Archiwum dla Lipiec, 2012

Rozdział 104.

- Kobieto oszaleje z tobą! Możesz mi wreszcie powiedzieć o co chodzi? Co się stało? – dopytywał nerwowo Louis przerywając kilkunastu sekundową ciszę – Jak to co się stało? Wyjeżdżacie do USA! Za półtorej tygodnia! I ty się mnie jeszcze pytasz co się stało? Kiedy miałeś mi zamiar o tym powiedzieć?! – Skarbie spokojnie – uspokajał mnie Lou – Sam dowiedziałem się o tym dopiero, gdy chłopcy przylecieli na twoje urodziny na Tahiti. Nie chciałem psuć nam wakacji, a też nie chciałem rozmawiać z tobą o tym w biegu, na lotnisku. Nie gniewaj się, przepraszam – powiedział spokojnie, choć w jego głosie dało się wyczuć napięcie spowodowane tym, że nie wiedział jak zareaguję na jego tłumaczenia. Sama nie wiedziałam jak zareagować… Z jednej strony rozumiałam tok jego postępowania, z drugiej jednak strony byłam wściekła, że to przede mną zataił – Skarbie…? Jesteś tam? – zapytał po chwili – Tak jestem. Wiesz, porozmawiamy o tym jutro – odpowiedziałam – Ale nie gniewasz się na mnie? – Porozmawiamy jutro Lou – Powiedz, że się nie gniewasz inaczej nie usnę – chłopak wyczuł moje niezdecydowanie i starał się rozluźnić sytuację – Olii… tu chodzi o mój sen. Wiesz, że kiedy się śpi to się rośnie? Jestem najstarszy w zespole, a najniższy. To takie stresujące. Więc powiedz, że się nie gniewasz? Będę spał spokojnie i wtedy na pewno podrosnę – mówił udając błagalny ton, a na dźwięk tych słów uśmiech sam pojawił mi się na twarzy – Ale z ciebie głuptas. Nie, nie gniewam się. Zadowolony? – Plus jeden centymetr! Czuję jak moje kości się wydłużają! A tak poważnie to jeszcze raz przepraszam. Przyjadę do ciebie jutro, wyskoczymy razem na jakiś obiad. Pozdrów Viki – Dziękuję, pozdrowię. Dobranoc – powiedziałam miło – Dobranoc skarbie – odpowiedział chłopak. Rozłączyłam się i opowiedziałam Viktorii co i jak. Zasnęłyśmy prawie od razu po ułożeniu się do łóżka.

Pomimo tego, że nie otwierałam oczu wiedziałam, że jest już jasno. A nawet bardzo jasno. Moje zaciśnięte powieki miały kolor krwistej czerwieni, co mogło oznaczać tylko jedno: wysoko na niebie mocno świeciło już słońce. Niby powinno mnie to cieszyć, bo uwielbiam ciepełko i słońce, a w Londynie to rzadkość, ale byłam tak zmęczona, że marzyłam jeszcze o kilku godzinach ciemnej nocy. Gdy znowu zaczęłam zasypiać przebudził mnie delikatny dotyk. Viki przytuliła się do moich pleców i objęła mnie w pasie. Przyciągnęła mnie do siebie i pocałowała w policzek. Okej, to było dziwne. Wyglądało na to, że pomyliła mnie z swoim Liamem. Pewnie jeszcze śpi i robi to przez sen. Trzeba zainterweniować zanim zacznie klepać mnie po tyłku, albo jeszcze gorzej… – Wiem, że bardzo brakuje ci Liama, ale nie musisz mnie podrywać. Mam chłopaka! – zaśmiałam się – Brakuje mi ciebie, a nie Liama. I szkoda, że masz kogoś. Myślałem, że jesteś wolna… – zamruczał mi do ucha znajomy głos – Louis! – zawołałam otworzyłam i aż usiadłam z wrażenia. Obok mnie leżał uśmiechnięty, pięknie ubrany i uczesany Lou. – Co ty tu robisz? Gdzie Viki? – byłam nieźle skołowana – Czekaj… – powiedziałam, jeszcze zanim chłopak otworzył usta – Już rozumiem! Ja przecież dalej śpię! Ale głuptas ze mnie! – zaśmiałam się sama z siebie i opadłam bezwładnie na poduszkę. Poleżałam tak z trzy minutki w zupełnej