Archiwum dla Maj, 2012

Rozdział 78.

Kątem oka spojrzałam na Harrego. Chłopak siedział obok ze spuszczoną głową i spod byka, marszcząc czoło spoglądał na drogę przez przednią szybę. Wydawał się być zamyślony, wyglądał jak obrażone dziecko, któremu ktoś zabrał zabawkę… Skierowałam wzrok z powrotem na jezdnię. Ustawiłam nawigację na adres, który podał mi Zayn. Po kilku minutach jazdy w totalnej ciszy postanowiłam włączyć radio. Nacisnęłam CD i z głośników zaczęła dobiegać melodia piosenki ‚What makes you beautiful’ – Pfffff – powiedziałam tylko i natychmiast wcisnęłam na dotykowym ekranie mojego radia cyfrę 2 pod którą znajdował się album Ed’a Sheerana ‚+’. – Czemu przełączyłaś nasz album na ‚Plus’? – zapytał Zayn, gdy rozpoczynał się utwór ‚The A Team’. Spojrzałam w tylne lusterko i zobaczyłam, że czarnuszek mówi do mnie z zamkniętymi oczyma i prawie zasypia – Jakoś nie mam dziś ochoty na waszą skoczną i żywą płytę. Wolę coś spokojniejszego. Ale nie martw się, ‚Up All Night’ kocham najbardziej – No ja myślę – odpowiedział tylko uśmiechając się pod nosem. – Zayn? – Słucham cię mała – Mogę cię o coś zapytać? – Pytaj – odparł chłopak – Bo wiesz, to trochę delikatna sprawa, ale tak właściwie to co z tobą i Katie? – Którą Katie? Miałem już tyle dziewczyn, że ciężko spamiętać mi ich imiona – zażartował chłopak – Wariat – odparłam – Pytam poważnie. Wydawało mi się, że coś między wami jest – Chłopak głośno wypuścił powietrze z płuc – Mi też się tak wydawało – Zayn, nie każ się ciągnąć za język. Co się stało? – chłopak zaczął się uderzać otwartą ręką w czoło, co wydawało specyficzny dźwięk – Olii, wiedziałaś, że ona miała narzeczonego? Studenta medycyny – Co ty? Nigdy nie wspominała – zdziwiłam się – Widzisz, mi też zapomniała powiedzieć o tym drobnym szczególe. Dowiedziałem się przypadkiem. Gdy wróciliśmy z trasy po europie, kupiłem kwiaty, czekoladki i pojechałem do niej, aby zrobić jej niespodziankę. Idiota ze mnie – przerwał swoją opowieść, zaśmiał się sam z siebie i uderzył mocniej w czoło – … i co było dalej? – zapytałam nieśmiało – A dalej, ha, wiesz, przyjechałem do niej, siedzieliśmy w salonie, ognień w kominku, kwiaty w wazonie, full romantyk. Prawie full romantyk. Jej chłopak Gregg, wpadł na ten sam pomysł co ja. Zadzwonił do drzwi z kwiatami i butelką wina. Chciałabyś widzieć jej minę, gdy nas sobie przedstawiała „Zayn to Gregg, mój narzeczony, Gregg to ten Zayn z One Direction” Super, nie ma to jak być „tym Zaynem z One Direction”. W życiu nie umówię się z żadną fanką, ani modelką. W życiu! Wszystkie kobiety są takie same. Bez urazy Olii, takie jak ty trafiają się jedna na milion, reszta to masówka, wszystkie takie same. Woda zamiast mózgu. – Zayn.. – Przepraszam, taka prawda – Nie martw się, kiedyś trafisz na tą swoją jedyną. Swoją drogą niezłe ziółko z tej Katie… Zayn, ona zraniła cię, prawda…? Zależało ci na niej co? – chłopak odetchnął głośno – Tak zraniła mnie i to cholernie. Mam dość bab na najbliższe pięć lat. – zaśmiałam się – Właśnie, jeśli powiesz komuś, że rzuciła mnie dziewczyna to cię uduszę. Wiesz, muszę trzymać renomę niezdobytego Zayna Malika – zażartował, a ja parsknęłam