Archiwum dla Maj, 2012

Rozdział 83.

Wreszcie w domu! Leniwie wysiadam z samochodu, otwieram bagażnik i wyciągam z niego swoje rzeczy. Jestem wykończona tą nocą, podróżą i pogodą. Ciągnąc za sobą nogi wchodzę do windy i naciskam trójkę. Po chwili stoję pod drzwiami swojego mieszkania, otwierając je i użalając się nad sobą, że jestem najnieszczęśliwszym i najbardziej zmęczonym człowiekiem świata, a praca w kamieniołomach to pikuś w porównaniu do przyjaźni z chłopakami. Oni mnie kiedyś wykończą! Oni, ich imprezy, humorki, żarty… Wszyscy po kolei, z lokatym Haroldem na czele… ale i tak jestem najszczęśliwszą dziewczyną w całej galaktyce, bo mam blisko siebie osoby na których zawsze mogę polegać. Kładę moją torbę na podłogę w przedpokoju i od razu rzucam się na sofę w salonie. Włączam telewizję, ściągam wilgotne od butów skarpety i przykrywam się kocem. Wyciągam ręce przed siebie przeciągając się leniwie i spoglądam na rękawy bluzy w którą jestem ubrana. Fioletowej bluzy Harrego. Już nawet zapomniałam, że mam ją na sobie. Naciągam ją sobie na nos i głęboko wdycham powietrze rozkoszując się niezwykle męskim zapachem jego perfum zmieszanych z zapachem ciała. Ten dzień był jakiś dziwny. Ja jestem jakaś dziwna. Rzeczywiście traktuję Hazzę inaczej niż pozostałych chłopaków. Bardziej niż z innymi lubię z nim spędzać czas, rozmawiać, żartować… Niby niema w tym nic złego, ale sama nie wiem dlaczego akurat z nim łączą mnie bliższe relacje. Oczywiście najlepiej jest mi z Louisem i to nigdy się nie zmieni, ale przy Hazzie czuję się prawie tak samo dobrze jak przy mojej marchewce. Myślałam, że dowiem się dziś co męczy tego biednego małolata, ale dobre i to co powiedział. Najważniejsze, że powodem jego zmartwień nie jesteśmy ani ja ani Lou. Chyba… nie, przecież by mnie nie okłamał, chociaż… w sumie co miał mi powiedzieć? ‚Tak Oli, wkurzam się przez ciebie, bo odbiłaś mi faceta ty dwulicowy potworze. A tak ogólnie to przybija mnie pogoda na dworze?’ Zdecydowanie za dużo myślę. Przyjmuję wersję Harrego walczącego z samym sobą i nie zastanawiam się dłużej nad tą sprawą. Będzie chcieć pogadać to wie gdzie mnie szukać. Przełączam programy w telewizji poszukując czegoś wartego uwagi. Właśnie zaczyna się „Dorwać byłą”. Super, rozerwę się trochę. Ułożyłam się wygodnie na kanapie, poprawiłam poduszki pod głową i pogłośniłam telewizję. Już tak dawno nie miałam czasu poleniuchować. Po dziesięciu sekundach sielanki zaczyna dzwonić telefon. Zgłupieję, ludzie, dlaczego nie możecie mi dać choć piętnaście minut spokoju? Ciężko wzdychając odkrywam się i wstaję. Idę do przedpokoju i wyciągam z torebki telefon – Cześć Lou – powiedziałam niechętnie – Yyy cześć? Coś się stało? Jesteś smutna? – Nie smutna tylko zmęczona i markotna. Masz chłopie wyczucie czasu. Właśnie położyłam się wygodnie przed telewizorem, a kilka sekund później dzwonisz ty. Oszaleję z tobą – mówiłam idąc w stronę salonu, położyłam się z powrotem na sofie – Oj już tak nie narzekaj, mam nadzieję, że opłacało się wstawać, bo możemy porozmawiać – powiedział miło – Nie schlebiaj sobie – droczyłam się z chłopakiem – No wiesz! Nie masz pojęcia ile większość kobiet w Wielkiej Brytanie oddałaby za taki telefon – powiedział dumnie – Wiem skarbie, ja dałabym więcej niż one