Archiwum dla Czerwiec, 2012

Rozdział 95.

Gdzie ten głupek poszedł?! Rozpłynął się w powietrzu? Byłam już chyba wszędzie! A może rzeczywiście mi się coś przywidziało? Głupieję, albo alkohol działa na mnie halucynogennie? Wpadłam do baru, wypiłam kolejną kolejkę kamikadze, tak dla otuchy i ruszyłam do damskiej ubikacji, aby sprawdzić swój wygląd. Daję za wygraną, to nie mógł być Zayn. Wszystko jest okej, wyglądam tak samo dobrze jak godzinę temu… nie w sumie z tym lekkim szumem w głowie wydaję się jeszcze atrakcyjniejsza niż przedtem. Potrząsam głową, aby odrzucić od siebie kolejną dawkę samozachwytu, odwracam się w stronę półotwartych drzwi i robię krok do przodu, aby wyjść, gdy przed nimi znowu mignęła mi postać Zayna. Czyli jednak nie zgłupiałam… – Malik, stój! – zwołałam i wybiegłam z toalety. Chłopak szedł skulony, szybkim krokiem w stronę wyjścia – Zayn! – zawołałam znowu, ale postać którą goniłam nie reagowała, tylko przyspieszyła kroku. Było mi ciężko ją dogonić na wysokich koturnach i z świeżą dawką alkoholu we krwi – Do jasnej cholery, Zayn! Zatrzymaj się! – zawołałam bardzo głośno niemal zdesperowana. Ku mojej uciesze udało się. Chłopak zatrzymał się, westchnął głośno, a potem odwrócił się pokazując w bardzo sztucznym uśmiechu wszyściutkie swoje ząbki – Cześć Olii, co ty tutaj robisz, ale ten świat jest mały – mówił uśmiechając się dalej nienaturalnie – Zayn, co ja tu robię?! Raczej co ty tu… – Ale się za tobą stęskniłem, chodź tu do mnie, muszę cię wyściskać – przerwał mi – Ale Zayn… – Chłopak przyciągnął mnie do siebie i mocno przytulał kołysząc na prawo i lewo – Oj jak dobrze cie widzieć, tęskniłem za tobą. Tylko proszę, nic nie mów, nacieszmy się ciszą – Zayn! – Ciii… – przytulił mnie mocniej, tak, że nie mogłam oddychać – Zayn, puść mnie, natychmiast! – wyrwałam się z jego uścisku. Od tego kołysania robiło mi się nie dobrze. Chłopak spojrzał na mnie wzrokiem pełnym wyrzutu – No wiesz, to nie było miłe. Ja cię tu przytulam, a ty mnie odrzucasz. Powinnaś raczej powiedzieć coś w stylu: też tęskniłam Zayn, och, masz piękną fryzurę i chyba nabrałeś mięśni. – pokręcił głową z miną męczennika – Zayn nie wygłupiaj się. Co ty tutaj robisz i dlaczego udajesz, że mnie nie słyszysz? – zapytałam – Nie udawałem, ja naprawdę… – Zayn. – spiorunowałam go wzrokiem. – Dobra już dobra. Co ja tutaj robię… Hmm, najpierw zachciało mi się sikać i musiałem wyskoczyć do ubikacji, a potem byłem po papierosy w barze. – Westchnęłam głośno, przewracając oczami i robiąc tak zwanego facepalma. Posłałam Zaynowi spojrzenie pełne irytacji i zniecierpliwienia – Dobra, już się nie wygłupiam. Opowiem ci wszystko przy barze, okej? Wypijemy drinka i pogadamy. Zamów mi coś dobrego, za chwilę wrócę – posłał mi słodki uśmieszek, odwrócił się na pięcie i zaczął biec w stronę wyjścia – Zayn, gdzie biegniesz?! – zawołałam za nim – Zaraz wrócę! Zaufaj mi! – odpowiedział jeszcze po czym zniknął za zatrzaskującymi się drzwiami. Zaufaj mi, jasne, co jeszcze? Czy w ogóle można ufać któremuś z chłopaków z One Direction? Wątpliwe… Lepiej