Archiwum dla Maj, 2012

♥ ♥♥


no cześć Zayn, słodziaku ♥ cóż za cudowny, szczery uśmiech <sex> ahh :P

Hello ma lejdis :* dziś dla was króciutki serduszkowy rozdział, bo zaraz zmykam na grilla.
(tak, tak świetny ze mnie katolik, grille w piątek :P) Jakiś zalatany ten tydzień. Na nic nie
mam czasu, już nawet nie pamiętam jak obsługiwać facebooka, a w domu spałam ostatnio
z niedzieli na poniedziałek… ale mam za to dla was rozdział, który napisałam dziś w pracy
(love my job!♥) za chwilkę pojawi się na blogu. Buziaki, love ya! ♥ ♥ ♥

_____________________________________
ostatnio nie jestem zadowolona z moich rozdziałów,

brakuje im tego czegoś i są jakieś… nudne? ehh… :(
_____________________________________
edit 2:
jeszcze coś mi się przypomniało… jesteście wielkie! juhuu! dzięki,
że dalej czytacie i komentujecie. Jestem w szoku, że co chwila
pojawiają się nowe osoby i nie zniechęcają się tym milionem
rozdziałów tylko czytają bloga od początku :O cieszę się też,
że są ze mną osoby, które czytają od początku powstania bloga.
dzięki Wam wszystkim! jesteście najlepsze♥
_____________________________________
edit 3:
Zayn przyznał, że chodzi z Pierre. My life is over :((

Rozdział 85.

Biegałyśmy po Westfieldzie jak szalone. Przymierzyłam dwadzieścia trzy kostiumy kąpielowe, przejrzałam setki różnych pareo w wszystkich kolorach świata, miałam na sobie wszystkie pary szortów, sukienek i bluzek na ramiączkach jakie były dostępne w naszych ulubionych sieciówkach, przechadzałam się po sklepach z butami jak po wybiegu, wybierając oczywiście te na największych szpilkach i koturnach, choć przyszłam z zamiarem kupienia wygodnych sandałków, a od mierzenia okularów przeciwsłonecznych bolał mnie już nos… Po wszystkim rozsiałyśmy się wypompowane z resztek sił w boksie w pizza hut, akurat był festiwal makaronu więc zamówiłyśmy sobie po porcji. Dokoła nas leżało ponad dwadzieścia papierowych toreb, każda z logiem innego sklepu. Kupiłam dwa stroje kąpielowe, trzy pary szortów, dwie zwiewne sukienki w kwiatuszki, jeden kombinezon bez ramiączek z krótkimi nogawkami, dwie koszulki z krótkim rękawkiem, cztery bokserki, okulary przeciwsłoneczne, dwie pary japonek, sandałki na koturnie i szpilki na platformie… co prawda miałam kupić sobie tylko ciuchy na wyjazd, ale nie mogłam im się oprzeć. Piękne, czarne, lakierowane szpilki z platformą, na wysokim obcasie wysadzanym diamencikami i ćwiekami, z krwistoczerwoną podeszwą. Viki kupiła te same. Tym sposobem moje konto zmniejszyło się o jakieś pięćset funtów… Ała… w sumie najdroższe były okulary, za które zapłaciłam sto pięćdziesiąt funtów. Już dawno chciałam lotniki z Ray Bana, ale zawsze było mi szkoda pieniędzy. Teraz stwierdziłam, że jest okazja, więc mogę zaszaleć. Viktoria oczywiście też nie mogła odmówić sobie ‚kilku drobiazgów’ które jej zdaniem były niezbędne do życia. Kelnerka podała nam nasze zamówienie. Obie nie jadłyśmy nic od rana, więc ze smakiem rzuciłyśmy się na nasz obiad – Tata mnie zabije, wydałam