Archiwum dla Kwiecień, 2012

Rozdział 61.

Wystraszona otwieram oczy. Co to za huk? Próbuję ogarnąć co się dzieje, za oknami półmrok. Chyba coś mi się przyśniło. Obracam się na drugi bok i znowu ten huk, tym razem słyszę wyraźnie, że to głośne pukanie do drzwi. Wkurzona wstaję jednym szybkim ruchem i kieruję się w stronę drzwi. Jeśli to room service to obiecuję, że uduszę te babki tymi ich czystymi ręczniczkami. Nerwowo otwieram drzwi, a za nimi stoi Louis – Śpisz? – zapytał – Nie Lou, nie śpię. Pływam sobie. Co to za idiotyczne pytanie? Oczywiście, że śpię! Jest jeszcze ciemno! – odpowiedziałam prawie krzycząc, chłopak bardzo się zmieszał. – Dobrze, już sobie idę. Przepraszam. Nie denerwuj się. – Nie to ja przepraszam. Już się ogarniam. Coś się stało? – zapytałam już całkiem innym tonem – Nie to głupie, nie powinienem tu przychodzić. – Bo zaraz naprawdę się wkurzę. Jeśli już mnie obudziłeś to mów o co chodzi. – Bo wiesz, nie mogę spać. Chciałem pooglądać telewizor, ale Harry wyrzucił mnie za drzwi, więc może… no może mógłbym posiedzieć u ciebie? – Wchodź – powiedziałam odsuwając się w bok, a chłopak wszedł do środka. – Zwariuję z tobą. Masz ten pilot, tylko nie ma być za głośno zrozumiano? – Tak mistrzu. Dziękuję. Gdyby był salon tak jak w L.A to nie zawracałbym nikomu głowy. Muszę o tym wspomnieć Andiemu. – Koniecznie. Dobranoc – powiedziałam i położyłam się do łóżka. – Jak to dobranoc? To nie oglądasz ze mną? – Chyba śnisz. Jest 5:30, chcę spać – powiedziałam – Okej, już się zamykam – Lou włączył telewizor, ściszył go praktycznie do minimum i usiadł obok mnie na łóżku opierając się plecami o jego wezgłowie. Ja ułożyłam się wygonie i szybko zasnęłam.

Obudziło mnie pukanie do drzwi. Znowu… Muszę sobie załatwić zawieszkę na drzwi: Nie przeszkadzać! Moje myśli jednak szybko zeszły na inne tory. Dopiero teraz doszło do mnie, że mocno przytulam Louisa i praktycznie na nim leżę. Podnoszę głowę do góry, a on nieziemsko się do mnie uśmiecha – Dzień dobry – powiedział słodko – Dzień dobry – odpowiedziałam zdezorientowana, odsunęłam się od niego i usiadłam na łóżku. – Przepraszam, sama nie wiem jak to się stało – Cała przyjemność po mojej stronie – uśmiechnął się. Znów pukanie, całkowicie zapomniałam, że ktoś czeka za drzwiami. – Proszę! – zawołałam, a do pokoju weszła Viki – Przyszłam się pożegnać, za godzinkę mam samolot – Dlaczego mnie wcześniej nie obudziłaś, pojechałabym z tobą na lotnisko – Nie trzeba. Li mnie zawiezie, cześć mała, będę tęsknić – powiedziała przyjaciółka i przytuliła mnie mocno – Ja za tobą też. Do zobaczenia wkrótce! – Mam nadzieję, wracaj już do Londynu. – Wrócę nie martw się – Viktoria podeszła do Louisa, również przytuliła go na pożegnanie i wyszła. – Czas się ogarnąć i spakować – powiedziałam – A później jakiś obiad co? Przyjdę po ciebie za godzinkę. Pasuje? – Świetnie, więc do zobaczenia za godzinkę. – Lou wyszedł z pokoju. Ja wzięłam szybki prysznic i spakowałam swoje rzeczy. Później poszliśmy razem z chłopakami coś zjeść do hotelowej restauracji. Harry nie odezwał się do mnie nawet słowem choć siedzieliśmy przy jednym stole i do tego naprzeciw siebie. Powiedział tylko krótkie ‚cześć’ i tyle. Co chwilę spoglądał na mnie dziwnym, chyba nawet smutnym wzrokiem. Czyżby był aż tak zazdrosny o Louisa? Coś go gryzło i tym czymś byłam ja. Nie powiem, żebym płakała z tego powodu, ale było mi trochę przykro, że tak mnie olewa, w końcu to mój przyjaciel. Po jakimś czasie dołączył do nas Liam. Zjedliśmy obiad i ruszyliśmy na miasto.

