Archiwum dla Kwiecień, 2012

Rozdział 66.

Noc minęła mi bardzo niespokojnie. Budziłam się co godzinę modląc się, aby jeszcze nie było rana. Bałam się konwersacji z Louisem. Co mam mu powiedzieć? Zaciskam mocno oczy bojąc się, że gdy je otworzę zobaczę za oknem słońce. Tak też się stało, już świta. Niech to szlag. Sprawdzam godzinę na telefonie, jest 9:30. Nie najgorzej, Lou wie, że jestem śpiochem więc poudawałabym dalej, że śpię. Jest jednak problem… strasznie chce mi się siku. Cichutko otwieram drzwi pokoju i wchodzę do łazienki. Korzystam z ubikacji i biorę prysznic. Zakładam na siebie luźne ciuchy i wychodzę do przedpokoju. Rozsądek mówi mi, aby uciekać do pokoju i siedzieć w nim, aż Lou sam do mnie zapuka, ciekawość zaś karze zajrzeć do salonu i sprawdzić co robi chłopak. Ciekawość wygrywa. Cichutko, na paluszkach podchodzę do drzwi. Loui jeszcze śpi. Nie dziwi mnie to, wczorajszy dzień był dla niego naprawdę męczący. W sumie to ostatnie dwa i pół miesiąca w trasie po europie nie było wcale lepsze. Dziś pierwszy dzień w którym chłopak może wreszcie wypocząć i się wyspać. Wygląda słodko. Jest przykryty pod samą szyję i przytula małą poduszkę. Uśmiecham się pod nosem na jego widok. Skoro śpi, mogę trochę ogarnąć mieszkanie. Na stole stoją talerze i kubki po wczorajszej kolacji. Zabiorę je tylko do kuchni i wrzucę do zmywarki, a włączę ją później. Biorę więc cichutko naczynia i zabieram je do kuchni. Udało się, Lou nawet nie drgnął. Otwieram zmywarkę i delikatnie wkładam do niej naczynia. Talerze, kubki, jeszcze tylko sztućce i… widelec wypadł mi z ręki i z hukiem uderzył o kafelki w kuchni. Zamarłam. Obudzi się czy nie obudzi? W ciszy i bezruchu nasłuchuję czy Lou jakoś zareaguje – Oliwia? – Usłyszałam zaspany głos wołający z salonu. Nie udało się, po co ja sprzątałam te naczynia? Porządków mi się zachciało. Złapałam się za czoło, ścisnęłam je ręką z całej siły i zamknęłam oczy – Tak? – zapytałam niepewnym głosem – Wszystko okej? – Tak okej, śpij dalej – zawołałam i podniosłam z ziemi ten przeklęty widelec. Miałam nadzieję, że chłopak posłucha mojej rady. Nie mogłam się bardziej mylić, zdążyłam tylko odwrócić się w stronę zmywarki, gdy usłyszałam kroki i wesoły głos Louisa – Dzień dobry piękna! – odwróciłam się w stronę drzwi do kuchni. Lou stał w nich i uśmiechał się do mnie promiennie. Patrzył na mnie swoimi malutkimi, spuchniętymi od snu oczkami. Wyglądał na wypoczętego, włosy niesfornie odstawały mu na wszystkie strony. Miał na sobie swoje spodnie i moją koszulkę w której spał. – Przepraszam nie chciałam cię obudzić – odezwałam się w końcu – Nic się nie stało. Dobrze, że mnie obudziłaś. Już nie mogłem się doczekać rana, aby z tobą porozmawiać. – Pewnie o tym co będzie na śniadanie głodomorze. Niestety nie mam już niczego. Pójdziemy coś zjeść na miasto – udawałam, że nie wiem o co chodzi, starając się zmienić temat, niestety nie udało się – Dobrze wiesz, że nie o to mi chodzi. Chodzi mi o wczorajszy wieczór… – ah o to! – przerwałam