Archiwum dla Czerwiec, 2012

Rozdział 90.

Obudziły mnie jakieś ciche dźwięki. Ludzie, przecież mam wakacje! Czy mogę się wyspać choć jeden dzień? Otwieram oczy krzywiąc się przy tym, bo razi mnie słońce. Obracam się na lewy bok i widzę Louisa siedzącego na łóżku i oglądającego telewizję. Gdy zorientował się, że nie śpię spojrzał na mnie przestraszony – Tylko proszę, nie krzycz. Starałem się być cicho, naprawdę – czekał w napięciu na moją reakcję. Zaśmiałam się pod nosem słysząc przerażenie w jego głosie – Lou, proszę, nie rób ze mnie potwora – przysunęłam się do niego i położyłam głowę na jego brzuchu obejmując go mocno jedną ręką w pasie. – Oglądaj spokojnie, nie przeszkadza mi to. Idę spać dalej – starałam się, aby zabrzmiało to jak najbardziej miło – Dobrej nocki – powiedział w żartach, pocałował mnie w czoło, a jedną ręką delikatnie drapał mnie po ramieniu. Uwielbiałam gdy to robił. Momentalnie mnie to uśpiło. Do czasu. Nie minęła nawet godzina, gdy zbudziło mnie burczenie dochodzące z żołądka Lou, a że leżałam z uchem przyłożonym do jego brzucha dźwięk ten wydawał się bardzo głośny. Leżałam jednak dalej w bezruchu, już raczej nie usnę, ale miło trochę poleżeć. Lou przesunął się trochę na skraj łóżka i podniósł coś z stoliczka nocnego. Kontem oka zobaczyłam, że był to hotelowy telefon – Halo? – powiedział prawie szeptem – Dzień dobry, z tej strony Louis Tomlinson z domku numer osiem. Prosiłbym o śniadanie do pokoju… Hmm dla mojej dziewczyny, niech będą bułki, świeże warzywa, jajko, szynka, żółty ser. Dla mnie podwójne jajko sadzone, dwie smażone kiełbaski, smażone pieczarki i pomidory, dobrze wysmażony boczek i do tego biała fasola w sosie pomidorowym… aaa i oczywiście dwie kromki tostowego pieczywa z masłem. Pieczywo oczywiście podgrzane w tosterze… Tak, to chyba wszystko. Chociaż… a niech pan jeszcze doda do tego dwa jogurty truskawkowe, jedną białą kawę i dwa soki świeżo wyciskane z pomarańczy i grejpfrutów… Aaa i herbatę bez cukru, Yorkshire tea oczywiście… Dobrze niech pan czyta… Yhym… tak… tak… yhym… truskawkowe, zgadza się. Dziękuję bardzo i czekam. Właśnie! – powiedział nieco głośniej i od razu spojrzał na mnie, ja jednak udawałam, że dalej śpię – Właśnie – powtórzył znów półszeptem – Proszę, aby obsługa weszła do pokoju bez pukania. Moja dziewczyna jest nieco… hmm.. rozdrażniona, gdy się ją rano o budzi więc proszę o ciszę… Dziękuję. – odłożył słuchawkę. Udając, że śpię wcisnęłam mu z całej siły palce w żebra, tak, że aż podskoczył – Ałł! Co robisz?! – zaśmiał się – Moja dziewczyna jest nieco rozdrażniona? Ja ci dam zaraz rozdrażniona! – wskoczyłam na niego i zaczęłam łaskotać – Przestań! – wołał śmiejąc się – Przeproś – popatrzyłam na niego cwaniacko – Za co? Przecież rozdrażniona to delikatnie powiedziane, ale nie chciałem być wulgarny ty marudo! – O i jeszcze maruda, pożałujesz tego! – wróciłam do łaskotania go, nie trwało to jednak długo, bo jednym zwinnym ruchem zrzucił mnie z siebie i usiadł na moim brzuchu – Ehh, Olii, tyle razy to przerabialiśmy, a ty dalej niczego się nie nauczyłaś. Zawsze cię pokonam, bo jestem silniejszy. Popatrz na ten kaloryfer – podniósł bluzkę i pokazał swój chudy brzuszek, a ja uderzyłam go w niego z otwartej ręki, chłopak skulił się i jego twarz znalazła się kilka centymetrów od mojej – Wiesz, ten twój kaloryfer zniknie, jeśli dalej będziesz wsuwał bekon na śniadanie. – zażartowałam – Wiem, że będziesz ze mną nawet jeśli będę gruby i obleśny, więc się nie martwię – uśmiechnął się szeroko – Skąd ta pewność? – droczyłam się z nim – Musisz być ze mną, nigdy nie pozwolę ci odejść. Jesteś dla mnie wszystkim – wzruszył słodko ramionami uśmiechając się nieśmiało. Zbliżył swoje usta do moich i zaczął całować. Objęłam go za szyję i przyciągnęłam do siebie bliżej, starając się skupić na pocałunku, a nie na uśmiechaniu się na samo wspomnienie wypowiedzianych przez niego słów. Usłyszeliśmy, że ktoś otwiera drzwi. Lou zamiast zejść ze mnie odwrócił tylko głowę, aby zobaczyć kto to taki. Miał na sobie tylko bokserki i koszulkę, którą wywinął pokazując mi swoje mięśnie tak, że nadal odsłaniała brzuch. Do tego ta dwuznaczna pozycja… Co ja mówię dwuznaczna? Raczej jednoznaczna! Każdy, kto wszedłby teraz do pokoju pomyślałby, że właśnie zaczynamy się grę wstępną… Sądząc po minie kelnerki też tak pomyślała – Przepraszam, że państwu przeszkadzam. Mam państwa śniadanie, a poinstruowano mnie, aby wejść do pukania. Najmocniej przepraszam – mówiła, a jej twarz kolorem przypominała pomidory, które miała na tacy – To ja przepraszam. Nie spodziewałem się pani tak wcześnie. Proszę położyć tacę na stole – powiedział Lou schodząc wreszcie ze mnie. Od razu przykryłam twarz kołdrą – Dziękuje bardzo. Miłego dnia – powiedział wesoło Lou – Państwu również, smacznego – Dziękuję – odpowiedział. Gdy tylko usłyszałam, że kobieta zamyka za sobą drzwi od razy wybuchnęłam śmiechem. Lou podał tacę na łóżko i zjedliśmy nasze śniadanie, nabijając się z miny naszej biednej kelnerki.