wszystko mieć na oku, nigdy nie wiadomo co strzeli im do tych małych móżdżków. Zrezygnowana idę do baru. Zamawiam osiem kieliszków kamikadze. Barman przygląda się mi z jeszcze większą żałością niż wcześniej. Ale zupełnie się tym nie przejmuję tylko przechylam pierwszy kieliszek, gdy ktoś z krzykiem wskakuje na krzesło obok – Ej, zaczekaj na mnie! – zawołał Zayn, klepiąc mnie po plecach, tak, że prawie załkałam się moim drinkiem – Dzięki… – powiedziałam kaszląc pod nosem – Sorry, ale mówiłem, że zaraz wrócę. Dlaczego siedzisz tu sama, gdzie Tomo? – Zayn rozejrzał się po barze – Lou poszedł na miasto z kolegą, którego tu poznał. Ja miałam spędzić ten wieczór z dziewczyną tego kolegi, ale źle się poczuła i zostałam na lodzie. Ale nie o mnie tu chodzi. Co ty tu robisz? Czemu nie jesteś w Londynie? Kiedy przyleciałeś? – chłopak zaczął się kręcić na krześle, po czym wypił zawartość kolejnego kieliszka, zapewne tylko po to, aby opóźnić odpowiedzi na moje pytania – Przyleciałem dzisiaj, chciałem zobaczyć Tahiti i traf chciał, że trafiłem akurat do tego hotelu co wy. Nie chciałem przeszkadzać, ani się narzucać więc chciałem poudawać, że mnie to niema do czasu, aż wylecicie. Czyli jeszcze te dwa dni – Na prawdę? – zapytałam podejrzliwie – Tak, przysięgam, przyleciałem dzisiaj – przyłożył rękę do serca – Okej, okej, powiedzmy, że wierzę. – Wiesz Olii, wyglądasz na trochę zdesperowaną. Pijesz sama przy barze jak zawodowy alkoholik. Coś nie tak? – zapytał z troską przyglądając mi się uważnie – Nie, wszystko jest okej. Po prostu miałam ochotę się napić. Fajnie, że na ciebie trafiłam, bo rzeczywiście nie wyglądałam tu zbyt dobrze sama – Moja osoba każdemu dodaje uroku – Zayn wzruszył ramionami po czym uśmiechnął się promiennie – Więc za twój wrodzony urok – podniosłam jeden kieliszek – I za twój seksapil – dodał Zayn lustrując mnie z góry na dół. Uśmiechnęłam się szeroko. Kieliszki uderzyły o siebie wydając charakterystyczny dźwięk. To samo zrobiliśmy z dwoma pozostałymi. Już miałam podnieść rękę, aby przywołać barmana i zamówić następną kolejkę, gdy zadzwoniła komórka Zayna. To był sms, chłopak przeczytał go szybko, po czym włożył telefon do kieszeni spodenek i zeskoczył z barowego stołka – Chodź ze mną – Podał mi rękę – Gdzie? – zapytałam zdziwiona, ale nie dostałam żadnej odpowiedzi. Zayn złapał mnie jak małe dziecko pod pachy i ściągnął z krzesła jakbym ważyła pięć kilo. Złapał moją dłoń i zaczął mnie niepospiesznie ciągnąć w stronę wyjścia – Zayn, gdzie my idziemy? – nic nie odpowiedział – Zayn! Czy ty znowu ogłuchłeś, nie ruszę się ani o milimetr jeśli mi zaraz nie powiesz co się dzieje! – Zaparłam się z całych sił o framugę drzwi – Muszę wyjść na świeże powietrze, na jakiś spacer inaczej zwymiotuję. Jakoś źle się czuję – powiedział robiąc kwaśną minę – Och – potrzepałam szybko rzęsami, jakby to miało mi otworzyć oczy. Nie wiem czy Zayn był blady, bo było zbyt ciemno, żeby to sprawdzić, ale zrobiło mi się głupio, że krzyczę na niego, gdy ten źle się czuje. Ponownie złapałam jego dłoń i wyszliśmy na