ciszy, jednak jak na sen mój mózg był bardzo ożywiony. Pomału otworzyłam oczy. Louis uśmiechał się do mnie, a jego twarz od mojej dzieliło jakieś dziesięć centymetrów – Nie śnisz głuptasku. Naprawdę tu jestem – zaśmiał się i pocałował mnie w usta – Teraz już wierzysz? – Tak – odpowiedziałam oszołomiona – Ale co ty tu robisz? – zapytałam – Przyjechałem porozmawiać z tobą, przecież się dziś w nocy umawialiśmy. Chyba, że mówiłaś do mnie przez sen i niczego nie pamiętasz…? – spytał podejrzliwie – Nie, nie spałam. Pamiętam wszystko. Jestem zdziwiona, myślałam, że przyjedziesz raczej po obiedzie, a nie tak wcześnie – Wcześnie? – teraz to Lou był zdziwiony – Skarbie dochodzi szesnasta – Co takiego?! – Dochodzi szesnasta – powtórzył rozbawiony, a ja wyskoczyłam z łóżka jak z procy – Długo tu jesteście? – dopytywałam dalej – Od jakichś dwudziestu minut. Drzwi otworzyła nam zaspana Viki. Gdyby nie my, pewnie spałybyście do jutra. – Wow – odpowiedziałam tylko, założyłam swoje ciuchy i razem z Lou poszliśmy do salonu. Viktoria siedziała w piżamie obok Liama i rozmawiali. Sądząc po jej minie gadali o wyjeździe do USA. Dołączyliśmy do nich, porozmawialiśmy, a potem wsiadłam do samochodu Louisa i razem ruszyliśmy w stronę mojego mieszkania. Podczas podróży myślałam o naszej rozmowie. Liam opowiedział nam ze szczegółami o całej historii. Andy załatwił im trasę po Stanach w tym samym dniu w którym Harry postanowił odejść z zespołu i w którym lecieliśmy na wakacje. Manager chłopaków zadzwonił do Zayna, aby poinformować go o trasie i wtedy dowiedział się o decyzji Hazzy. My w tym czasie siedzieliśmy już w samolocie. Chłopcy i loczek spotkali się kilkakrotnie i wtedy Harry postanowił zostać, czyli trasa po USA była dalej aktualna. Chłopaki powiedzieli o tym Louisowi w trakcie przygotowań do mojej imprezy urodzinowej, a ten nie chciał mnie niepokoić, ani martwić kolejną rozłąką i postanowił pogadać ze mną, gdy już będziemy w Londynie. Viki też miała się dowiedzieć jak najpóźniej, aby się nie zamartwiała i przypadkiem nie wypaplała mi wszystkiego. Pech chciał, że akurat trafiłyśmy na ten artykuł wcześniej niż powiedzieli nam o tym chłopaki. – A gdybyśmy tak pojechały z wami?! – zawołałam nagle zachwycona pomysłem jaki właśnie wpadł mi do głowy. Krzykiem przerwałam panującą w samochodzie ciszę, a skupiony na prowadzeniu pojazdu Lou podskoczył ze strachu – Pojechały gdzie? – zapytał zbity z tropu – No do USA! – Olii, to świetny pomysł! Będziemy spędzać z sobą każdą wolną chwilę pomiędzy wywiadami i koncertami, zwiedzimy Nowy York, pójdziemy na zakupy… będzie świetnie! – twarz chłopaka rozjaśnił ogromny uśmiech. – Zadzwonię do Viki – wyciągnęłam z torebki telefon. Przyjaciółka odebrała po dwóch sygnałach – Coś się stało Oli? Czegoś zapomniałaś? – zapytała – Nie, dlaczego? Chciałam po prostu z tobą porozmawiać – Oliwia, przecież gadałyśmy ze sobą od trzech dni po prawie dwanaście godzin dziennie. Jeszcze ci mało? – wyśmiewała się ze mnie – Dobra już dobra uspokój się. Wpadłam na genialny pomysł! Lecimy z chłopakami do USA!
____________________________________________________
Dobry wieczór! Ech, jakoś wena mnie ostatnio
opuściła… Chcę pisać tego bloga, ale gdy
zasiadam przed laptopem, to robię trzy
miliony innych rzeczy zamiast pisać rozdział.