wszystkie razem wzięte, żeby się do ciebie przytulić – Nie powtarzaj dwa razy, bo zaraz się tam zjawię. Dzwonię, żeby dowiedzieć się jak minęła ci podróż z tymi dwoma? – A nawet nieźle. Pogoda trochę się zepsuła, ale przeżyliśmy bez większych komplikacji – podrapałam się po czole spoglądając wielkimi oczami na rękaw fioletowej bluzy. Okłamuję własnego faceta. Nie pierwszy raz… i zawsze powodem moich kłamstw jest Harry. Świetnie, nie ma to jak budować związek na kłamstwach. Zarzekam się w duchu, że to był ostatni raz i więcej tego nie zrobię. Mam cholerne wyrzuty sumienia, ale nie mogę powiedzieć prawdy. Tu chodzi o ich zespół, przyjaźń… – Oliwia? Jesteś tam? – moje przemyślenia przerwał niespokojny głos Louisa – Tak jestem – Więc jak? – Co jak? – Przecież zadałem ci pytanie, Oli… Czy ty mnie w ogóle słuchasz? – Przepraszam zamyśliłam się, możesz powtórzyć pytanie, proszę? – usłyszałam jak Lou głośno wzdycha – Pytałem, czy cieszysz się na naszą podróż, bo ja już nie mogę się doczekać. Ale widzę, że tobie to obojętne – odparł smutnym głosem – Lou głuptasie oczywiście, że się cieszę! A najbardziej z tego, że spędzimy trochę czasu tylko we dwoje. Nie widziałam cię kilka godzin, a już za tobą tęsknię – powiedziałam miło – Też za tobą tęsknię. Przyjadę jutro wieczorem, będę spać u ciebie, a popołudniu odlot! – Zawołał z entuzjazmem – Świetny plan skarbie – Sie wie – powiedział zadowolony z siebie – Muszę kończyć, bo dziewczynki skaczą mi po łóżku, zaraz wyrzucę je przez okno! – Zawołał Lou, dziewczynki zaczęły piszczeć i śmiać się wesoło – A wieczorem zaproszę cię na jakąś smaczną kolację i do kina. Już dawno nie byliśmy na żadnej randce – dodał – Więc czekam jutro na oficjalne zaproszenie, bo wiedz, że nie jestem łatwa i trudno wyrwać mnie na randkę. – Już ja się postaram marcheweczko. Dobrej nocy i do jutra – Pa skarbie. – Rozłączyłam się i uśmiecham sama do siebie. Uwielbiam tego chłopaka, jego słodki głos i to jak się do mnie odnosi. I te jego szalone pomysły. Nie da się z nim nudzić nawet sekundy, już nie mogę się doczekać naszych wakacji. Spoglądam na telewizor. Noo, tak… przegadałam cały początek i teraz nie mam pojęcia o co chodzi w tym całym filmie. Ale to nie ma znaczenia. Rozkładam się na sofie i z nudów przeglądam menu telefonu. Zdjęcia… hmm.. co my tu mamy? Kto je wszystkie w ogóle cykał, skoro ja nawet nie wiem, gdzie włączyć aparat? Śmieję się przeglądając kolejne obrazki. Są na nich uwiecznione nogi Nialla, zdjęcie Viktorii z Liamem bez głowy, but Harrego, piętnaście sweet foteczek Zayna cykane oczywiście z rączki… o już nawet wiem czym zrobił swoje profilowe zdjęcie na Twitterze, zdjęcie Louisa leżącego na mojej sofie… o są nawet zdjęcia z Polski. Pewnie musiała je zrobić mama. Jest na nich Marcela goniąca za Maskem, Louis i Harry pięknie pozujący do zdjęcia podczas śniadania na tarasie, głowa mojej mamy ściskającej Hazzę i Louisa… Co za zakręcona babka! Kolejne zdjęcie nie wywołało u mnie napadu śmiechu… Byłam na nim z Maćkiem. Byliśmy przebrani za wampiry i uśmiechaliśmy się pięknie z przyklejonymi do siebie policzkami. Już zupełnie zapomniałam o tej fotce. Uśmiecham się przez łzy które napłynęły do moich oczu. Wyglądamy na takich szczęśliwych i beztroskich. Tak właśnie się wtedy czuliśmy, to