śmiechem – Nie martw się, nie pisnę ani słowa – Dzięki – odpowiedział i zamknął ponownie oczy. Nie wypytywałam go o więcej szczegółów. Widziałam, że był już zmęczony i pozwoliłam się mu na chwilę zdrzemnąć. Znów spojrzałam na Harrego, który nie zmienił pozycji, dalej gapił się przez okno. Chciałam coś powiedzieć, ale otworzyłam tylko usta, po czym bez żadnego dźwięku od razu je zamknęłam. Nie warto się denerwować i produkować. Niech sobie siedzi obrażony. Tylko ta moja ciekawość…

Po około pół godzinie drogi byliśmy już pod domem Zayna. Że też on musiał mieszkać bliżej i wysiadać pierwszy… No trudno, będę musiała pokonać następną godzinę drogi sam na sam z obrażonym Haroldzikiem – Zayn, obudź się, jesteśmy już na miejscu – powiedziałam, a chłopak przetarł oczy rękami i otworzył je – Co? – zapytał zaspany – Jesteśmy pod twoim domem – O, super. Dzięki za podwiezienie – wyszłam z samochodu, aby pożegnać się z Zaynem. Nie wyłączałam silnika i starałam się zrobić to jak najszybciej, żeby nie drażnić bardziej Harrego. – Do zobaczenia – powiedziałam przytulając chłopaka – Trzymaj się, dzięki – odpowiedział. Wsiadłam do samochodu i ruszyłam dalej. Westchnęłam głęboko, muszę się do niego odezwać, przecież nie wiem gdzie mam jechać. – Twój adres – powiedziałam tylko – Co? – popatrzył na mnie jakbym zapytała go o to co otrzymamy w skutek reakcji magnezu z kwasem solnym – Muszę wiedzieć gdzie mieszkasz, nie wiem gdzie jechać – opanowałam nerwy i odezwałam się najmilej jak potrafiłam, choć najchętniej wykopałabym ten jego gwiazdorski tyłek z mojego samochodu i wróciła do domu – Jedź do Holmes Chapel, a dalej cię poprowadzę – odpowiedział obojętnym tonem, jakby robił mi łaskę, tym, że się do mnie odezwał – Okeej – odpowiedziałam tylko. Po piętnastu minutach jazdy tylko z Harrym moja ciekawość wygrała, a duma poszła w kąt. – Harry? – zapytałam nieśmiało nie odrywając wzroku od jezdni. – Tak? – Spostrzegłam, że obrócił głowę w moją stronę i przyglądał mi się uważnie, co trochę mnie krępowało – O odezwałeś się do mnie, jak miło – spojrzałam na niego i uśmiechnęłam się, na co on znowu zrobił kamienną twarz i martwo spoglądał przed siebie – Nie obrażaj się – Nie obrażam – uciął – Dobra wystarczy tych dziecinnych gierek. O co ci chodzi Harry? Ja ciebie w ogóle nie rozumiem, wygłupiamy się i bawimy razem, a po chwili zachowujesz się jakbym była twoim największym wrogiem. Dlaczego? – To skomplikowane – odpowiedział – Ah, tak, czyli uważasz, że nie należą mi się żadne wyjaśnienia, bo i tak jestem za głupia, żeby je zrozumieć? – Nie mów tak. Nic nie wiesz – Więc mnie oświeć! – Szkoda czasu, jedź i się nie odzywaj. – Nie mogłam już wytrzymać tego jego urażonego tonu głosu – Nie rozkazuj mi ty rozkapryszony gówniarzu. Nic nie wiem? Za to ty wiesz wszystko najlepiej! Patrzcie na mnie, jestem Harry Styles, rozwydrzony gwiazdorek. Mam osiemnaście lat, jeżdżę nowym Lange Roverem, mam tysiące funtów na koncie, miliony fanek na świecie i zawsze rację! Nie mój drogi, nie masz racji i mam po dziurki w nosie twojego gwiazdorstwa i humorków. Pogódź się z tym raz na zawsze, ja i Lou będziemy razem czy ci się to podoba czy nie! – To