Ciężko mi się skupić, a w głowie mam całkowitą
pustkę. Chciałabym dokończyć moją historię tak
jak to mam zaplanowane, ale do tego jeszcze
daaaaaaaleka droga. Mam nadzieję, że wytrwam,
a Wy razem ze mną :) Myślę, że moje problemy z
pisaniem są spowodowane nową pracą i innymi
stresami. Na przykład tymi związanymi z moimi
wczasami. Miałam lecieć na wakacje, ale nasze
biuro podróży upada i musieliśmy zrezygnować…
Ale są też dobre nowiny. W nowej pracy mam
służbowego laptopa i trochę wolnego czasu!
Będę się starać pisać coś, gdy tylko się tam
zaaklimatyzuję i oswoją z nową sytuacją. Może
wtedy łatwiej mi pójdzie :)
massive kiss, love you all! :***

Rozdział 103.

- Home sweet home! – zawołał Zayn, gdy zrobiliśmy pierwsze kroki na płycie lotniska w Londynie. Ja nie podzielałam tego entuzjazmu. Lało. Znowu… I chyba było zimniej niż kiedykolwiek. Ledwie co powstrzymywałam się od rozpaczliwego biegu w stronę samolotu na Tahiti. Tak bardzo zazdrościłam Wojtkowi i Megan, że wybrali się na dwutygodniowe wakacje i przed nimi jeszcze kilka dni w raju, a ja musiałam marznąć w piekle…

Pożegnaliśmy Nialla, który od razu przesiadł się do samolotu do Dublina, bo wracał do Irlandii. W budynku lotniska przywitały nas rodziny chłopaków i Viktori. Po Liama przyjechała Ruth, jego starsza siostra, po Louisa mama i bliźniaczki, po Viki jej mama, po Zayna zaś jego przystojny tata. Najbardziej przeraził mnie widok osoby która czekała na Harrego. Dziewczyna przechadzała się zniecierpliwiona w tę i z powrotem z dala od wszystkich wymienionych wyżej osób. Było mi tak cholernie przykro, gdy wszyscy byli ściskani przez swoich bliskich, a ja stałam z boku sama. Nie, w sumie to nie stałam sama. Obok stał Harry, bo jego siostra nie podeszła, aby go przywitać. Gdy ruszyliśmy w jej stronę spojrzała prosto na mnie i uśmiechnęła się szyderczo, a moje serce zaczęło bić jak szalone. Po chwili jednak przybrała normalny dla siebie, znudzony wyraz twarzy i odezwała się z łaską – Harry. Wszyscy. Cześć – zmierzyła nas wzrokiem z wyższością – Cześć – odpowiedzieliśmy. Dziewczyna uśmiechnęła się fałszywie i sztucznie, a potem zwróciła do mnie – Miło cie widzieć Oktawia, Otylia, Oliwia, czy jak ci tam… – Oliwia – powiedziałam cicho – Nie ważne – odpowiedziała, po czym dodała – Wiesz, następnym razem daj znać wcześniej kiedy odwiedzisz nas w naszym domu. Znowu. – tu spojrzała na zbitego z topu Louisa i mówiła dalej – Postaram się wam wtedy z Harrym nie przeszk… – Gemma, daj jej spokój – przerwał wreszcie jej wypowiedz Hazza zanim zaczęła omawiać szczegóły. Moje serce stanęło w gardle wraz z wielką gulą – Jesteśmy zmęczeni po podróży, zaprosisz ją do nas kiedy indziej – dodał niezwykle opanowanym głosem. Miałam nadzieję, że moje zdenerwowanie ukrywałam tak dobrze jak on – Pfff – powiedziała tylko przewracając oczami, obróciła się na pięcie i ruszyła w stronę wyjścia na parking. – Oli, skarbie, kiedy ty byłaś u Harrego? – zapytał Loui podejrzliwie. – Zawoziłam przecież jego i Zayna do domu po grillu u ciebie, pamiętasz? – Tak, ale ona mówiła, że byłaś u nich w domu… I że masz ją uprzedzić, bo w czymś wam z Hazzą przeszkodziła…? – a niech to! Znowu muszę go okłamać… do dzieła Pinokio  – Wiesz, jaką ona ma wyobraźnie. Zaparkowałam samochód pod ich domem i