był najlepszy dzień podczas moich wakacji w Polsce. A teraz? Maciek nie odzywa się do mnie, nie pisze, nie dzwoni… Zraniłam go, a przez to straciłam. Tak bardzo mi go brakuje. Jego uśmiechu, głosu, żartów, jego normalności. I tego jak szybko i szczęśliwie mijał mi przy nim czas. Przecieram oczy rękawem. Niech to szlag! Jestem jakaś nienormalna! Płaczę przez jednego chłopaka, chodzę w ciuchach drugiego, a z trzecim wylatuję na wczasy. I jakby tego było mało wszyscy trzej to rozpoznawane gwiazdy telewizji! Jestem na siebie wściekła! Wchodzę po sypialni i zatrzaskuję za sobą drzwi z hukiem. Wyłączam telefon i wrzucam go do szuflady, szybko ściągam bluzę Hazzy i rzucam nią całą siłą w kąt. Ściągam resztę ubrań i zostawiam je na podłodze. Opadam bezwładnie na łóżko w samej bieliźnie i przykrywam głowę poduszką. Nie mogę opanować napadu płaczu. Ale nie ze smutku, a ze złości, bezradności i zmęczenia. Pomocy, czy moje życie musi być, aż tak skomplikowane?!

Rozdział 82.

- Oliwia, chciałbym, ale niestety nie mogę ci tego powiedzieć, wybacz – Dlaczego nie możesz? Nic z tego nie rozumiem. Przecież podobno jesteśmy przyjaciółmi, a przyjaciele mówią sobie o wszystkim – Tak jesteśmy przyjaciółmi i bardzo chciałbym ci o tym powiedzieć, ale nie mogę. Nie teraz. – Miałam już dość tych głupich podchodów i tajemnic – Dobra, widzę, że ta rozmowa niema żadnego sensu. Pojadę już – wstałam z kanapy, a chłopak od razu złapał mnie za rękę – Nie, proszę… zostań – Ale po co? Nie ufasz mi? – Ufam, ale nie o zaufanie tu chodzi? – Więc o co, Harry, błagam cię. Powiedz cokolwiek – powiedziałam zrezygnowana – Usiądź, proszę – popatrzył na mnie smutnymi oczami, a ja spełniłam jego prośbę. Usiadłam w takiej samej pozycji jak poprzednio. Myślę, że Hazza specjalnie kazał mi się tak ułożyć, aby zdobyć przez to trochę więcej czasu – Więc chodzi o to, że mam pewien problem z którym muszę się zmierzyć sam. Kiedy jestem z tobą, to znaczy z wami zapominam o tym i świetnie się bawię. Jednak po jakimś czasie te myśli wracają i zaczynają mnie męczyć, a wtedy staję się oschły i nieprzyjemny lekko mówiąc. – Otworzyłam usta, aby coś powiedzieć, ale Harry od razu uprzedził – Ale proszę, nie pytaj co to za myśli,… co to za problem. Jak już mówiłem muszę się z nim zmierzyć sam, dlatego nikt o niczym nie wie. – Co prawda nie satysfakcjonowała mnie jego wypowiedz, ale lepsze to niż nic. Nie chciałam go już dłużej ciągnąć za język, bo wiedziałam ile wysiłku i emocji kosztuje go taka rozmowa – Niech będzie. Ale mam ostatnie pytanie; czy ten twój problem to ja, albo Lou? Bo takie odniosłam wrażenie… – Nie Oli. Tym problemem jestem ja. Ja i moje głupie myśli – chłopak wzruszył ramionami, miał smutną minę – Wszystko się ułoży, nie martw się – przysunęłam się do niego i przytuliłam wbijając palce w burze loków – Louis jest prawdziwym szczęściarzem, że cie ma tylko dla ciebie – Przecież wiesz, że możesz zawsze na mnie liczyć. On the other side of the world it don’t matter, I’ll be there in two. – Dziękuję – powiedział Harry dalej mnie przytulając – Co się tu dzieje!? – przerwał naszą sielankę głos młodej kobiety. Odskoczyłam od Harrego i obróciłam się w stronę owego głosu. Moim oczom ukazała się śliczna, szczupła brunetka, która przyglądała się nam ze