Archiwum dla Maj, 2012

♥ ♥♥

Heelllo :) dziś szybka notka i mam nadzieję za kilkadziesiąt minut nowy rozdział :)
w tej notce chciałam dodać zdjęcia chłopaków które ostatnio wpadły mi w oko
i z przerażeniem stwierdziłam, że jest to milion zdjęć Zayna, dwa Hazzy, jedno
Niallera,
jedno Liama i dwa Louisa… ;O straszne! wmawiam sobie, że po prostu
nikt nie
zrobił fajnych zdjęć pozostałym chłopakom, ale to raczej Zaynofobia
dalej zbiera swoje
żniwo. DIRECTIONER oddawaj mi Hazzę :((

Zayn: (wybrałam trzy najlepsze spośród miliona przecudownych)

Harry:


(Harry – kotek: moje osobiste best foto ever!! <3)

Loui:

Niall:

Liam:

i cała piąteczka :)

buziaki! ♥♥♥

Rozdział 80.

- Cała się trzęsiesz. Przeziębisz się, powinniśmy już jechać – powiedział Hazza, ale dalej mocno mnie przytulał nie pozwalając się ruszyć ani o milimetr. Ktoś to musiał wreszcie zakończyć, choć żadne z nas nie miało na to najmniejszej ochoty. Tym kimś niestety musiałam być ja – Robi się chłodno, jedźmy już – Chłopak nabrał powietrza do płuc, powoli je wypuścił i dopiero wtedy uwolnił mnie z swojego uścisku – Masz rację… zawieziesz mnie do domu? – zapytał nieśmiało, a ja nie zdążyłam nawet nic odpowiedzieć – Zrozumiem jeśli nie. Możesz mieć na dzisiaj dosyć mojego towarzystwa. Zadzwonię po mamę, taksówkę, czy kogoś tam. Tylko musiałabyś mi pożyczyć telefon, bo gdzieś zapodziałem swój… – zaśmiałam się – Powiedziałem coś śmiesznego? – zapytał uśmiechając się pod nosem i marszcząc brwi – Ale z ciebie głuptas, chodź! – zaczęłam biec w stronę samochodu, Harry biegł za mną. W sumie nie wiele nam to już pomogło, bo byliśmy przemoczeni do samej bielizny. Wskoczyliśmy do samochodu – Łuuh! Jak zimno! – włączyłam ogrzewanie na max i zacierałam ręce. Harry od razu przyłożył swoje dłonie do dmuchawy z której wiało przyjemne, gorące powietrze – Jak milutko – powiedział. Ruszyliśmy w stronę Holmes Chapel. Jechaliśmy już od kilku minut w totalnej ciszy. Spojrzałam na Hazzę. Wpatrywał się tępo w szybę i był zamyślony – Co jest? Coś cię gryzie? – zapytałam – Nie mogę sobie wybaczyć tego co ci powiedziałem… – Harry – uśmiechnęłam się do niego miło – Nie przejmuj się, wszystko jest okej. – Złapałam go za dłoń, która spoczywała na jego mokrym udzie. Chłopak ścisnął ją mocno – Możemy się umówić tak, że ja zapomnę o wszystkim, jeśli ty też puścisz w niepamięć rozwydrzonego gwiazdorka i rozkapryszonego gówniarza – Harry parsknął śmiechem – To było mocne – Przyznaj, potrafię dowalić człowiekowi? – dopytywałam cwaniacko – I to jak! To bolało, zdeptałaś mnie jak małego robaczka – I vice versa – odpowiedziałam, ale widząc jak z twarzy Hazzy znika uśmiech od razu dodałam – To jak? Zapominamy o tym rozkapryszony gówniarzu? – Myślę, że tak, ty pępku świata z śliczną buźką – To akurat było miłe – uniosłam brwi ku górze – Więc to odwołuję – odpowiedział cwaniacko – Świnia – pokazałam mu język – Przecież żartuję. Więc zapominamy o wszystkim oprócz ślicznej buźki. Może być? – zapytał – Dla mnie super… a właśnie! Zupełnie o tym zapomniałam – Sięgnęłam do torebki i wyciągnęłam z niej telefon Hazzy – Proszę – powiedziałam podając chłopakowi jego czarnego Blackberry – Moja komórka! Skąd ją masz? – Musiała wypaść ci z kieszeni, gdy wysiadałeś z samochodu – Dzięki – uśmiechnął się miło.