mu, dalej udając, że nie wiem o czym chce rozmawiać – Nie musisz już dziękować, od tego się ma przyjaciół – Lou przewrócił oczami – Olii… nie bądź głuptasem. Jasne, dziękuję za wczoraj, ale to nie o to chodzi. Dobrze wiesz, że chodzi mi o ten wczorajszy pocałunek – Tak wiem, wiem. – Więc? – zapytał – Więc co? – No co będzie dalej z nami? Widzę, że to będzie ciężki temat. Może usiądziemy? – Okej – odpowiedziałam. Usiedliśmy przy stoliku w kuchni. Nalałam sobie soku do szklanki, wbiłam w nią tępo wzrok i nerwowo obracałam. Lou przyglądał się mi z zaciekawieniem i niecierpliwością – Dobra to może ja zacznę, bo widzę, że na ciebie się nie doczekam – Spojrzałam na niego uśmiechając się delikatnie. – Chcę, żebyś wiedziała, że traktuję ten pocałunek bardzo poważnie. Już myślałem, że to będzie początek… no wiesz nasz nowy początek, ale sądząc po twojej reakcji to raczej się myliłem. – Ja też ten pocałunek traktuję… – mój monolog przerwało głośne pukanie i dzwonienie do drzwi. Moje wybawienie – Otworzę! – zawołałam i szybko stałam od stołu – Oliwia, zostaw… – usłyszałam głos Louisa, ale nie zwracałam na niego uwagi tylko wesołym krokiem biegłam w stronę drzwi. To pewnie jakiś domokrążca, ale to nie ma znaczenia. Najważniejsze, że mam chwilę czasu, aby pomyśleć nad tym co powiedzieć Louisowi.

Z uśmiechem na ustach otwieram drzwi. Uśmiech staje się jeszcze szerszy gdy zobaczyłam kto za nimi stoi – Harry! – Cześć mała – odpowiedział loczek i mocno mnie przytulił – Tęskniłem – dodał – Ja też – Lou jest u ciebie? – Tak jest w kuchni – Mogę? – Proszę bardzo – powiedziałam odsuwając się nieco od drzwi i wskazując ręką, aby Harry wszedł do środka. Ściągnął szybko buty i pobiegł do kuchni – Cześć Lou – Cześć młody – chłopaki przytulili się na przywitanie – Przepraszam, że nie mogłem ci pomóc, tak strasznie mi przykro – mówił Harry dalej ściskając Louisa – Nic się nie stało, to nie twoja wina – Przyglądałam się im uważnie. Nie jeden mógłby im zazdrościć takiej bezgranicznej przyjaźni. Byli sobie tak bliscy, myślałam, że będę zazdrosna o Louisa, ale loczek przytulał go jak brata i właśnie taką relację można było między nimi wyczuć. Czyli jednak Harry nie jest gejem? Albo świetnie się maskuje. Nieważne, najważniejsze, że Lou ma kogoś, na kim może zawsze polegać. W trójkę usiedliśmy do stołu – Kiedy przyleciałeś? – zapytał Lou – Godzinę temu. Odwiozłem tylko walizkę do domu i od razu przyjechałem tu – Jesteś najlepszy – uśmiechnął się do loczka, na mojej twarzy też mimowolnie pojawił się uśmiech – Skoro jesteśmy już tu we trójkę to mam do was prośbę. Harremu już o tym mówiłem, tobie Oli nie zdążyłem, bo nie miałem wczoraj do tego głowy – uśmiechnął się łobuzersko – Chodzi o to, żebyście nie mówili chłopakom o tej wczorajszej akcji. Będą się tylko martwić i obwiniać, a to bez sensu. Wszyscy strasznie czekaliśmy na powrót do domu. Nie chciałem wczoraj do nich dzwonić i prosić ich o pomoc. Niall i tak był w Irlandii, Zayn bardzo cieszył się na spotkanie