przytuliłam Harrego na pożegnanie, wtedy ona nas zobaczyła i opacznie to zrozumiała. I tak jak widzisz nie bardzo za mą przepada najdelikatniej mówiąc – pokręciłam głową z uśmiechem. Muszę przyznać, że brzmiałam dość przekonywająco. Lou przyglądał mi się przez kilka sekund, które wydawały się być godzinami, z nieodgadnionym wyrazem twarzy. Ja cały czas się do niego uśmiechałam, chociaż zaczynałam wpadać w panikę. Na szczęście udało się. Twarz Louisa rozjaśnił wielki uśmiech – Zawsze wiedziałem, że ona ma nierówno pod sufitem – wyszeptał mi z radością do ucha. Co za ulga! Zaaferowana tym całym przesłuchaniem nie zauważyłam, że doszliśmy już do samochodów. Ja wracałam do domu z Viki. Kiedy my żegnaliśmy się z chłopakami tata Zayna pomagał Ruth, Jay, Gemmie i mamie Viki spakować nasze walizki do bagażników. Lou przytulił mnie mocno z smutną minką. Było mi przykro, że wraca do siebie, ale rozumiałam, że tęskni za rodziną i chce z nimi spędzić trochę czasu – Zobaczymy się niedługo – powiedział całując mnie delikatnie. Naszą sielankę i pożegnania przerwał pisk opon. Aż podskoczyłam ze strachu. Przed naszą grupką zahamował czarny Lange Rover z rozbitym zderzakiem, reflektorem, porysowanym i zagiętym bokiem ze strony kierowcy. Nie trudno było się do myśleć kto prowadził. Gemma. Otworzyła szybę – Harold, na co się gapisz? Wsiadaj do samochodu, albo zamawiaj taksi. Zmarnowałam już wystarczająco dużo czasu, żeby po ciebie przyjechać. Czekam jeszcze dziesięć sekund. Dziewięć, osiem… – Wstrząśnięty stanem swojego samochodu Harry nie mógł oderwać od niego wzroku – Coś ty zrobiła z moim autem?! – podszedł bliżej i zaczął oglądać szkody – Jechałam w sobotę z imprezki i jakoś kretyn we mnie wjechał starą Toyotą… Co prawda nie zatrzymałam się na STOPie, ale mam tak wielkie auto, że powinien je zauważyć. – przewróciła oczami jakby musiała tłumaczyć najbardziej oczywistą rzecz na świecie. – Ale nie martw się. Znalazłam w schowku twoją książeczkę czekową, wypisałam mu czek na piętnaście tysięcy funtów i facet nie dość, że nie wezwał policji, to jeszcze mi podziękował. – powiedziała dumna z siebie – Tego było już za wiele! Wybuchnęliśmy stłumionym śmiechem w czasie, gdy Hazza zacisnął powieki, złapał się za czoło i głęboko oddychał. Wiem, nie powinniśmy się śmiać, ale ta dziewczyna nas rozbrajała. Harry bez słowa podszedł do drzwi ze strony pasażera i wsiadł do środka. Sądząc po jego reakcji wnętrze auta musiało wyglądać jeszcze gorzej niż karoseria, bo chłopak nie wytrzymał. Zaczął coś krzyczeć i gestykulować nerwowo rękami, a Gemma chyba coś śpiewała. Gdy otrząsnęliśmy się z całej tej scenki, pożegnaliśmy się szybko jeszcze raz i każdy odjechał w swoją stronę. – Szkoda, że Liam i chłopaki wrócili do siebie – żaliła się Viki – Co ja mam powiedzieć? Ty wracasz do domu w którym masz rodzinę, a ja jestem sama… – skrzywiłam się – To może zostaniesz u nas na noc? – zaproponowała przyjaciółka – To świetny pomysł! Zjesz z nami kolację, pogadamy, pożartujemy. Zapraszam – dodała mama Viki – Nie, nie chcę przeszkadzać. Viktoria pewnie chce odpocząć po podróży… – Skąd ty możesz wiedzieć czego ja chcę?! Śpisz u nas! Pogadamy i takie tam – przyjaciółka uśmiechnęła się do mnie szeroko – Dzięki, z chęcią u was przenocuję – odwzajemniłam uśmiech.