Weszliśmy do kilku sklepów, obowiązkowo zrobiliśmy sobie zdjęcia pod Bramą Brandenburską : symbolem Niemiec i niestety na nic więcej nie wystarczyło czasu. Zadzwonił Andy i powiedział chłopakom, że wywiad w radio zaczyna się jednak o 14:00, a nie jak wcześniej było zaplanowane o 15:00. Udało nam się złapać taksówkę i byliśmy na miejscu piętnaście minut przed wejściem na antenę. Chłopaki dostali listę tematów i pytań, aby się trochę przygotować. Kilka minut po 14:00 chłopaki zaczęli wywiad kultowym już – Hi! I’m Harry, I’m Louis, I’m Zayn, hi here’s Liam, I’m Niall and we are One Direction! – Wywiad chłopaków trwał prawie dwie godziny. Każdy z nich puścił swoją ulubioną piosenkę. Opowiadali między innymi o fanach i trasie koncertowej. Ja w tym czasie siedziałam na sofie za szybą, obserwowałam i słuchałam ich wypowiedzi. Wyszliśmy z radia kilka minut przed godziną 16:00 i prawie biegliśmy do studia niemieckiej Vivy, które znajdowało się dwie ulice dalej. O 16:15 chłopaki wchodzili na żywo. Jakiś cudem udało nam się zdążyć. Makijażystki szybko poprawiły fryzury chłopaków, przypudrowały ich nieco. 3, 2, 1 i wchodzimy. Na ustach chłopaków jak na zawołanie pojawiły się wielkie uśmiechy. Podziwiam ich. To co robią przerosłoby każdego. Żyją w biegu, w ciągłym blasku fleszy i kamer, a jednak starają się dobrze bawić, aby nie zawieźć swoich fanów. No i pomimo zmęczenia wyglądają świetnie. Louis jak zwykle zabawia wszystkich żartami i wygłupia się z Harrym co chwilę pokazując rząd swoich idealnie białych ząbków. Ma na sobie białą koszulę z rękawem 3/4, bordowe spodnie i szelki w tym samym kolorze. Grzywka delikatnie opada na bok czoła. Piękne zielono – niebieskie oczy świecą się na ekranie telewizora jak diamenty. Obok niego siedzi Harry. Ma na sobie świetnie dopasowaną koszulkę, która podkreśla jego idealną budowę ciała. Co chwilę potrząsa głową, nie pozwalając oklapnąć swoim loczkom, po czym uśmiecha się pięknie, a na jego twarzy ukazują się dwa słodkie dołeczki. Na samym środku siedzi nasz Daddy. Liam jest najlepiej zbudowany ze wszystkich chłopaków. Niebieska koszula w delikatną kratę podkreśla jego umięśnioną klatkę piersiową. Odpowiada na pytania z rozwagą, a dziewczyny wydają się słabnąć, za każdym razem gdy zaczyna mówić z swoim brytyjskim akcentem. Właśnie u Liama jest on najbardziej słyszalny. Mówi wyraźnie, wypowiadając dokładnie każde słowo. Dalej Zayn. W czarnej bejsbolówce, zapiętej na tylko jeden guzik: ostatni, pod szyją. Pod spodem ma białą koszulkę. Włosy błyszczące, ułożone w idealnego, ale naturalnie wyglądającego irokeza. W uszach dwie czarne kuleczki, które odbijają światło równie dobrze co jego czarne jak węgielki, błyskotliwe oczy. Cera bez nawet jednej skazy, śniada i matowa. Czarnuszek co chwila „zabija” swoje fanki swoim delikatnym uśmiechem, mrużąc przy tym seksowanie oczy. Na samym krańcu sofy siedzi niesforny blondas. Jak zwykle ma na sobie sportowe ubrania: czerwoną koszulkę polo i wysokie buty Nike. Od kilku tygodni nosi aparat na zębach. Co prawda jest on przezroczysty, ale za każdym razem gdy się uśmiechał łatwo go dostrzec. Pofarbowane na blond końcówki włosów sterczą na wszystkie strony tworząc dobrze przemyślany artystyczny nieład. Niebieskie oczy rozbłyskują za każdym razem, gdy tylko pojawia się temat jedzenia i pięknych dziewczyn. Gdy tak obserwowałam chłopaków ciężko mi było uwierzyć, że tak dobrze ich znam i pomimo tego, że wyglądają tak idealnie, że aż nierealnie to są normalnymi nastolatkami. Nie żadnymi rozkapryszonymi gwiazdkami tylko wesołymi chłopakami z którymi można porozmawiać, powygłupiać się i pożartować. Choć może nie wszyscy. Harry ostatnio strasznie gwiazdorzył, szkoda chłopaka, bo kiedyś był naprawdę świetnym człowiekiem. Ale trudno, taka cena sławy.