trzysta funtów na kilka rzeczy… Ale było warto – mówiła uśmiechnięta wskazując na torbę z napisem Aldo, w której leżały nasze piękne buty – Ale z nas pustaki, wydałyśmy sto funtów na dwie pary tych samych butów w tym samym rozmiarze – Tych samych, ślicznych butów – Nie pomagasz Viki – zaśmiałam się – Zjemy i wracamy do domu. Louis pisał, że będzie o dwudziestej, a ty zostawiłaś biednego Liama na pastwę pani Anabell i pana Scotta. – Chcesz wiedzieć jaka będzie twoja żona w przyszłości? Spójrz na teściową. Niech się dowie na co się pisze. – Ale z ciebie potwór – zaśmiałam się – Niech się chłopak hartuje, nie będzie miał lekko – Nie mów tak, twoi rodzice są bardzo fajni – Wiem to, przecież żartuję. Nie ma na świecie lepszych rodziców niż moi – Podoba mi się ten tok myślenia – uśmiechnęłam się, migiem zjadłyśmy nasze makarony, podziękowałyśmy ładnie, zapłaciłyśmy i wyszliśmy z lokalu – Chodź, podwiozę cię do domu – Bardzo chętnie, miałam cichą nadzieję, że mi to zaproponujesz. Jestem zmęczona i przejedzona, nie chciałoby mi się czekać na peronie… – Wiem, mam to samo – uśmiechnęłam się. Ruchomymi schodami wyjechałyśmy na ostatnie piętro parkingu, bez trudu znalazłyśmy nasz samochód i ruszyłyśmy w stronę domu Viki. Brama była otwarta, więc podwiozłam dziewczynę pod same drzwi. Zobaczyłyśmy Liama podlewającego kwiaty w ogrodzie, który machał do nas uśmiechając się pięknie. Miał na sobie tylko krótkie spodenki, od razu rzuciły mi się w oczy jego pięknie wyrzeźbione mięśnie brzucha i klatka piersiowa. – Viki… Wiem, że to twój chłopak, ale… wow, co za ciało! – powiedziałam oszołomiona do przyjaciółki śledząc wzrokiem każdy centymetr jego ciała – Tak wiem, mam to na co dzień, ale dalej nie mogę się napatrzeć – odparła nie odrywając wzroku od boskiego ciałka swojego Liama – Nie dziwię ci się, on jest… – I DE AL NY – dokończyła moje zdanie przyjaciółka. Wpatrywałyśmy się w niego nawet nie mrugając, jak zaczarowane. Ocknęłyśmy się dopiero na huk wody, uderzający w przednią szybę. Liam skierował strumień wody na mój samochód, po czym zakręcił kurek i szedł w naszym kierunku. Pośpiesznie wyszłyśmy z auta – No, wreszcie. Już myślałem, że będzie tam siedzieć do wieczora. – Powiedział i pocałował Viki, na przywitanie, a mnie przytulił – Chciałabym – palnęłam i szybko przeniosłam wzrok z jego torsu na twarz – To znaczy… chciałabym, ale się spieszę, za dwie i pół godziny ma przyjechać do mnie Lou – Takie rzeczy. Jak po zakupach? Na ile wycenianie straty? – Na prawie tysiąc funtów… ale większość to ona! – wskazała na mnie palcem. – Zdrajca. Ciekawe kto namawiał mnie na okulary Ray Bana? – Nawet nie wiesz jak seksi w nich wygląda twój nosek – parsknęliśmy śmiechem – Dobra będę lecieć. Chodź po swoje rzeczy – Otworzyłam bagażnik, a chłopak śmiał się z nas widząc jak nurkujemy w nim, aby odnaleźć torby Viki. – Masz wszystko? – zapytałam – Chyba tak. Trzymaj się – Pa Viki – Udanych wakacji! – Dzięki – przytuliliśmy się na pożegnanie, wsiadłam do samochodu i odjechałam.