zewnątrz. Zayn szedł przodem ciągnąc mnie za sobą. Muszę przyznać, że jak na osobę, która ma zaraz zwymiotować szedł bardzo pewny siebie. Był wyprostowany, jego kroki były szybkie, a oddech miarowy. Nie wyglądał, jakby coś go bolało. Ale okej, nie czepiam się, bo moje sumienie znowu zacznie podświadomie mi wypominać, że drę się po Zaynie, a biedaczek cierpi. Tylko po co tak właściwie idziemy na plażę? Ci którzy mówią, że to kobiety trudno zrozumieć, powinni choć kilka dni spędzić w towarzystwie moich brytyjsko-irlandzkich przyjaciół…
__________________________________________________
jest i 95! :D dziś jadę na meczyk do strefy kibica,
a Wy jak spędzacie ten wieczór? W sumie nie ważne
gdzie kibicujemy, ważne żebyśmy wszyscy trzymali
dziś kciuki za naszych chłopaków! POLSKA!!

ps. ej dziewczyny, byłam dziś na solarium i tam był
fryzjer-mężczyzna i miał takie same włosy jak nasz
ZAYN! oczywiście nie był tak uroczy, czarujący, śliczny,
przystojny, wysoki, świetnie zbudowany jak nasz Zayn,
a jego oczy nie były tak błyskotliwe i głębokie jak Malika,
ale włosy miał identyczne! haha, buziaki xX

Rozdział 94.

Zaczęłam się zastanawiać, czy to co zdarzyło się przed moim zaśnięciem naprawdę miało miejsce? Czy naprawdę Lou zapomniał o moich urodzinach i co dziwniejsze czy rozmawiałam z Maćkiem? A może to wszystko mi się śniło? Potrząsając głową, jakbym chciała się ocucić łapię za telefon i sprawdzam odebrane połączenia. Czyli rzeczywiście Maciek do mnie dzwonił z zastrzeżonego numeru i składał mi życzenia… W przeciwieństwie do Lou… do Viki i chłopaków. Czy to możliwe, że wszyscy moi przyjaciele zapomnieli? Nagle telefon który trzymałam w dłoni zawibrował i zaczął głośno dzwonić, aż podskoczyłam na łóżku. To mama – Cześć Mamo – powiedziałam – Cześć Oliwko, słoneczko moje najdroższe! Wszystkiego najlepszego z okazji dwudziestych urodzin. O mój boże, masz dwadzieścia lat! Jak ten czas szybko minął. Nie jesteś już nastolatką… to, to… takie dziwne – Mamo, czy ty płaczesz…? – zapytałam przewracając oczami z lekkim uśmieszkiem na twarzy. Cała mama, rozklejała się z byle jakiego powodu – Nie, nie płaczę – pociągnęła nosem – Po prostu doszło do mnie, że w ciągu najbliższych pięciu lat pewnie zostanę babcią! Jestem taka stara Olii! Nie chcę być babcią, proszę cię odwlecz to najdalej jak możesz okej? – zalała mnie kolejną falą rozpaczy – Mamo, spokojnie. Żadnych dzieci do trzydziestki. Obiecuję. Muszę się zająć studiami, za rok zaczynam nowy kierunek, a potem chcę zwiedzić trochę świata, więc spokojnie. Nie panikuj – uspokoiłam ją. – Dzięki córeczko, od razu mi lepiej. Ktoś chce z tobą porozmawiać – Cześć Oliwia – usłyszałam w słuchawce słodki głosik mojej młodszej siostrzyczki – Cześć słoneczko – powiedziałam – Szczęścia, zdrowia i słodyczy tego tobie Marcelina życzy. – wyrecytowała pięknie, a na mojej twarzy pojawił się ogromny uśmiech – Dziękuję. Sama wymyśliłaś ten śliczny wierszyk? – Nie, tata mnie nauczył. To też życzenia od niego, ale zapomniałam powiedzieć. – Nic się nie stało, dziękuję. I podziękuj tacie – Proszę. Dam