teraz ty mnie posłuchaj i zrozum jedną rzecz. Ty też nie jesteś pępkiem świata. Ty i twój sławny facet, ideał większości lasek w Wielkiej Brytanii. Myślisz, że jeśli wyrwałaś Louisa na swoją śliczną buźkę to możesz się wywyższać i mnie wyzywać? Wydaje ci się, że będzie razem do końca świata i jeszcze dłużej? Nie znasz go i nic o nim nie wiesz… I nie schlebiaj sobie, moje zachowanie na pewno nie jest spowodowane tobą. Chciałabyś – zaśmiał się ze mnie kpiąco – A pieniądze na koncie i drogi samochód mam, bo sam sobie na niego zapracowałem. Nie kupił mi go bogaty tatuś, jak tobie. Sorry – Do moich oczu napłynęły łzy. Trochę z powodu tego, że zraniły mnie jego słowa, ale przede wszystkim dlatego, że byłam tak cholernie wściekła na tego szczeniaka! – Nie masz żadnego wpływu na mój związek z Louisem. Nie będziemy tak rozmawiać, opanuj swoją zazdrość – zdobyłam się na dość spokojny ton głosu – Wcale nie chcę z tobą rozmawiać – powiedział chłopak i włożył sobie słuchawki do uszu. Wcisnął play na swoim odtwarzaczu i zamknął oczy. – Bardzo dojrzale, naprawdę – powiedziałam i wyrwałam mu z ucha jedną z słuchawek – Daj mi spokój i wieź do domu – chłopak pokręcił głową patrząc na mnie jak na idiotkę – I co jeszcze? Może umyć buciki? – zapytałam z sarkazmem – Możesz, w sumie do niczego innego się nie nadajesz – odparł, a moje serce na moment zamarło. Spojrzałam na zaszklonymi od łez oczami. Byłam w szoku. Zacisnęłam mocniej dłonie na kierownicy – Olii, ja… – zaczął mówić spokojnie – Nic już nie mów – odpowiedziałam i gwałtownie skręciłam na pobocze, zatrzymując się w jakimś lesie na totalnym pustkowiu – Wychodź! – zawołałam łamiącym się głosem – Oliwia, przepraszam, nie chciałem… – Tak, przepraszasz, bo nie masz jak wrócić do domu. Ale mnie to nie interesuje, rozumiesz? Wynoś się stąd, nie chcę cię więcej widzieć! – To nie tak, ja naprawdę nie chciałem… – chłopak dalej siedział na siedzeniu pasażera i patrzył na mnie smutnymi oczami – Wysiadaj, proszę… – powiedziałam tym razem spokojnie, półszeptem, wpatrując się w białe pasy na drodze. Chłopak bez słowa wysiadł z samochodu, trzaskając przy tym drzwiami. Ruszyłam z piskiem opon, skręcając gwałtownie, tak aby zawrócić w stronę Londynu. Nie chciałam tego robić, ale spojrzałam w lusterko. Harry trzymał ręce przy głowie, ściskając w pięściach swoje loki i kopał nerwowo do jakiegoś kamienia. Moje nerwy też się uwolniły, po moich policzkach pociekły łzy. Jak on mógł mnie tak potraktować. Nawet podczas największych kłótni przyjaciele nie mówią sobie takich rzeczy, po prostu nie… Może się myliłam uznając Harrego za swojego przyjaciela? Być może kiedyś nim był. Uśmiechniętym, radosnym chłopakiem, który oddał by swój ostatni łyk wody na pustyni, aby ratować przyjaciela. Niestety sława uderza do głowy i po tym chłopaku zostało tylko smutne wspomnienie, które kłębiło się w mojej głowie. Smutny widok. Drewniany domek w L.A, ja siedząca na kolanach Harrego, który śpiewa mi wesoło What Makes You Beautiful, spoglądając w oczy i uśmiechając się nieziemsko. Uśmiecham się przez łzy wspominając te chwile, które już niestety nie wrócą. Straciłam przyjaciela, straciłam Harrego.