- Welcome in Holmes Chapel – przeczytałam ogromny napis przed wjazdem do miasteczka – Gdzie teraz? – zapytałam – Na skrzyżowaniu w prawo – Tutaj? – Tak tu. Teraz prosto, prosto… prosto… tu w lewo… i… i widać już mój samochód na końcu ulicy. – Tak rzeczywiście, już widzę – podjechałam pod dwupiętrowy szeregowiec. Jedną część z niego zamieszkiwał Harry z rodziną. Przed domem na podjeździe stał czarny Lange Rover – Choć do środka, musisz się wysuszyć – Nie, coś ty. Jakoś przeżyję, nie jestem z cukru, nie roztopię się. Wrócę tak do domu – Olii, nie daj się prosić – Naprawdę nic mi nie będzie. A nawet jeśli to pośpię trochę pod cieplutką kołdrą w domu i w dwa dni będę zdrowa. Gorzej z tobą i twoim gardłem. Zmykaj do domu – Dobrze, ale poczekaj tu chwilę – Nie zdążyłam nic odpowiedzieć, bo Hazza wyskoczył z samochodu i pobiegł w stronę domu. Ciekawe co znowu wymyśli… Otworzył drzwi i wszedł do środka. Po chwili wybiegł z niego trzymając w ręce ogromny czarny parasol. Podszedł do drzwi samochodu z mojej strony, otworzył je i rozłożył parasol – Zapraszam – powiedział i wyciągnął do mnie dłoń, aby pomóc mi wyjść z auta – Ale z ciebie uparciuch – pokręciłam głową, uderzyłam go dłonią, jakbym przybijała mu piątkę, następnie złapałam ją i wyszłam z samochodu – Uparty osiołek – przewróciłam oczami – Też się cieszę, że cie widzę – pokazał mi język.