zdziwieniem i zniesmaczeniem. Zapewne była to siostra Hazzy – Gemma… – powiedział oschle chłopak. Dziewczyna podeszła bliżej sofy na której siedzieliśmy i wskazała na mnie palcem – Harry, czy to nie ta dziewczyna Louisa? – Halo? Dlaczego ona mówi o mnie jakby nie było mnie w pokoju? – Tak, to Oliwia – Tak, tak super miło cię poznać – uśmiechnęła się sztucznie podając mi rękę – Gemma – Oliwia – przedstawiłam się. Dziewczyna szybko puściła moją dłoń i znów zaczęła mówić o mnie jak o nieobecnej – Skoro ona jest dziewczyną Louisa to dlaczego siedzi w naszym salonie w potarganych włosach w twoich ciuchach? I dlaczego do cholery się tu ściskacie skoro to dziewczyna twojego przyjaciela? Harry! Mama nie będzie zadowolona – Wow, ale kazanie. Dziewczyna była może dwa lata starsza ode mnie, a wywyższała się i zachowywała jak najmądrzejsza osoba w wszechświecie. Co za tupet, ten ton głosu, gesty i miny… Straszne! – Gemma wyluzuj, nic nie robimy. Zresztą nie muszę ci się z niczego tłumaczyć, jestem już dorosły – Jak sobie chcesz – odwróciła się na pięcie i z hukiem wchodziła po schodach do góry. Zachowywała się jak rozwydrzone dziecko. Popatrzyłam zszokowana na Harrego, nie wiedziałam co mam powiedzieć – To była moja siostra, przepraszam za nią. Zazwyczaj nie jest, aż tak zła. Zyskuje przy bliższym poznaniu – aż mnie cisło, aby odpowiedzieć, że wątpię – Tak na pewno – odpowiedziałam zachowawczo uśmiechając się przy tym najszczerzej jak potrafiłam. Chłopak chyba to łyknął, bo odwzajemnił uśmiech – Pójdziesz sprawdzić jak się mają moje ciuchy? – zapytałam – Tak, już idę. – Chłopak wrócił po chwili kręcąc na wskazującym palcu moim stanikiem – Gotowe – uśmiechnął się łobuzersko – Dawaj to! – doskoczyłam do niego i wyrwałam mu moje ciuchy i stanik z rąk – Ładny komplecik, pewnie założony prezentuje się jeszcze lepiej – przekomarzał się ze mną loczek – I to jak. Nawet nie wiesz, jak ta koronka świetnie wygląda na pupie, a ten stanik w komplecie z moimi piersiami to bajka. Nawet twoje cztery stuki wymiękają – mówiłam cwaniacko uśmiechając się pod nosem, a oczy Hazzy coraz bardziej rozbłyskały – Idę się przebrać – Okej – odpowiedział tylko oszołomiony moją wypowiedzią. Poszłam do łazienki, zmieniłam ciuchy Hazzy na swoje i wróciłam do salonu – Myślałem, że wyjdziesz się pokazać w tej bieliźnie – Wołałam, ale nie słyszałeś. Myślałam, że nie chcesz popatrzeć. Trudno może następnym razem – zażartowałam – Bardzo chętnie – odpowiedział uśmiechając się szeroko. – Będę lecieć – Nie musisz. Zostań jeszcze na trochę. Zjemy razem kolację, czy coś tam… – Nie, wrócę już do domu – ruszyłam w stronę drzwi, założyłam buty, które były jeszcze trochę mokre – Dzięki za wszystko – przytuliłam chłopaka – To ja dziękuję i jeszcze raz przepraszam – Nic się nie stało mały. Trzymaj się – Otworzyłam drzwi – Czekaj! – zawołał Harry i pobiegł do salonu. Wrócił za kilka sekund niosąc ze sobą fioletową bluzę – Załóż, jest chłodno. Oddasz przy okazji – Dzięki, pa! – powiedziałam i przeciągnęłam przez głowę cieplutką bluzę – Uważaj na siebie! pa! – zawołał Harry. Odprowadził mnie wzrokiem do samego samochodu i stał w drzwiach tak długo, aż zniknęłam za zakrętem. Co za zakręcony dzień. Nie mogę się doczekać, kiedy wreszcie będę w domu i porządnie się wyśpię.