♥ ♥♥

jeeej! ponad 55 tyś. odwiedzin i prawie 1000 komentarzy!
Wooohoo! :D
Maaaaaaaaassive Thank YOU! Xx ♥
Chciałam dziś dodać nowy rozdział, ale niestety nie wyrobię
z czasem :(((( postaram się jutro coś dla Was napisać.

tak jak obiecałam: polecam bloga Agatki
http://one-d-for-you.blog.pl/

oraz najnowszego bloga Directioner
http://1d-imagine.blog.onet.pl/

z którego możecie ‚wypożyczać’ pomysły na początki swoich blogów!

Buziaki!

Rozdział 60.

Wyszliśmy na zewnątrz, do hotelowego ogrodu. Było ciepło, księżyc świecił wysoko na niebie. Wszędzie dużo roślin, kwiatów, mały stawek, a na jego środku tryskała wysoko woda z fontanny. Usiedliśmy na ławeczce obok bajorka – Teraz możemy spokojnie porozmawiać – powiedziałam – Muszę się wreszcie komuś wygadać. Oprócz Harrego nikt nie wie o tym co dzieje się w moim domu – A chłopaki? – zapytałam. – Tylko im wspomniałem, że jest źle, ale nie mówiłem o szczegółach, w sumie Harry też nie wie o wszystkim. Tłumię to wszystko w sobie, tyle złych emocji… Oli, ja ledwo to wytrzymuję. Jestem już wykończony. Pracujemy 24/7 nie mamy czasu nawet porządnie się wyspać. Po powrocie do Londynu raczej też nie wypocznę, bo atmosfera w moim domu… sama wiesz. To wszystko moja wina – Nawet tak nie mów, Lou. To nie jest twoja wina, czasem tak bywa, że ludzie są ze sobą, a później się rozstają. – Ale to jest moja wina. Moja i mojej kariery. Moja mama za bardzo przeżywała to, że jestem sławny. Zaniedbała dom, rodzinę tylko dlatego, aby pisać z moimi fanami na twitterze. Gdy w końcu się opamiętała było już za późno. Mój tato znalazł sobie jakąś inną kobietę. Wina leży po obu stronach. Ciągle ranię ludzi na których mi zleży. Najpierw ty, teraz moja rodzina. Niszczę ludzi – mówił coraz ciszej, a jego głos zaczynał drgać – Nie niszczysz, jesteś cudownym człowiekiem. Każdy ma lepsze i gorsze dni. Nie obwiniaj siebie za całe zło na świecie – objęłam go i położyłam głowę na jego ramieniu. – Dziękuje ci skarbie, nie wiem co bym bez ciebie zrobił. Pomimo tego, że cie zraniłem dalej mnie wspierasz. Cieszę się, że cie mam – powiedział. Siedzieliśmy tak patrząc na wodę, a tematy naszych rozmów schodziły na coraz bardziej błahe tory. Postanowiliśmy, że wrócimy do pubu zobaczyć jak żyją chłopaki i trochę się zabawić, odreagować. To dobrze zrobi Louisowi.