Weszliśmy do domu. Muszę przyznać, że z zewnątrz wydawał się dużo mniejszy. Był to dom urządzony w bardzo dobrym stylu, wszystko do siebie pasowało, było eleganckie, wszędzie panował nienaganny porządek. Z drzwi wejściowych wchodziło się do małego otwartego przedsionka, w którym stała tylko półka na buty i wieszak, a dalej był salon. Był on dość duży. Ściany były pokryte tapetą w kolorze ecru. Na podłodze był niezwykle zadbany, drewniany, dębowy parkiet, na środku pokoju stał narożnik obity brązową skórą, a przed nim stał drewniany stolik. Na ścianie wisiał ogromny telewizor. Z prawej strony był wbudowany w ścianę kominek obłożony kamieniami w odcieniach brązu i beżu. Na nim stało kilka zdjęć Hazzy i jego rodziny. Przed nim na podłodze leżał brązowy dywanik z owczej wełny. Pod sufitem wisiał ogromny, złoty żyrandol. Wszędzie były świeże kwiaty w idealnie czystych, szklanych wazonach. Dalej było widać wyspę kuchenną, wykonaną oczywiście z drewna i nowoczesne sprzęty kuchenne. Nigdzie nie było nawet grama kurzu. Niby super, ale nie był to typowy, przytulny dom. Nie czułam się tam swobodnie, raczej jak w muzeum, bałam się czegokolwiek dotknąć, by tego nie pobrudzić. Harry odłożył parasol do specjalnego pojemnika obok drzwi. Zdjęliśmy buty, chłopak położył je na kaloryferze i ruszył przed siebie, a ja nadal stałam w przedsionku i przyglądałam się uważnie salonowi. – Olii, chodź – zwrócił się do mnie chłopak – Nie wiem czy to dobry pomysł. Co powiedzą twoi rodzice? Jesteśmy cali mokrzy, wszędzie będą plamy wody z naszych ubrań – Nie ma ich w domu. Zresztą, nie przejmuj się tym, chodź, masz już sine usta od tego zimna – podeszłam do chłopaka i wyszliśmy po drewnianych, półokrągłych schodach do góry. Chłopak podszedł do jednych z drzwi i otworzył je – Proszę, rozgość się. Ja pójdę po jakieś ręczniki – puścił mnie przodem – Dobrze – odpowiedziałam. Weszłam do jego pokoju. Był urządzony w takim samym stylu co cały dom, ale był trochę, hmm.. normalniejszy. Na kremowych ścianach w antyramach wisiały plakaty; między innymi Marylin Monroe, jakaś stara reklama Pepsi, oraz zdjęcie czerwonego, Londyńskiego autobusu. Na półkach były poukładane książki, na krześle obok biurka wisiała marynarka. Pod oknem stało duże łóżko, w ścianie były drzwi do szafy chłopaka pokryte lustrem. Podeszłam do regału stojącego obok biurka. Na samej górze stały kosmetyki Harrego. Pięć buteleczek drogich perfum, różnorakie kremy; najczęściej antybakteryjne i do skóry z trądzikiem. Dalej guma i żel do włosów, krem do rąk. Na następnej półeczce były ramki z zdjęciami. Harrego z dzieciństwa, z siostrą i mamą, później z chłopakami podczas nagrań Xfactora, z Edem Sheeranem i największe zdjęcie przedstawiające naszą ósemkę na plaży. Podnoszę ostrożnie to zdjęcie z regału. Musieliśmy je zrobić podczas nagrań, bo jesteśmy w ciuchach z teledysku do WMYB. Nie pamiętam tego zdjęcia… ale robiliśmy ich sobie setki, więc to nic dziwnego. Śmieję się pod nosem widząc nasze pozy. Oczywiście nikt nie patrzy do obiektywu. Niall i Louis leżą ma piasku, oczywiście jeden na drugim, Zayn trzyma na rękach Katie, patrzą na siebie uśmiechając się, Amy obejmuje Liama w pasie, oboje spoglądają w lewą stronę na coś co Daddy wskazuje palcem. Obok nich stoi Harry, a ja siedzę mu na ramionach. Chłopak trzyma mnie za nogi obydwoma rękami i patrzy na mnie podniesioną do góry głową. Ja spoglądam w dół na niego. Uśmiecham się szeroko, ale mam wielkie oczy i chyba coś mówię; najpewniej drę się, że zaraz spadnę. Obie dłonie mam splecione pod brodą chłopaka i trzymam się jej kurczowo. Widać, że wszyscy świetnie się bawimy. Chyba każdy ma u siebie na półce zdjęcie z tego okresu. Pierwszy singiel, pierwszy teledysk. Świetne wspomnienia…

Rozdział 79.