ci jeszcze mamę, idę oglądać dobranockę. Cześć! – Cześć mała – odpowiedziałam – Oliwia? – Tak mamo, to ja – Pozdrów Louisa, udanej imprezy i pamiętaj o zabezpieczeniu, coś mi obiecałaś… – Mamo! – przerwałam jej – Obiecałaś mi! – upierała się przy swoim – Dobra obiecuję – powiedziałam zrezygnowana – Grzeczna dziewczynka. Pa! – Cześć – odpowiedziałam i zaczęłam się śmiać. Co za zwariowana kobieta. Wolałam nie wchodzić z nią w dyskusję o seksie i antykoncepcji, lepiej po prostu przyznać rację, a wtedy się odczepi. Pora wstać i zjeść coś. Jestem taka głodna, jeszcze nic dziś nie jadłam, a dochodzi już piętnasta. Wygramoliłam się z łóżka, poprawiłam włosy i wyszłam z domku.

Louisa, Megan i Wojtka zastałam nad basenem. – Hej Skarbie! Jak się czujesz? – przywitał mnie Lou, wyszedł z basenu i oczywiście musiał mnie przytulić swoim mokrym od wody ciałem – Czułam się lepiej jak byłam sucha – spiorunowałam go wzrokiem, a on przesłał mi buziaka – Jestem głodna, idziemy coś zjeść? – zapytałam – Czekaliśmy na ciebie z obiadem. Chodźmy – powiedziała Megg. Poszłyśmy same, chłopcy mieli do nas dołączyć później, musieli się wytrzeć i ubrać po kąpieli w basenie. Zjedliśmy obiad rozmawiając i żartując. Nawet na moment wrócił mi humor. Postanowiłam, że powiem Louisowi późnym wieczorem co przeoczył. Muszę zobaczyć jego minę – Oliwia… – zaczął niepewnie, jakby się czegoś bał. Czyżby sobie przypomniał? – Tak skarbie? – spytałam niby od niechcenia gmerając widelcem w sałatce – Mam do ciebie sprawę. A raczej prośbę. Nie w sumie to nie wiem jak to nazwać, ale muszę ci o czymś powiedzieć. – Podniosłam głowę do góry – Więc mów – zachęciłam go uśmiechem – Chodzi o to, czy mógłbym dziś wyjść z Wojtkiem gdzieś pobalować. Wiesz taki męski wieczór. Obiecujemy, że będziemy grzeczni. Megan już się zgodziła… – zamarłam. Znowu. Tym razem szybciej niż wcześniej zdobyłam się na fałszywie serdeczny uśmiech. Boże, miałam go już opanowany do perfekcji! – Oczywiście Skarbie, nie mam nic przeciwko. My z Megg chętnie odpoczniemy od tych conocnych imprez, prawda? – zwróciłam się do dziewczyny – Jasne, wyskoczymy sobie do SPA i na masaże do hotelu. Odpoczniemy od was psychicznie – pokazała język Wojtkowi – Więc co, zbieramy się? – Lou wstał z miejsca – Jak to się zbieracie? Gdzie? Już? – zapytałam zaskoczona – No wziąć prysznic, ubrać się i takie tam. Wcześniej wyskoczymy jeszcze do baru na jakieś piwko. To chyba nie problem? – Nie, nie skąd – znów mój perfekcyjny uśmiech. Kłamałam, tak naprawdę najchętniej uderzyłabym go krzesłem w głowę i zaciągnęła do pokoju, aby spędził ten wieczór ze mną. Ale co miałam zrobić? To trochę dziecinne i głupie tak się przejmować swoimi urodzinami, ale jest mi po prostu cholernie smutno. Smutno, bo chyba zbyt wiele oczekiwałam od tego dnia i od Louisa… – Pa słońce, baw się dobrze – wyrwał mnie z przemyśleń pocałunek Louisa – Ty też, uważaj na siebie! – I na paparazzich! – zawołała Megan z kpiącym uśmieszkiem – Ha, Ha, Ha – odpowiedzieli chłopcy, chwycili się za ramiona i zniknęli gdzieś za krzakami na chodniku.