Po powrocie i zatarganiu wszystkich toreb do domu od razu wskoczyłam pod prysznic. Po tych zakupach byłam bardziej spocona niż po sesji na siłowni. Umyłam dokładnie włosy i całe ciało. Do przyjazdu Louisa zostało mi jeszcze półtorej, a nawet dwie godziny, bo chłopak jest tak roztargniony, że na pewno się spóźni. Postanowiłam, że dam swoim włosom wyschnąć bez pomocy suszarki, będą się wtedy ładnie, naturalnie układać. Później tylko się ubiorę, umaluję i będę gotowa do wyjścia. Założyłam bieliznę i szerszą koszulkę z Myszką Mickey, bo nie będę siedzieć przez półtorej godziny w wieczorowej kiecce, ubiorę się przed przyjazdem Louisa. Mam jeszcze trochę czasu więc trochę odpocznę przed telewizorem. Włączyłam Disney Channel, akurat leci maraton serialu z braćmi Jonas w rolach głównych. Uwielbiam tych zakręconych łobuzów! Wyłożyłam wygodnie nogi na sofę i podłożyłam poduszkę pod głowę. Jestem wykończona, zaczyna się reklama, zamknę na chwilkę oczy… Po chwili usłyszałam jakieś stukanie. Otworzyłam szybko oczy i spojrzałam na telewizor. Musiała minąć dosłownie chwileczka, bo dalej leci reklama. Pewnie to stukanie pochodzi z telewizora. Przeciągam się leniwie i znowu to stukanie, tym razem ewidentnie słyszę, że pochodzi ono zza moich drzwi. Zrywam się na równe nogi i biegnę do przedpokoju. Jestem zaspana, nie bardzo dochodzi do mnie co się dzieje. Spoglądam przez judasza na korytarz, a tam stoi Louis z walizką! Czy on nigdy nie może być na czas? Trochę wkurzona otwieram drzwi – Cześć Marcheweczko! – zmierzył mnie wzrokiem od dołu ku górze – Spodziewałem się bardziej wyjściowego stroju, ale ten podoba mi się jeszcze bardziej – uśmiechnął się łobuzersko – Co? – przetarłam oczy rękoma. Nie mogłam załapać o co mu chodzi, dopiero gdy spojrzałam w dół, doszło do mnie, że stoję w drzwiach w samych majtkach! Przewróciłam oczami, obróciłam się na pięcie i ruszyłam w głąb mieszkania. Chłopak wszedł za mną ciągnąc za sobą niewielką walizkę i chichocząc pod nosem. Odwróciłam się i spiorunowałam go wzrokiem, na co on zrobił poważną minę i podniósł ręce w obronnym geście – Nie mogłeś mnie uprzedzić, że będziesz wcześniej? Telefon nie gryzie w uszka – założyłam ręce na piersiach i zrobiłam obrażoną minę – Przepraszam skarbie, myślałem, że pięć minut przed czasem to żadna zbrodnia, ale okej, następnym razem poczekam pod drzwiami – Jakie pięć minut? Miałeś być o dwudziestej – złapałam go za dłoń na której miał zapięty zegarek i spojrzałam na godzinę. Była za pięć dwudziesta! Uderzyłam się otwartą ręką w czoło – Usnęłam, myślałam, że minęło kilka minut, a spałam półtorej godziny… – objęłam go mocno za szyję – Przepraszam, że tak na ciebie wyjechałam skarbie – To nic głuptasie. Jeśli dasz się zaprosić na kolację zapomnę o wszystkim. Więc jak? – Daj mi piętnaście minut – uśmiechnęłam się do niego, a chłopak spojrzał na mnie czułym wzrokiem i pocałował. – Brakowało mi ciebie marudo – droczył się ze mną – Mi ciebie też. Masz szczęście, że tak bardzo tęskniłam inaczej już byś oberwał za tą marudę – Pocałowałam go jeszcze raz i zrobiłam krok do tyłu. Zerknęłam co założył Lou, aby dopasować mój strój do niego. Był ubrany elegancko, ale młodzieżowo. Miał na sobie białe conversy; bordowe spodnie; białą, dopasowaną koszulę z rudymi łatami na łokciach, wywiniętą do 3/4 długości i oczywiście szelki w kolorze czarno bordowym. – Idę się szykować. Poszukasz proszę moich butów? Są gdzieś w salonie, w torbie z napisem Aldo – Nie ma