__________________________________________________________________________
no jaciesz pierdziele, MALIK, wynoś się z mojego łba! Pomocy, głupieję :((
Od kilku dni jakoś specjalnie nie zastanawiałam się nad boską urodą Zayna. Już myślałam, że objawy Zaynofobi mam za sobą. Do dziś rana, bo to właśnie dziś choroba odezwała się i to ze zdwojoną mocą :P Wiecie co mi się śniło? Spaceruję sobie z chłopakami z 1D, ale wszystko kręci się głównie wokół pana Malika. Chłopak był ubrany w ciuchy z teledysku WMYB + granatowa bluza. Wygłupiamy się, śmiejemy, żartujemy z siebie i ja w pewnym momencie łapię go z tyłu za spodnie, odsuwam je razem z bokserkami i wrzucam tam… garść kukurydzy! Łapiecie jaka bomba xD nie mogę no, ale najlepsze było potem. Wrzuciłam mu tą kukurydzę za majtki i macałam go [przez spodnie ;( ] po tyłku, żeby poczuć ziarenka… boże mój mózg… on wyparował xD a później oczywiście Zayn też wrzucił mi za majtki kukurydzę, ale nie obmacywał :(( Na końcu z przerażeniem stwierdziłam, (DALEJ ŚPIĄC!) że to był tylko sen i chciałam do niego wrócić, ale nie dało się. Ten blog i chłopaki zryli mi psychę, już nic nie będzie takie jak kiedyś :( haha, buziakii ;***

Rozdział 77.

- My też będziemy się zbierać. Jedziesz ze mną, czy zostajesz w domu? – zapytałam Louisa – Zostanę tutaj. Chciałbym spędzić trochę czasu z dziewczynkami i może spotkać się i pogadać z tatą. Nie masz nic przeciwko? – zapytał nieśmiało – Oczywiście, że nie. To świetny pomysł. Dziewczynki będą szczęśliwe, tobie również dobrze zrobi chwila z rodziną – uśmiechnęłam się do chłopaka – Idę się przebrać. Widzimy się w kuchni za dziesięć minut – powiedziałam do Zayna i Harrego. Oni byli już ubrani, wiec pomagali Louisowi i jego mamie posprzątać po śniadaniu. Ja poszłam do łazienki, umyłam twarz, zęby, uczesałam włosy, założyłam czyste ciuchy, a resztę moich rzeczy wrzuciłam do niewielkiej torby podróżnej. Poszłam do pokoju Louisa i zaczęłam go trochę ogarniać. Właśnie składałam kołdry, gdy ktoś zapukał do drzwi – Proszę – powiedziałam, a do środka wszedł Louis – Głuptasie, pukasz do swojego pokoju? – zaśmiałam się – Nie chciałem przeszkadzać – odpowiedział. – Coś się stało? Szukasz czegoś? – zapytałam, bo chłopak kręcił się po pokoju przeglądając jakieś książki – Tak, to znaczy nie… nic się nie stało… o jest! – wyciągnął z jednej z książek błękitną kopertę. Podszedł do mnie, złapał za rękę i pociągnął delikatnie, abym usiadła na łóżku obok niego – Co to takiego? – zapytałam, widząc jak obraca ową kopertę w palcach – Niespodzianka – uśmiechnął się słodko i wręczył mi kopertę. Zaśmiałam się widząc co było na niej narysowane. Rysunek wykonany przez Louisa oczywiście, przedstawiał mnie i jego stojących na małej wysepce. Nad nami była palma, a dokoła pływały rekiny – Świetny rysunek panie Picasso – Dzięki, ale z żalem muszę przyznać, że to co jest w środku bije go na głowę – zaciekawiona jego komentarzem od razu zabrałam się za otwieranie koperty. Wyciągnęłam jej zawartość, położyłam sobie na kolanach i czytałam w wielkim szoku – Co takiego?! – popatrzyłam zszokowana na uśmiechniętego Louisa – Nie podoba się? – Podoba i to bardzo, ale nie musiałeś wydawać tyle pieniędzy, skarbie – Obiecałem ci, że kiedy wrócę z trasy pojedziemy gdzieś razem odpocząć. – Gdzieś? Myślałam, że pojedziemy na weekend do Manchesteru czy coś w tym stylu – Pospacerować po rynku z krzyczącymi nastolatkami? – zaśmiał się