi i Tomlinsonowi? To twoja zasługo panno Pamelo Anderson! Już sobie wyobrażam co skrywasz pod tą bluzką – Ja ci dam Pamelę! – uderzyłam loczka w ramię i zaczęliśmy się śmiać. W tym czasie dziewczyna otworzyła kluczem zamek w drzwiach i szeroko je przed nami otwarła – Dzięki Megg – powiedział Lou, a dziewczyna lekko zarumieniła się na dźwięk swojego imienia – Proszę bardzo. Mogę mieć do was prośbę? – Co tylko sobie wymarzysz – czarował Hazza – Zdjęcie i autograf? zapytała nieśmiało – Z wielką przyjemnością – odpowiedzieli chłopaki. – Pomogę – powiedziałam biorąc telefon dziewczyny. Włączyłam w nim aparat, chłopcy ustawili się do zdjęcia. Przytulili Megg, która stała w środku. – Gotowi? Trzy, czte-ryy – Cziiiiiiiiss – powiedzieli chłopaki uśmiechając się pięknie. Złożyli swoje podpisy na serwetce; bo był to jedyny papier jaki dziewczyna miała pod ręką. Podziękowała ładnie i wyszła, a my rzuciliśmy się na jedzenie – Kocham swoją pracę i piękne kobiety, ale to jedzenie przebija wszystko – zażartował Harry, cały czas wpychając sobie do ust kawałki kurczaka. Swoją drogą jeden kubełek jest przeznaczony dla dwóch, trzech osób. Nie wiem, gdzie oni to mieścili. Zajadaliśmy się naszym „zdrowym i pożywnym” śniadaniem, gdy zadzwonił telefon Harrego – Halo? – powiedział przełykając kęs, który właśnie miał w buzi – A to ty! Cześć Li, co tam? … U nas też okej … nie, nie odbiera, bo rozładował mu się telefon, a nie ma ładowarki … Co takiego?! … Co ty gadasz? Dzisiaj? – zapytał zdziwiony i szczęśliwy, a my z Lou staraliśmy się dosłyszeć co takiego mówi Liam, niestety bez skutku. – Tak zauważyłem, że świetnie się sprzedaje i jesteśmy bardziej popularni… Ach więc to dlatego. Ale czad! Do wieczora, pa! – zakończył rozmowę – Co się stało? – zapytałam od razu ciekawskim głosem – A nic takiego, głupoty – odpowiedział udając znudzonego i zrobił łyk Coli – Nie drocz się ze mną, powiedz, proszę – powiedziałam słodko mrugając oczami – No dobrze. Tak jak już dziś zdążyliśmy zauważyć nasza popularność na Wyspach bardzo się zwiększyła. Fani z Brytanii czekali na nasz przyjazd do domu, zrobili akcję na facebooku, coś o naszym koncercie na przywitanie i że chcą nas usłyszeć na żywo. Zebrali trzy miliony like’ów! Wyobrażacie to sobie?! Nie możemy odmówić. Dziś na Atlas Arenie o 21:00 gramy dla nich koncert, a ci którzy nie mogą być z nami osobiście, mogą obejrzeć nasz występ on-line, na naszej stronie internetowej. Transmisja pójdzie na cały świat! Ale się cieszę! – mówił podekscytowany, Louis też bardzo się ucieszył – Dacie czadu chłopaki! – Jak zawsze – odpowiedział cwaniacko Lou – Okej, kończymy śniadanie i lecimy na zakupy. Nie mam dziś w czym wystąpić – dodał. Dokończyliśmy śniadanie i ruszyliśmy w stronę sklepów z ciuchami i butami. Poszło nam nawet szybko. Dwie godziny i dziesięć sklepów później Lou miał już trzy pary spodni w swoich podstawowych kolorach: czerwone, niebieskie i beżowe; siedem koszulek, oczywiście wszystkie w paski; dwie pary butów; jedną parę awaryjnych skarpet, bo i tak chodzi bez; kilka par bokserek oraz szelki. Kupił też sobie kilka kosmetyków: perfumy, akcesoria do golenia, jakiś krem do twarzy, gumę i lakier do włosów. Wstąpiliśmy też na szybkie zakupy do Tesco. Braliśmy z półek to co wpadło nam w ręce. Soki, bułki, warzywa, owoce, mrożonki, mięso. Zapakowaliśmy wszystko do samochodu. Louis prowadził, ja jakoś opadłam z sił i nie miałam na to ochoty. Odwieźliśmy Harrego do domu, aby mógł przygotować się do wieczornego koncertu. My również zaczęliśmy jechać w stronę mojego mieszkania.
_______________________________
udało mi się coś napisać. Wyjeżdżam
jutro na weekend więc nowy rozdział
pojawi się pewnie około poniedziałku.
Pisałyście mi, abym dodawała w notkach
przybliżoną datę w której pojawi się nowy
rozdział. Niestety ciężko mi to określić,
bo sama nie znam dnia, ani godziny :)
buziaki, miłego weekendu ♥ ♥ ♥