problemu – odpowiedział miło. Ruszyłam do łazienki. Zrobiłam make up i lekko podtapirowałam włosy. Weszłam do sypialni, otworzyłam szafę na oścież i prawie od razu wpadłam na strój dzisiejszego wieczoru; kremową, dopasowaną mini sukienkę, która była cała obszyta czarną koronką, do tego czarna, krótka, skórzana kurteczka z rękawem 3/4 i oczywiście moje nowe buty. Chwytam do ręki czarną, lakierowaną kopertówkę w rozmiarze XXL i wrzucam do niej dokumenty, kilka kosmetyków i portfel. Wychodzę do salonu i zastaję tam Louisa siedzącego na podłodze uważnie oglądającego zawartość każdej z toreb. Był tak tym pochłonięty, że nawet nie zauważył, że stoję w drzwiach – Jestem gotowa. Znalazłeś moje buty? – zapytałam, a chłopak podniósł głowę i bez słowa patrzył na mnie uśmiechając się szeroko. Spojrzałam na niego, a potem na swoją sukienkę – Nie bardzo? – zapytałam nieśmiało – Jakby to powiedzieć… – zaczął drapiąc się teatralnie po czole mrużąc przy tym oczy – Masz rację, przesadziłam. Założę jakieś spodnie. Dasz mi chwilę? – zapytałam, ale chłopak nic nie odpowiedział, wstał z podłogi, podszedł do mnie i objął mnie w talii – Chciałem powiedzieć, że wyglądasz bosko – uśmiechnęłam się nieśmiało – Naprawdę? Bo wiesz, mogę się przebrać, to zajmie mi moment… – Jesteś najpiękniejszą dziewczyną na świecie. Wyglądasz idealnie – pocałował mnie czule – Choć ten strój z Mickey też był całkiem niezły – przewróciłam oczami – I z bólem serca muszę ci coś wyznać – Lou zrobił zmartwioną minę – Co się stało? – zapytałam zaniepokojona – Powiem to tylko ten jeden raz, bo to dla mnie naprawdę trudne. Dziewczyno, ty masz lepszy tyłek ode mnie! – skrzywił się, a ja parsknęłam śmiechem – Polskie geny – skomentowałam cwaniacko – Londyńskie powietrze – odciął się szybko, a ja uśmiechnęłam się szeroko – Tak i to też. Znalazłeś te buty? – Tak leżą obok kanapy. Niezłe zakupy, mówiłaś, że musisz kupić tylko kilka najpotrzebniejszych rzeczy na wyjazd – To właśnie one – wzruszyłam ramionami patrząc na stos toreb porozrzucanych w salonie, a Lou parsknął śmiechem – Skarbie, nikt nie mówił, że będzie ze mną lekko – Wiem, muszę to sobie dokładnie przemyśleć. Życie z tobą to już teraz prawdziwa udręka – zażartował i opuścił teatralnie ramiona, wzdychając głośno – No wiesz! Dzięki! – udałam obrażoną – Przecież żartuję marcheweczko – chciał mnie pocałować, ale ja zrobiłam szybki unik – Muszę to sobie dokładnie przemyśleć – zacytowałam jego słowa i pokręciłam głową z kwaśną miną, a Lou uśmiechnął się do mnie szeroko – Uwielbiam cię dziewczynko – Ja ciebie też chłopczyku – odpowiedziałam i pocałowałam go – Taksówka już pewnie czeka na dole. Chodźmy, za chwilę spóźnimy się na film – Założyłam buty i zeszliśmy na dół. Tak jak podejrzewał Lou taksówka już na nas czekała.

Rozdział 84.

Budzę się rano z zupełnie innym nastawieniem niż te z którym położyłam się do łóżka. Byłam przemęczona. Złe emocje kumulowały się we mnie, aż wreszcie wybuchłam zanosząc się płaczem. Odreagowałam, wyspałam się i wszystko jest okej. Przez ostatnie kilkanaście dni miałam mało czasu dla siebie. To był dla mnie trudny okres. Nieplanowany powrót do Anglii, opuszczenie rodziny, problemy Louisa w domu, sprawa z Maćkiem i Harrym… Moje życie jest skomplikowane, ale tylko dlatego, że sama je sobie utrudniam! Jestem najszczęśliwszą i najbardziej zakochaną dziewczyną na świecie i nic więcej nie ma znaczenia. Ani Harry obrażalska dupa, ani Maciek, niby ‚przyjaciel’ który nie