z rodziną, jego dziadek miał osiemdziesiąte urodziny, a chłopak jest bardzo rodzinny. Liam od pięciu ostatnich dni opowiadał tylko o tym, że spotka się z Viki – Zwrócił się do Harrego – Tylko ty wiedziałeś o co chodzi, przepraszam, nie powinienem cie martwić, tym bardziej, że wiedziałem, że wyjeżdżasz. Więc tak jak mówiłem, proszę, żebyście im o tym nie wspominali – Już ci mówiłem, że to największa głupota jaką słyszałem i powinieneś od razu zadzwonić do któregoś z chłopaków, ale okej. Szanuję twoją decyzję choć niema żadnego sensu, niech ci będzie. – Lou spojrzał na mnie pytająco – Mam te same zdanie co Harry. Większego idiotyzmu nie słyszałam, przyjaciele powinni sobie pomagać, ty też chciałbyś im pomóc gdyby byli w twojej sytuacji, ale okej, to twoja decyzja – Dziękuję bardzo – uśmiechnął się – Co teraz? Idziemy na śniadanie? – zapytałam – Jestem za! Muszę kupić sobie kilka ubrań, nie wziąłem ze sobą niczego, a jeszcze jakiś czas nie chcę wracać do domu. Znalazłem w spodniach kartę do bankomatu. Chłopaki śmiali się ze mnie, że to bezsensu mieć dziesięć kart do jednego konta bankowego. Wiedziałem, że kiedyś się przydadzą! – oznajmił zadowolony z siebie – Nie musisz kupować nowych ubrań. Ja ci dam moje. Skoro będę dzielić z tobą pokój, mogę też dzielić z tobą garderobę. I tak podwijasz nogawki wszystkich spodni do kostek, nie podpadnie, że są za długie – Jak to z tobą? – zapytałam zdziwiona – Przecież mówiłem, że przez jakiś czas nie wracam do domu. Zatrzymam się u Hazzy – oznajmił Lou – A ja? – Przecież nie mogę ci się walać po salonie. I tak już dużo dla mnie zrobiłaś, nie będę cię wykorzystywać – Ma rację – dodał Harry – Zaraz, zaraz! Ja znalazłam go pierwsza! Znajdź sobie swojego bezdomnego, ten jest mój. Lou zostaje u mnie – powiedziałam do loczka, a Lou szeroko się uśmiechnął – Ale… – zaczął Hazza – Żadnego ale, on zostaje u mnie i kropka. Chyba, że nie chcesz? – zwróciłam się do Louisa – Oczywiście, że chcę. O ile nie będę przeszkadzać – Będziesz, ale to nieważne – zażartowałam i pokazałam mu język – Jak wolisz – dodał Harry obojętnym tonem – Więc ustalone. A teraz na miasto. Umieram z głodu. Zjemy coś i zrobimy zakupy, bo moja lodówka świeci pustkami. Mam nadzieję, że pójdziesz z nami – zwróciłam się do loczka – Jeśli to nie problem – uśmiechnął się – Idę się przebrać, wracam za dziesięć minut i jedziemy – Czekamy – odpowiedzieli chłopaki. Wyszłam z kuchni do sypialni, przebrałam się, ułożyłam włosy, zrobiłam lekki make up i dołączyłam do chłopaków, którzy żywo o czymś dyskutowali. – Jestem gotowa – Super, więc lecimy. Zaczyna burczeć mi w brzuchu – powiedział Harry. Zeszliśmy na dół, wsiedliśmy do mojego samochodu i odjechaliśmy w stronę centrum.
____________________________________
wybaczcie, że tak późno, ale jakoś opornie
mi dzisiaj szło :( dobrej nocki, a już jutro
piątek, piątek weekendu początek!
cieszycie się? buziaki, dobrej nocki ♥

♥ ♥♥

buziaki :* biorę się za 66 :)) jeszcze dziś się coś pojawi ♥ ♥ ♥

Rozdział 65.