Lou – Masz rację, czyli… o mój boże! – zaczęłam krzyczeć, gdy wreszcie doszło do mnie co właśnie przeczytałam – Lecimy na Tahiti! Tak się cieszę! Dziękuję ci skarbie – zaczęłam go całować – I właśnie na taką reakcję liczyłem, cieszę się, że ci się podoba – Podoba? Będzie świetnie! – Już to widzę.. tylko ja, ty, gorący piasek, gorące słońce i zimne drinki – rozmarzył się Lou – Żadnych fanek i chłopaków z zespołu. I to wszystko już za trzy dni – Kiedy?! – zawołałam zdziwiona i złapałam za bilet lotniczy, który spoczywał na moich kolanach – Trzy dni? Potrafisz zaskoczyć człowieka – Dziękuję, taki miałem zamiar – uśmiechnął się. – O nie, nie zdążę. Trzy dni, a ja muszę kupić tyle rzeczy… bikini, krótkie spodenki, sukienki… wszystkie letnie ciuchy zostawiłam w Polsce! – Skarbie, spokojnie. Tam będzie tak ciepło, że będziesz miała ochotę zrzucić z siebie nawet bikini. Na co oczywiście jak najbardziej zezwalam – Wariacie, dziękuję ci. Czuję, że to będą świetne wczasy – przytuliłam go mocno – Będą świetne, bo spędzimy je razem – odparł chłopak i zaczęliśmy się całować, gdy do pokoju wpadli Zayn i Harry. Od razu przerwaliśmy pocałunki – Łoooppss… sorki – powiedział Zayn i podniósł ręce w obronnym geście, a Hazza wskazywał palcem na czarnuszka – To on kazał mi tu przyjść – bronił się, a ja zaśmiałam się widząc ich zachowanie – A z jakiej to okazji takie przytulanki? – zapytał Zayn – Niech zgadnę, dałeś jej bilet! – dodał po chwili – Brawo Sherlocku – powiedział Lou z sarkazmem – Wam kobietom tak niewiele trzeba do szczęścia, weekend w Paryżu i cieszycie się jak szalone – czarnuszek przewrócił oczami – W Paryżu? Do Francji to my latamy na obiady, prawda skarbie – zwrócił się do mnie Louis, a ja twierdząco skinęłam głową i podniosłam zaproszenie do hotelu. Było na nim zdjęcie wyspy z lotu ptaka i wielki napis TAHITI. – Tahiti? Co ty gadasz?! – Zayn podszedł do mnie i wyrwał mi z ręki zaproszenie, którym cwaniacko się wachlowałam – Ehee – odparłam udając niewzruszoną – Pokaż – podszedł do niego Hazza i razem czytali treść zaproszenia – Wakacje na Tahiti… bla, bla, bla… pięć gwiazdek… na tydzień… all inclusive… wylot dwudziestego czwarte… zaraz, to przecież za… trzy dni? – zdziwił się Harry – Dokładnie za dwa i pół – odpowiedziałam – Ale wam zazdroszczę, dlaczego nie powiedziałeś, że lecisz na Tahiti, a nie do Paryża, poleciałbym z tobą – zapytał Zayn z wyrzutem – Właśnie dlatego nie mówiłem, żebyś nie leciał – zaśmiał się Louis – Mam ciekawsze towarzystwo – pocałował mnie w policzek, a ja tylko wzruszyłam ramionami widząc udającego obrazę Zayna – Olii, jedziemy już? – zapytał Harry obojętnym tonem – Mieliśmy się spotkać przy drzwiach za dziesięć minut, dochodzi wpół do pierwszej, a my nawet nie wyszliśmy z domu – dodał – Tak, już jedziemy. Śpieszysz się gdzieś? – zapytałam wstając z kanapy – Nie, ale mam w domu ciekawsze rzeczy do roboty niż siedzenie tu i patrzenie na ściany. – Okeeej – odparłam tylko olewając jego humorki. Znowu to samo, Harry rozkapryszony dzieciak! A przecież rano tak dobrze się razem bawiliśmy, żartowaliśmy i wygłupialiśmy się w najlepsze, a teraz znowu ten jego wzrok, dystans, ton głosu… Myślałam, że wszystko między nami już jest okej, spotykamy się z Louisem już tyle czasu, byłam pewna, że Hazza wreszcie się z tym pogodził… Wygląda na to, że myślenie nie jest moją najmocniejszą stroną, bo bardzo się myliłam. Czym ja się w ogóle przejmuję?