potrafi się cieszyć moim szczęściem… Liczę się tylko ja i Lou. Wreszcie spędzimy razem trochę czasu z dala od jego fanek, chłopaków, Londynu i wszystkich przyziemnych spraw. Będziemy leżeć na słoneczku do góry tyłkami i popijać kolorowe drinki z parasolką. Z pozytywnym nastawieniem wstaję z łóżka. Podnoszę bluzę Hazzy z podłogi, składam ją i wkładam do szafy, następnie włączam telefon. Do godziny trzynastej sprzątałam mieszkanie, a teraz idę wziąć gorący prysznic. Myję dokładnie całe ciało i włosy z wczorajszej deszczówki. Suszę i prostuję włosy. Muszę jeszcze wyskoczyć na zakupy do Westfielda po ciuchy na wyjazd. Mam nadzieję, że Viki jest już w domu, potrzebuję czyjejś pomocy… Chwytam za iPhona – Cześć! – przywitała mnie miło – Cześć Viki! Jak po imprezie? – A dziękuję dobrze, właśnie wróciłam do domu. – To się świetnie składa… Co powiesz na małe zakupy? – Małe? – zapytała koleżanka radosnym głosem – Albo wielkie? – Jestem za! – zawołała zadowolona – Co prawda jest u mnie Liam, ale właśnie pomaga tacie w ogrodzie, więc jestem wolna. – Możesz go wziąć jeśli chcesz, to żaden problem – zaproponowałam – Taa jasne… nic przy nim nie kupimy! Po dwóch pierwszych sklepach albo zgłodnieje, albo będzie chciał sikać, będzie za nami latał sztab fanek i dziwnych facetów z aparatami. No i nie będziemy miały czasu pogadać, a wiem, że jest o czym – powiedziała zadziornie, a moje serce zaczęło szybciej bić i poczułam uderzenie gorąca. Skąd ona może wiedzieć co zaszło między mną i Hazzą? Gemma musiała coś palnąć…! O mój boże! Viki na pewno dowiedziała się od Liama, a skoro on o tym wie, wiedzą i chłopaki i Louis… Fuck, wszystko się wydało! Mogłam od razu powiedzieć mu prawdę – Skąd o tym wiesz? – zapytam nieśmiało – Liam mi powiedział – czyli jest tak jak myślałam. Biorę głęboki oddech – Mówił ci coś jeszcze? Chłopaki też o tym wiedzą? – pytałam starając się mówić spokojnie – Co to za pytanie Olii? Oczywiście, że wiedzą. Przecież oni mówią sobie o wszystkim – Powietrza! Słuchałam jej wypowiedzi z przerażeniem – A Li? Co ci mówił? – Olii, wszystko okej? – zapytała podejrzliwie – Tak okej. Więc co ci jeszcze powiedział Liam? – Nic takiego, on nie zna żadnych szczegółów. Tak tylko wspomniał – dodała obojętnym głosem -  Viktoria proszę cię, zaraz umrę na zawał. Co dokładnie ci powiedział?! – zaczęłam panikować – Oliwia, uspokój się, to przecież nic złego. Co się z tobą dzieje? – dopytywała zmartwiona przyjaciółka – Viki powiedz wreszcie co powiedział. Słowo w słowo – powiedziałam prawie szeptem, mój głos ugrzązł gdzieś w płucach – Dobra już dobra. Powiedział tylko, że lecicie z Louisem na wakacje, ale nie wiedział ani kiedy, ani gdzie, ani na jak długo. Matko, czy to takie straszne? Jakaś ty drażliwa. Nie wiedziałam, że to miała być jakaś tajemnica – Kamień spadł mi z serca, ona od początku miała na myśli wakacje! Zaczęłam się śmiać pod nosem, co za ulga!  – Oliwia, czy na pewno dobrze się czujesz? Może nie powinnaś dziś nigdzie wychodzić, tylko trochę odpocząć co? – Czuję się znakomicie, pogadamy w Westfieldzie. Za pół godziny? – Okeej. Będę czekać w Starbucksie. Ale na pewno wszystko okej? – Tak, na pewno. Do zobaczenia – Pa! – Uderzam się otwartą ręką w czoło, idiotka ze mnie. Przez te moje kłamstwa będę teraz żyć w strachu… Mogłam od razu zadzwonić do Louisa i poskarżyć się co powiedział mi Hazza. Nie, przecież dobrze wiem, że nie mogłam tego zrobić. To był chwilowy wyskok, nic wielkiego. Nie ma co narażać ich przyjaźni i kariery…