Po południu wybraliśmy się z Wojtkiem i Megg na obiad, a potem obijaliśmy się na plaży i przy basenie. Co chwila pluskaliśmy się w chłodnej wodzie, a potem wylegiwaliśmy się na leżakach. Pomimo tego, że nasmarowaliśmy się grubą warstwą olejków z filtrami to po kilku godzinach wyglądaliśmy jak banda mulatów. Obeszło się na szczęście bez oparzeń, no może tylko dziewczyna Wojtka miała trochę zaczerwienione plecy. Postanowiliśmy, że jutrzejszy dzień spędzimy bardziej aktywnie. W sumie to ja i Megg musiałyśmy przekonywać chłopaków, żeby gdzieś się ruszyli, bo oni nie widzieli niczego złego w leżeniu do góry brzuchem i piciu alkoholu od rana. W końcu udało nam się ich urobić i wybierzemy się na jakąś wycieczkę fakultatywną organizowaną przez hotel, albo zwiedzić miasto. Trochę głupio było spędzić wakacje na tej dzikiej wyspie, a nie zobaczyć niczego oprócz hotelowego basenu. Postanowiliśmy też położyć się dziś wcześniej, aby mieć siły na jutro. O ile wcześniej można nazwać kilka minut po północy oczywiście. Lou zasnął prawie od razu po położeniu się do łóżka. Wyglądał słodko, jego policzka były lekko zaczerwienione z słońca, co sprawiało wrażenie jakby się rumienił. Chłopak był zmęczony mocnym słońcem i wysoką temperaturą, do których żaden Brytyjczyk nie był przyzwyczajony. Muszę się przyznać, że mi też cały dzień na słońcu dał się we znaki. Kiedyś mogłam spędzać w upalne dni na dworze cały dzień, a później jeszcze pognać na całonocną imprezę i nic mi nie było. Ale chyba za długo już mieszkam w tym wiecznie zachmurzonym mieście i mój organizm przestawił się na inny klimat. Ostatkiem sił poszłam do kabiny, wzięłam szybki prysznic i tak jak Lou po kilku minutach twardo spałam. Drugi dzień wakacji minął jeszcze szybciej niż pierwszy i co najważniejsze, nawet raz nie pojawił się temat Harolda Stylesa… Sukces!

Rozdział 89.