Wychodzimy z domu i kierujemy się w stronę samochodu. Zayn pakuje się do tyłu i kładzie na całej długości kanapy, a niezadowolony z tego faktu Harry siada na fotelu pasażera z taką miną jakby siedzenie obok mnie było najgorszą rzeczą jaka mogła go w życiu spotkać. Louis wrzucił moją torbę do bagażnika – Pa skarbie, będę tęsknić. – Ja za tobą też – pocałował mnie w usta – Będziemy w kontakcie odnośnie wyjazdu. Dziękuję ci za wszystko, za to, że mogłem mieszkać u ciebie te kilka ostatnich dni – Nie dziękuj, od tego mnie masz – uśmiechnęłam się i jeszcze raz go pocałowałam. Nasz pocałunek przerwał dźwięk otwierającej się i zamykającej szyby samochodu. To Harry bawił się nerwowo elektryką. Zamykał, otwierał, zamykał, otwierał… Robił wszystko, aby zwrócić na siebie uwagę. Na siebie i swój życiowy dramat, czyli to, że zamiast wieźć jego gwiazdorską dupę do domu, żegnam się z ukochanym. Przewróciłam oczami i skierowałam się w stronę drzwi – Pa – powiedziałam jeszcze do Louisa, gdy wsiadałam do samochodu. Zamknęłam za sobą drzwi i bez słowa ruszyłam do przodu. Pomachałam jeszcze Louisowi, który kilka sekund później znikł z mojego pola widzenia. Przede mną długa i męcząca droga.

Rozdział 76.

Budzę się rano i czuję na swoim ramieniu spokojny, delikatny i ciepły oddech. Nie otwierając oczu obracam się w jego stronę – Dzień dobry skarbie – powiedziałam wtulając głowę w jego klatkę piersiową i objęłam mocno w pasie – Cześć Olii – odpowiedział bardzo męski, seksownie zachrypnięty głos. Męski? To na pewno nie Louis! Otwieram oczy i szybko odskakuję od tajemniczego mężczyzny – Harry?! Co ty tu robisz?! – zawołałam – Nie krzycz, kochanie – usłyszałam za plecami głos, tym razem od razu rozpoznałam, że należał on do Louisa. Chłopak przytulił się do moich pleców i spał dalej. Leżałam na boku, twarzą do Hazzy który uśmiechał się szeroko. Miał na sobie tylko bokserki – Co się szczerzysz gówniarzu? Co tu robisz? – zapytałam szeptem – Tak, tak… przed chwilą skarbie, a teraz już gówniarzu… Ah wy kobiety, jesteście takie niezdecydowane – zażartował przewracając oczami – I w ogóle nie nazywaj mnie gówniarzem, jestem tylko dwa lata młodszy od ciebie – Ale pięć lat głupszy – zażartowałam – Foch! – odpowiedział chłopak, skrzyżował ręce na piersiach i zamknął oczy udając, że śpi – Przecież żartowałam – powiedziałam miło – Pffii – odpowiedział tylko nie zmieniając pozycji – Głuptas – wyszeptałam i pogładziłam delikatnie jego policzek. Uwielbiam jego nieidealną cerę i delikatne krostki, które dawały się wyczuć, gdy dotykałam jego twarzy zewnętrzną stroną dłoni. Chłopak otworzył oczy i uśmiechnął się pięknie, a w jego policzkach pojawiły się słodkie dziurki. Udając niewzruszoną odwzajemniłam uśmiech i natychmiast oderwałam dłoń od jego twarzy. Co ja robię? Dlaczego w ogóle dotykam obcego faceta, gdy za moimi plecami śpi mój ukochany? Może dlatego, że czuję się przy Harrym swobodnie, jak przy młodszym bracie. Jest gejem; no albo bi, więc nie ma szans, aby odebrał moje zachowanie jako flirt czy kokieterię. – No, powiedzmy, że wybaczam – przerwał moje przemyślenia loczek – Ale tylko dlatego, że jesteś dziewczyną mojego przyjaciela. Masz szczęście – dodał cwaniackim tonem – To ty masz szczęście – chłopak popatrzył na mnie pytająco – Że nie spoliczkowałam cię widząc w moim łóżku – Zaraz, zaraz… po pierwsze to nie twoje łóżko tylko Louisa, a po drugie musiałabyś pobić także