Zjedliśmy kolację, podczas której czułam się jak w domu. Uwielbiam rodzinkę Viki, ale tak bardzo brakuje mi rodziców i Marceli… Po posiłku pomogłam sprzątać, wzięłam prysznic i razem z Viki jak za starych, dobrych czasów położyłyśmy się w jej łóżku. – Och Olii, nawet nie wiesz jak bardzo mi tego brakowało. Kiedyś prawie każdy dzień spędzałyśmy razem, a teraz tyle się zmieniło… – Viki zrobiła smutną minkę – Może i dużo się zmieniło, ale jedno zawsze pozostanie takie same. Zawsze będziemy przyjaciółkami siostrzyczko – uśmiechnęłam się szeroko, a obu nam zakręciła się łezka w oku – Dobra, już sobie tak nie słodźmy, bo zaraz się rozkleję – powiedziała przełykając ślinę – Mam lepszy pomysł. Pooglądajmy zdjęcia z wakacji! – dodała z entuzjazmem. Podała mi moją torebkę z której wyciągnęłam iPada i zaczęłyśmy oglądać fotki komentując żywo każdą z nich. Najfajniejsze były oczywiście te, które zostały wykonane na moich urodzinach. Po pół godzinie śmiechów, gdy wreszcie skończyły nam się zdjęcia i zaczęłyśmy z nudów surfować po internecie. Oglądałyśmy nowinki na facebooku i twitterze, a potem wpisywałyśmy do googli różne hasła. Viki wpisała „One Direction” Najpierw w zakładce ‚grafika’ oglądałyśmy zdjęcia chłopaków. Najbardziej podobały nam się te zrobione za czasów Xfactora. Z oglądania zdjęć płynnie przeszłyśmy do filmików na YouTubie. Nie mogłyśmy się od nich oderwać, uśmiechnięte buźki naszych chłopaków i nas wprawiały w świetny humor. Zobaczyłyśmy wszystkie części Video Diary, MEGAMINDu i teleturnieju Spin The Harry. Wreszcie przeszłyśmy do informacji o chłopcach. Poczytałyśmy artykuł o Hazzie i Caroline. Jeśli ta dziewczyna miała być przykrywką dla jego orientacji seksualnej to muszę przyznać, że wybrał źle. Naprawdę źle. Jak na mój gust ta dziewczyna, albo raczej kobieta nijak nie pasowała w swoich eleganckich ubraniach i tonie makijażu do naszego uśmiechniętego, młodzieńczego loczka. Zobaczyłyśmy też artykuł o związkach Zayna z uczestniczkami Xfactora i całą masę innych plotek. Jedne nas bawiły, na przykład te o tym, że chłopaki po odbytym stosunku noszą czapki. Świetne były też artykuły o związkach chłopaków między sobą. Larry, Ziall, Lilo i cała masa innych zmyślnych imion pod fotkami przytulających się chłopaków na dobre wykuły się w naszej pamięci. Wyobraźnia fanek nie zna granic! Były też mniej fajne artykuły. O tym, że chłopcy się zmienili, że olewają fanów, że nadużywają narkotyków, o rozpadzie zespołu z powodu solowej kariery Harrego i wiele, wiele innych. W sumie mało brakowało, a ostatnia plotka okazałaby się prawdą. Jednak nie zamierzałam zawracać swojej głowy na rozmyślania o tym, bo przecież wszystko dobrze się skończyło. Ku naszemu zdziwieniu było też kilka wzmianek o nas; bezimiennych dziewczynach Louisa i Liama, ale na szczęście nikt nie zwracał na nas zbytniej uwagi. Na samym końcu trzeciej strony w wyszukiwarce ukazał nam się tytuł: „1D USA 2012 TOUR”, a pod spodem dopisek ‚starts on October!’ – Co takiego?! Włącz to! – zawołałam i wskazałam palcem na interesujący mnie artykuł. – Cii, cicho Oliwia. Jest trzecia w nocy, uspokój się – skarciła mnie przyjaciółka – Co mam włączyć? – zapytała – Ja to co? Ten artykuł na samym dole – odpowiedziałam niespokojnie – Viki kliknęła w tytuł nawet nie czytając co włącza. Doszło to do niej dopiero, gdy na załadowanej stronce zaczął migać wielki napis „ONE DIRECTION USA TOUR” a pod spodem data 1.10.2012. – Co takiego?! – zawołała Viki zupełnie nie przejmując się późną porą. – Niezły numer, co? – powiedziałam zszokowana nie odrywając oczu od ekranu. – Ale dlaczego nic nam nie powiedzieli? To przecież już za półtorej tygodnia… – w głosie Viktorii słychać było smutek – A może to tylko plotki? Wiesz, tyle dziś tego czytałyśmy, a w internecie nie ma nic pewnego – dodała. Ja niestety nie mogłam potwierdzić tej teorii – Viki, przecież to ich oficjalna strona internetowa, tu są tylko pewnie informacje… – ściągnęłam ją na ziemię – No fuck! Zabije Payna, jak tylko go spotkam! – wycedziła przez zęby zaciskając dłonie w pięści – Spokojnie Viki, zadzwonię do Louisa i zaraz wszystkiego się dowiemy – odpowiedziałam spokojnie, ale też byłam wściekła! Jak oni to mogli przed nami ukrywać?! – Może wyjaśnimy to rano, jest po trzeciej w nocy – Viki przygryzła dolną wargę. Była rozdarta, niby chciała wiedzieć wszystko już teraz, ale gdzieś w zakamarkach jej mógzu odzywał się zdrowy rozsądek – Żadne rano Viki, chcę wiedzieć wszystko teraz. Ciekawe kiedy nas chcieli poinformować? Dwie godziny przed wylotem…? Ładne rzeczy… – czym prędzej wybrałam numer Louisa. Pierwszy sygnał, drugi, trzeci, a z każdym jedynym moja cierpliwość zanikała. W końcu usłyszałam w słuchawce zaspany i odrobinę przestraszony głos – Oliwia? Skarbie? Coś się stało? Nic ci nie jest? – zalał mnie pytaniami – Nie, fizycznie wszystko u mnie okej, ale musimy poważnie porozmawiać – oznajmiłam głosem wypranym z emocji.
____________________________________________________
Hello dziewczynki! Przepraszam, że tak dłuugo
nie pisałam, ale nie miałam czasu:( Teraz jeszcze
zmieniam pracę i ten tydzień będzie zakręcony
jak włosy Harolda, ale postaram się coś dodać.

buziaki, udanej niedzieli! :***

Rozdział 102.

- Co się szczerzysz? – zapytałam odrobinę zbyt ostro niż powinnam. Chłopak przewrócił oczami – Znowu to samo, Olii… Już to przerabialiśmy, pamiętasz? Przytulałaś mnie kiedyś w sypialni Louisa, a potem zjechałaś z góry na dół, teraz powtórka z rozrywki. Najpierw opowiadasz mi na plaży, że chcesz ze mną spać, a teraz znowu ta agresja. Czuję się taki… wykorzystywany – wydął dolną wargę udając smutnego i popatrzył na mnie kontem oka. – Czyli to jednak prawda… myślałam, że to był sen! – powiedziałam – Czyli nic nie pamiętasz? – uśmiechnął się łobuzersko – A jest coś o czym powinnam pamiętać…? – zapytałam niepewnie – Czekaj, wyszłam z imprezy z Zaynem, a potem położyłam się na murku. Chciałeś mnie zanieść do domu, ale było mi niedobrze i pogadaliśmy chwilę na plaży. To chyba wszystko? – Jeszcze siedziałaś na moim brzuchu, bo bałaś się ubrudzić sukienkę. Trzymaliśmy się za dłonie, wiesz, opcja full romantyk – Och – jęknęłam i ponownie zakryłam się kołdrą – Już nigdy nie będę pić! – wybąkałam szczelnie przykryta. Harry delikatnie mnie odkrył. Jego wyraz twarzy był dla mnie nieodgadniony. Targały nim różne uczucia – To znaczy, że żałujesz, że spędziłaś ze mną trochę czasu? – zapytał po czym spuścił wzrok i nerwowo bawił się bransoletką na swoim nadgarstku. Złapałam go za dłoń, a chłopak spojrzał na mnie – Oczywiście, że nie żałuję głuptasie. Mam tylko nadzieję, że nie wygadywałam żadnych głupot