- Oliwia, Olii… – usłyszałam cichy głos w swojej głowie. Pewnie coś mi się przyśniło. Zaciskam mocniej powieki i zaczynam ponownie zasypiać, gdy nagle znów odzywa się owy głos – Oliwia śpisz? – Słysząc to pytanie od razu powróciły wspomnienia z szkolnych lat, gdy mama stała nad moim łóżkiem i darła się w niebo głosy, abym się obudziła. – Pięć minut. Proszę, daj mi jeszcze pięć minut. – Powiedziałam zaspana w ojczystym języku. – Eee what? – usłyszałam zaskoczony głos. Otworzyłam oczy i zobaczyłam zdziwionego Louisa – Olii śniło ci się coś? Nie zrozumiałem co mówiłaś – uśmiechnął się do mnie pięknie – Mówiłam, że nie śpię, tylko łowię ryby. Nie widać? – uśmiechnęłam się sztucznie i ponownie zamknęłam oczy w nadziei, że zrozumiał moją delikatną aluzję. – To super, że nie śpisz. Jestem taki głodny, chodźmy coś zjeść – pociągnął mnie za rękę i zaczął nią szarpać i śmiać się z mojego zaspania, aż znów zrezygnowana otworzyłam oczy – Widzę, że już humorek dopisuje – powiedziałam, a chłopak szczerzył się do mnie szeroko – Widzę, że tobie już nie – droczył się ze mną – Wiesz, chyba wole jak jesteś załamany. Przynajmniej wtedy dajesz mi się wyspać – powiedziałam z sarkazmem – Ha, ha, ha. Bardzo śmieszne – chłopak przewrócił oczami i złożył ręce na piersiach udając obrażonego – Oj, przecież wiesz, że żartuję. Cieszę się, że czujesz się już lepiej hm.. duchowo – przysunęłam się do niego, pocałowałam w kącik ust i położyłam głowę na jego barku – Duchowo? Ładnie powiedziane skarbie. – zaśmiał się ze mnie – Pff, dzięki, że doceniasz – pokazałam mu język – Doceniam, doceniam. Postanowiłem iść za twoją radą i zacząć zamartwiać się po powrocie do Londynu – poczochrał mnie po włosach – Zuch chłopak – pochwaliłam go – Dziękuję, ale twój zuch chłopak zaraz umrze z głodu. Chodźmy coś zjeść – Najpierw weź prysznic, ubierz się, uczesz i takie tam, a potem mnie obudzisz, okej? – zapytałam niemal błagalnym tonem – Ale umawiamy się, że od razu wstaniesz, bez marudzenia – westchnęłam głęboko – Okej – odpowiedziałam – Więc do zobaczenia za dziesięć minut – Nie spiesz się! – przewróciłam się wygodnie na brzuch i przytuliłam do małej poduszki. Zamknęłam oczy i już zaczynałam zasypiać, gdy Lou wyskoczył z łazienki – Jestem gotowy! – zawołał tak, że aż podskoczyłam – Jesteś potworem – Obiecałaś – spojrzał na mnie wydymając dolną wargę – Tak, wiem. Już wstaję. – Podniosłam się z łóżka jęcząc przy tym i wydychając głośno, ubrałam się, uczesałam i poszliśmy na śniadanie.