Rozdział 81.

- Super fotka, co? – usłyszałam za plecami głos loczka – Tak, jest świetna – uśmiechnęłam się i odłożyłam zdjęcie na półkę – Tu masz ręczniki, a zaraz znajdę ci jakieś suche ciuchy – powiedział i podszedł do szafy. Otworzył drzwi, a ja spostrzegłam, że panuje w niej porządek. Wszystkie koszule wiszą na wieszakach, tshirty są poukładane starannie na półkach, na innych leży kilkanaście par spodni – Hmm, co by ci tu dać… – zastanawiał się chłopak – Coś ciepłego i luźnego – odpowiedziałam i podeszłam do szafy stając obok niego. Chłopak wyciągnął szare spodnie od dresu i prostą, czarną koszulkę z krótkim rękawkiem – Może być? – Jasne, dzięki. Mogłabym cię jeszcze prosić o jakieś skarpety. Stopy mi zaraz odmarzną – Chłopak sięgnął po coś na dno szary. Wyprostował się i zamachał grubymi, zielonymi skarpetami w brązowe reniferki, zaśmiałam się na ich widok – Co to takiego? Nie obraź się, ale nie bardzo pasują do twojego stylu – Harry zrobił poważną minę – One są bardzo w moim stylu. – zaśmiał się i mówił dalej – To gwiazdkowy prezent od babci, najcieplejsze skarpety jakie mam. – Skoro najcieplejsze to biorę bez zastanowienia – uśmiechnęłam się – Proszę bardzo – powiedział podając mi niesforny prezent. – Idę do łazienki wysuszyć włosy, a ty przebież się tutaj, okej – Jasne – odpowiedziałam. Harry wyszedł z pokoju biorąc z sobą suche ubrania, które wybrał dla siebie. Owinęłam jednym ręcznikiem mokre włosy, zdjęłam mokre ubrania i wytarłam się do sucha. Ubrałam ciuchy Hazzy. Były trochę za duże i dziwnie czułam się bez bielizny pod spodem, ale lepsze to niż moje mokre ubrania. Usiadłam na łóżku i czekałam na Harrego. Po chwili zapukał do pokoju – Mogę wejść?! – zawołał – Jasne, wchodź – odpowiedziałam, a chłopak wszedł do środka – Jestem już gotowa. Wrzucimy ciuchy do suszarki, a potem wysuszę włosy. Jeśli mogę – Choć za mną – Wyszliśmy z pokoju Hazzy. Szliśmy przez korytarz, ja niosłam mokre ciuchy, chłopak szedł przodem – Tu jest łazienka, suszarka do włosów leży obok lustra – A gdzie ta do ubrań? – zapytałam rozglądając się po pomieszczeniu – Na dole w pralni. Daj te ciuchy, wrzucę je do maszyny, niech się już suszą, a ty zrób porządek z włosami – niechętnie podałam mu kupkę mokrych ciuchów. Włączyłam suszarkę i zaczęłam przeczesywać palcami mokre kosmyki włosów dmuchając na nie gorącym powietrzem. Hmm trochę dziwnie dawać obcemu facetowi swoją bieliznę do suszenia… Dobrze, że chociaż miałam dziś ładny czarny komplet; koronkowe bokserki i stanik tego samego koloru z wstawkami z koronki… Zresztą jakie to ma znaczenie? Mogłabym mieć na sobie majtki z Myszką Mickey i nie powinnam się tym przejmować, bo Harremu nic do mojej bielizny, a raczej mi nic do tego jak zareaguje na jej widok. Wmawiam to sobie, jednak odczuwam satysfakcję z tego, że bielizna była seksowna… – Jestem! – zawołał Harry, stojąc w progu, a ja aż podskoczyłam. Wyłączyłam suszarkę – Boże, ale mnie wystraszyłeś! – Przepraszam nie chciałem. Twoje ciuchy już się suszą. Jak skończysz z włosami to przyjdź do salonu. Zrobię nam ciepłej herbaty. Nadal nie wyglądasz najlepiej, musisz się rozgrzać – Dzięki – odpowiedziałam tylko, chłopak uśmiechnął się, obrócił na pięcie i zszedł na dół. Jeszcze przez chwilę byłam w łazience. Gdy moje włosy były całkowicie suche wyjęłam kabel suszarki z prądu i odłożyłam ją na miejsce. Niepewnym krokiem zeszłam na dół. Telewizor był włączony, na stole stały dwa duże kubki herbaty, a Harry siedział na kanapie i oglądał jakiś serial komediowy. Usiadłam obok niego – Twoja herbata – powiedział podając mi duży kubek od razu upiłam spory łyk – Mmmm… dzięki. Jest pyszna i jaka gorąca – odłożyłam kubek na stół i skrzyżowałam ręce na piersiach. Było mi strasznie zimno. Położyłam jedną stopę na drugą, aby trochę je rozgrzać, ale nawet skarpety w renifery nie pomagały. Wzięłam ze stołu kubek i zrobiłam jeszcze jeden łyk herbaty – Dalej ci zimno? – zapytał z troską Harry – Jak cholera – odpowiedziałam trąc ramiona. – Dlaczego od razu nie powiedziałaś? Dałbym ci jakiś sweter – Nie chciałam cie wykorzystywać i tak już dużo dla mnie zrobiłeś – uśmiechnęłam się – Tak, bardzo dużo. Dzięki mnie jesteś przemoczona i zmarznięta. Masz mi być za co wdzięczna – powiedział z sarkazmem – Masz, od razu będzie ci cieplej – chłopak zdjął bluzę którą miał na sobie. Była ona fioletowa z wielkim napisem JACK WILLS na przodzie. Od razu ją założyłam. Nagrzała się od ciała Harrego, była przyjemnie cieplutka i pięknie pachniała – Dzięki od razu mi lepiej – Nie powiedziałbym. Dawaj te stopy – złapał mnie za nogi i obrócił tak, że siedziałam bokiem na sofie, plecy oparłam o poduszkę, a stopy miałam położone na udach Hazzy, a ten pocierał je i ściskał w dłoniach, tak aby pomóc mi się zagrzać – Nie musisz tego robić, choć możesz, bo to bardzo przyjemne – zaśmiałam się – Wiem, ale mam wyrzuty sumienia, że przeze mnie zmarzłaś. – Żaden problem, za to miło spędzam popołudnie – uśmiechnęłam się. – Harry, możemy teraz pogadać. Tak na poważnie i na spokojnie – Postaram się. I może ja zacznę – powiedział chłopak i podciszył telewizor – Słucham – odpowiedziałam zaskoczona – To bardziej prośba niż rozmowa, ale czy mogłabyś nie wspominać Louisowi, ani chłopakom o tym co dziś między nami zaszło? – uśmiechnęłam się pod nosem – Co? – zapytał zaniepokojony – Nic, tylko chciałam cię prosić o to samo, tylko nie wiedziałam jak to zrobić. Umawiamy się, że dzisiejszy dzień zostaje tylko między nami? – Dla mnie bomba – uśmiechnął się – Dla mnie też. Ale teraz ważniejsza sprawa… wytłumacz mi proszę o co ci rano chodziło. Dlaczego byłeś taki oschły? – chłopak zaczął się kręcić, zastanawiać, rozglądać na boki – Harry, spokojnie – Chłopak kiwnął głową, nabrał głęboko powietrza do płuc i wypuścił je głośno – Daj mi pozbierać myśli – złapał się za głowę i zaczął ciężko nad czymś myśleć. Widać było, że chłopak podchodzi do tego bardzo emocjonalnie i to dla niego ciężki temat, dlatego nie ponaglałam go, tylko dałam mu tyle czasu ile potrzebuje. W ciszy przyglądałam się Hazzie i czekałam, aż wreszcie wyrzuci z siebie to co od dobrych kilku miesięcy leżało mu na sercu…
_____________________________________________
przepraszam, że tak późno. Jutro postaram się dodać
drugą część tej rozmowy ;) buziaki i dobrej nocy! :**