Chłopcy byli już wyluzowani… bardzo wyluzowani. Harry i Zayn tańczył na stole, Niall spał w rogu boksu, a Viki i Liam tańczyli na parkiecie. – Grubo co? – zaśmiał się Lou – Nawet bardzo – odpowiedziałam – Tego im trzeba było. Już nie pamiętam kiedy ostatnio bawiliśmy się razem. – Podeszliśmy do baru, zamówiliśmy sobie osiem kieliszków kamikadze. Cztery szybkie łyki i poszliśmy do boksu. Lou od razu wskoczył na stół, zaczął tańczyć z chłopakami. Podał mi rękę i wyciągnął mnie do siebie. Zaczęliśmy się wygłupiać, złapałam Harrego w talii i zaczęłam tańczyć przed nim jak murzynki na teledysku 50 Centa. Chłopak popatrzył na mnie z byka i szybko odskoczył ode mnie. Nie rozumiem tego gościa. Wygłupiamy się na koncercie, jest wszystko okej, a teraz jest wielce obrażony. Przecież jest impreza, luźna atmosfera wszyscy szaleją. Ale dobra, nie to nie. Poprosiłam Lou, aby zeskoczył ze stołu i pomógł mi z niego zejść. Chłopak oczywiście zrobił to o co prosiłam. – Panie proszą panów – powiedziałam podając mu dłoń i wyszliśmy na parkiet. Przez chwilę tańczyliśmy przepychając się i specjalnie uderzając w Viki i Liama. Później daliśmy im spokój i zaczęliśmy tańczyć normalnie – Muszę się jeszcze spakować. Nie spodziewałam się, że będzie jakaś impreza i nie wiedziałam co założyć. Wyrzuciłam wszystko z walizki na podłogę i wybrałam coś sensownego. Mam nadzieję, że zdążę. Ten lot do Polski mam na 11:30. Dobrze pamiętam? – zapytałam, a Lou skrzywił się i zagryzł dolną wargę – Co? – zapytałam zaskoczona jego miną – No… dobrze pamiętasz, lot masz na 11:30, ale… – przerwał – Ale co?? – chłopak podrapał się po głowie i odpowiedział – Ale to jest lot do Londynu, nie do Warszawy – Co takiego?! – zrobiłam wielkie oczy – Myślałem, że wiesz… – Myślałam, że skoro wylatuję z Polski to potem do niej wracam. Louis… – przewróciłam oczami i odchyliłam głowę do tyłu, a potem teatralnie uderzyłam czołem w jego ramię – Boże, dlaczego? Dlaczego muszę się użerać z tymi głupkami. Daj mi umrzeć – złożyłam ręce jak do modlitwy i uniosłam wzrok ku górze. – Ej, ej dziewczynko – Lou złapał mnie w pasie i gwałtownie przysunął do siebie – Ja ci dam głupków – pokazał mi język. – Tak poważnie to mam problem. Muszę wracać do pokoju szukać jakiegoś lotu do Polski, ale mnie załatwiłeś – Wróć do Londynu, my przylecimy za dwa dni – powiedział prawie błagalnym głosem – Lou przecież wiesz, że nie mogę. Nie pożegnałam się z rodzicami, ani ze znajomymi, ani z… – Maćkiem? – przerwał mi – Chciałam powiedzieć z dziadkami, ale tak masz rację z nim też nie. Oh, że ja też nie spojrzałam na ten bilet powrotny – Przepraszam, to moja wina. Powinienem ci zarezerwować ten bilet do Polski. – Już teraz trudno. Dobra idę coś znaleźć. Najwyżej wrócę autobusem, albo pociągiem. – Chyba sobie żartujesz! Żadnych pociągów i busów. Tak mi głupio, nie przemyślałem tego – powiedział poważnym głosem – Nic się nie stało. Zbieramy chłopaków i idziemy spać co? – Okej – powiedzieliśmy Viki i Li o co chodzi, oni zostali jeszcze w pubie, a my razem z chłopakami wróciliśmy do pokoi. Nawet Niall zmartwychwstał i doszedł o własnych siłach do pokoju. – Dobranoc – powiedział Louis pod drzwiami mojego pokoju – Dobranoc? Jakie dobranoc? Idź po laptopa i zapraszam. Będziemy siedzieć całą noc i szukać lotów do Warszawy, Krakowa, albo gdziekolwiek w Polsce – Jasne! Już lecę! – powiedział szczęśliwy – Lou, wszystko mi zepsułeś. Nie mam do ciebie słów chłopie – powiedziałam poważnie, a na twarzy chłopaka pojawił się smutek – Wiem, przepraszam – odpowiedział ze skruchą – Te szukanie