Nasza hm.. jakby to nazwać… stołówka? A raczej miejsce gdzie mieliśmy jeść posiłki, znajdowało się albo wewnątrz hotelu w którym mieściła się recepcja, albo na plaży. Oczywiście bez namysłu udaliśmy się na śniadanie na plażę. W drewnianym domku jedzenie było wydawane mniej więcej tak jak w restauracjach z jedzeniem na wagę, z tą różnicą, że oczywiście nikt na końcu nie ważył naszych porcji. Dostaliśmy od miłej kelnerki talerz, sztućce i przechadzając się obok długich lad wybieraliśmy jedzenie. Było wszystko od kurczaka przez owoce morza po jagnięcinę. Wszystkie rodzaje sałatek, surówek i dodatków skrobiowych. Popatrzyłam zdziwiona na Louisa, a on na mnie – Lou, jeśli będziemy jeść codziennie takie śniadania to po powrocie będę musiała wymienić całą szafę – zażartowałam – Mi to mówisz? Hmm, skoro śniadania wyglądają tak, to ciekawe co podadzą na obiad? – Chyba wole nie wiedzieć – wzruszyłam ramionami. Ktoś stojący z talerzem za nami zaczął się śmiać. Oboje odwróciliśmy się i spiorunowaliśmy wzrokiem śmiejącą się z nas parę – Przepraszam – zaczął chłopak, po czym znów zaczął się śmiać. Był mniej więcej w naszym wieku, może troszkę starszy. Wysoki, wysportowany blondyn. Obok niego stała niska, dziewczyna o czarnych włosach i razem z nim chichotała pod nosem. Widziałam po minie Louisa, że bardzo go ta sytuacja irytuje – Przepraszam jeszcze raz – zaczął znowu blondyn – Niechcący podsłuchałem o czym mówiliście i od razu z Megg – tu wskazał na dziewczynę – przypomnieliśmy sobie nasz pierwszy dzień wczasów – znów szeroko uśmiechnął się do dziewczyny – Nie rozumiem… Skąd wiesz, że to nasz pierwszy dzień? – posłałam mu zdziwione i zniecierpliwione spojrzenie. Dam sobie rękę uciąć, że gdzieś już tego chłopaka widziałam… – Przyjechaliśmy przed wczoraj rano i też nieźle zdziwiliśmy się tym co podają na śniadanie. Do czasu aż jedna z kelnerek uświadomiła nas o zmianie stref czasowych. Spójrzcie na zegar, dochodzi siedemnasta, czyli pora podwieczorka – Lou uderzył się otwartą ręką w czoło, ja również zaczęłam się śmiać z nas pod nosem – Ale wtopa. Dzięki za informację, stary – Lou podał rękę uśmiechniętemu blondynowi – Żaden problem. Jestem Wojtek, a to Megg – przedstawił się. Wojtek! No, mam. Jak mogłam od razu się nie zorientować – Polska wita Polskę – powiedziałam w ojczystym języku, a chłopak najpierw nieźle się zdziwił, a potem uśmiechnął szeroko – Nie gadaj – odpowiedział po Polsku – Świat jest mały – wzruszyłam ramionami – Tak, ale aż tak, żeby spotkać rodaka na Tahiti? – zażartował – Tak i to rodaka z twojego miasta – powiedziałam cwaniacko – Warszawa? – Izabelin, ale Warszawa to moje miasto. I tak jak ty mieszkam w Wielkiej Brytanii, w Londynie – Świat jest naprawdę mały – uśmiechnął się miło – Hello? – wtrąciła znieciepliwiona Megg, a Wojtek wytłumaczył jej o czym rozmawialiśmy. Lou również słuchał z zaciekawieniem – Olii, skąd wiedziałaś, że Wojtek jest polakiem? Przecież ma całkiem dobry akcent – Lou, nie załamuj mnie. Przecież to Wojtek Szczęsny. Bramkarz Arsenalu – Na prawdę?! W takim razie świetnie cie poznać. – Dzięki ciebie też. – Uśmiechnął się Wojtek. – Moja dziewczyna was uwielbia – Megg uderzyła Wojtka w ramię – Nas? – zdziwił się Lou – No, One Direction. Jesteś Louis Tomlinson, tak? – zapytała nieśmiało. – Ah tak, One Direction – zaśmiał się Lou – Tak, jestem Louis, fajnie, że jesteś naszą fanką, ale chyba już nie długo… – mina chłopaka znowu zrzedła. – Co się stało? – dziewczyna wyraźnie się ożywiła – Może porozmawiamy przy stole. Zjemy razem podwieczorek, co wy na to? Nie będziemy przeszkadzać? – zapytał Wojtek – Będzie nam miło, prawda Olii? – Jasne – odpowiedziałam. Nabraliśmy na talerze to, co mieliśmy ochotę, wzięliśmy po drinku ‚na lepsze trawienie’ i wyszliśmy na zewnątrz. Tam na drewnianym podeście usiedliśmy przy dużym stole i jedliśmy rozmawiając i opowiadając o sobie, a barman co chwila przynosił nowe drinki. Megg, bardzo zmartwiła się tym, że Hazza odszedł z One Direction i że nie wiadomo jak dalej potoczą się losy zespołu.

Po podwieczorku, który wydłużył się nam do kolacji wróciliśmy do swoich domków. Okazało się, że Wojtek i Megg mieszkają pięć domków dalej od naszego. Umówiliśmy się, że całą czwórką wybierzemy się na dyskotekę, która odbywała się w naszym hotelu. Wzięliśmy tylko prysznic, zmieniliśmy ciuchy, szybki make up, fryzura i po godzinie pukaliśmy do drzwi domku Wojtka i Megg. Poszliśmy na imprezę, gdzie piliśmy, tańczyliśmy i wygłupialiśmy się do samego rana. Tak minął mój pierwszy dzień wakacji z Lou. Bardzo się cieszę, że spotkaliśmy tutaj kogoś z kim możemy się zabawić i powydurniać. Dzięki temu głowa Lou oczyszcza się z przykrych spraw, z którymi będziemy musieli się zmierzyć już za kilka dni. Niech te wczasy trwają wiecznie!
________________________________________________
jest i coś nowego :) przepraszam, że tyle czekaliście
(tak, tak czekaLIŚCIE, bo jest z nami facet! :D ) dziś
luzik i lajcik wczasowych klimatów, ale niech sobie
nasza parka odpocznie. Tym czasem lecę piec czekoladowe
muffinki :D mhyym, tyłek rośnie od samego patrzenia
na nie, haha buziaki :***