- Zapraszam – powiedziałam szeroko otwierając drzwi przed Louisem, a on wszedł do środka, usiedliśmy w salonie. Przyniosłam kołdrę z sypialni i podałam ją chłopakowi, a on szczelnie się nią przykrył. – Czekaj, zrobię ci herbaty i dokończysz mi swoją opowieść – Bardzo chętnie – odpowiedział. Przyniosłam mu duży kubek herbaty, a on od razu zrobił wielki łyk. Taak Lou i ta jego ulubiona Yorkshire Tea – Już mi cieplej. Na czym skończyłem… ah tak. Więc po jakiejś godzinie siedzenia w pokoju i słuchania tych krzyków przez ścianę, wybiegłem w domu. Dopiero gdy rozmawiałem z tobą zrozumiałem, że nie zabrałem z sobą niczego oprócz telefonu z prawie wyczerpaną baterią. Swoją drogą to bardzo przykre. Zna mnie prawie cała Europa, ale oprócz chłopaków i ciebie nie mam nikogo kto mógłby mi pomóc. – Lepiej mieć kilku oddanych przyjaciół niż cały sztab fałszywych. Ale zaraz, zaraz… nie jadłeś nic od rana? – No… nie miałem okazji – powiedział zmieszany – Loui, z tobą jak z dzieckiem! – przewróciłam oczami – Dlaczego nic nie powiedziałeś głuptasie? – I tak bardzo mi pomogłaś, nie chciałem cie bardziej wykorzystywać – Lou… – uśmiechnęłam się i podeszłam do lodówki – Co prawda nie mam niczego świeżego, ale mogą być mrożone zapiekanki? – zawołałam z kuchni – To moje ulubione danie! – zaśmiał się Lou. Wyciągnęłam cztery zapiekanki z zamrażalnika, włożyłam je do piekarnika i wróciłam do salonu. Usiadłam obok Louisa, a on patrzył na mnie uśmiechnięty – No co? Mam coś na twarzy? – zapytałam zmieszana i zaczęłam poprawiać włosy i przecierać buzię dłonią – Nie, wszystko jest w porządku. – Więc dlaczego mi się tak przyglądasz? – Bo nie mogę uwierzyć, że przyleciałaś tu specjalnie dla mnie i że cie mam. Bardzo się cieszę, że cie poznałem, nie zasługuję na ciebie – Zarumieniłam się. To niemożliwe. Przecież znamy się już tyle czasu, a peszą mnie jego słowa – Czy ty się rumienisz? – Wcale nie! – odpowiedziałam szybko – Jak nie? Widzę to! Taka z ciebie mądrala, a zawstydzam cię tym co mówię! Przyznaj się! – Oj dobrze, już cicho – powiedziałam i przytuliłam się do niego, oparłam policzek na jego ramieniu, tak aby nie widział mojej czerwonej twarzy – Tak, peszą mnie twoje słowa. Nie wiem co się ze mną dzieje, tak na mnie działasz – Oj nie chcesz wiedzieć, jak ty działasz na mnie – Jak? – zapytałam ciekawskim tonem i popatrzyłam na niego – Wolę nie opowiadać, bo wtedy dopiero zrobisz się czerwona, mnie te myśli zresztą też hmm… rozpalają – uśmiechnął się cwaniacko – Lou! Uspokój się – uderzyłam go w ramię – Sorry skarbie, taka prawda – wzruszył ramionami uśmiechając się pięknie i znowu mnie przytulił – Stęskniłem się za tobą – Ja za tobą też. Martwiłam się o ciebie. Gdy zadzwonił Harry… o boże! – odskoczyłam od chłopaka – Co się stało? – zapytał wystraszony – Miałam do niego zdzwonić, zupełnie o tym zapomniałam – wybrałam numer loczka – Cześć Oli, co z Louisem? Już myślałem, że o mnie zapomniałaś – Nie zapomniałam. Wszystko w porządku, znalazłam go w parku. Teraz siedzimy u mnie w salonie i czekamy na zapiekanki. O niee… zapiekanki! Muszę kończyć, dam ci Louisa, bo zaraz nasza kolacja spłonie w piekarniku! – Dzięki za telefon, trzymaj się! – Pa! – pożegnałam się z Harrym. – Łap gwiazda! – powiedziałam do Lou