Jadę już dokładnie dwadzieścia trzy minuty. Czas dłuży mi się w nieskończoność, minuty wydają się być godzinami. Mam wyrzuty sumienia, Harry zachował źle, ale nie powinnam go zostawiać na tym pustkowiu. Ale co miałam zrobić? Pozwolić, aby zobaczył jak się rozklejam? Albo brnąć z nim dalej w tą bezsensowną kłótnię? Muszę się uspokoić, przecież nie ma czterech lat, da sobie radę. Byliśmy już na półmetku drogi, pewnie zadzwoni po mamę, czy kogoś tam. Zresztą nie moja sprawa, za to jak mnie potraktował nie powinnam się w ogóle zastanawiać nad jego dalszymi losami. Wbijając sobie takie postanowienie do głowy jadę dalej. Znów spoglądam na zegarek. Super, minęły dopiero trzy minuty od kiedy ostatni raz na niego spojrzałam. Przełączam odtwarzacz w samochodzie na radio. Świetnie, leci piosenka „Dance with me tonight” Olly’iego Murs’a. Od razu pogłaśniam odtwarzacz i podśpiewuję refren wesołej piosenki. Zaczyna dzwonić telefon. Sięgam do torebki i z zdziwieniem stwierdzam, że to nie mój. Wyświetlacz nie pokazuje żadnej informacji o połączeniu, jednak gdzieś ciągle gra melodyjka. Puszczam migacz i zatrzymuję się na poboczu. Jak na złość telefon przestaje dzwonić. Sięgam ręką pod kanapę pasażera i z przerażeniem podnoszę z podłogi telefon Harrego! Musiał mu wypaść z kieszeni, gdy wysiadał z samochodu. Co za osiołek!… to znaczy, że ja zostawiłam go samego, z dala od domu bez telefonu? Co ja sobie wyobrażałam!? Jak w ogóle go mogłam tam zostawić? Tym bardziej, że Harry jest sławny, Bóg jeden wie, co może przyjść jakimś szalonym fanom do głowy… wzdrygnęłam się na samą myśl. I jeszcze zaczyna padać. No świetnie, czy wszystko obraca się przeciw mnie? Czym prędzej zawracam i jadę w kierunku drogi na której zostawiłam Harrego. Jestem na siebie taka wściekła, nie powinnam go tam zostawiać, bez względu na to co mówił. Odwiozłabym go do domu i miałabym czyste sumienie. Powinnam przyjąć jego krytykę na klatę i jechać dalej. W jego słowach być może było trochę prawdy… poniosło mnie, nie powinnam go wyzywać od gówniarzów i gwiazdorków, nie powinnam tego była w ogóle komentować. Powinnam liczyć się z tym, że Harry kocha Louisa i zawsze będzie o niego zazdrosny… Dojeżdżam do miejsca w którym zostawiłam Hazzę i z przerażeniem stwierdzam, że chłopaka tam niema. Zwalniam i jadę bardzo powoli, obserwując uważnie pobocze z obu stron jezdni. – Musisz tu gdzieś być mały, musisz… – powtarzam twardo pod nosem, Harrego jednak niestety nigdzie nie ma, a deszcz leje coraz mocniej. Włączam wycieraczki na większą szybkość, bo nie nadążały z usuwaniem wody z szyby. Moim oczom ukazuje się długonoga, skulona postać, idąca szybkim krokiem po prawej stronie drogi. Co prawda loczki już dawno rozprostowały się pod ciężarem kropli deszczu, ale od razu poznałam, że ową postacią jest Harry. Kamień spadł mi z serca! Zatrzymuję auto przed idącym chłopakiem. Wychodzę na zewnątrz i staję obok samochodu. Nie wiem jak mam się zachować, co mam powiedzieć… Chłopak zatrzymał się kilka metrów ode mnie. Patrzyliśmy na siebie w ciszy, każde z nas bało się reakcji drugiego. W końcu Harry nieśmiałym, powolnym krokiem ruszył w moją stronę – Przepraszam – wyszeptał i przytulił mnie. Stałam jak wryta. Nie wiedziałam jak mam się zachować. Przecież potraktował mnie jak śmiecia. Mam go teraz odepchnąć od siebie, zacząć krzyczeć…? Szczerze powiedziawszy nie mam na to najmniejszej ochoty. Złe emocje znikły wraz z jego czułym dotykiem. Dalej było mi przykro, ale ogarnął mnie dziwny spokój. Odwzajemniłam jego uścisk. Objęłam go obiema rękami w pasie i oparłam policzek o jego klatkę piersiową. Chłopak przysunął się do mnie jeszcze bliżej, lewą dłonią mocno mnie obejmował, prawą zaś jeździł w górę i w dół po mojej mokrej już od deszczu koszulce. Rozluźniłam uścisk, a chłopak wypuścił mnie z objęć. Odsunął się ode mnie o pół kroku i spojrzał mi w oczy, na co ja od razu spuściłam głowę w dół, wbijając wzrok w czubki swoich butów. – Olii… To ci powiedziałem… wybacz mi. Byłem zły, gadałem co mi ślina na język przyniosła. Przecież wiesz, że to nie prawda i tak nie myślę. Nie jesteś