Zayna, Viki i Liama. Odpowiedzialność zbiorowa, dlaczego tylko ja mam obrywać skoro wszyscy tu śpią? – Jak to wszyscy? – zdziwiłam się. Delikatnie ściągnęłam z siebie rękę Louisa, który śpiąc odwrócił się na drugi bok i przytulił do Zayna. Podniosłam się i usiadłam opierając plecy o poduszkę i ścianę. Zobaczyłam Viki i Liama śpiących na materacu na podłodze, na łóżku obok mnie leżeli Zayn, Louis i z drugiej strony Harry. – Ładne rzeczy. Jakim cudem się nie obudziłam? – zwróciłam się szeptem do Hazzy i przesunęłam się odrobinę w dół, przybierając pozycję półsiadu. Plecami opierałam się o poduszkę, a głową o ścianę – Lou zagroził, że jeśli cię obudzimy to będziemy spać na dworze. Więc zachowywaliśmy się naprawdę cicho – odpowiedział. – A dlaczego nie spaliście w salonie, albo pokoju dla gości? – A dlaczego mieliśmy tam spać? Mi i Zaynowi byłoby smutno, że śpimy sami, więc albo śpimy wszyscy razem, albo każdy osobno – zażartował – Okej – zaśmiałam się. – Głodny jestem – powiedział Harry łapiąc się za brzuch, co sprowokowało mnie do zerknięcia na jego idealną klatkę piersiową i brzuch – Niezłe ciałko – wypaliłam niechcący, po czym od razu zmieszana dodałam – Yyy… to znaczy też bym coś zjadła – Harry uśmiechnął się triumfalnie – Podoba ci się? – pytał cwaniacko – Wizja śniadania? Jak najbardziej! Zjadłabym konia z kopytami, zaczynam bredzić z głodu – pokazałam mu język – Wiem, że kręcą cię moje cztery sutki – uśmiechnął się łobuzersko – Jesteś straszny – Może i tak, ale za to jaki seksowny! – kontynuował podziw nad sobą, ja już tego nie komentowałam, tylko przewróciłam oczami i pokręciłam bezradnie głową uśmiechając się pod nosem. Spojrzałam na niego kątem oka, a ten uśmiechał się do mnie szeroko, pokazując rządek białych ząbków i dołeczki – Dobra, wystarczy tych głupot. Wstajemy, już jedenasta – wskazałam na zegar wiszący na ścianie naprzeciw łóżka – Ja to załatwię – powiedział loczek uśmiechając się tajemniczo, po czym jednym zgrabnym ruchem stanął na materacu – Pali się! Ludzie pożar! – zaczął krzyczeć i skakać po łóżku, wszyscy zerwali się na równe nogi, muszę przyznać, że nawet ja się wystraszyłam, gdy zaczął wrzeszczeć. – Styles ty idioto! – zawołał Zayn łapiąc się za bolącą głowę – Zabiję cię – powiedział Lou i z powrotem bezwładnie opadł na łóżko – Ale najpierw się wyśpię – dodał. – Wyśpię? Przecież już jedenasta – powiedziałam – To środek nocy skarbie – odpowiedział z zamkniętymi oczami – O nie! Wstawaj! Jestem głodna! – wskoczyłam na chłopaka, siadając okrakiem na jego brzuchu i zaczęłam łaskotać – Nie, proszę, przestań! Ledwo żyję! Chcesz mnie dobić? – wołał wiercąc się – A wstaniesz? – Tak, za trzy godziny. – Więc dam ci spokój za trzy godziny – zaczęłam znowu go łaskotać – Nie chciałem tego robić, ale nie dajesz mi wyboru – powiedział i szybkim ruchem zrobił obrót, tak, że to teraz on siedział na mnie i wbijał palce w moje żebra – Lou, przestań wariacie! – śmiałam się – A co dostanę za to? – zapytał – Buzi w policzek – odparłam – Mało – odpowiedział i powrócił do przerwanej wcześniej czynności – Dobra, dobra! Co tylko chcesz, tylko proszę, przestań! – wołałam śmiejąc się – Wszystko? – zapytał unosząc brwi ku górze – Ehee – odpowiedziałam uśmiechając się łobuzersko – Okej, przekonałaś mnie – nachylił się nade mną i pocałował w usta – To takie obleśne – odezwał się Zayn robiąc kwaśną minę, spojrzałam na niego zdziwiona, a chłopak od razu