- Cześć Viki – przywitałam przyjaciółkę, która czekała już przy stoliku w Starbucksie z dwoma kubkami białej kawy – Cześć – cmoknęła mnie w policzek na powitanie. – Przepraszam za spóźnienie, ale nie mogłam znaleźć wolnego miejsca na parkingu – W porządku – odpowiedziała. Usiadłam naprzeciwko niej, odwiesiłam torebkę na oparcie krzesła i zrobiłam łyk kawy. W tym czasie Viktoria cały czas uważnie mi się przyglądała – Co? – rozejrzałam się dookoła, ale nigdzie nie było niczego wartego, aż takiej uwagi – Mam coś na twarzy? – zapytałam – Nie, wyglądasz normalnie – Więc dlaczego mi się tak przyglądasz? – Właśnie dlatego, że wyglądasz normalnie – Acha – odpowiedziałam tylko i zrobiłam kolejny łyk kawy. Wiedziałam, że Viki mnie podpuszcza i że nie wytrzyma długo tylko powie mi za parę sekund o co jej chodzi. Spoglądam jej w oczy… Trzy, dwa, jeden – Oliwia? – Jak w zegarku! Uśmiecham się pod nosem, wiedziałam, że się odezwie. Znam ją na wylot – Tak? – rzuciłam obojętnym tonem – Masz mi coś do powiedzenia? Dziś przez telefon byłaś jakaś dziwna. Coś się stało? – Podejrzewałam, że o to zapyta. Powiedzieć, nie powiedzieć…? Może wystarczy, że okłamuję Louisa, muszę się wreszcie komuś wygadać. Ale co jeśli powie o wszystkim Liamowi? W końcu są parą… – Oliwia, widzę, że coś cię męczy. Co się dzieje? Coś nie tak z Louisem? – Biorę głęboki oddech – Nie, z Louisem wszystko dobrze… – Viktoria patrzyła na mnie oczekując, że dodam coś jeszcze, ale nie potrafiłam ubrać moich myśli w słowa. Podrapałam się po czole, marszcząc je i zaczęłam nieśmiało – Viki, nie wiem czy mogę ci o tym powiedzieć. Tu chodzi o mój związek i pewnie o dobro zespołu. Wiem, że jesteście z Liamem blisko i nie chcę, żebyś miała przed nim jakieś tajemnice, a on nie może się o tym dowiedzieć. To byłoby… och.. nie chcę o tym myśleć – wzdrygnęłam się na samą myśl. Viki złapała mnie za dłoń – Oliwia, tak, masz rację, jesteśmy z Liamem blisko, ale to nie znaczy, że mówię mu o wszystkim. On rozumie, że się przyjaźnimy i mamy swoje własne sprawy, więc nawet mnie o nie nie wypytuje. Są rzeczy, które zostają tylko między mną a tobą. Jesteś moją przyjaciółką, możesz mi powiedzieć o wszystkim i nie martwić się o nic. Przecież o Maćku też wiedziałam więcej niż pozostali. Możesz na mnie zawsze liczyć – Uśmiechnęła się miło – Dzięki mała. Więc proszę, aby ta rozmowa została między nami. – Opowiadałam Viki o całej mojej przygodzie z Harrym, zaczynając od momentu, gdy dowiedziałam się, że lecę na Tahiti aż do odprowadzenia mnie przez Hazzę do drzwi gdy wychodziłam. Sama się sobie dziwiłam, że opowiadam to z takimi emocjami, nie pomijając żadnego, nawet najmniejszego szczegółu. – Wow – powiedziała tylko Viki, gdy skończyłam swój monolog – Co o tym wszystkim myślisz? – zapytałam zagryzając dolną wargę – Po pierwsze; gratuluję, lecisz na Tahiti! – ucieszyła się przyjaciółka – Dzięki – parsknęłam śmiechem i przewróciłam oczami – A teraz przejdźmy do mniej przyjemnych rzeczy. Harry. On jest jakby to powiedzieć… Hm..  dość specyficzny. – Ładnie powiedziane – uniosłam brwi do góry uśmiechając się pod nosem – Dziękuję, staram się być delikatna – pokazała mi język i mówiła dalej – A teraz na poważnie. Chłopaki są ważną częścią życia Liama, czy Louisa. Sama wiesz jak jest, niby chodzisz z jednym, ale resztę dostajesz w pakiecie. To jak sprzedaż wiązana. Albo bierzesz wszystkich, albo żadnego – uśmiechnęłam się słysząc te słowa – Na szczęście