i nie byłam zbyt nachalna. Jesteś moim przyjacielem, nie chciałabym cię zrazić do siebie. – chłopak pasknął śmiechem – Zrazić? Chyba sobie żartujesz. Nie zrobiłaś nic głupiego. No oprócz tego, że cały czas wmawiałaś mi, że jestem gejem. Jeszcze chwila i sam zacząłbym w to wierzyć – Możesz przestać udawać przede mną. Dobrze wiem, że jesteś ge… – Oli! – chłopak zmroził mnie wzrokiem – Okej, już nic nie mówię. Wiesz, w sumie wczorajszy wieczór nie był taki najgorszy, co? – zapytałam zagryzając dolną wargę – Było całkiem okej. Dowiedziałem się wielu ciekawych rzeczy. Na przykład jak podrywać za pomocą gwiazd. – Zaczerwieniłam się – Nie gadaj, że ci to pokazywałam?! – chłopak skinął głową. Zawahałam się, czy zadać następne pytanie. Otworzyłam usta po czym od razu je zamknęłam. – Coś jeszcze chcesz wiedzieć? – zapytał widząc moje niezdecydowanie – W sumie tak… mówiłam ci skąd znam… ten patent z gwiazdami? – podrapałam się po czole – Tak, powiedziałaś, że znasz to od Maćka. Sporo o nim wczoraj opowiadałaś. Niezłe z ciebie ziółko – uśmiechnął się przyjaźnie, ale mi wcale nie było do śmiechu. Aż usiadłam z wrażenia. Jak bardzo mogłam być wczoraj wylewna? – Sporo, to znaczy ile? – zapytałam – Powiedziałaś mi o nim raczej wszystko. Jak się poznaliście, że zabrał cię do domu na obiad z rodzicami, że chcieliście się pocałować na pomoście nad Wisłą, ale akurat dzwonił Lou… – Dobra, dobra wystarczy! Znam te historie, nie musisz mi ich powtarzać, naprawdę. – westchnęłam głośno i z przerażeniem patrzyłam w zielone oczy Harrego. Znienacka na jego twarzy pojawił się serdeczny uśmiech. Ścisnął moją dłoń – Oliwia, spokojnie. Przecież obiecałem ci wczoraj, że to zostanie między nami. Ty w zamian obiecałaś mi, że nie wyjawisz nikomu, że jestem gejem. – zaśmiał się przewracając oczami. – Dziękuję Harry. Prawdziwy z ciebie przyjaciel – uśmiechnęłam się lekko – Polecam się na przyszłość – odpowiedział miło – Mogę cię przytulić? – zapytałam nieśmiało. Twarz chłopaka rozjaśnił ogromny uśmiech. Rozłożył ręce w wymownym geście, a ja od razu przywarłam do niego całą sobą, opierając głowę na jego ramieniu – Przepraszam cię za wczoraj – powiedziałam szeptem – Nie ma za co mała. Wszystko jest w porządku – odpowiedział, a jego usta przy każdym słowie muskały moją szyję, co sprawiało mi niewyobrażalną przyjemność. Jego ciepły, słodki oddech działał na mnie prawie hipnotyzująco. Palce prawej dłoni przesuwał wzdłuż mojego kręgosłupa w górę i w dół, co przyprawiało mnie o przyjemne ciarki. Nie mogłam wyrwać się z jego ramion. Siedzieliśmy tak dłużej niż wypadało, ale zupełnie się tym nie przejmowałam. Czułam się taka bezpieczna. Oddychałam głęboko delektując się zapachem jego skóry, włosów, perfum, jego obcisłej koszulki… Stop, co ja robię?! Czym prędzej odskoczyłam od niego. Był zmieszany tak samo bardzo jak ja. – To ja idę wziąć prysznic – wypaliłam, szybko zeskoczyłam z łóżka i jeszcze szybciej zatrzasnęłam za sobą drzwi w łazience. Co ja do cholery wyprawiam?! Alkohol wypalił mi chyba resztkę szarych komórek do zera. Wskakuję do kabiny i odkręcam ciepłą wodę. Spokojnie Olii, przecież nic się nie stało. To gej, to nic dla niego nie znaczy, dla ciebie też nie, pocieszałam się w myślach. Wtedy do głowy wpadła mi przerażająca myśl, a co jeśli Hazza jest hetero? Co jeśli jest