Jeśli powiedziałabym, że nie podobało mi się te kilka godzin spędzone z Megan skłamałabym. Wreszcie się trochę wyluzowałam i odprężyłam. Byłyśmy na masażach, odżywianiu włosów, twarzy, dłoni i wszystkiego co dało się odżywić i nawilżyć. Manicure, pedicure, a na końcu fryzjer i makijaż. Na dwie ostatnie rzeczy zdecydowałyśmy się dlatego, że postanowiłyśmy wyjść na drinka do naszego hotelowego, eleganckiego bark, a potem może zobaczyć co się dzieje na dyskotece. Skoro nasi faceci szaleli gdzieś na mieście postanowiłyśmy, że nie możemy być gorsze i choć trochę potańczymy w hotelowej dyskotece. Wyszłyśmy z hotelowego SPA jak nowo narodzone. Poszłyśmy do swoich domków przebrać się w bardziej wyjściowe ciuchy, umówiłyśmy się, że spotkamy się przy barze za piętnaście minut. Założyłam białą zwiewną sukienkę, która pięknie odbijała się od mojej śniadej, opalonej cery. Do tego cieniutki, złoty pasek w tali i beżowe sandały na koturnie ozdabiane złotymi nitami i ćwiekami. Zerknęłam na siebie w lustrze. Muszę przyznać, że Tahiti ma chyba najzdolniejsze fryzjerki i makijażystki jakie do tej pory w życiu widziałam. Długie, zdrowo wyglądające blond fale opadały delikatnie na moje ramiona, usta w kolorze nude i delikatnie podkreślone na brązowo kości policzkowe jeszcze bardziej podkreślały moją opaleniznę. Perfekcyjnie wykonany smoky eye wydobywał zieleń moich oczu zza wachlarza gęstych, grubych rzęs. Całości dopełniała wysmarowana jakimś magicznym balsamem delikatnie iskrząca się złotymi kryształkami skóra. Wow, nie wiedziałam, że kupa pieniędzy i drogich kosmetyków może zdziałać takie cuda. Dobrze, że obie z Megan miałyśmy SPA wliczone w cenę pobytu inaczej płakałybyśmy przy kasie… Dobra, wystarczy tego samozachwytu, czas by inni mogli się mną zachwycać, pomyślałam nieskromnie i wyszłam z domku. W barze znalazłam się pięć minut przed czasem. Zamówiłam drinka i powoli go sączyłam. Zamówiłam drugiego, a Megg dalej nie było. Zawibrował mój telefon, pospiesznie wyciągnęłam go ze złotej kopertówki, mając nadzieję, że chociaż Viki przypomniała sobie pod koniec dnia o moim święcie. Niestety, to co przeczytałam wywołało u mnie palpitacje serca i wielką gulę w gardle. Megan. Napisała, że niestety nie przyjdzie do baru, bo źle się czuje, chyba przegrzała się na słońcu i idzie spać. Świetnie, więc wystroiłam się jak głupia tylko po to, żeby posiedzieć sobie sama w moje urodziny przy barze… Żeby się nie rozkleić i nie zepsuć tego pięknego makijażu duszkiem wypiłam swojego drinka. Jego niska temperatura działała rozluźniająco na moje gardło. Wydawało