do niczego, jesteś najlepsza, rozumiesz? Dużo osiągniesz w życiu, bo jesteś wyjątkowa. Nigdy nie poznałem kogoś takiego jak ty. Wierzę w ciebie i żałuję każdego słowa które powiedziałem. Przepraszam, tak bardzo mi przykro – mówił niepewnym, łamiącym się głosem. Na moment podniosłam wzrok i spojrzałam na Harrego. Na jego twarzy malował się smutek i zniecierpliwienie. Czekał na moją odpowiedź, reakcję, na jakikolwiek sygnał z mojej strony. Na marne. Bez słowa powróciłam do wcześniejszej pozycji, tępo spoglądając na kropelki wody uderzające o podłoże jezdni. Zawsze przez moją głowę przelatywało milion myśli, tym razem było inaczej. W głowie miałam zupełną pustkę. Nie wiedziałam co mam zrobić, nie mogłam się na niczym skupić, ani powiedzieć niczego sensownego. Gdyby ktoś zapytał mnie teraz o moje nazwisko musiałabym się chwilę zastanowić nad odpowiedzią. Po kilkunastu sekundach ciszy, które wydawały się być godzinami Harry złapał nieśmiało moją dłoń – Oliwa, odezwij się do mnie, proszę… – uniosłam głowę i pozwoliłam, aby nasze oczy się spotkały. – Nie wiem co mam powiedzieć – odparłam – Cokolwiek. Nawrzeszcz na mnie, wyzwij od najgorszych, tylko proszę zareaguj jakoś. Wolę, żebyś mnie nienawidziła niż żebym był ci obojętny… Przynajmniej w ten sposób daj mi znać, że być może nie wszystko stracone i jest jakaś nadzieja, że mi wybaczysz… – wpatrywał się we mnie swoimi wielkimi, zielonymi oczami, do których spływała woda kapiąca z końcówek jego grzywki. – Oliwia, proszę… – wypuściłam głośno powietrze z płuc – Harry… – zaczęłam cicho – To co powiedziałeś… nawet nie wiesz jak to zabolało. Nie wiem dlaczego, ale takie słowa z twoich ust trafiają w samo serce… – skrzywiłam się na samo wspomnienie naszej kłótni, Harry słuchał mnie w skupieniu, a ja mówiłam dalej – Przyjaciele nie powinni sobie mówić takich rzeczy… tak się poniżać. Nawet w najgorszej kłótni. Chyba, że nimi nie jesteśmy? – zapytałam niepewnie – Oczywiście, że jesteśmy. Ty i chłopaki jesteście dla mnie najważniejsi. Jesteście dla mnie wszystkim. Sam nie wiem co mnie napadło. Jak mogłem się tak do ciebie odezwać? Idiota ze mnie. Bardzo tego żałuję. Gdybym mógł cofnąć czas, tylko ten jeden raz w życiu to byłby ten moment. Niestety nie mogę. Jedyne co mi teraz zostało to prosić, abyś mi wybaczyła – chłopak cały czas ściskał moją dłoń, jak gdyby bał się, że gdy ją puści zniknę. Mówił szczerze, żałował tego co zrobił. Czułam i widziałam to po jego zachowaniu. – Tak jak już mówiłam, przyjaciele nie mówią sobie takich rzeczy – Ale… – przerwał mi chłopak – Daj mi skończyć Harry – uciszyłam go – nie mówią sobie takich rzeczy, ale też nie zostawiają się na totalnym pustkowiu nawet w największej złości. Zostawiłam cię tutaj zupełnie samego, nie powinnam tego robić, bez względu na to jak raniące były twoje słowa… Ja również powiedziałam ci tyle przykrych rzeczy, których nie powinnam mówić, przepraszam – Olii – chłopak zaśmiał się pod nosem – Nie masz mnie za co przepraszać. Należało mi się. Dziwię ci się, że w ogóle po mnie wróciłaś. – Umarłabym jeśli coś by ci się stało. Przecież wiesz, jak ważny jesteś dla mnie – Chłopak uśmiechnął się lekko, pocałował mnie czule w policzek i ponownie mocno przytulił całym swoim ciałem – Przepraszam za wszystko – Ja też – odpowiedziałam. Staliśmy tak przez chwilę w ciszy, nie zwracając uwagi ani na zimny, ulewny deszcz, ani na mijające nas z dużą szybkością samochody. Najważniejsze było to, że Harry był ze mną, cały i zdrowy i to, że między nami znowu wszystko było okej. Co prawda nie dowiedziałam się, co było powodem wrogiego nastawienia do mnie, ale nie będę na razie poruszać tego tematu, bo jest on dla Hazzy bardzo drażliwy, a nie chcę się z nim znowu kłócić. – Cieszę się, że jesteś – powiedział szeptem. Na dźwięk tych słów uśmiechnęłam się tylko szeroko. Takiego Harrego mi brakowało. Troskliwego, miłego chłopaka, który krył się gdzieś w środku niedostępnego i wiecznie obrażonego Hazzy.
_________________________________
Łuhuhuuuu! ponad 100 tyś odwiedzin i
żadnych zwariowanych snów z Malikem :D
yeah, great day! dziękii ;*