zwyczajnym chłopakiem? Dlaczego spędza ze mną tyle czasu, przytula mnie i jest dla mnie taki wyrozumiały. Dlaczego jest wściekły, gdy widzi mnie z Lou, gdy coś razem planujemy, wyjeżdżamy… ? Nie, to nie możliwe… Staram się odgonić od siebie tą dziwną myśl, ale wraca do mnie jak bumerang. Czy to możliwe, że Harry się we mnie zakochał? Od razu potrząsam głową i śmieję się sama z siebie. Kretynko, jak mogło ci to przyjść do głowy? Po pierwsze jestem dziewczyną jego przyjaciela, a po drugie co niby miało go we mnie pociągać? Kilka miesięcy temu, gdy się poznaliśmy chłopcy nie byli jeszcze tak popularni. Nie mieli własnych piosenek, płyty, teledysku. Nie szalało za nimi miliony dziewczyn na całym świecie więc wtedy mogłam wydawać się im atrakcyjna. Ale teraz? Codziennie spotykają setki ślicznych dziewczyn, które tylko czekają na ich jeden uśmiech, gest, spojrzenie. Gdybym nie poznała chłopców tych kilka miesięcy temu teraz nie miałabym szans nawet na wspólne zdjęcie. Jestem nikim, dopiero teraz to sobie uświadomiłam. Sięgnęłam po żel pod prysznic, a na moim nadgarstku coś zamigotało. Moja przecudowna bransoletka. Uśmiechnęłam się i ponownie uważnie się jej przyjrzałam. Może i jestem nikim, ale dla nich jestem ważna. Mi samej ciężko w to uwierzyć, ale znaczę dla nich tyle co oni dla mnie… Eh, dlaczego zawsze gorąca woda i prysznic powodują, że rozmyślam nad swoim życiem? Szybko zakręcam kurek. Leki które podał mi Lou zadziałały. Czuję się już prawie dobrze, co więcej zaczynam czuć głód. Ubieram się szybko i wychodzę z łazienki. Hazza dalej leży na łóżku – Jestem głodna, idziemy coś zjeść? – zapytałam miło, co bardzo go zdziwiło. Patrzył na mnie wielkimi oczyma. Pewnie myślał, że będę go unikać. W sumie taki miałam zamiar, ale patrząc na moją bransoletkę, poniekąd symbol naszej przyjaźni nie mam serca go olewać – Eee, Harry? Wszystko okej? – zapytałam niepewnie, bo chłopak nie ruszył się ani o milimetr. Dalej wpatrywał się we mnie niczym marmurowy posąg. Udało się go ściągnąć na ziemię dopiero za drugim podejściem – Harry? Chodźmy na obiad. – powiedziałam miło i wyciągnęłam w jego stronę dłoń – Przepraszam, zamyśliłem się. Jasne, możemy iść coś zjeść – powiedział, po czym złapał moją dłoń i wstał z łóżka. Uśmiechnęłam się do niego miło, a on odwzajemnił uśmiech, tyle że zrobił to niepewnie, jakby obawiał się, że zaraz go spoliczkuję, wrzucę do oceanu, albo zacznę histeryzować. Postanowiłam się tym nie przejmować. Złapałam go pod rękę i niemal ciągnęłam za sobą. Po chwili chłopak stwierdził chyba, że nie grozi mu żadne niebezpieczeństwo, ani, że nie postradałam zmysłów, bo nieco się rozluźnił. Dalej zaciskałam dłoń na zgięciu jego łokcia, bo nie czułam się na tyle pewnie, aby móc iść po kamieniach sama. Po chwili dołączyliśmy do reszty znajomych. Przywitałam się z Viki, Wojtkiem i Megg. Zjedliśmy obiad, a resztę dnia spędziliśmy wypoczywając na leżakach i pijąc tylko świeże soki. Nikt nie miał już ochoty na alkohol. Potrzebowaliśmy czasu żeby odetchnąć, tym bardziej, że już jutro czeka nas to co nieuniknione: Powrót do Londynu.
_______________________________________
heloł dziewczynki :) z okazji niedzieli
mam dla Was nowy rozdział :) niestety
wcześniej nie dałam rady, bo w piątek
byłam na urodzinach kolegi, a wczoraj
na weselichu koleżanki :) buziaki:*