się, że połknęłam gulę razem z zawartością szklanki. Postanowiłam nie przejmować się, nie rozczulać nad sobą i nie narzekać tylko po prostu świętować w samotności. Miliony singli na samym świecie tak właśnie robi, nie mogę powiedzieć, że są szczęśliwi, ale żyją i mają się dobrze. Zamówiłam sobie kolejkę, jakżeby inaczej, kamikadze blue curacao. Zaczęłam niespiesznie wlewać w siebie zawartość kieliszku. Powolutku, po połówce. Barman popatrzył na mnie zdziwiony, ale nie skomentował mojego zachowania. Nie musiał. Widziałam w jego oczach jak patrzy na mnie z troską myśląc, biedna, taka młoda, a już alkoholiczka. Ale co innego mógł pomyśleć? Siedzę sama przy barze i piję sama do siebie. O, ewentualnie mógł pomyśleć, że jestem dziwką, ale to chyba zbyt wysokiej klasy hotel na takie atrakcje. Więc zostańmy przy biednej, młodej alkoholiczce. Wypijając ostatni kieliszek, tym razem cały, jedynym duszkiem odwróciłam się stronę sali. Na jej końcu mignęła mi znajoma postać. Czarne włosy, ciemne oczy, śniada cera. Nie to nie możliwe. Co prawda zaczyna mi szumieć w głowie, ale chyba nie aż tak, żebym miała zwidy. Chciałam przetrzeć oczy, ale powstrzymała mnie myśl o utracie tego cudownego make-upa. Zaśmiałam się sama z siebie pod nosem. Kretynka ze mnie. Już miałam się odwrócić z powrotem w stronę baru, aby zamówić następną kolejkę, gdy znów pojawił się ten mężczyzna. Nie, to nie były zwidy, nie mogłam się mylić. – Zayn! – zawołałam. Chłopak odruchowo podniósł głowę na dźwięk swojego imienia. Gdy tylko zobaczył, że to ja go wołam zrobił wielkie oczy, od razu odwrócił wzrok i chyba przeklął pod nosem. Szedł dalej udając, że mnie nie zna, albo nie widzi – Zayn zaczekaj! – zawołałam znowu, ale zanim zdążyłam zejść z barowego stołka chłopak znikł gdzieś za drzwiami i tyle go widziałam. Nie oszalałam, to naprawdę był Zayn! Dziwne. Mam jednak pewne podejrzenia co on tutaj robi. Kiedy dowiedział się, że lecimy na Tahiti był trochę zły, że Lou mu nic nie powiedział. Bardzo chciał zobaczyć Tahiti i lecieć z nami. I pewnie przyleciał w tajemnicy przed nami. Chował się po kątach, bojąc się reakcji Louisa. W końcu to miał być nasz tydzień bez chłopaków. Wtedy ten pomysł wydawał się świetny, ale teraz muszę przyznać, że trochę za nimi tęsknię. Korzystając z okazji, że Zayn jest tutaj postanowiłam go poszukać i dowiedzieć się o co w tym wszystkim tak naprawdę chodzi, a przy okazji spędzić z kimś ten wieczór. Boję się, że barman niedługo podaruje mi wizytówkę z numerem na infolinię grupy wsparcia dla anonimowych alkoholików…

Rozdział 93.