chłopaków nie da się nie kochać, są świetni, ale jakoś nie mogę znaleźć wspólnego języka z Hazzą. On jest jakiś… – Specyficzny? – zaśmiałam się – Tak, dokładnie to miałam na myśli. Jego sposób bycia, zachowanie, to co mówi… Niekiedy ma przebłyski normalności i rzeczywiście przypomina wesołego loczka z teledysku What Makes You Beautiful, ale po chwili zakłada maskę, tworzy jakąś barierę i znów zachowuje się hmm.. specyficznie? Wcale nie przypomina mi osoby o której opowiadałaś mi po powrocie z Los Angeles. – Bo niewiele zostało z tego czarującego, uśmiechniętego chłopaka. Ale musisz mi uwierzyć to był świetny facet. Wesoły, otwarty, miły… wskoczył by w ogień, aby ci pomóc – Na pewno mówimy o tej samej osobie? – zapytała Viki z sarkazmem – Też w to nie mogę uwierzyć, ale tak – wzruszyłam ramionami – Nie wiem dlaczego się tak zmienił, być może sława go przerosła – Przyjaciółka wyprostowała się na krześle i spojrzała na mnie mrużąc oczy – Co? – zapytałam zdziwiona jej zachowaniem – Oliwia, przecież to jest oczywiste, on się w tobie zakochał! Wszystko zaczyna układać się w jedną całość… Patrz, zmienił swoje zachowanie od kąd wróciliście z L.A, czyli od czasu gdy chodzisz z Louisem! Był zły, że lecicie razem na wakacje. Te jego zagrania, to wszystko dlatego, że jest o ciebie zazdrosny! Jak mogłaś tego nie zauważyć, to takie proste! – słuchałam jej wypowiedzi analizując każde słowo, ale jakoś nie mogłam tego przyjąć do świadomości. Nie, to śmieszne, zaśmiałam się pod nosem – Viki miałam już kilku chłopaków i uwierz, że od razu zauważyłabym gdyby coś do mnie czuł. Wszyscy faceci są tak samo przewidywalni – Olii, on nie jest jak wszyscy, on nie jest normalny, jest specyficzny – Zaczęłyśmy się śmiać – Tak i okazuje swoje uczucia wyładowując na mnie złość i wygadując, że nie nadaję się do niczego innego poza czyszczeniem jego butów i wożeniu jego tyłka do domu. – Taki typ faceta – powiedziała z sarkazmem – Nie Viki, to wykluczone. On raczej kocha Louisa, nie mnie – Przecież mówił, że nie jest gejem – Taak, a ja powiedziałam Louisowi, że moja droga z chłopakami minęła bez żadnych przygód… Powiedział tak, bo co miał zrobić? Przyznać się, że odbiłam mu faceta? Pomyśl Viki, na pierwszy rzut oka widać, że chodzi o Louiego. – Hmm.. może i masz rację. To ci zazdrosny gejek – Viki, nie bądź złośliwa, to przecież też ludzie, tylko kochają inaczej… – Tak, kochają specyficznie – zaśmiała się – Ale z ciebie potwór – pokręciłam głową uśmiechając się – I za to mnie kochasz – odpowiedziała cwaniacko – I to jak! Kurcze fajnie tak z tobą pogadać i spędzać dzień jak za dawnych czasów. Tęskniłam za tym – Ja też, ale wiesz jak to jest z naszymi chłopakami, musimy się cieszyć nimi dopóki są z nami. Za niedługo zaczyna się nam rok szkolny, a oni pewnie też gdzieś wyjadą na tournee – Nawet nie chcę o tym myśleć, dlaczego nie spotykamy się z jakimiś mechanikami samochodowymi, albo budowlańcami tylko z piosenkarzami? – zaśmiałam się – Bo nasi chłopcy mają that one thing. Wiesz co, siedzimy tu i marnujemy czas na pogaduszki o sprawach sercowych Harolda Stylesa i na użalanie się nad sobą, a przed nami zakupy! Jutro wylatujesz, a jeszcze niczego nie wybrałaś – Masz rację, chodźmy! – Wychodząc wyrzuciłyśmy puste kubki do kosza i ruszyłyśmy na wielkie zakupy.
____________________________________________________
sorki, że tak długo nic nie dodawałam, ale za mną imprezowy
weekend, po którym musiałam się trochę spamiętać :P buziaki! :*