dodał – Nie, nie ty Olii, ty jesteś seksi w tej piżamce i potarganych włosach, ale to obleśne, że całujesz się z Louisem. Blee… tym bardziej, że obok ciebie leży takie ciacho – Wskazał na siebie palcem z cwaniackim uśmiechem, a my wybuchnęliśmy śmiechem – Panie ‚ciacho’ chyba coś nie tak z twoją głową, że o fryzurze już nie wspomnę – wyśmiewał się Harry. – Spadaj – odpowiedział gładząc swoje kruczoczarne włosy – Dobra wstajemy – powiedział Lou. – Nie miziać się, idziemy na śniadanie – powiedział Hazza do Liama i przechodząc obok materaca kopnął w tyłek przytulającego Viktorię chłopaka. Li pokręcił tylko głową – Dzieciak – powiedział. Wstał z materaca i podał dłoń swojej dziewczynie, aby pomóc jej się podnieść. Viki poszła do łazienki, aby się przebrać, chłopcy ubrali się, a ja zeszłam razem z nimi na dół w piżamie. Byłam tak głodna, że nie chciało mi się czekać na wolną łazienkę, aby się ubrać. W jadalni czekał na nas stół pełen jedzenia. Ciepła herbata i kakao, świeże pieczywo, warzywa, sery, drzemy, wędliny i cała masa innych smakołyków. – Louis, kocham twoją mamę – powiedział Hazza – Ja ciebie też mały – odwróciliśmy się w stronę drzwi. Stała w nich Jay i uśmiechała się do nas serdecznie – Skąd pani wiedziała, że… – Że już nie śpicie? – przerwała mi kobieta, ja w odpowiedzi skinęłam twierdząco głową – Usłyszałam krzyki Harrego, że się pali i wiedziałam, że do dwudziestu minut będziecie tutaj głodni. Mam piątkę dzieci, kwestia przyzwyczajenia – uśmiechnęła się – Siadajcie i jedzcie, bo herbata i kakao zaraz będą zimne. Jeśli czegoś będzie wam brakować to wołajcie. Smacznego – Dziękujemy – odpowiedzieliśmy i usiedliśmy do stołu. Dołączyła do nas Viki i zaczęliśmy zajadać się świeżymi bułkami z naszymi ulubionymi dodatkami. Po około pół godzinie uczty stół był praktycznie pusty, a my ciężsi o jakieś dwa kilogramy – Zaraz pęknę, chyba nie dam rady się ruszyć – powiedziała Viki – Ja też – odpowiedziałam – Ja bym coś jeszcze zmieścił – powiedział Hazza, a my popatrzyłyśmy na niego zdziwione. Chłopak tylko wzruszył ramionami i ugryzł ostatni kawałek rogalika. Zadzwonił telefon Liama – Moja mama już tu jest. Zupełnie zapomniałem, że miała przyjechać po nas o dwunastej. Dziadkowie mają dziś pięćdziesiąt lat po ślubie, nie mamy czasu. Zbierajmy się szybko – powiedział Daddy. – Jedziesz z nami Olii? Moja mama ma vana, zmieścimy się wszyscy, a i tak będziemy przejeżdżać przez centrum, aby odwieźć Harrego i Zayna. – Dziękuję, jestem tu samochodem. Ale mogę kogoś zabrać jeśli wy nie macie po drodze – W sumie to z żadnym z nim nie mamy po drodze, ale to żaden problem – Wiem, że się spieszycie na tą imprezę, zawiozę te sierotki całe i zdrowe pod sam dom. Nie martw się – zaśmiałam się, a chłopcy spiorunowali mnie wzrokiem – Dlaczego nikt nie pyta mnie o zdanie? Nie chcę z nią jechać! – żartował loczek udając obrażonego – Ja chcę! Ahh Olii… ja, ty i twoje BMW. Będzie ostro! – zażartował czarnuszek – Zayn! – upomniał go Louis uderzając w ramię, na co Pakistańczyk wzruszył tylko ramionami uśmiechając się łobuzersko – Koniec żartów. Zayn rączki przy sobie, a Harry nie strzelaj fochów, tylko pomóż mi jakoś przeżyć trasę z tym niewyżytym czarusiem, okej? – No, w ostateczności… – odpowiedział loczek i uśmiechnął się miło – Więc ustalone. My lecimy, trzymajcie się! – pożegnaliśmy się z Li i Viki, którzy biegiem ruszyli w stronę stojącego już na podjeździe samochodu.