- Oliwia, ja… chciałem ci życzyć wszystkiego najlepszego z okazji urodzin. Pamiętaj, że zasługujesz na wszystko co najlepsze, czyli także na prawdziwych przyjaciół, Olii… Przepraszam, wiem, że nim nie jestem. Jak mogłem być takim egoistą? Najważniejsze, że ty jesteś szczęśliwa. Wybacz mi, proszę. – Maciek, ja… – Tak wiem, jestem dupkiem, dzwonię do ciebie tak o, i proszę o wybaczenie, ale już nie mogę znieść braku kontaktu miedzy nami, tego, że nie słyszę twojego głosu, nie wiem co u ciebie, przepraszam… – chłopak zalał mnie słowotokiem, był zdenerwowany i skruszony, jego głos łamał się i drgał. – Maciek, proszę daj mi coś powiedzieć. Po pierwsze bardzo ci dziękuję, za życzenia, za to, że o tym pamiętałeś. Po drugie jesteś moim prawdziwym przyjacielem i cieszę się, że się odezwałeś, bo też mi ciebie brakowało. Miło cię usłyszeć – uśmiechnęłam się, pierwszy raz tego dnia naprawdę szczerze, a Lou spiorunował mnie wzrokiem. Chodził tam i z powrotem po pokoju, zirytowany, że nie rozumie ani jednego mojego słowa. Poza ‚Maciek’ oczywiście… – Też się cieszę, że cie słyszę. Co u ciebie? Co robisz? I jak ci się układa wiesz… z Louisem? – zapytał, a imię Louisa ciężko przeszło mu przez gardło – U mnie wszystko dobrze. Z moim chłopakiem, którego imienia nie wypowiem, bo kręci się poirytowany po pokoju tym, że mówię wyłącznie po Polsku też wszystko w najlepszym porządku. Akurat jesteśmy na Tahiti, na wakacjach i jest wspaniale! Jeśli będziesz chcieć przyślę ci po powrocie kilka fotek tych pięknych krajobrazów – Tahiti? Wow, ty sobie żyjesz, ale ci zazdroszczę! Mieszkasz w Londynie, kręcisz teledyski w L.A i San Francisco, a na wczasy wyjeżdżasz sobie ot tak, na Tahiti! Ale czad! Oczywiście czekam na fotki, wyślij mi na maila. Pewnie od rana świętujesz urodziny co? Pewnie pijecie i balujecie od świtu? Zgadłem? – zapytał, a mój uśmiech nagle znikł – No prawie od świtu. Poimprezujemy wieczorem, chyba… A co u ciebie? – zapytałam sprytnie zmieniając temat – A kręcimy rodzinkę, dostałem też rolę w serialu kryminalnym i teraz najlepsze… Wojewódzki zaprosił mnie na wywiad! – Co ty gadasz?! – zawołałam, a wzrok Lou znowu utkwił na mnie, zignorowałam go – Będziesz u Kuby Wojewódzkiego? I to ty mi czegoś zazdrościsz? Gratulacje! I daj znać jak tylko ten odcinek będzie do obejrzenia on-line! I jak skończycie nowy sezon rodzinki – Jasne, dam znać. Jestem nawet w stanie dać się namówić na wspólne oglądanie rodzinki.pl jak będziesz kiedyś w Polsce i będziesz mieć ochotę, oczywiście… – uśmiechnęłam się – Trzymam cię za słowo, jeszcze pożałujesz tych słów, gdy będziesz siedzieć ze mną przez kilka godzin w ciemnym pokoju, a na ekranie będzie migać twoja uśmiechnięta buźka! – Pierwsza część mi się podoba, chyba nawet przeżyję swoją uśmiechniętą buźkę na ekranie – zaśmiał się – Olii, muszę lecieć, jestem na planie i kończy mi się przerwa – Jasne, dziękuję za telefon. Odezwij się znowu! – powiedziałam wesoło – Odezwę się na pewno. Jeszcze raz wszystkiego najlepszego! Buziaki – Pa Maciek, dzięki, że pamiętałeś. – rozłączyłam się i uśmiechnięta patrzyłam na ekran telefonu kręcąc głową. Tak, Maciek był moim antydepresantem, działał lepiej niż wszystkie tabletki razem wzięte – Oliwia, kotku, możesz mi powiedzieć co to było? – Lou usiadł na łóżku i patrzył na mnie zmieszany – Maciek do mnie zadzwonił – wzruszyłam ramionami – Domyśliłem się – powiedział z sarkazmem – Co się stało? O czym rozmawialiście? – dopytywał – Lou, to nic takiego. Dzwonił, żeby zapytać co u mnie, mówił mi nad czym teraz pracuje, gdzie występuje. Pytał jak nam się układa i prosił o kilka fotek z Tahiti. Tyle – Lou jakby odetchnął z ulgą – Loui głuptasie, to tylko mój przyjaciel, nie musisz się niczym martwić. Chodź tu do mnie – pociągnęłam go za rękę i przytuliłam do siebie. Oparłam głowę o jego ramię, on zrobił to samo – Tak, niby to wiem. Chłopak jest kilkanaście tysięcy kilometrów od nas, ale działa mi na nerwy. Jestem o ciebie zazdrosny, boję się, że cie stracę. Jak sobie tylko przypomnę jak cię całował przy mnie, specjalnie po to, żeby zrobić mi na złość. Och, myślałem, że mu wtedy… – Halo, halo Lou. Spokojnie – wypuściłam go z objęć, złapałam obiema dłońmi za policzka i spojrzałam mu głęboko w oczy – Spokojnie, przecież wiesz, że liczysz się tylko ty. Jesteś dla mnie wszystkim – chłopak uśmiechnął się lekko – Nie śmiej się pod nosem, tylko mnie pocałuj – powiedziałam cwaniacko, a on uśmiechnął się jeszcze szerzej i zaczął namiętnie całować. Moje dłonie powędrowały z jego twarzy na szyję, objęłam go i przyciągnęłam do siebie jeszcze bliżej. Lou jednym zgrabnym ruchem sprawił, że opadłam na łóżko, a on położył się na mnie dalej całując. Wsunęłam ręce pod jego koszulkę i objęłam mocno. On jedną ręką błądził po zewnętrznej części mojego uda. Jego ręka wędrowała od kolana, aż ku górze, zatrzymując się na linii majtek. Wtedy w mojej głowie zapalił się wielki napis STOP. – Lou, proszę, nie możemy… – mówiłam, a chłopak nadal całował moją szyję – Olii, jesteśmy pełnoletni, możemy – zażartował – Lou, mówię poważnie – podniosłam delikatnie jego głowę do góry, tak, że nasze oczy się spotkały – Nie obraź się, ale to nie jest jeszcze ten moment – powiedziałam skołowana i nieco zdenerwowana tym jak zareaguje – Oliwia, przecież jesteśmy już razem tyle czasu. Dlaczego nie chcesz się ze mną kochać? To przecież normalne, że pary które są razem uprawiają seks. A z tego co mi wspominałaś pierwszy raz masz już za sobą, z tym jak mu tam było, Martinem? – Adamem. – poprawiłam go. Zrobiło mi się przykro na same wspomnienie tego imienia, ale szybko opanowałam napływ rozgoryczenia i dodałam – Ale to nie ważne, tu nie chodzi o Adama, ani o to czy jestem dziewicą czy nie. Po prostu nie chcę robić niczego wbrew sobie. Przed nami jeszcze całe życie, więc nie spieszmy się – Ale on… cierpi – zrobił smutną minę i wskazał na swoje spodenki. Było widać, że są wyraźniej węższe w kroku niż dziesięć minut temu. Zaczęłam się śmiać. Bałam się, że Lou się obrazi, on jednak obrócił tą całą sytuację w żart. – Poczekam tyle ile będzie trzeba – uśmiechnął się i pocałował mnie jeszcze raz, po czym dalej leżąc na mnie położył głowę na moim ramieniu – Chce mi się pić, ale nie mogę nigdzie wyjść. Muszę czekać, aż… hm, ochłonę – parsknęłam śmiechem – I co się cieszysz? Powinnaś raczej płakać, to wszystko przez ciebie – powiedział poważnie – Cieszę się, że tak na ciebie działam – uśmiechnęłam się i poczochrałam jego włosy. Zamknęłam na chwilę oczy i zasnęłam. Gdy się obudziłam Louisa już nie było przy mnie.
_____________________________________________________
i następny rozdział :) trzymajcie dziś kciuki za
Polaków, jak na prawdziwych patriotów przystało!
kiss ♥♥
[edit: jeeeeeeeeej 1900 komentarzy! love Ya! :*]