i rzuciłam mu telefon. Pobiegłam do kuchni i wyciągnęłam jedzenie z piekarnika na talerz. W samą porę, na szczęście nic się nie spaliło. Wyciągnęłam keczup z lodówki i poszłam do salonu. Lou właśnie skończył rozmawiać z Harrym. – Podano do stołu, smacznego – zaśmiałam się – Mmm. Dziękuję bardzo – Zjadłam jedną zapiekankę, Louis zjadł trzy. Musiał być naprawdę głodny – Dziękuję za kolację – Proszę bardzo – odpowiedziałam – Może wrócimy do momentu w którym przerwaliśmy naszą rozmowę, przed telefonem do Harrego? – A o czym rozmawialiśmy? – Nie wiem, ale przytulaliśmy się – chłopak uśmiechnął się łobuzersko, a ja znowu poczułam ciepło na twarzy i wiedziałam, że za trzy sekundy będzie ona koloru keczupu na mojej niedojedzonej zapiekance. Co się ze mną dzisiaj dzieje? Czuję się jak dziewczynka z podstawówki do której zagadało najfajniejsze ciacho w szkole! Szybko wtuliłam twarz w ramię Louisa, aby tego nie dostrzegł – I to mi się podoba – powiedział ściskając mnie jeszcze mocniej. Byliśmy tak blisko siebie, że czułam spokojne bicie jego serca na mojej klatce piersiowej. Od jego ciała bił lekki chłód, który wydawał się zanikać z sekundy na sekundę gdy byliśmy razem. Nie potrzebowaliśmy żadnych słów, było idealnie. Już dawno nie czułam się tak błogo i spokojnie. Delikatnie złapałam go za włosy i przysunęłam jego głowę jeszcze bliżej mojego ramienia. Bardzo się mu spodobało, bo wykonał tą czynność bez żadnych zastrzeżeń, po czym czule pocałował mnie w szyję. Moją twarz znowu oblał rumieniec. Uspokój się dziewczyno! Czas się ogarnąć. Gdy poczułam, że moja twarz ma znów normalną temperaturę i kolor oderwałam się wreszcie od Louisa – To był dzień pełen wrażeń. Najwyższa pora wziąć prysznic i spać. Ja już też ledwie widzę na oczy – powiedziałam – Smutno mi to przyznać, ale masz rację. Idź pierwsza do łazienki, a ja w tym czasie wypiję jeszcze jedną, gorącą herbatę, okej? – Okej – wstałam z kanapy, zabrałam z sypialni piżamę i weszłam do łazienki.

Wzięłam szybki prysznic, umyłam włosy i gotowe. Gdy wyszłam do salonu Loui właśnie kończył swoją herbatę. – Wolne – powiedziałam – Już idę – odpowiedział chłopak po czym zrobił ostatni łyk herbaty i odstawił pusty kubek na stół. Poszedł do łazienki, a ja do sypialni. Wzięłam z niej poduszkę i koc, aby pościelić Louisowi łóżko w salonie. Przyniosłam z kuchni butelkę wody mineralnej, na wypadek gdyby chłopakowi zachciało się pić w nocy, jeszcze tylko mała poduszka na środeczek i gotowe. Właśnie miałam wychodzić z salonu, gdy w drzwiach stanął Louis. Miał na sobie tylko bokserki. Mokre włosy przykrywały jego czoło, a na jego opalonej klatce piersiowej można było dostrzec kilka kropelek wody. Wyglądał bosko. Przyglądałam mu się tak przez chwilę, na szczęście jakoś otrząsnęłam się z pierwszego szoku i odezwałam do niego spoglądając w podłogę, aby lepiej się skupić na tym co mówię – No… więc łóżko masz gotowe. Przyniosę ci jakoś koszulkę do spania, żebyś nie zmarzł w nocy.  – Podniosłam głowę do góry, a on pięknie się uśmiechnął – Okej, więc czekam – Na co? – zapytałam i rozkojarzona nadal wpatrywałam się w jego idealne ciało, śledząc każdy centymetr od dołu, aż ku górze, zatrzymując się chwilę na ‚ważniejszych’ częściach. – Oliwia? – Jego pytający głos sprowadził mnie na ziemię – Tak? – zapytałam zmieszana skupiając się na jego twarzy – Troszkę mi zimno. Czekam. – Ale na co? – Starałam się przypomnieć, o czym rozmawialiśmy wcześniej, ale przed oczami miałam tylko jego mokre ciało – No na tą koszulkę do spania – Ah tak – odpowiedziałam łapiąc się za czoło. Ale wstyd, znowu robię się czerwona. Z mojej twarzy można dziś czytać wszystkie emocje jak z kartki. Zaczyna mnie to wkurzać i krępować – To wszystko przez te zmęczenie, przepraszam – Palnęłam pierwszą lepszą wymówkę, która przyszła mi do głowy. – Tak, oczywiście, przez zmęczenie – uśmiechnął się triumfalnie, dobrze wiedział dlaczego straciłam głowę. Opuściłam wzrok na dół, szybkim krokiem minęłam Louisa i poszłam do sypialni po obiecaną koszulkę. Za zwyczaj jestem taka pewna siebie i nie peszą mnie zbytnio, ani nie poruszają nagie, męskie ciała czy docinki ze strony facetów, ale dziś cały wieczór Louis działa na mnie jak magnes. Może to dlatego, że dawno nie byłam z nim sam na sam tak blisko. Co to ja…? ah koszulka! Uderzam się otwartą ręką w czoło i sięgam do szafy po szeroką koszulkę z napisem ‚I <3 Warsaw’, w której sama niekiedy śpię. – Proszę – wróciłam do salonu i rzucam nią trafnie w stronę Louisa, który oczywiście zwinnym ruchem ją złapał – Dziękuję – odpowiedział chłopak ubierając ją na siebie. – Potrzebujesz czegoś jeszcze, czy mogę iść spać? – A bajeczka na dobranoc? – zapytał robiąc smutną minkę – Albo lepiej buziaczek – uśmiechnął się pięknie i podszedł do mnie stając twarzą w twarz – Więc jak? – Więc dobrej nocki panie Tomlinson – chciałam dać mu buziaka w policzek, ale chłopak odwrócił twarz tak, że pocałowałam go w usta. Powinnam jakoś zareagować, ale nie mogłam. W sumie to raczej nie chciałam. Nie odsunęłam się od niego, więc chłopak odebrał moje zachowanie jako przyzwolenie na kolejny krok. Nieśmiało, jakby bojąc się mojej reakcji objął mnie, przysunął do siebie i zaczął delikatnie całować. Zamknęłam oczy i stałam jak zamrożona, nie mogłam się ruszyć, czułam się jak podczas pierwszego pocałunku. Po chwili jednak mimowolnie zaczęłam hm… ‚współpracować’ z Louisem i odwzajemniłam jego pocałunek, ku jego wielkiej radości. Poczułam na swoich wargach jak jego usta rozszerzają się w wielkim uśmiechu, a później ponownie zbliżają się do moich muskając je delikatnie. Rozsądek wziął jednak górę nad emocjami i odskoczyłam od chłopaka jak poparzona, a on spojrzał na mnie z smutną, zmieszaną, ale i zdziwioną miną – Coś nie tak? – zapytał niespokojnym głosem – Nie Lou, ale nie możemy… nie powinniśmy tego robić. – Dlaczego? Przecież chcesz tego, widzę to i czuję. Chcesz mnie, a ja ciebie. Więc w czym problem? – Wiesz, jeszcze nie pozamykałam wszystkich spraw… – Niech zgadnę – przerwał mi – Ta spraw mieszka w Polsce i nazywa się Maciek. Zgadza się? – Nie chcę o tym teraz rozmawiać. Pogadamy jutro, dobranoc – powiedziałam szybko i odwróciłam się na pięcie – Ale Oli! – usłyszałam głos Louisa za plecami, jednak nie zwróciłam na to uwagi tylko gnałam do swojej sypialni i szybko zamknęłam za sobą drzwi. Oparłam się o nie plecami i zaczęłam rytmicznie uderzać o nie głową. Z mojej twarzy nie schodził uśmiech. Ty wariatko, on ma cie w garści, zrobisz dla niego wszystko!