lotu to miała być dla ciebie kara, a nie nagroda. Wszystko zepsułeś tym swoim szczęściem – zaśmiałam się, a chłopak przewrócił oczami – Ufff… ale mnie nastraszyłaś. Myślałem, że na poważnie się na mnie obraziłaś. – Zaraz to zrobię jak nie przyniesiesz laptopa. – Już lecę – powiedział chłopak i pognał po komputer. Ja weszłam do swojego pokoju. Od razu skierowałam się do łazienki, zaczęłam zmywać makijaż, gdy usłyszałam pukanie do drzwi – Jestem w łazience! Wejdź! – zawołałam. Umyłam dokładnie twarz, rozczesałam włosy i założyłam piżamę. Wyszłam z łazienki. Louis leżał na brzuchu na łóżku i oglądał coś na twitterze. – Ej! Tutaj lotów nie znajdziesz – powiedziałam i wskoczyłam na łóżko. Położyłam się w takiej samej pozycji obok niego. W ręce trzymałam tablet, włączyłam go. Popchnęłam go w żartach łokciem i zabrałam jego laptop stawiając go przed sobą – Loty, loty… przelot Warszawa, Warszawa : Berlin… – zaczęłam czytać pod nosem to co wyskoczyło mi na google. – Podaj mi ten tablet, pokażę ci jak to robią profesjonaliści – powiedział cwaniacko – Proszę mistrzu – odpowiedziałam podając mu sprzęt. Chłopak zaczął coś wpisywać, szukać – Warszawa… szukaj… jest! Berlin : Warszawa, na jutro… 20:30. – Tak późno? Pokaż – powiedziałam, a chłopak podał mi komputer – Okej, niech będzie. Rezerwujemy. Ale co ja będę jutro robić do tej 20:00? – O to się już nie martw, z nami nie będziesz się nudzić – powiedział Lou nie odrywając wzroku od ekranu tabletu, był skupiony na rezerwowaniu biletu. – Okej, gotowe. Więc tak jak mówiłem, z nami na pewno nie będziesz miała czasu się nudzić – chłopak odłożył na bok komputer, podłożył sobie małą poduszkę pod głowę i odwrócił twarz w moją stronę. Ja również wygonie położyłam się na łóżku – Mogę cie o coś zapytać? – zapytałam – Jasne, pytaj o co tylko chcesz. – O co chodzi Harremu? Wiesz, na koncercie się wygłupialiśmy, a na imprezie trzymał dystans. Nawet nie dał się dotknąć. – On tak czasem ma. Musisz mu to wybaczyć. Taki urok naszego Harolda. Zmienny jak kobieta – uśmiechnął się – Ale wiesz, ja… – zawahałam się – Co? – Ja słyszałam waszą kłótnie, to znaczy jak pytałeś Harrego co to było na występie ze mną, a on, że to w żartach czy coś takiego. – Ah, to… nie chciałem, żebyś to słyszała – Chyba nie jesteś o niego zazdrosny? Przecież to twój przyjaciel i do tego gej. – Gej? – zdziwił się Lou – A nie? – W sumie to nie wiem. Nie gadamy o jego orientacji, ale rzeczywiście z tego jak się zachowuje można tak wywnioskować. – On chyba coś do ciebie czuje, dlatego się na mnie złości – Lou zaczął się śmiać – Oj Olii, Olii. Ty już lepiej nie analizuj sytuacji sercowej Harrego. Pomyśl lepiej nad swoją – A co jeśli już ją mam obmyśloną? – powiedziałam tajemniczo – Więc słucham – powiedział ciekawskim głosem – Oj nie. Nie tak szybko. Porozmawiamy w swoim czasie, jeszcze trochę musisz poczekać – Ale z ciebie sadystka. – We własnej osobie – uśmiechnęłam się. Lou siedział ze mną do czwartej nad ranem. Mogę z nim gadać godzinami, zawsze znajdzie się jakiś ciekawy temat. Gdy oczy zaczęły nam się same zamykać chłopak pożegnał się ze mną całując w policzek i wyszedł życząc dobrej nocy. Ja od razu wskoczyłam pod kołdrę. Napisałam Maćkowi smsa, że żyję, wszystko jest okej i o której jutro wracam. Zamknęłam oczy i momentalnie zasnęłam.
_____________________________________
udało mi się napisać ten rozdział jeszcze 2.04 :)
co prawda pół godziny przed północą, ale
liczy się jeszcze jako poniedziałek. Trochę długo
to trwało, mam nadzieję, że następny uda
mi się napisać szybciej. Buziaki :** xx